Dzienniczek - lipiec 2013 r.



JEZUS CHRYSTUS JEST KRÓLEM POLSKI!!!
                                                                                                             

1 lipiec

Święto Najdroższej Krwi Jezusa Chrystusa

(zniesione przez modernistyczny Watykan).

 



 

Kłaniamy Ci się Panie, Jezu Chryste, i błogosławimy Ciebie, żeś przez Krzyż Twój Święty świat odkupić raczył.

 

Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste zmiłuj się nad nami.

Ach żałuję za me złości jedynie dla Twej miłości.

 Bądź miłościw mnie grzesznemu, do poprawy dążącemu.

Bądź miłościw mnie grzesznemu, Dla Ciebie odpuszczam bliźniemu.

 

Kto zabija człowieka, zabija istotę rozumną,

PODOBIEŃSTWO BOGA;

ten zaś, kto niszczy dobrą książkę, zabija sam rozum,

PODOBIEŃSTWO BOGA - że tak powiem - w zarodku.

John Milton, Areopagitica

 

 



Narzędzia tortur „świętej inkwizycji kościoła rzymskiego”

 

Andrzej Nowicki- O Świętej Inkwizycji.



„Dzień 4 listopada 1184 roku przyjmowany zwykle bywa jako data ustanowienia świętej inkwizycji dekretem papieża Lucjusza III, wydanym w Weronie w obecności cesarza Fryderyka I. W rzeczywistości ustanawianie inkwizycji trwało kilkadziesiąt lat; poszczególne jej elementy  znajdujemy już w poprzednich stuleciach, natomiast szczegółowe wypracowanie zasad i metod (podręczników) jej funkcjonowania trwać będzie przez wiek trzynasty i początek czternastego.

Sztandar Inkwizycji („Encyklopedia Europejska)

Mimo to rok 1184 można uznać za datę bardzo ważną ze względu na kilka zasadniczych sformułowań dekretu papieża Lucjusza III. Po pierwsze więc mamy w tym dekrecie stwierdzenie, że został on wydany:

 

,,za radą biskupów oraz sugestią ze strony cesarza i jego książąt” — de episcopali consilio et suggestione culminis imperialis et principum"6),

a więc został uznany za konieczny przez szczyty hierarchii feudalnej, które postanowiły zobowiązać wszystkich biskupów do wizytowania diecezji raz lub dwa razy do roku osobiście lub przez archidiakonów. To sprawowanie inkwizycji w terenie było rozszerzeniem obowiązków biskupich o nowy, bardzo doniosły rodzaj usług kościoła. Oprócz usług ideologicznych miał odtąd wyświadczać feudałom również usługi policyjne. Na tym etapie rozwoju feudalizmu, kościół przestał wystarczać feudałom jako aparat ideologiczny, uświęcający feudalizm; musiał stać się również aparatem wywiadowczym i śledczym.

 

Po drugie, dekretem tym zobowiązano wszystkich „dobrych  chrześcijan” do donosicielstwa.

 

Mianowicie postanowiono, że biskup przybywając do parafii będzie powoływał trzech lub więcej ,,świadków synodalnych", albo nawet całą wieś zmuszał do przysięgi,

,,ze ktokolwiek wiedziałby o heretykach lub o jakichkolwiek ludziach, odbywających tajne zebrania albo różniących się od reszty wierzących trybem życia i obyczajami, wskaże ich biskupowi lub archidiakonowi".

 

Obowiązkowa spowiedź dla wszystkich parafian - w określonych odstępach czasu została wprowadzona przez papieża Innocentego III w roku 1215.

 

Poszczególni biskupi wywiązywali się ze swych obowiązków inkwizycyjnych rozmaicie. Papieże musieli często przypominać biskupom o tych obowiązkach i grozić karami — do pozbawienia biskupstwa włącznie.

 

Kanony IV powszechnego soboru lateraneńskiego z 30 listopada 1215 roku grożą:

 

,,Jeżeli jakiś biskup będzie niedbałym w oczyszczaniu swej diecezji z fermentu heretyckiej nieprawości... zostanie usunięty ze stanowiska biskupa, a miejsce jego zajmie inny, który będzie chciał i będzie mógł wytępić heretycką nieprawość".7

 

Ostatecznie jednak inkwizycja biskupia czyli synodalna okazała się nie wystarczająca i poczynając od lat trzydziestych trzynastego wieku papieże coraz częściej powierzają funkcje inkwizytorów zakonnikom, przeważnie dominikanom. A więc oprócz rozszerzenia funkcji biskupich o funkcje policyjno-wywiadowcze i sądowe, zaszła konieczność stworzenia specjalnego kościelnego aparatu policyjno-wywiadowczego w postaci inkwizytorów - zakonników.

Oznaczało to, że niebezpieczeństwa buntów ludowych nie można lekceważyć i że kościół musi dołożyć maksymalnych wysiłków dla wczesnego rozpoznawania oznak nadciągających burz.

Mimo oporu części duchowieństwa papieże zaprowadzili inkwizycja prawie we wszystkich krajach chrześcijańskich, zresztą przeważnie na życzenie monarchów, zainteresowanych w posiadaniu dodatkowego, kościelnego aparatu policyjno-sądowego, mającego zapobiegać wstrząsom społecznym. Ci książęta, którzy nie rozumieli swego interesu w uruchomieniu na ich ziemiach aparatu inkwizycyjnego, zostali do tego zmuszeni — w powszechnym interesie wszystkich feudałów.

Nastąpił okres stabilizacji inkwizycji. W setkach dekretów końca XII, a następnie całego XIII i na początku XIV wieku papieże coraz dokładniej precyzowali uprawnienia i procedurę inkwizycji. Zaczęły powstawać podręczniki dla inkwizytorów, zawierające zbiory rozporządzeń papieskich, cesarskich i królewskich, wskazówki, w jaki sposób należy przeprowadzać badania, szeregi pytań, jakie należy zadawać badanym, aby rozpoznać do jakiej sekty należą i wzory wyroków. Najsławniejszymi i najbardziej rozpowszechnionymi podręcznikami inkwizytorskim XIV wieku były :

Practica Inquisitionis haereticae pravitatis" inkwizytora Bernarda Guidonisa oraz „Directorium Inquisitorum" inkwizytora Mikołaja Eymeryka. Oba te dzieła zachowały się do naszych czasów. Dzięki tym podręcznikom indywidualność inkwizytora przestała odgrywać decydującą rolę, a praktyki inkwizycyjne uległy ujednoliceniu.

W początkowym okresie to jest do początku XIII wieku, kiedy inkwizycja (synodalna) była dodatkowym zajęciem narzuconym przez papieży i monarchów biskupom,

 ,,w zależności od osobistego usposobienia biskupa danej diecezji heretycy byli w jednej diecezji paleni, w drugiej piętnowani rozpalonym żelazem8, w trzeciej wtrącani do więzień, w czwartej skazywani na łagodne pokuty, w piątej oddawani samosądowi 'podburzonego tłumu, w innej wreszcie pozostawiani w spokoju"9. Stosowane było także zakopywanie żywcem do ziemi i wrzucanie do kanału10.

Bardzo szybko jednak doszło do ujednolicenia kar. Z wyraźnym żądaniem kary śmierci za „herezję" wystąpił papież Innocenty III (1196—1216), pisząc dnia 25 marca 1199 roku do władz miasta Viterbo:

 

„Jeżeli według prawa świeckiego za obrazę majestatu ziemskiego wymierzana bywa kara śmierci i konfiskaty całego majątku, to z o ile większą słusznością winni być karani ludzie obrażający Jezusa Syna Bożego porzucaniem wiary, skoro o wiele cięższą rzeczą od obrazy majestatu doczesnego jest obrazą majestatu wiecznego”11.

Stojąc na straży interesów całości ustroju feudalnego papieże napiętnowali kwestionowanie porządku feudalnego mianem „herezji” i zaczęli domagać się za to jednolitej kary śmierci.

 

Cytowane wyżej zdanie Inocentego III weszło w roku 1215 do 3 kanonu uchwał czwartego soboru lateraneńskiego, a 22 listopada 1220 roku powtórzył je cesarz Fryderyk II w konstytucji dla całego cesarstwa. W następnej konstytucji z roku 1224 cesarz Fryderyk precyzuje rodzaj kary śmierci dla heretyków, mianowicie spalenie na stosie. "W" konstytucji z roku 1238 powiada cesarz Fryderyk II jeszcze wyraźniej:

„Postanawiamy, aby zbrodnia herezji i jakiejkolwiek przeklętej sekty była zaliczana do zbrodni publicznych... Postanawiamy, aby heretycy byli karani śmiercią... aby żywcem na widoku  publicznym paleni byli w płomieniach —. mortem pati haereticos decernimus... UT VIVI IN CONSPECTU HHOMINUM CONBURANTUR flammarum commissi judicio"12.

 

Konstytucje i statuty cesarskie przesłał papież Grzegorz IX (1227—1241) arcybiskupom niemieckim oraz dominikanom w Niemczech polecając im, aby w postępowaniu przeciw heretykom kierowali się właśnie tymi świeżo wydanymi prawami cesarza Fryderyka II.

„Żadne może średniowieczne ustawy cesarskie — pisze prof. Karol Korany! — nie uzyskały takiego znaczenia i nie oddziałały tak na ustawodawstwo innych państw jak konstytucje Fryderyka II przeciw heretykom... Znaczenie, .jakie sobie omawiane ustawy w świecie chrześcijańskim zdobyły, zawdzięczają one przede wszystkim przychylnemu stanowisku władzy duchownej. Kościół bowiem znajdując w tych ustawach oparcie dla swej działalności w walce z herezją, dążył usilnie do ich rozpowszechnienia"13.

 

Odpowiedzialność papiestwa za powszechne wprowadzenie kary śmierci w płomieniach dla „heretyków", czyli głoszących idee antyfeudalne kaznodziejów ludowych, stwierdza również ksiądz prof. Grabowski:

 

 „Konstytucje cesarza Fryderyka II przeciw heretykom stały się kanonem, który przez długi czas stosowali władcy świeccy. Były" one umieszczane w statutach królewskich i książęcych, państwowych i miejskich. Wielokrotnie papieże przypominają je władcom świeckim i domagają się ich wykonania i umieszczenia w swoich statutach pod groźbą ekskomuniki"14.

 

Papież Honoriusz III (1216—1227) umieścił w swym — opublikowanym w roku 1226 — oficjalnym zbiorze dekretaliów tzw. ,,Compilatio quarta" ustępy o ,,heretykach" z ustawy cesarskiej z roku 1220. Papież Innocenty IV (1243-1254) w bulli „Cum adversus haereticam

 

pravitatem" z 31 maja 1252 roku, powtórzonej 22 maja 1254 roku zamieścił pełny tekst opublikowanych w roku 1239 trzech ustaw cesarskich i polecił władzom miast włoskich włączyć je do statutów miejskich i stosować w praktyce. Przypilnowanie wykonania tego rozkazu powierza papież franciszkanom i dominikanom, sprawującym funkcje inkwizytorów papieskich, przy czym upoważnia ich, aby opornych drogą ekskomuniki i interdyktu zmuszali do posłuszeństwa. Bulle ,,Cum adversus" powtarzają następcy Innocentego IV, papież Aleksander IV w roku 1258 i papież Klemens IV w roku 1265.

 

Podręczna Encyklopedia Kościelna (pod redakcją księdza Chełmickiego, tom z roku 1909) demaskuje mimowolnie przy tej okazji obłudę formuł inkwizycyjnych:

 

,,Prawda, że sąd inkwizycyjny oddając zatwardziałego heretyka w ręce władzy świeckiej, prosił, aby go nie skazywano na śmierć, lecz prośba ta była bez znaczenia, ponieważ władza świecka, jeżeliby nie postąpiła ze skazanym według praw obowiązujących narażała się na karę ekskomuniki... Trwanie zaś przez rok w ekskomunice pociągało za sobą oskarżenie o herezję"15.

 

W roku 1252 papież Innocenty IV wydał bullę „Ad extirpanda", w której postanawiał, że jeżeli ,, heretyk" będzie oddany w ręce władzy świeckiej, to ta zaraz lub w przeciągu co najwyżej pięciu dni powinna z nim postąpić ,,według prawa" — to znaczy spalić go na stosie. Podobne bulle wydali papieże Klemens IV i Mikołaj IV.

 

Wreszcie papież Bonifacy VIII (1294—1303) w bulli ,Ut inquisitionis negotium", włączonym później do wydanego przez siebie dnia 3 marca 1296 roku zbioru ,,Liber Sextus" wyraźnie aprobuje jeszcze raz konstytucję cesarza Fryderyka II — leges quasdam per Fredericum olim Romanorum imperatorem promulgatas APPROBANTES ET OBSERVARI VOLENTES16 — ,,nadając mu tym samym formalnie moc obowiązującą we wszystkich państwach chrześcijańskich"17.

 

Dekretem z dnia 5 grudnia 1315 roku król Ludwik X nadał konstytucjom cesarza Fryderyka II przeciw heretykom moc obowiązującą na terenie całej Francji.

Zachowały się wzmianki kronikarskie o tysiącach wyroków śmierci wydanych przez inkwizytorów papieskich. Na śmierć jednak skazywano zwykle tylko tych, którzy ,,woleli umrzeć, niż wyprzysiąc się" swej idei. Ze zwrotem tym spotykamy się wielokrotnie w kronikach i archiwach inkwizytorów. Kaznodzieje ludowi żegnali się słowami: ,,Niechaj cię Bóg strzeże od złej śmierci", przy czym przez ,,złą śmierć" rozumieli bynajmniej nie śmierć na stosie w płomieniach, lecz śmierć w wierze katolickiej,18 uświęcającej znienawidzony porządek feudalny. Inkwizytor Bernard Guidonis podając to wyjaśnienie dodaje, że przywiązanie ich do idei jest tak niezłomne, że nie ukrywają swoich przekonań, lecz ,,wolą raczej w nich i za nie umrzeć, niż się ich wyprzysiąc"19.

 

Duża ilość świadectw inkwizytorskich tego rodzaju świadczy o tym, że obfitość wyroków śmierci za ,,herezję" oznacza nie tylko wielkość okrucieństwa inkwizytorów papieskich — broniących w ten sposób porządku feudalnego przed rewolucją ludową — ale również wielkość bohaterstwa kaznodziejów ludowych.

 

Papieże a tortury

 

W pisanym z pomocą papieża Grzegorza XVI studziewięcio-tomowym ,,Słowniku erudycji historyczno-kościelnej" zapewnia Moroni, że ,,postępowanie rzymskiego trybunału inkwizycji było zawsze ojcowskie i jak najsłodsze — DOLCISSIMA E PATERNA fu SEMPRE la condotta tenuta dal tribunale di Roma"20.

 

Również autor ,,Historii kościoła katolickiego" ksiądz Delert zapewnia, że wprawdzie „był w Rzymie wydział inkwizycji od najdawniejszych czasów, lecz trybunał ten żadnych wyroków śmierci nie wydawaj żadnych tortur nie używał i żadnego związku nie miał z inkwizycją hiszpańską"21.

 

Kłamstw tego rodzaju moglibyśmy przytoczyć bardzo wiele. Do ogłaszania ich ośmieliły publicystów klerykalnych władze kościelne, które spaliwszy w ciągu kilkuset lat wiele milionów książek, zamknąwszy przed historykami dostęp do wielu tysięcy rękopisów (w szczególności do siedmiu tysięcy tomów, stanowiących archiwum inkwizycji rzymskiej)

 i zakazawszy wiernym — pod groźbą surowych kar kościelnych i piekielnych

czytania tych książek zakazanych, których inkwizytorom nie udało się spalić, liczyły na to, że olbrzymia większość czytelników nie będzie miała możliwości sprawdzenia ich twierdzeń, a tych, którzy by je mogli i chcieli zdemaskować, uda się — takimi czy innymi metodami — zmusić do milczenia.

 

Po zreorganizowaniu rzymskiej inkwizycji przez papieża Pawła III (1534—1549) w roku 1542, sprawa tortur stanęła bardzo szybko na porządku dziennym kardynalskiej kongregacji świętego Officjum.

 

 Niestety, z pierwszych dwunastu lat funkcjonowania tej kongregacji nie udostępniono historykom prawie żadnych dokumentów, ukrywając je zazdrośnie w archiwach świętego Officjum”.

 

Przypisy

1 Ludwig von Pastor Geschichte der Papste, Freiburg in Breisgau 1928, tom V, s. 712, tom VI. s. 160 i 508; „Dekrete", s. 2—5. Gottfried Buschbell, Reformation und Inquisition in Italien urn die Mitte des XVI Jahrhunderts, Paderbom 1910, s. 174.

2 Pastor, „Dekrete", s. 4—5

3 Ksiądz Sadok Barącz, „Klasztor i kościół Dominikanów w Krakowie" Poznań 1888, s. 12.

4 Pastor, ,,Dekrete", m. in. z 29 października 1572 roku, z 25 stycznia 1560 roku, z 16 grudnia 1592 roku.

5 Pastor, „Dekrete", s. 3 — 4.

6 Tekst przytoczony m. in. w Corpus documentorum Inquisitionis Neerlandicae, tom I, dok. 59.

7 Tekst w Corpus documentorum Inquisitionis Neerlandicae, tom I, dok. 68.

8 M. in. wXII wieku w Anglii.

9 Ch. V. Langlois. L'Inquisition d'apres des travaux recents, Paryż 1902, str. 29. 10 Karę tę stosował m. in. inkwizytor francuski Robert Bułgar.

10 Herbert Thurston, The Holy Office, w Encyklopedii Hastinga

11 Elphege Vacandard, Inquisition, str. 330.

12 Ksiądz Ignacy Grabowski, Postępowanie inkwizycyjne przeciw heretykom w średniowieczu, Warszawa 1937, str. 15.

13 Karol Koranyi, Konstytucje cesarza Fryderyka II przeciw heretykom i ich recepcja w Polsce, księga pamiątkowa ku czci Wł. Abrahama, tom I, str. 4—6.

14 Ksiądz Ignacy Grabowski, Postępowanie inkwizycyjne przeciw heretykom w średniowieczu, str. 16.

15 Tom 17—18, str. 127—128.

16 Prawa wydane niegdyś przez Fryderyka cessrza Rzymian aprobując i chcąc, aby były przestrzegane.

17 Koranyi, j. w. str. 5—8.

18 Bernard Guidonis, Practica Inquisitionis, str. 240.

19 Bernard Guidonis, Practica Inquisitionis str. 265—266.

20 G. Moroni, „Dizionario di erudizione storico-ecclesiastica da S. Pietro sino ai nostri giorni", w 109 tomach, Wenecja 1840—1879, tom XXXV, str. 46; trzeba przyznać, że Pastor nazwał cytowane wyżej twierdzenie Moroniego,,z gruntu fałszywym —durchaus falsch", tom VI, str. 507.

21 Ksiądz J. B, Delert, ,,Historia kościoła świętego katolickiego", Poznań 1871, tom II, str. 115.

22 późniejszego papieża Piusa V.

23 Pastor, „Allgemeine Dekrete der romischen Inquisition", Freiburg 1912 str. 18.

24 Pastor, tom VI, str. 518.

25 Pastor, „Allgemeine Dekrete", str. 21; Pastor, tom VI, str. 510.

26 Pastor, .„Allgemeine Dekrete", str. 23; Pastor, tom VI, str. 510

27 Pastor, „Allgemeine Dekrete", str. 24; Pastor, tom VII, str. 514

28 Pastor, „Allgemeine Dekrete", str. 31

29 Seppelt, str. 385.

30 Pastor, „Allgemeine Dekrete". str. 31; Pastor, tom VIII, str. 213—214.

31 Pastor, „Allgemeine Dekrete", str. 33; Pastor, tom IX, str. 217.

32 Non plus sapere quam oportet sapere. Divi Ivonis episcopi epistolae, ks. Migne, Patrologia latina. tom 142, list 7.

33 Encyklika „Humani generis" z 12 sierpnia 1950 r. Discorsi e radiomessaggi di sua santita Pio XII, tom XII. str. 497.

34 Ks. Migne. tom 178, str. 1615

35 Ks. Migne tom 182, str. 1055 Bernard. Donos na Abelarda.

36 Ks. Migne, tom 178. Por. Abelard: Historia moich niedoli, Warszawa 1952 r.

37 Innocenty II papae epistolae, ks. Migne, tom 179, dok. 447, str. 517

38 Innocentii II papae epistolae, ks. Migne, tom 179, dok. 448, str. 517

39 Vacandard. ,,Vie de St. Bernard", tom II., str. 166,

40 Według kroniki Alberyka. Guiraud. str. 194—196. Lea. tom II, rozdz. VI (tom II, str. 2 ros. przekładu).

41 Lea, tom I, rozdz. IV. str. 85

42 Lea, tom II. rozdz. VI (tom II. 35 ros. przekładu).

43 W XVI wieku były w tej sprawie powzięte uchwały protestacyjne sejmików szlacheckich.

44 Guiraud, str. 198: Lea, tom I. rozdz. XIV, str. 349.

45 Władysław Tatarkiewicz. „Historia Filozofii" wyd 1946, tom I. str. 334.

46 Władysław Tatarkiewicz. „Historia Filozofii" wyd 1946 str. 286: Lea. tom II, rozdz. VI (tom II, slr, 5),

 

47 Lea, tom I, rozdz. XIV, str. 349

48 Lea, tom, I, rozdz. XIV, str. 349

49 Lea, tom II, rozdz, VI, (tom II, str. 36 ros. przekładu).

50 Hergenrother. ,,Historia powszechna Kościoła Katolickiego" tom X. str. 149; Lea, tom II. rozdz. VII, (tom II, str. 86 ros. przekładu).

51 Lea, tom II, rozdz. VII, (tom II, str. 116)

52 Heck i Maleczyńska, Ruch husycki w Polsce, str. 226—231

53 Pastor, tom II. str. 336—337

54 Pastor, tom III. str. 308. tytuł

55 Ksiądz Jan Fijałek, ,,Początki cenzury prewencyjnej w kościele rzymsko-katolickim i w Polsce" (Studia Staropolskie, Kraków 1928), str.132— 133

56 Ksiądz Jan Fijałek, ,,Początki cenzury prewencyjnej w kościele rzymsko-katolickim i w Polsce" (Studia Staropolskie, Kraków 1928), str.133

57 Ksiądz Jan Fijałek, ,,Początki cenzury prewencyjnej w kościele rzymsko-katolickim i w Polsce" (Studia Staropolskie, Kraków 1928), str.133

58 Ksiądz Jan Fijałek, ,,Początki cenzury prewencyjnej w kościele rzymsko-katolickim i w Polsce" (Studia Staropolskie, Kraków 1928), str.134

59 Llorente, tom IV, str. 296

60 Ksiądz Jan Fijałek, ,,Początki cenzury prewencyjnej w kościele rzymsko-katolickim i w Polsce" (Studia Staropolskie, Kraków 1928), str.135

61 Ksiądz Jan Fijałek, ,,Początki cenzury prewencyjnej w kościele rzymsko-katolickim i w Polsce" (Studia Staropolskie, Kraków 1928), str.137

62 Ksiądz Jan Fijałek, str. 138—141; skład sądu podaje także ksiądz Rybus, „Królewicz kardynał Fryderyk Jagiellończyk", str. 121; informacje o kanonikach krakowskich, wchodzących w skład trybunału inkwizycyjnego, zawiera „Katalog" biskupa Łętowskiego.

63 Pastor, tom III, str. 614

64 Pastor, tom IV-1, str. 568

65 Pastor, tom III, str. 136

66 Ksiądz Fabisz, str 110. Ksiądz Tadeusz Glemma, „Stosunki kościelne w Toruniu w stuleciu XVI i XVII na tle dziejów kościelnych Prus królewskich", Roczniki Tow. Nauk w Toruniu, Toruń 1934, str. 30.

67 Pastor, „Geschichte der Papste", tom III, str. 828—837.

68 Pastor, „Geschichte der Papste", tom IV, str. 442—444.

69 Acta Tomiciana, tom V, dokument CCCI, str. 284

70 Acta Tomiciana, tom V, dokument CCCI, str. 284

71 Pastor, „Geschichte der Papste", tom IV, str. 568; „Daher untersagt der Papst mit Gutheissung des Konzils unter Exkommunikation und schwerer Geldstrafe den Druck eines Werkes ohne Approbation des Bischofs ind des Inquisitors... Jedes Buch, das damit nicht versehen ist, soll verbrannt werden".

72 Ksiądz Fabisz, str. 110. tom I, str. 225.

73 Ksiądz Barącz, ,,Rys dziejów zakonu kaznodziejskiego".

74 Acta Tomiciana, tom VI, dokument CCXLVIII, str. 289.

75 Corpus doc. Inq. Neerlandicae, tom V, str. 400—406; Pastor, tom IV-1, str. 288.

76 Corpug doc. Iuq. Neerlandicae, tom IV, str. 76 i tom V, str. 403—404.

77 Corpus doc, Inq. Neerlandicae, tom IV, str. 77, 110—113.

78 Corpus doc. Inq. Neerlandicae, tom V, str. 63, 96, 116—118, 150—153, 267, 355.

79 Corpus doc. Inq. Neerlandicae, tom V, str. 355.

80 Starodawne prawa polskiego pomniki, tom III, wyd. Michała Bobrzyńskiego, „Correctura statutorum et consuetudinum Regni Poloniae", Kraków 1874, str. 177—179.

81 Zygmunt Wojciechowski, „Zygmunt Stary", str. 294.

82 Zygmunt Wojciechowski, „Zygmunt Stary", str. 294. (Wł. Pociecha w „Ref. w Polsce", II, str. 164—165)

83 Fontana. Renata, tom, I, dok. LXXIV i LXXVII.

84 Władysław Wisłocki, „Andrzeja na Więcborku Zebrzydowskiego Korespondencja... z przydaniem Synodów"; Kraków 1878, dok. 849, str. 524—525

85 Llorente tom IV, str. 310.

86 Llorente, torn IV, str. 311

87 Buschbell, str. 33

88 Pastor, torn V, str. 715

89 Pastor, torn VI, str. 159

90 Pastor, Dekrete, str. 62; Pastor, torn VI, str. 159-160

 

91 Pastor, Dekrete, str. 62

92 Pastor, torn VI, str. 619

93 Ks. Wincenty Kraiński, Historia literatury i oświaty, Wrocław 1867, str. 111

94 Pastor, tom VI, str. 520-521

95 Pastor, tom VI. str. 521

96 Pastor, tom VI, str. 522.

97 Herbert Thurstom, Encyklopedia Hastingsa, tom IV, str. 454

98 Erazm Rykaczewski, “Relacje nuncjuszów”, tom I. str. 87.

99 Llorente, tom IV, str. 312.

100 Pastor, tom VI, str. 523

101 Llorente, torn IV, str. 312

102 Pastor, torn VI, str. 520.

103 Nazwiska uczestników komisji podaje Pastor w przypisie tom VII, str. 300

104 Pastor, tom VII, str. 301

105 Vitaliano Riderelli, artykul w ,,Avanti" z 10 maja 1950 r.

106 Pastor, tom VIII, str. 227.

107 Pastor, tom IX. str. 234.

108 Pastor, Dekrete, str. 32—33.

109 Ksiadz "Wincenty Kraińsiki, Historia literatury i oświaty Wrociaw 1867, str. 111.

110 Pastor, Dekrete, str. 46.

111 Pastor, tom XI, stJ-. 469—471

112 O. Szymon Okolski, ,,Biskup kijowskich i czerniechowskich świętego katolickiego rzymskiego kościoła porządek i liczba", 1646, według wydania z raku 1853, str. 57.

113 Pastor, tom. XI, str. 464—466. Por. moj wstęp do książki: Giordano Bruno, Pisma filozoficzne, Warszawa 1956, str. 5—47.

114 Pastor, tom XII, str. 215 i tom IX, Akten str. 903. Walkę Kościoła z teorią Kopernika omawiam w moich pracach: Kopernik — człowiek Odrodzenia, Warszawa 1953, Kościół przeciw Kopernikowi, Myśl filozoficzna 1953 nr 1 str. 209—229.

115 Pastor, tom XII, str. 215 i tom. IX, Akten str. 903.

116 Pastor, tom XII, str. 211.

117 Pastor, tom XII, str. 211.

118 Zeitschrift fur die Geschichte und Altertumskunde Ermlands tom 26, zeszyt 81, Braniewo 1938, str. 654

119 Artur Górski, ,,Ku czemu Polska szła", 3 wyd. z r. 1921, str. 168

120 Pastor, tom XVI-1, str. 246. tytuł

121 Pastor, tom XVI-1, str. 255. tytuł

122 ,,lndex librorum prohibitorum Ss, mi. D. N. Pii P. P. XI iussu editus. Anno 1938".

 

Publikacje nadesłane :



***KLIKNIJ***Andrzej Nowicki- O świętej inkwizycji.




Badanie ogniem heretyka przez „świętą inkwizycje".

 

 

Peter Godman

TAJEMNICE INKWIZYCJI

 

„Rzymu, gdzie spędziłem szczęśliwy rok na badaniach w archiwach Świętego Oficjum, wróciłem do Tybingi wiosną 1999 r. Ponieważ wyniki moich badań chciałem udostępnić szerszej publiczności, zaproponowałem cykl wykładów w ramach Studium Generale na uniwersytecie w Tybindze, które studentom wszystkich kierunków, jak również obywatelom miasta, dały okazję poznania wielu rozmaitych tematów.

Pewnego popołudnia, czekając na przystanku autobusowym, czytałem książkę. Obok mnie siedziała pani, której nazwiska nie znałem (i do dzisiaj nie znam). „Czy to książka o rzymskiej inkwizycji?", zapytała. „Tak - od-powiedziałem. - Skąd Pani wie?" „Mój mąż i ja chodzimy na Pańskie wykłady - powiedziała - i uważamy temat za fascynujący". W moim życiu poświęconym samotniczym studiom takiego zdania jeszcze nie usłyszałem i ono zachęciło mnie do napisania, dla szerokiej rzeszy czytelników, tej książki o rzymskiej inkwizycji. Gdybym nie musiał spłacić innych długów wdzięczności, zadedykowałbym książkę jej, mojej nieznanej muzie.

Muz, które znam z imienia, jest wiele i im należy się moja płynąca z głębi serca wdzięczność. Dziękuję Romanowi Hocke, mojemu agentowi literackiemu i przyjacielowi, Doris Janhsen i Susanne Then z wydawnictwa List, jak też Michele Schons, który udzielił mi cennej pomocy i wsparcia jako lektor. Zainteresowanie Klausa Maisa, producenta telewizyjnego serialu o inkwizycji na podstawie tej książki, stało się dodatkowym bodźcem w moim przedsięwzięciu. Glenn Patten nie tylko przepisał cały rękopis, ale też opracował treść; niedającej się zwieść przenikliwości, której przy tym dowiódł, niestety autorowi, jego krajanowi, brak.

Wspaniałomyślność Fundacji Fritza Thyssena, która przyznała mi stypendium, umożliwiła mi kontynuację badań w Rzymie.

Tam prefekt Kongregacji Nauki Wiary, Jego Eminencja kardynał Joseph Ratzinger

udzielił mi zezwolenia na wgląd w akta rozpraw Świętego Oficjum z Grahamem

Greene'em. Ugo Baldini, którego badania na temat traktowania przez rzymską cenzurę nauk przyrodniczych mają wartość fundamentalną, był tak wspaniałomyślny, że dał mi naddruki i pomógł mi, będąc do mojej dyspozycji jako partner do dyskusji. Herman Schwedt, Claus Arnold i Jens Brandt zaopatrywali mnie w materiał biograficzny i służyli zachętą i inspiracją.

 

Im wszystkim jestem wdzięczny.

 

Większa część tej książki została napisana w archiwach rzymskiej inkwizycji i Kongregacji Indeksu, oko w oko ze źródłami. Obok mnie, w sąsiednim pomieszczeniu, pracował Alejandro Cifres, z którym codziennie dzieliłem gorączkę łowiecką i radość odkrywcy. Jemu zadedykowana jest ta książka, w dowód przyjaźni i wdzięczności za liczne uprzejmości i niezliczone żarty”.

 



***KLIKNIJ***TAJEMNICE INKWIZYCJI.






Kaplica Sykstyńska Watykan. Grzech pierworodny.

„Dobrze jest człowiekowi nie łączyć się z kobietą”

/ św. Paweł /

            „Nic więc dziwnego, że ulubionym cytatem kościelnych dygnitarzy było powoływanie się na 1 List do Koryntian św. Pawła, w którym pisał, że kobieta ma milczeć w Kościele. Paweł, mężczyzna nieżonaty – okazał się pierwszym wrogiem kobiet utożsamianych wyłącznie z seksem. „Dobrze jest człowiekowi nie łączyć się z kobietą” – mówił.

            Podporządkowanie kobiety mężczyźnie stanowiło odtąd postulat teologów na przestrzeni dziejów Kościoła i jest takim postulatem nadal w zdominowanym przez mężczyzn Kościele współczesnym. Na domiar złego ma charakter dogmatu odwołującego się do woli Boga.

            Tertulian nazwał kobietę „bramą, przez którą wdziera się diabeł”. Przypisał jej winę za śmierć Jezusa. To ona dopuściła do siebie diabła, pierwsza naruszyła prawo boskie i skusiła tego, do którego diabeł nie miał przystępu – szlachetnego mężczyznę. Z uwielbieniem Tertulian przywoływał cytat z Nowego Testamentu, w którym chwaleni są ci, „którzy z kobietami się nie splamili”.

            A tymczasem Jezus nigdy się nie wypowiadał w sprawach celibatu. Prawie wszyscy apostołowie byli żonaci. Jednak od II wieku Ojcowie Kościoła manipulują informacjami Piotra, pierwszego „papieża”, który był żonaty i miał dzieci przedstawiają jako tego, który unikał każdego miejsca, gdzie przebywała jakaś niewiasta. Robią z niego wroga kobiet i przypisują mu powiedzenie, że niewiasty nie zasługują na życie.

            W przypadku apostoła Jana Ojcowie Kościoła, akcentują jego dziewiczość, za plus przypisując mu to, że ponoć nie znał przyjemności zmysłowej, jaka daje kobieta. Orygenes tak się zapatrzył w ten wizerunek, że jako dwudziestoletni młodzieniec sam pozbawił się męskości. Zarówno on, jak i inni Ojcowie Kościoła stają się fanatykami czystości, traktującymi seks jako zło, a każdą kobietę jako naśladowczynie biblijnej Ewy, która dała się skusić diabłu.

            Kobieta w Kościele została pozbawiona odpowiedzialności za własna seksualność. Atrybuty jej płci uznano za oręż szatana, którym ów posługiwał się, aby „skusić” także mężczyznę.

 

Kusiła kobieta również aniołów, bowiem wedle nauk głoszonych przez Kościół Rzymski, jedna z przyczyn ich buntu był fakt, że nawiązywali oni stosunki seksualne z ziemskimi kobietami.

Kobieta podlegała bezwarunkowo mężczyźnie. Bo, jak głosił w kazaniu o płazach biskup Bazyli, mężczyzna jest częścią Kościoła, „i to częścią najprzedniejszą”.

            A tymczasem męskie kompleksy i poczucie winy zdały się w Kościele w pogardę okazywana naturze ludzkiej. Jej źródłem był zafałszowany obraz seksualności utożsamianej wyłącznie z kobietą. Nic, więc dziwnego, że Zenobiusz z Werony uznał „podeptanie natury” za najchwalebniejszy przejaw cnoty chrześcijańskiej.

            W cenie była asceza. Bazyli zabraniał, więc wiernym nie tylko wszelkich uciech, ale i śmiechu. Kazał spuszczać wzrok, zaniedbywać fryzurę, chodzić w nędznym odzieniu. Laktancjusz nawet w zapachu kwiatu dopatrywał się szatana – zabraniał, więc patrzyć na nie, a broń Boże wąchać. Największą konsekwencja chrześcijańskiej ascezy stało się jednak poniżenie kobiety. Według klerykalnej skali ocen, kobiety były ludźmi drugiej klasy. Nie tylko zabroniono kobietom nosić jakiekolwiek ozdoby, ale najchętniej widziano by je ostrzyżonymi do gołej skóry.

Do świątyni niewiasta powinna wchodzić zakryta, a obowiązkowo zakładać coś na głowę. Obyczaj ten jeszcze do dziś obowiązuje np. na południu Włoch. Także i w Polsce, np. w katedrze gdańskiej, nie wolno było kobietom wchodzić w wydekoltowanych sukniach czy w mini.

            Synod w Elwirze z początku IV wieku postanawiał, że kobietom nie wolno we własnym imieniu ani pisać, ani otrzymywać listów. Konstytucje apostolskie pouczały kobiety, by nie myły się często.(aby odstraszać)  Nawet, gdy się modliły, ich wargi miały poruszać się bezwdzięcznie – tak zalecał Cyryl Jerozolimski zmarły w 368 roku.

Statuty synodalne św. Bonifacego, zmarłego w 754 roku, zabraniały kobietom śpiewać w Kościele. Po czasy najnowsze kobietom nie wolno było uczestniczyć w chóralnym śpiewie kościelnym. Jeszcze w 1903 roku obowiązywał ten zakaz. Chóry kastratów istniały przecież po to, by zapobiec przenikaniu elementu żeńskiego do muzyki kościelnej.

            Ciąża i menstruacja czyniły kobiety niegodnymi obcowania z Bogiem. Przyjmowanie komunii przez kobietę miesiączkującą aż po wieki średnie spotykało się z dezaprobatą. Menstruacja kobiet była według Grzegorza Wielkiego, zmarłego w 604 roku, skutkiem winy. W Kościele syryjskim kobiety miesiączkujące, które wchodziły do świątyni, były karane siedmiodniową pokutą, a księży udzielających takim kobietom komunii tu i ówdzie pozbawiono prawa do pełnienia posługi kapłańskiej.

            Fakt, że kobieta miesiączkuje, odbił się szczególnie fatalnie na jej dostępie do sprawowania urzędów kościelnych. Wskutek comiesięcznej nieczystości urząd wyświęcanych do niedawna jeszcze diakonis został usunięty. Kobietom odtąd nie wolno było udzielać chrztu ani pełnić służby ołtarza. Synod w Akwizgranie w 789 roku zabronił im nawet zbliżać się do ołtarza.

            Na Wschodzie, gdzie eucharystię odprawiano zazwyczaj tylko w pewne dni, tylko w tych dniach kapłanom nie wolno było współżyć cieleśnie z kobietami. Do dziś w kościele prawosławnym księża mogą się żenić i wychowywać potomstwo.

Inaczej jest w Kościele rzymskokatolickim. NA Zachodzie, gdzie nabożeństwa odbywają się codziennie, zażądano od żonatych kapłanów całkowitej wstrzemięźliwości.

 Celibat w chrześcijaństwie jest zjawiskiem wyłącznie katolickim.

 Od III wieku przyjęto, że po święceniach kapłan ma pozostać w stanie bezżenności, co miało zwiększyć jego prestiż w oczach wiernych, którzy pod wpływem Ojców Kościoła zaczęli postrzegać małżeństwo, jako grzeszne.

            Jednak chodziło nie tylko o autorytet kapłana. Nie bez znaczenia były też finanse. Książa obowiązani byli przekazywać wszelkie dochody biskupom, dla tych ostatnich kler bezżenny musiał być milszy niż obarczony żonami i dziećmi.

            Z kobietami w związkach z kapłanami nikt się nie liczył, choć dopiero w VI wieku uznano małżeństwa duchownych zawierane po wyświęceniu za nieważne.

Trzeci sobór w Toledo w 589 roku polecił za to biskupom, by sprzedawali oni kobiety podejrzane o współżycie z księżmi, a uzyskane ze sprzedaży pieniądze rozdawali biednym.

Podobny nakaz wydał czwarty sobór w Toledo w 633 roku.

            Dekret o celibacie został wydany w roku 1074 przez Grzegorza VII. Zabraniał on żonatym duchownym wykonywania czynności kapłańskich i określał ich prawowite małżonki mianem „konkubin”.

Odtąd celibat staje się obowiązujący w świecie katolickim, mimo, że jest rażąco sprzeczny z Nowym Testamentem, gdzie żąda się od diakonów i biskupów, by każdy z nich był mężem jednej żony i by dobrze rządził dziećmi.

            Tak się dziwnie składa, że człowiek wierzący – niezależnie od religii –poszukiwał w swej wierze elementu kobiecego. Boginie na ogół sprzyjały ludziom. Były łaskawsze. Chętnie wysłuchiwały próśb swych wiernych. Tymczasem chrześcijaństwo pod wpływem nauk Ojców Kościoła niemal zupełnie wyrugowało w pierwszych wiekach swego istnienia ów element kobiecy. Dopiero z czasem Ojcowie Kościoła zorientowali się, że cos przeoczyli. Dlatego jednym ze sztandarów Kościoła uczyniono Maryję, matkę Jezusa  o której prawie nic nie wiedziano – oprócz tego, że będąc dziewicą wydała na świat Boga. W ewangeliach Maria jest postacią marginalną. Dzieje Apostolskie wspominają o niej tylko raz. Cały Nowy Testament wypowiada się o niej bardzo rzadko i bez szczególnej czci. Nie ma tam również mowy o jej bezgrzeszności.

Ewa nazwana została przez Ojców Kościoła ucieleśnieniem zła. A przecież biblijna opowieść o stworzeniu pierwszych ludzi mówi, że kobieta jest w pewnym sensie darem bożym dla mężczyzny. Dając mu kobietę, Bóg daje mu istotę, którą mężczyzna może pokochać, dzięki której będzie mógł poznać miłość. Kobieta jest dopełnieniem mężczyzny, tak jak mężczyzna jest dopełnieniem kobiety. Adam był jednak człowiekiem bezwolnym. Zdawał się mówić: „Jakim mnie panie Boże stworzyłeś, takim mnie masz”. Ewa poszukiwała, ale jej chęć posiadania na własność samej siebie stała się przyczyną grzechu pierworodnego.

            I tak z biblijnej opowieści o uwiedzeniu Adama przez Ewę wynika dominacja mężczyzn nad kobietami, Ewa zaopatrzona została zaś w jabłko, które stało się jej nieodłącznym atrybutem, wyobrażeniem grzechu. Pramatka stała się zaś synonimem grzechu. Zerwanie jabłka przez skuszoną przez szatana Ewę doprowadziło do poznania dobra i zła. Jednak to poznanie ograniczyło się do rozpoznawania własnej nagości i wywoływanego nią pożądania seksualnego. I tak seks stał się grzechem.

 



Kaplica Sykstyńska Watykan. Wygnanie z raju.

 

 

            Ewę obciążono odpowiedzialnością nie tylko za grzech seksualności, ale i za śmierć. Przez Ewę ludzie stali się śmiertelnymi, co w raju było nieznane. Grzech pierworodny kobiety w konsekwencji doprowadził też do tego, że Syn Boży Jezus, który stał się człowiekiem, musiał ponieść śmierć męczeńska na krzyżu. Za to też była odpowiedzialna Ewa!.

            Za nieposłuszeństwo i nadmierna ciekawość Ewę spotkała dotkliwa kara. A ponieważ Jahwe był wyznawcą odpowiedzialności zbiorowej – kara ta spadła tym samym na wszystkie kolejne pokolenia kobiet:

 „Obarczę cię niezmiernie wielkim trudem twej brzemienności, w bólu będziesz rodziła dzieci, ku twemu mężowi będzie kierowała swe pragnienia, on zaś panował będzie nad tobą”.

Zdanie to przypieczętowało w judaizmie panowanie mężczyzny nad kobietą.

            Od wygnania Ewy i Adama z raju kobieta, w dodatku samotna kobieta, nie budziła w Hebrajczykach szacunku, dlatego niewiasty pojawiają się w Biblii rzadko ukazywane są dla nich samych.

 Jedynym celem zawierania związku małżeńskiego było spłodzenie potomstwa, a tylko ślub dawał mężczyźnie gwarancję, że dzieci są jego. Żona, która nie potrafiła urodzić mężowi dzieci, mogła się spodziewać odtrącenia i tak też się najczęściej działo.

Wyjątkiem był Abraham, który nie chciał rozstawać się z tego właśnie powodu z piękną Sarą, za to w końcu Bóg go wynagrodził. Podobnie Jakub cierpliwie dąży do poślubienia Racheli i równie cierpliwie czekający na jej potomstwo.

            Kobieta nie miała żadnych praw. Nawet w czasach Jezusa wystarczyło, że gdy rozmawiała z obcym mężczyzna na ulicy, mąż mógł ja odprawić i to bez zwrotu „zapisu ślubnego”.

Rozmawiać z kobietą na ulicy uchodziło za hańbę nawet dla ucznia rabbiego, a cóż dopiero dla samego rabbiego JEZUSA. Kobieta powinna w ogóle schodzić z oczu mężczyźnie. Przemykać cichcem, przepraszając, ŻE W OGÓLE ŻYJE!”.

 



***KLIKNIJ***KOBIETY WATYKANU.



***KLIKNIJ***N.Cawthorne - Życie seksualne papieży.





Środki dowodowe w procesach czarownic

CZARNE KARTY KOŚCIOŁA RZYMSKIEGO.



„Przyznanie się”-wymuszone torturami

TO DEMONIZM  I OPĘTANIE NAJWYŻSZEGO KLERU.

NIE MA ŻADNEGO USPRAWIEDLIWIENIA DLA OPRAWCÓW KOŚCIELNYCH ODPOWIEDZIALNYCH ZA OKALECZENIE I ŚMIERĆ NIEWINNYCH ISTOT NIEJEDNOKROTNIE POTEM WYNAGRODZONYCH ZA ZBRODNIE I OGŁOSZONYCH PRZEZ WATYKAN JAKO ŚWIĘCI.

KAŻDY KATOLIK WYRZEKA SIĘ NA WIECZNE CZASY TAKIEJ TRADYCJI „ŚWIĘTEJ”.

STOP DLA BEZPRAWIA I PRANIA MÓZGÓW WIERNYM KOŚCIOŁA RZYMSKIEGO.

 

Środki dowodowe w procesach czarownic

Autor: Miroslaw Rybka

Tekst stanowi fragment pracy magisterskiej napisanej na UWr. pod kierunkiem dra Józefa Koredczuka.

 


Środki dowodowe przeprowadzane w procesach o czary można podzielić na trzy kategorie. Do pierwszej z nich zaliczymy te dowody, które były wspólne we wszystkich sprawach karnych, jak np. przyznanie się do zbrodni. W drugiej kategorii znajdą się środki dowodowe będące wymysłem prześladowców czarownic. Do tejże grupy zaliczają się np. próba igły, czy też próba wagi. Natomiast do ostatniej kategorii dowodów zaliczymy ordalia. Ta ostatnia grupa dowodów była reliktem średniowiecza i ich reaktywacja stanowiła regres w procesie rozwoju prawa karnego. Do stosowania ordaliów w procesach o czary zachęcali, Jakub Sprenger i Henryk Krammer (Institor). Co ciekawe, stosowanie ordaliów było przez Kościół rzymsko - katolicki oficjalnie zabronione od czasu soboru laterańskiego, który odbył się w 1215 roku.

System środków dowodowych średniowiecza ukształtowany był pod wpływem panujących ówcześnie wierzeń, iż najskuteczniejszym sposobem dojścia do prawdy jest zdanie się na interwencję sił nadprzyrodzonych. Dowody oparte były na wierze, miały charakter irracjonalny. Występowało w nich wiele pierwiastków sakralnych oraz inne liczne przejawy średniowiecznej symboliki i formalizmu. [_1_] Autorzy "Malleus Malleficarum" paradoksalnie starali się udowodnić stosowanie ordaliów w sposób racjonalny.

W procesach o czary stosowany był specjalny tryb postępowania inkwizycyjnego, ze względu na szczególny charakter zbrodni, za którą kryła się potęga Piekieł. Był to bowiem proces, w którym przeciwnikiem sądu był sam Szatan, podczas gdy domniemana czarownica bywała tylko jego bezwolnym narzędziem i ofiarą. Wobec tak potężnego wroga formalności "zwykłej" procedury inkwizycyjnej ustąpić musiały środkom skutecznej prowadzącym do pokonania sił Ciemności. [_2_] W tej materii zakładano, że najskuteczniejszy jest tryb procesu opisany w "Młocie na czarownice". Ta "biblia zabobonu" stała się w większej części Europy, ówczesnym kodeksem postępowania karnego.



Podczas procesów o czary dopuszczano wszystkie środki, które miały na celu wykrycie zbrodni czarostwa. Nie było wcale mowy o jakiejkolwiek regule legalnej teorii dowodowej, w przypadku zeznań świadków. Powołanie przez jedną obwinioną, torturowaną osobę innej, mogło w zupełności wystarczyć do kolejnego oskarżenia o czary. Właściwie rzec by można, iż cała procedura nie zmierzała do wykrycia prawdy, ale udowodnienia winy.

PRÓBA OGNIA I WRZĄTKU

 Próba ognia zalecana przez autorów "Młota na czarownice" była środkiem dowodowym należącym do średniowiecznych ordaliów. Polegała na tym, że osoba zatrzymana chwytała gołą ręką rozgrzany do czerwoności pręt żelazny. Jeśli po kontakcie z rozgrzanym metalem ręka po trzech dniach dobrze się goiła, był to dowód, że oskarżony nie jest winien zarzucanych mu czynów. Źle gojące się rany wskazywały, że jest winny. [_3_] Druga forma tejże próby polegała na przejściu gołymi stopami po rozgrzanych lemieszach albo po płonącym ognisku. W czasie próby wrzątku osoba oskarżona musiała wydobyć z dna kotła wypełnionego wrzącą wodą jakiś przedmiot.



Najbardziej okrutny sposób przeprowadzenia próby ognia został wynaleziony przez prześladowców czarownic, wcześniej był zupełnie nieznany. Robert Muchembled tak oto zrelacjonował pewien proces w którym przeprowadzono najdrastyczniejszą metodę przeprowadzenia próby ognia: "W poniedziałek, 28 maja, w osiem dni po Zielonych Świątkach, Peronne wyszła wreszcie z więzienia. Dwudziestu czterech pachołków baronii z wielką pompą doprowadziło ją pod pręgierz stojący na placu w wiosce. Kancelista sądowy Delerue odczytał zgromadzonemu tłumowi wyrok. Podczas ostatniej nocy spędzonej w więzieniu, skazana przyjęła wsparcie duchowe od kapucynów z Orchies, którzy przyjechali, by wysłuchać jej spowiedzi, pouczyć, co powinna uczynić dla zbawienia duszy i dodać otuchy przed śmiercią męczeńską. Sędziowie postanowili spalić ją tylko do połowy, by móc później pokazać ludności jej szczątki i w ten sposób lepiej utrwalić w ich pamięci obraz niesłychanych zbrodni, których się dopuściła. Jean Dubarre, jeden z tych, na których Peronne miała jakoby rzucić urok, występujący także jako świadek oskarżenia, dostarczył za sumę 15 patagonów koło, na którym eksponowano zwłoki.



Ostatnia forma próby ognia stanowiła - rzec by można - "pośmiertny środek dowodowy" i na szczęście nie była nazbyt rozpowszechniona. Dowód ten opierał się na wierze, iż wspólniczka szatana jest istotą fizycznie odrażającą za sprawą zbrodni bluźnierstwa jakiego dopuściła się przeciwko Bogu i swemu bliźniemu. Ogień, który zgodnie z zasadami teologii i demonologii jest żywiołem posiadającym właściwości oczyszczające, niejako demaskował prawdziwe oblicze skazanej oraz ohydę jej czynu.

PRÓBA WODY 

Kolejnym środkiem dowodowym wywodzącym się z ordaliów była próba wody. Mogła ona przybrać formę "pławienia", "kąpieli", lub próby wrzątku. Pławienie, będące znacznie częściej stosowaną metodą, przeprowadzano w tych miejscowościach, przy których znajdował się staw, jezioro, czy też jakiś inny większy zbiornik wodny umożliwiający przeprowadzenie tejże próby. Niekiedy dziedzic, chcąc wykryć czarownicę, nakazywał pławić po kolei wszystkie kobiety ze swojej wsi. Najczęściej jednak pławiono kobiety już podejrzane o czary. [_4_] 



Pławienie polegało na tym, iż z reguły (jednakże zdarzały się wyjątki) przywiązywano oskarżonej lewą rękę do prawej nogi, zaś rękę prawą do nogi lewej i na powrozie ostrożnie spuszczano do wody. Jeżeli oskarżona utrzymywała się na powierzchni wody, było oczywiste że jest czarownicą, jeżeli zaś tonęła bardzo szybko oznaczało to, iż jest niewinna. Sądzono, że woda nie chce przyjąć diabelskich wspólniczek, ponieważ powszechnie uważano, że czarownice po ślubie z szatanem stają się bardzo lekkie [_5_]. Autorzy "Malleus maleficarum" przyjmując ten punkt widzenia, zgodny z elementarnymi zasadami demonologii, wykorzystywali go również w kolejnym środku dowodowym, jakim była próba wagi. Trzy czynniki stanowiły o tym, iż podejrzani unosili się na powierzchni wody. Pierwszym z czynników był sposób wiązania kończyn w "łódkę". Pozycja taka sprzyjała chwilowemu utrzymywaniu się na wodzie w szczególności, jeśli doliczy się dwa kolejne czynniki. Chodzi mianowicie o ówczesną modę na noszenie kilku wełnianych spódnic i fartuchów oraz bufiastych rękawów. By ciało wrzucone do wody zaczęło tonąć całe ubranie musiało solidnie nasiąknąć wodą. Wiadomo również, że każda osoba wrzucona do wody łapie w płuca jak najwięcej powietrza. W związku z powyższym kat z reguły wyciągał za powróz podejrzaną zanim ta zaczęła iść na dno zbiornika wodnego.  

 Jeden z naocznych świadków procesu w Doruchowie opisał przebieg pławienia: "Tegoż samego dnia (po pojmaniu ich) pławiono je w wodzie. Był to staw obszerny, który do dziś dnia egzystuje. Ponieważ w całej wsi i w sąsiedztwie rozruch powstał wielki, przeto zgromadziło się niezliczone mnóstwo ludu na to rzadkie widowisko pławienia czarownic; poszedłem także z drugimi i w ciżbie nie byłbym na pewno nic widział, gdyby nie syn jednego z dziedziców, około 15 lat liczący, mając łódkę zabrał mnie ze sobą, tak więc popłynęliśmy naprzeciwko mostu z którego czarownice pławić miano; widzieliśmy dokładnie całą ceremonię. Wprowadzono je na most, miały ręce powiązane; brano jedną kobietę po drugiej, założono pod pachy powróz, czterech ludzi na tym powrozie spuszczało ją powoli z mostu w wodę. Żadna z nich nie tonęła, albowiem suknie, a zwłaszcza obszerne spódnice, nim namokły, unosiły każdą z nich na powierzchni wody. Dziedzic był przytomny na koniu, a widząc pływającą wołał: »nie tonie« - »czarownica«. Słowa te, jakie się później pokazało, były nieodzownym wyrokiem, skazującym na śmierć niewinne ofiary. Ludzie natychmiast wyciągali kobiety i tym sposobem wszystkie siedem zostały czarownicami". [_6_] 



W czasie pewnego procesu kobieta, która tonęła w wodzie tłumaczyła się później przed sądem, że stało się tak ponieważ w czasach gdy była jeszcze młodą dziewczyną, matka w celach zdrowotnych smarowała ją gęsim tłuszczem. Sędziowie jednak nie wzięli pod uwagę tych tłumaczeń. 

"Pławienie", pomimo tego, iż należało do najbardziej rozpowszechnionych środków dowodowych w procesach o czary, było nadzwyczaj często krytykowane zarówno ze strony teologów, jak i jurystów. Dla przykładu ks. Benedykt Chmielowski pisał: "Próba bywa czarownic przez topienie w wodzie. Ale ta przez prowincjonalne zakazana synody, bo częstokroć czart choć na osoby najniewinniejsze wkłada kalumnię alias nie dopuszcza im utonąć w wodzie, trzymając je na wierzchu wody, skąd karane bywają i miane za czarownice. Czasami też czy winne, czy nie winne, swą chytrością topią czarci w stawach." Polskie procesy o czary wśród licznych odrębności charakteryzowały się min. tym, iż "pławienie" nie należało do kompetencji sądu, lecz samorządu wiejskiego lub dziedzica. Przytoczony wyżej opis procesu w Doruchowie jest tego dowodem. Olbrzymie powodzenie jakim cieszył się ten środek dowodowy wynikało w znacznej mierze z przekonania, iż woda, jako czysty żywioł będzie się starać odepchnąć sojuszniczkę diabła. Metoda ta stosowana była jeszcze w XIX wieku. 

"Kąpiel", jako drugi sposób próby wody stosowano znacznie rzadziej niżeli "pławienie".  Najczęściej stosowano ją wobec opętanych przez diabła, niekiedy brano też do kąpieli kobiety posądzone o spółkę z szatanem. Do tego rodzaju zabiegu używano przeważnie dużej kadzi. Woda powinna być przecedzona przez prześcieradło, które służyło jako swego rodzaju filtr przed diabelskimi siłami. Można zresztą spotkać różne lokalne sposoby przeprowadzenia kąpieli, jak święcenie wody, puszczanie na nią zboża, spróchniałych kości, kamyków itd. Niekiedy poświęconą wodę przepuszczano przez prześcieradło i na tym filtrze badano, co pozostało z kąpieli. [_7_]

"Kąpiel posiadała podwójne znaczenie, gdyż służyć miała zarówno jako pewnego rodzaju dowód spółki z szatanem, jak też stosowano ją w tym celu, by diabeł opuścił ciało badanej i nie udzielał jej żadnej dalszej pomocy. [_8_] W szczególności, by nie dopuścić do umożliwienia rzucenia tzw. "czarów milczenia" na etapie ewentualnego poddawania torturom. 

 Próba wrzątku lub mówiąc inaczej próba kotła, będąca trzecią formą próby wody. Polegała ona mianowicie na wyjęciu przedmiotu z dna kotła pełnego wrzącej wody. Brak oparzelin świadczył o niewinności podsądnego. [_9_] Jednakże oprawcy zazwyczaj potrafili zadbać o to, by kocioł został podgrzany do odpowiedniej temperatury. 

SZATAŃSKIE ZNAMIĘ I PRÓBA IGŁY

Zgodnie z doktryną demonologii przyjęło się, że każda czarownica podpisuje pakt z diabłem, zaś ten, przypieczętowując cyrograf piętnuje ją jakimś znamieniem. W związku z powyższym sędziowie poszukiwali na ciele podejrzanej szatańskiego znamienia, a należały do nich pieprzyki, brodawki, kurzajki itp., były to znamiona widoczne, które łatwo dało się rozpoznać przy publicznym obnażeniu podejrzanej, po uprzednim wygoleniu wszystkich włosów. [_10_] Oprawcy częstokroć golili całe ciało domniemanej czarownicy bez użycia mydła, czasami włosy wypalano. Miało to na celu nie tylko odsłonić całe ciało do badania ale również zapobiec ukryciu diabelskich amuletów ochronnych.



 Szatańskie znamię, które było widzialne, odpowiadało współczesnemu dowodowi z oględzin. Jednakże istniały również znamiona niewidoczne, ujawniane za pomocą próby igły. Tego typu znamiona charakteryzowały się tym, iż po nakłuciu igłą nie krwawiły, zaś ukłuta osoba nie odczuwała wówczas bólu, co stanowiło dowód winy.

 Publicznie roznegliżowane kobiety, były częstokroć w takim szoku, że podczas próby igły nie odczuwały bólu. Obecny stan wiedzy z dziedziny medycyny dowodzi, że istnienie na ciele kobiety miejsca niewrażliwego na ból, które na dodatek nie krwawi jest czymś normalnym, w szczególności, gdy chodzi o kobiety w okresie przekwitania. Poza tym w czasie przeprowadzania próby igły dochodziło także do nadużyć. Najbardziej rozpowszechnione szalbierstwo polegało na tym, iż igły chowały się do rękojeści w jakie były one wyposażane.

Próba igły należała obok pławienia do ulubionych środków dowodowych przeprowadzanych przez Matthewa Hopkinsa zwanego w Anglii "generalnym tropicielem czarownic". Ów łowca ofiarowywał swe usługi magistratom miasteczek i osiedli, które zamierzał odwiedzić. Pobierał ustaloną opłatę za każdą wytropioną przez siebie czarownicę. W ciągu czternastu miesięcy człowiek ten wysłał na śmierć setki ludzi, pobierając dwadzieścia szylingów od głowy. Kiedy poprzedzony jarmarczną reklamą zjawiał się w którymś z miasteczek, miejscowe władze ogłaszały na jego życzenie apel do ludności wzywając mieszkańców, aby korzystali z niezwykłej okazji i przyprowadzali na badania wszystkie podejrzane kobiety. [_11_] 

PRÓBA WAGI 

 Próba wagi podobnie jak próba igły nie wywodziła swych źródeł ze średniowiecznych sądów bożych. Była zupełnie nowym środkiem dowodowym na gruncie polowań na czarownice. Ważenie oskarżonych miało ujawnić czy posiadają one ciężar ciała adekwatny do swojej postury. Jak wierzono czarownica jest znacznie lżejsza niżeli zwykły człowiek, ponieważ potrafi ona szybować w powietrzu. Próba wagi nie była stosowana jak próba igły, czy też pławienie i nie wszędzie ją stosowano. Przed zważeniem oskarżona musiała się rozebrać do naga i rozpleść włosy, by nie ukryć żadnych odważników ani innych ciężkich przedmiotów. Jednakże tam gdzie stosowano tenże środek dowodowy, okazywało się, że oskarżone przeważnie nie wykazują absolutnie żadnej wagi lub waga ich ciała jest niewiarygodnie mała. Działo się to oczywiście za sprawą licznych nadużyć jakie stosowali łowcy czarownic, którzy np. przytrzymywali wagę, aby się nie poruszyła. Te oczywiste oszustwa bywały bardzo powszechne, ponieważ sędzi lub ławnik, który zdecydowałby się zaprotestować, sam niechybnie ściągnąłby na siebie podejrzenie o współudział w szatańskim spisku. 



Niezwykłą pomoc dla uchodźców zorganizowało miasteczko Oudewater w Holandii. Pielgrzymowali tam w ciągu lat setki przybyszów z krajów ościennych. Otrzymywali oni tam swego rodzaju list żelazny, z którym mogli bezpiecznie powrócić do rodzinnego kraju. Tym listem żelaznym było zaświadczenie, "certyfikat", wystawione w uroczystej formie przez radę miejską i stwierdzające, że dana osoba była ważona na publicznej wadze targowej i wykazała się należytym ciężarem. Waga ta zdobyła sobie szeroką sławę jak tzw. "waga czarownic z Oudewater". W krajach ojczystych uchodźców władze traktowały świadectwo tej wagi jako dowód całkowicie oczyszczający zważone osoby od wszelkich podejrzeń, jakoby były czarownicami. Jak poświadczają bowiem przekazy źródłowe, nawet najbardziej zatwardziali łowcy czarownic w różnych krajach nie kwestionowali wiarygodności wagi targowej tego małego holenderskiego miasteczka. [_12_] Paradoksalnie używano ją w kraju, w którym procesy o czary zostały zabronione i faktycznie przestały się tam odbywać (choć zdarzały się przypadki, że jakaś Holenderka przychodziła się ważyć, by udowodnić swoim sąsiadom, że nie jest czarownicom). W certyfikacie wpisywano jedynie fakt, iż osoba, która zgłosiła się do ważenia, posiada ciężar ciała adekwatny do swej fizjonomii, czasami nie wpisywano nawet dokładnej wagi. W dokumencie nie było żadnego słowa nawiązującego do zarzutu czarostwa. Waga w Oudewater zawdzięczała swój fenomen legendzie, jakoby to cesarz Karol V będąc w miasteczku nadał mu przywilej, dzięki któremu osławiona waga posiadała "moc prawną na obszarze Świętego Cesarstwa Rzymskiego Narodu Niemieckiego i uwalniał posiadacza jego od wszelkich dalszych dochodzeń sądowych. Jednakże władze miejskie milczały w tej sprawie.



Do tego niewielkiego holenderskiego miasteczka licznie przybywali obcokrajowcy. Ich napływ rozpoczął się od połowy XVII wieku, z okresu w którym datuje się pierwsze certyfikaty. Ostatni z zachowanych dokumentów stwierdza, że zważono kobietę i mężczyznę z okolic Monasteru jeszcze w roku 1754, chociaż zapewne później także dochodziło do ważenia ludzi. Większość uchodźców pochodziła z obszaru północno - zachodnich Niemiec. Van Hoya, pisarz miejski Oudewater odnotował pewien osobliwy przypadek. Otóż pewien przybysz z Nadrenii - Westfalii, który poprzez kłótnie ze swoimi sąsiadami naraził się na pomówienie dotarł do miasteczka po wyczerpującej podróży. Certyfikat z Oudewater był dla niego ostatnią nadzieją. Jednakże w ostatniej chwili przed rozpoczęciem próby przeraził się do tego stopnia, że wolał zrezygnować. Gdy powrócił z Holandii do swego domu z pustymi rękoma, ludzie niemalże natychmiast rozpuścili plotkę, że waga wykazała jego winę. Sąd zajął jego majątek, zaś on sam uciekł przed swym aresztowaniem. Nie mając już nic do stracenia udał się po raz drugi do Oudewater ale tym razem powrócił już do domu z certyfikatem a tym samym odzyskał swój majątek i oczyścił się z wszelkich zarzutów.

W Rzeczypospolitej próba wagi raczej nie była stosowana.

PRÓBA ŁEZ 

Środek dowodowy, jakim była próba łez polegał na tym, że odczytywano oskarżonej fragmenty z Biblii opisujące mękę i śmierć Jezusa Chrystusa. Domniemana czarownica nie potrafiła w takim momencie ronić łez, co miało jednoznacznie świadczyć o zawarciu przez nią paktu z szatanem. Tylko z pozoru płacz na zawołanie był rzeczą łatwą. W praktyce jednak okazywało się, że wystraszone i zdenerwowane kobiety najczęściej nie potrafiły przymusić się do łez. W Polsce zachowały się tylko szczątkowe formy tej próby łez, której zresztą wartość dowodowa dla sędziów nie była zbyt wielka. [_13_] 



 Próba łez była zastosowana m.in. w procesie Katarzyny Kepler, matki jednego z najwybitniejszych astronomów. W toku procesu nie potrafiła ona płakać na żądanie odpowiadając, iż tylekroć w swym życiu płakała, że wypłakała już wszystkie łzy. Ów proces toczył się aż sześć lat (1615 - 1621). Johann Kepler opisywał w swym dzienniku wizerunek swej matki w następujący sposób: "mała, chuda, czarniawa, rozmiłowana w plotkach i swarliwa". Piastujący prestiżowe stanowisko "matematyka Jego Cesarskiej Mości" Johann stanął w obronie swej oskarżonej matki. 

 Był to przypadek niezwykły, że dopuszczono w procesie o czary obrońcę. I było rzeczą jeszcze bardziej niezwykłą, że sędziowie nie pospieszyli się z wzięciem oskarżonej na męki, aby czym prędzej zmusić ją do wyznania winy i spalić, zanim nastąpi interwencja ze strony wyższych czynników. A już czymś najzupełniej niezwykłym było, że nie pociągnięto do odpowiedzialności syna, który odważył się stanąć w obronie matki-"czarownicy". Sąd w Leonbergu nie miał zwyczaju ceregielować się z kobietami, które skazywał na stos jako czarownice. [_14_] Tym bardziej, że próba łez jednoznacznie wykazała winę oskarżonej. Mało tego, oskarżona dzięki usilnym staraniom swego syna została przez sąd uniewinniona. Gdyby jednak Johann Kepler nie piastował tak znaczącego stanowiska to nie ulega wątpliwości, że sprawa ta potoczyłaby się zupełnie inaczej. 

POMÓWIENIE 



Termin "pomówienie" określa oskarżenie o zbrodnię czarostwa wysunięte przez osobę prywatną z reguły uważającą się za pokrzywdzoną i nie miał on wówczas pejoratywnego zabarwienia jak to jest współcześnie. Pomówienie znaczyło zatem tyle, co dziś oznacza dowód ze świadków. By posłużyć się typowym przykładem powołania i jego typowych okoliczności sięgnijmy do "Młota na czarownice": "Mężatka jedna uczciwa przed urząd przyszedłszy, według prawa zeznała: W tyle mówi domu mego, mam ogród, któremu jest przyległy inszy ogród sąmsiady mojej, gdym tedy dnia jednego widziała ścieżkę z ogroda sąmsiady mojej do ogroda mego, z żałością tego używałam, i stojąc we drzwiach ogrodu, narzekałam, tak o ścieżce jak i o szkodę. Sąmsiada ona natychmiast nadeszła, pytając, jeśli bym ją miała za podejrzaną. Którego pytania jej zlekszy się ją, iżem o niej niedobrze słuchała, nic inszego nie rzekłam, ślad po trawie, szkodę pokazuję. Ona tedy rozgniewawszy się, żem podobno k woli jej, nie chciała się z nią swarzyć, szemrząc odeszła, które szemranie jej, aczem słyszała, alem go nie rozumiała. Po małym tedy czasie napadła mię wielka choroba z boleścią w żywocie i z srogiem morzeniem także kłuciem, z lewej strony na prawą, i opak, nie inaczej jakoby z dwiema mieczmi, abo nożami ciało przebijał, i tak we dnie i w nocy wołaniem moim wszytkim samsiadom przykrzyłam się, którzy dla pociechy gdy do mnie roznie przychodzili, trafiło się, że przyszedł też garncarz niejaki, który namienionej sąmsiady mojej czarownice jako cudzołożnice zażywał, żeby mię nawiedził, i żałując choroby mojej, pocieszywszy mię słowy odszedł. [_15_] 

 Przyczynami pomówienia były choroby, śmierć, nieszczęśliwy wypadek a nawet jakiekolwiek niekorzystne wydarzenie posiadające lub zdające się posiadać nieprzewidziany charakter. Za spowodowane czarami interpretowano zatem przyjście na świat martwego dziecka, upadek z drabiny na plecy, użycie podczas kłótni inwektyw typu "niech cię diabli wezmą", dewiacje seksualne, częstą zmianę miejsca zamieszkania, zmieszanie lub spuszczony wzrok w chwili, gdy mówiło się o czarach, ostentacyjne chodzenie do kościoła, posiadanie różańca z nadłamanym krzyżem itp. [_16_] Zdarzały się nawet przypadki, w których po sprzeczce domowej mąż pomawiał żonę albo swoją teściową. Niekiedy szlachcic w obawie przed magiczną zemstą ze strony swych poddanych powoływał jakąś wiejską kobietę, by odstraszyć pozostałych kmieci od ewentualnych konszachtów z szatanem. Zdarzało się, że wiodąca między sobą ustawiczne spory szlachta korzystała z pomocy czarownic, by zniszczyć znienawidzonego przeciwnika. W I połowie XVIII wieku toczył się w Lublinie proces kilku czarownic, które wynajęli panowie Mytkowie, toczący spór o pewne dobra ziemskie na Podolu z rodziną Pogórskich. Czarownice na torturach wyznały, że z rozkazu i za zapłatą robiły czary, "żeby cały trybunał był łaskaw dla rodziny Mytków" i dalej "żeby wszystkie dokumenta panom Pogórskim poginęły" i "żeby udusił bies pana Brzyskiego" - ich adwokata. [_17_] 



W Rzeczypospolitej bardzo często sądy oddalały pomówienie o czary, zdarzało się to częstokroć za sprawą przyczyn ekonomicznych. Otóż nie każdy sąd miał do dyspozycji kata. Ściągnięcie "mistrza" wiązało się bezpośrednio z kosztami sprowadzenia go i zapłaty wynagrodzenia, a nie zawsze można było zdobyć środki na ten cel. Osoba, która bezpodstawnie pomówiła kogoś o czarostwo zostawała karana grzywną pieniężną na rzecz sądu i kościoła, czasami dodatkowo jeszcze na rzecz władz miejskich albo zamku. Orzekano oprócz tego również kościelne pokuty, nakładano także obowiązek składania na ołtarzu świec oraz obowiązek publicznego przeproszenia osoby pokrzywdzonej, nakazywano nawet "odszczekanie" zarzutu. Pewna kobieta mieszkająca w Turku musiała odszczekać swe bezpodstawne pomówienie w czterech rogach ratusza. 

 Przy pomówieniach bardzo istotną rolę odgrywało stanowisko społeczne i opinia oskarżonego. Jeśli oskarżenie wniesione było przez człowieka nie posiadającego wpływów ani odpowiedniego stanowiska społecznego, a skierowane było przeciwko osobie cieszącej się ogólnym szacunkiem, wtedy łatwo było całą sprawę zbagatelizować i przejść nad nią do porządku dziennego. Czasami sąd, chcąc się upewnić o niewinności oskarżonej, a nie mając zamiaru brać jej na tortury, domagał się przedstawienia świadków, którzy by wydali o niej odpowiednią opinię. Oskarżona zjawiała się wtedy w asyście sześciu świadków, którzy stwierdzali jej niewinność. [_18_] Jeżeli wina osoby pomówionej była w mniemaniu sędziów nazbyt mglista, sąd napominał ją tylko i ostrzegał, że zostanie ona oddana w ręce kata, jeśli tylko zostanie pomówiona po raz kolejny. 



 Pomówienie przez dzieci traktowano jako w pełni wartościowy środek dowodowy, powołując się przy tym na Psalm 8 z Pisma Świętego rozpoczynający się od zwrotki:

 O Panie, nasz Boże,
 jak
przedziwne Twe imię po wszystkiej ziemi!
 Tyś swój majestat wyniósł nad niebiosa.
 Sprawiłeś, że [nawet] usta dzieci i niemowląt oddają Ci chwałę,
 na
przekór Twym przeciwnikom,
 aby poskromić nieprzyjaciela i wroga
. [_19_] 

 



W 1669 r. Królewska komisja śledcza ze Sztokholmu przesłuchała blisko trzysta dzieci z parafii Elfdal i Mora. Obie te parafie leżą w prowincji Dalarna, dość odległej od stolicy Szwecji. 

Wysłannicy rządu królewskiego skazali na spalenie siedemdziesiąt kobiet, które dzieci zadenuncjowały jako czarownice. Spalono również piętnaścioro dzieci, które jakoby wylatywały wraz z czarownicami na festyny diabelskie. Trzydzieścioro sześcioro dzieci w wieku od dziewięciu do dwunastu lat zasądzono na karę chłosty, która miała im być wymierzana przez okrągły rok każdej niedzieli przy wejściu do kościoła. Dwudziestka najmłodszych dzieci, poniżej dziewięciu lat, miała dostać rózgi tylko w trzy kolejne niedziele. Czterdzieści siedem osób uniewinniono. [_20_]

 POWOŁANIE



Terminologia prawna obok wyżej wspomnianego pojęcia "pomówienie" oznaczającego oskarżenie danej osoby o zbrodnię czarostwa przez mieszkańców danej miejscowości, rozróżniała także termin "powołanie". "Czarownica powołana" zaś, to nie taka kobieta, która ma powołanie do tego dość osobliwego zawodu, lecz nieszczęśliwa ofiara podana jako współwinna przez inną męczoną na torturach czarownicę. "Powoływać czarownicę oznaczało oskarżać inną kobietę jako współwinną straszliwego przestępstwa oddania się szatanowi. [_21_] 



 Domniemana czarownica była w trakcie swego procesu zmuszana nie tylko do przyznania się do zarzucanych zbrodni - ale co było nie mniej istotne - także do wydania swych wspólniczek. Liczne pytania jakie zadawali sędziowie dotyczyły m.in. Tego z kim oskarżona czarowała, kto nauczył jej czarostwa, ile czarownic zamieszkuje w danej miejscowości i kogo widziała podczas sabatów. Jeśli oskarżona odmawiała dobrowolnego składania zeznań, wówczas wymuszano zeznania stosując tortury. 

 W czasie zeznań oskarżona powoływała kolejnych kilka, kilkanaście czy nawet kilkadziesiąt osób. Różnorakie motywy przyświecały poszczególnym powołaniom. Zdarzały się co prawda sytuacje, kiedy to oskarżone kobiety bez zastanowienia wymieniały pierwsze lepsze nazwiska, jakie tylko przychodziły im do głów, jednakże częstokroć padały również nazwiska znienawidzonych sąsiadek. Bywały też przypadki, kiedy to czarownica powoływała swe wspólniczki spośród osób wpływowych licząc na to, że orzeczony zostanie wobec niej także wyrok łagodniejszy a może nawet ułaskawiający. 

Krąg osób mogących zostać powołanymi ograniczał w niewielkim stopniu sam "Młot na czarownice". Autorzy tego dzieła uznali, że zarzut czarostwa nie może dotyczyć trzech kategorii osób. Do pierwszej z nich należą sędziowie, gdyż zdaniem inkwizytorów są oni strażnikami boskiego ładu na świecie a ich władza pochodzi bezpośrednio od Boga. Do drugiej kategorii osób uprzywilejowanych należą kapłani będący podobnie jak i sędziowie przedstawicielami boskiej sprawiedliwości. Ostatnia kategoria osób nie jest ściśle sprecyzowana do jakiejś określonej profesji, stanowią ją osoby, które są chronione przez anioły. Niemożność powoływania sędziów w oczywisty sposób sprzyjała mnożeniu procesów o czary. Jednakże w pewnych wyjątkowych sytuacjach dochodziło do przypadków, kiedy to spłonął na stosie oskarżony o zbrodnię czarostwa ksiądz, sędzia lub ławnik. W roku 1609 w Aix-en-Provence pewna zakonnica oskarżyła o czary księdza Louisa Gaufridy, proboszcza parafii Accoules. Początkowo po wstawiennictwie biskupa udawało się księdzu unikać stosu, jednakże w dwa lata później został wzięty na tortury, w czasie których przyznał się do wszystkich stawianych mu zarzutów. Został stracony 30 kwietnia 1611 roku. 

Sędziowie czasami dyktowali pewne nazwiska kierując się osobistą zemstą, czasami też sugerowali pewne nazwiska w dobrej wierze, wyobrażając sobie, iż osoby te faktycznie parają się czarną magią. Powołanie w niektórych regionach Europy stanowiło podstawę bardzo dochodowego interesu. Dla zobrazowania tej sytuacji może posłużyć przykład, kiedy to pewien moguncki ksiądz dziekan kazał spalić ponad 300 osób z dwóch tylko wsi, chciał bowiem połączyć ich ziemie ze swoją posiadłością. [_22_] 

Nie każde powołanie stanowiło dostateczny środek dowodowy, by wytoczyć proces powołanej osobie. Gdyby było inaczej, to procesy o czary niechybnie pochłonęłyby tyle ofiar co średniowieczna dżuma. Czasami w celu rozeznania sędziowie lub ławnicy przeprowadzali wywiad środowiskowy, by zorientować się czy istnieją podstawy wytoczenia procesu osobie powołanej. Powołanie wydobyte za pomocą tortur oskarżona musiała później potwierdzić dobrowolnie. W przypadku odmowy takiego potwierdzenia oskarżona o zbrodnię czarostwa trafiała po raz kolejny na salę tortur. Zdarzały się sytuacje, w których skazana na stos czarownica przed samą egzekucją wycofywała swe zeznania obciążające inne osoby. Długość procesu niejednokrotnie zależał od tego jaką wagę przywiązywali sędziowie do środka dowodowego jakim było powołanie. 



Niestety nawet wówczas, gdy sędziowie nie dawali wiary powołaniu i nie kazali podejrzanej o czary brać na tortury, los takiej kobiety nie był godny pozazdroszczenia. Lotem błyskawicy rozchodziła się po całej wsi lub miasteczku wiadomość o powołaniu i odtąd wszyscy odnosili się do niej nieufnie. W oczach sąsiadów stawała się czarownicą i wszyscy starali się znaleźć dowody świadczące przeciwko niej. Zresztą ów zarzut powołania wciąż ciążył na niej i był decydującym dowodem przy nowym oskarżeniu. Czasami wyciągano ów zarzut powołania nawet po kilkunastu latach z akt innego miasteczka i wtedy sędziowie przywiązywali do niego wielkie znaczenie. Tak więc kobieta, której imię raz chociażby wymienione zostało w czasie zeznań czarownicy, nigdy już nie mogła zaznać spokoju. [_23_] 

 W roku 1639 wydana została w Polsce drukiem książka pt. "Czarownica powołana", w której anonimowy autor nie szczędził słów ostrej krytyki skierowanej przeciwko sądownictwu sprawowanemu w odniesieniu do procesów o czary. Książka ta ukazywała i piętnowała liczne nadużycia jakich się wówczas dopuszczano. Pod tym samym tytułem ukazała się w roku 1883 praca profesora Uniwersytetu Jagiellońskiego, Rosenblatta, która stanowiła nie tylko komentarz do wyżej wspomnianego dzieła, ale była również jednym z najwcześniejszych zarysów dziejów procesów czarownic. 

PRZYZNANIE SIĘ DO WINY 

Confessio est regina probationem - przyznanie się jest królową dowodów. Sędziowie stawiający oskarżonej zarzut czarostwa dokładali wszelkich starań, by ta przyznała się do zbrodni, jakie rzekomo popełniła. Stosowano w tym celu stawianie podchwytliwych pytań, które miały doprowadzić do udzielania odpowiedzi wskazujących na winę domniemanej czarownicy. Owe pytania charakteryzowały się pozorną logiką i niejednokrotnie bazowały na teologicznych fundamentach. Jeśli oskarżona przyznała się do popełnienia zbrodni czarostwa, wówczas proces się kończył i pozostawało już tylko przeprowadzenie egzekucji przez spalenie na stosie lub powieszenie (Anglia, Ameryka Północna). Jednakże nie zawsze udawało się doprowadzić do tego, by czarownica przyznała się do popełnienia zbrodni, czasami sędziowie musieli sięgać po bardziej radykalne środki. Przyznanie się do zbrodni czarostwa nie stanowiło obligatoryjnego warunku do tego, aby wykonać egzekucję



.

Przypisy:

[_1_] K. S ó j k a - Z i e l i ń s k a, Historia prawa, Warszawa 1993, s. 190

[_2_] K. S ó j k a - Z i e l i ń s k a, Drogi i bezdroża prawa, Wrocław 2000, s. 133 i nast.

[_3_] N. L a n e y r i e - D a g e n (red.), Największe procesy w historii świata, Wrocław 1997, s. 75.

[_4_] B. B a r a n o w s k i, Pożegnanie z diabłem i czarownicą, Łódź 1966, s. 11.

[_5_] B. B a r a n o w s k i, loc. cit.

[_6_] "Przyjaciel Ludu" 1835, t. II, nr 16, str. 126

[_7_] B. B a r a n o w s k i, W kręgu upiorów i wilkołaków, Łódź 1981, s. 24.

[_8_] B. B a r a n o w s k i, Procesy czarownic w Polsce w XVII i XVII wieku, Łódź 1952, s. 90.

[_9_] K. S ó j k a - Z i e l i ń s k a, Historia prawa, Warszawa 1993, s. 191.

[_10_] M. R y b k a, Noc Walpurgii, "Świat Sobótki", 2003, nr 5, s. 8.

[_11_] K. B a s c h w i t z, Czarownice. Dzieje procesów o czary, Warszawa 1971, s. 170 i nast.

[_12_] K. B a s c h w i t z, "Czarownice. Dzieje procesów o czary", Warszawa 1971, s. 325

[_13_] B. B a r a n o w s k i, Procesy czarownic w Polsce w XVII i XVIII wieku, Łódź 1952, s. 89.

[_14_] K. B a s c h w i t z, Czarownice. Dzieje procesów o czary, Warszawa 1971, s. 229.

[_15_] J. S p r e n g e r, H. I n s t i t o r, Młot na czarownice, Wrocław 1992, s. 125 i nast.

[_16_] J. M. S a l l m a n n, Czarownice. Oblubienice szatana. Wrocław 1994, s. 62.

[_17_] E. P o t k o w s k i, Czary i czarownice. Warszawa 1970, s.260.

[_18_] B. B a r a n o w s k i, W kręgu upiorów i wilkołaków, Łódź 1981, s. 22.

[_19_] Pismo Święte. Starego i Nowego Testamentu. Ps( 8:2), Warszawa 1987, s.575.

[_20_] K. B a s c h w i t z, Czarownice. Dzieje procesów o czary, Warszawa 1971, s. 284.

[_21_] B. B a r a n o w s k i, Procesy czarownic w Polsce w XVII i XVIII wieku, Łódź 1952, s. 110.

[_22_] K. D e s c h n e r, I znowu zapiał kur, tom II, Gdynia 1997, s. 166.

[_23_] B. B a r a n o w s k i, Procesy czarownic w Polsce w XVII i XVIII wieku, Łódź 1952, s. 114.

                            

Czary i stosy w Polsce

Autor: Joanna Żak-Bucholc

 

"...Oskarżonego wprowadza się do izby tortur,

gdzie najprzewielebniejszy biskup i

czcigodny ojciec inkwizytor jeszcze raz go zapytują.

Jeśli się nie przyzna, rozbiera się go i rozpoczyna tortury".

Tomasz Menghini

"Praktyka urzędu Świętej Inkwizycji, czyli Święty Arsenał"

Dzieło dedykowane papieżowi Innocentemu XII, byłemu inkwizytorowi

i nuncjuszowi w Polsce, .

Wiele razy już stwierdzano, że Polska ustrzegła się szaleństwa polowań na czarownice, i biorąc pod uwagę to, co działo się w Europie Zachodniej - na pewno nasz kraj wyróżniał się pozytywnie. Ani procesów nie było tu dużo, ani inkwizycja w Polsce (faktycznie zniesiona w 1572 r.) i jej ramię, czyli dominikanie (sprowadzeni do Polski przez biskupa krakowskiego Iwo Odrowąża w roku 1222), nie wykazywała się takim "zębem" jak w innych krajach.

Ale są opinie badaczy europejskich stwierdzających co następuje: "Najostrzejszy przebieg miały polowania na czarownice odbywające się na terenach Niemiec, Szwajcarii, Francji, Polski i Szkocji (...)." (cytat z H. Ellerbe, op. cit., powołującej się na: Levack, "The Witch-Hunt in Early Modern Europe", s. 105).

Przy niepewnych i dość ostrożnych obliczeniach określa się liczbę ofiar na terenach Rzeczpospolitej na kilka tysięcy ! Podstawowe opracowanie tej materii należy do Bohdana Baranowskiego (Procesy czarownic w Polsce w XVII i XVIII wieku, 1952). Autor oszacował liczbę ofiar polowania na czarownic w Polsce na ok. 10 tysięcy. W FiMukazał się artykuł sugerujący, że spalonych w Polsce czarownic mogło być nawet 30 tysięcy, niektórzy szacują ich liczbę jeszcze wyżej. Sądzimy jednak, że te przypuszczenia dokonane zostały na wyrost. W artykule z Focusa nr 2/2001 autorka, piszącą dośc prokościelnie poprzez minimalizowanie znaczenia tych zbrodni, oszacowała jednak liczbę ofiar w Polsce na 15 tysięcy

Prześledźmy ślady nietolerancji, a nawet zbrodni, tylko na podstawie źródeł dotyczących jednej diecezji - kaliskiej i tylko na przestrzeni 80 lat. Właśnie w aktach miejskich może znajdować się jeszcze wiele tajemnic i nieznanych szerzej faktów oraz nazwisk ofiar.

I tak:

 1542 r. - ekscesy antyżydowskie w Kaliszu, profanacja synagogi i pism Tory,

 1561 r. - król Zygmunt August nakazał władzom miejskim oddawać pod sąd kościelny wszystkich innowierców,

 1574 r. - biskup Stanisław Karnkowski sprowadza jezuitów do Kalisza i Poznania w celu walki z innowiercami w Wielkopolsce,

 1580 r. - pierwsze w Kaliszu procesy o czary (Barbara z Radomia skazana na spalenie),

 1584 r. - pewną kobietę oskarżono o czary i wygnano z miasta,

 1587 r. - procesy o czary (brak szczegółów),

 1616 r. - spalenie znachorki Reginy ze Stawiszyna,

 1620 r. - szantaż wobec pewnego mieszczanina, że jeśli w ciągu 2 tygodni nie przejdzie z protestantyzmu na katolicyzm zostanie wygnany z miasta.

Kalisz, jak wiele miast miał też własnego "twórcę" antysemickich pisemek - był nim Sebastian Sleszkowski, wspomniany przez nas nadworny lekarz Zygmunta III, zabraniający leczyć się u żydowskich lekarzy. (Dane opr. na podstawie stron internetowych miasta Kalisza).

Wiele podobnych zapisów można odnaleźć w aktach innych miast. Na przykład Opalenica:

 1652 r. opalenicki sąd miejski uznał Maruszę Staszkową z Jastrzębnik za czarownicę i skazał na spalenie na stosie;

 1660 r. to kolejne procesy czarownic; spalone na stosie zostają: Ewa Kałuszyna, Dorota Mielkowa, Jadwiga Rybaczka, Katarzyna Moskwina, Agnieszka Odrobina.

Eskalacja polskich procesów o czary przypada na XVII w., wiek kontrreformacji.

W samej Wielkopolsce i w okolicach stosy płonęły w Rydzynie, Tomyślu, Bedlewie, Opalenicy, Srocku, Trzemesznie, Witkowie, Wągrowcu, Poznaniu, Zbąszyniu. W aktach miejskich tego ostatniego miasta zachował się np. taki opis relacjonujący przebieg procesu o czary: w 1681 roku odbyło się w tu posiedzenie sądu, w trakcie którego kilkunastu osobom, miedzy innymi Krystynie Flanderce ze Starej Kramnicy i Jadwidze Ciemnej z Pierszyna zarzucano udział w sabacie czarownic na Łysej Górze, jak również to "że przyczynili narodowi wiele szkód w bydle i koniach oraz za pomocą czarów swoich robili żywe koniki polne z koniczyny" (sic! Tak jest w aktach). Jak uwierzyć w to, że wierzono w to ?!

[Dane te dotyczące wyłącznie Wielkopolski podaje R. Borowczak w Głosie Wielkopolskim z 18 kwietnia 1997 r.] Ucieleśnienie polskiego katolicyzmu ksiądz Chmielowski z całą powagą pisze, że: "czarownice wyrzekają się wiary, Chrystusa Pana (...), czarta za pana obierając". Powszechnie wierzono w sabaty czarownic, i jeszcze dziś każdy wie co to takiego Łysa Góra.

Wyżej mowa była o szkodach w koniach i bydle - bo też czarownice spełniały (jak zresztą i inne prześladowane mniejszości, np. Żydzi) rolę "kozła ofiarnego" albo w mniej dramatycznej formie "tematu zastępczego". Zginęły konie - ktoś musi być winny. Gniew ludzi spowodowany jakimiś traumatycznymi wydarzeniami kumulowano i obracano na wybrane ofiary. Takie, które były w zasięgu ręki, bezbronne, idealne jako obiekt służący do wyładowania gniewu, frustracji, wątpliwości. Inaczej może trzeba by ludowi tłumaczyć dlaczego dobry Bóg dopuszcza do takich wydarzeń i dlaczego kapłani, choć tak bliscy sfery boskiej, są bezradni wraz ze swym splendorem, bogactwem i nadzwyczajnymi rzekomo prerogatywami... Kropidła nie pomagały jakoś wobec choroby bydła. Nic zatem dziwnego, że właśnie w ciężkich czasach we Lwowie, gdy w roku 1651 wybuchła epidemia, rozpętały się procesy i zapłonęły stosy.

Swoistą zemstę na Kościele, choć może wcale nieświadomie wywarły kobiety oskarżone o czary podczas procesu w Nysie na Śląsku (nie należącym wtedy do Polski), gdzie podczas tortur piętnastu "czarownic" padło pewne zeznanie, które dodaje sytuacji swoistej tragicznej pikanterii - kobiety wskazały bowiem na ...biskupa jako najpotężniejszego czarownika !

Lud, choć to jego sfery dotykał najczęściej koszmar stosu, trzymany w ciemnocie i podżegany przez księże kazania, a także głodny rozrywki, jaką było oglądanie kaźni, wprost nie znosił sytuacji, gdy sąd uniewinniał oskarżonych o czary. W takich sytuacjach nieraz dochodziło do linczów. Na takim właśnie tle doszło w Gnieźnie do zamieszek w roku 1690.

Nasilenie procesów nastąpiło, gdy w kraju w roku 1614 ukazało się tłumaczenie słynnego dzieła "Młot na czarownice", dokonane przez Stanisława Ząbkowica z Krakowa. Tłumaczenie to było szeroko znane, a księża chętnie się nim posługiwali w kazaniach. Nie brak było i dzieł oryginalnych, nie przekładów. W roku  1595 wyszła w Krakowie książka: "Pogrom, czarnoksięskie błędy, latawców zdrady i alchemickie fałsze, jak rozprasza Stanisław z Gór Poklatecki". Innym dziełem była np. "Czarownica powołana, albo krótka nauka i przestroga ze strony  czarownic" ogłoszone w Poznaniu 1639 roku.

Forma dochodzenia sądowego o czary przyszła do Polski z Niemiec. Świadczy o tym tożsamość procedury sądowej opartej na prawie magdeburskim, a w szczególności na tzw. Zwierciadle saskim. Postępowanie z posądzaną o czary mogło wyglądać tak: rzekoma czarownica sadzana była na specjalnej tzw. ławie tortur, aby nie dotykała podłogi lub ziemi stopami. Do tortur oskarżona lub oskarżony byli przez kata rozbierani prawie do naga, "wszakże wstyd przyrodzony mając nakryty" (ach, ta delikatność obyczajów !). Wierzono, że diabeł może zagnieździć się we włosach posądzonej o czary, więc golono je i to bez użycia mydła, aby przydać rzekomej czarownicy więcej cierpień. Wreszcie następował etap właściwy, ale nie można o tym pisać bez wzdragania się, zatem poniechamy opisu - chyba wszyscy wiedzą jak wyglądały inkwizycyjne tortury. Należy też dodać, że narzędzia tortur nosiły nierzadko bogobojne napisy, i nie omieszkano często polewać je święconą wodą. To się nazywa moralność !

Sprawami o czary jako problemem karnym zajął się sejm Rzeczpospolitej w 1543 roku, oddając te sprawy pod jurysdykcję duchowieństwa. Ale w razie czyjejkolwiek szkody wynikającej z czarów, sądy świeckie miały prawo mieszania się do rozpoznawania przestępstwa. Skutkiem tego sprawy o czary przeszły praktycznie do sadów świeckich miejskich. Statut litewski oddawał je pod jurysdykcje starostów. To prawo obowiązywało aż do konstytucji sejmowej z roku 1776.

W Polsce o czary oskarżano prawie wyłącznie kobiety chłopskiego i mieszczańskiego pochodzenia, często znachorki i zielarki, na szlachcianki nie śmiano nastawać. Po wojnie trzydziestoletniej i w klimacie kontrreformacji także u nas nastąpiło nasilenie prześladowań heretyków i rzekomych czarownic.

Jeden z ostatnich procesów o czary odbywał się w 1775 r. (w Doruchowie k. Wielunia). Tam kilkanaście kobiet poddano próbom wody, a potem umieszczono w beczkach mających specjalne otwory na głowę. Oczywiście okrucieństwo okraszono religijnymi hasłami - na beczkach kryjących storturowane ciała tych kobiet umieszczano bogobojne napisy. W końcu kobiety spalono. A jeśli któraś z nich miała córkę, nie omieszkano na wszelki wypadek jej wychłostać. Sprawa w Doruchowie poruszyła opinię szlachecką, sejm podjął stosowne uchwały, ale jeszcze i to nie zakończyło definitywnie procesów o czary, które odbyły się jeszcze w Zagościu i Żywcu. Ciekawostki

SABAT CZAROWNIC W SŁUPSKU Sabatem czarownic uczczono w niedzielę 300. rocznicę spalenia na stosie najsłynniejszej słupskiej czarownicy Triny Papisten. W niedzielne południe na słupskim Starym Rynku zebrało się kilkanaście wiedźm, czarownic oraz czarnoksiężników. Na rynek przybyło także kilkuset słupszczan, którzy - jak twierdzą - czują w sobie magiczną moc. Każda czarownica wpisała się na sabatową listę. "Chyba każdy czuje w sobie coś niezwykłego, tutaj można śmiało to zaprezentować. Ja wcieliłam się w postać czarownicy Beatrycze i czuje się w tej roli super" - powiedziała 19-letnia Anita. Chwilę później orszak wiedźm i czarownic wyruszył ze Starego Rynku w kierunku pobliskiej Baszty Czarownic oraz Zamku Książąt Pomorskich, gdzie odbywał się Jarmark Gryfitów. Tam czarownice odtańczyły demoniczny taniec oraz demonstrowały magiczne techniki m.in. wróżenie z kart, rozdawały amulety, eliksiry oraz jabłka mądrości. Punktem kulminacyjnym sabatu było spalenie miotły. "To symbol złej magii, dlatego ją palimy" - twierdzili organizatorzy. Impreza poświęcona była pamięci Trina Papisten, czyli Katarzyny Zimmermann. Według legendy, Trina Papisten przybyła w okolice Słupska wraz z pierwszym mężem kowalem Martinem Nipkowem, który zaraz po przyjeździe zmarł. Bardzo szybko ponownie wyszła za maż za rzeźnika Andreasa Zimmermanna. Pomagała mężowi w prowadzeniu interesów i dzięki niej firma stała się jedną z najprężniejszych w Słupsku. Podobno inni słupscy sklepikarze czując zagrożenie ze strony obrotnej Katarzyny posądzili ją o czary. Katarzynę oskarżono o konszachty z szatanem. 30 sierpnia 1701 roku Katarzyna Zimmermann spłonęła na stosie. [PAP, 13.08.01] Patrz też:

· W Internecie można znaleźć pracę Małgorzaty Pilaszek (Uniwersytet Warszawski) podważającą metody badawcze Baranowskiego. Pilaszek sugeruje, że spalonych czarownic było mniej niż 5 tysięcy. Czytając ową rozprawę ma się jednak wrażenie, że autorka postawiła sobie za cel zdeprecjonowanie tego zjawiska do minimum.

· "Żyd jako czarownica i czarownica jako Żyd w polskich i obcych źródłach

 etnograficznych, czyli jak czytać protokoły przesłuchań", Joanna Tokarska-Bakir, Res Publica Nowa, nr 8 (sierpień) 2001, s. 3

 

Walka Kościoła Katolickiego z herezjami w XII-XIII

WALKA KOŚCIOŁA KATOLICKIEGO Z HEREZJAMI W XII-XIII.

Autor: Aneta Średzińska

Średniowiecze jest okresem bardzo szczególnym w historii ludzkości, a przede wszystkim w historii prześladowań, gdyż jest, jak myślę, najokrutniejszą i najbardziej krwawą epoką, kiedy były POPEŁNIANE OKRUCIEŃSTWA W IMIENIU BOGA. To w jego imieniu przez kilkaset lat ścigano, torturowano i mordowano tysiące niewinnych kobiet, mężczyzn

 i dzieci, których obwiniano o czary lub sprzeniewierzenie się szatanowi. Religia i okrucieństwo, to co jak się zdaje powinno się wzajemnie wykluczać - to co najwznioślejsze i to co najpodlejsze szły ze sobą w parze.

CO SKŁONIŁO KOŚCIÓŁ DO SIĘGNIĘCIA PO TAK DRASTYCZNE ŚRODKI, CO BYŁO DLA NIEGO TAK OGROMNYM ZAGROŻENIEM, ŻE KARTY HISTORII KOŚCIOŁA ZOSTAŁY SPLAMIONE KRWIĄ NIEWINNYCH LUDZI?

Z relacji kronik średniowiecznych i relacji inkwizytorów kościelnych wyłonił nam się obraz bezustannych walk urzędu kościelnego z rojem herezji i sekt.  

Zacznijmy od wyjaśnienia znaczenia samego słowa herezja. Pochodzi ono z greckiego "Hairesis" oznaczającego branie dla siebie, wybór. Jest to pojęcie wieloznaczne rozpatrywać je możemy w sensie formalnym, jako świadome i dobrowolne zaprzeczenie lub poddawanie w wątpliwość przez ochrzczonego prawd wiary oraz jako obiektywne zaprzeczenie lub wątpliwość, niezależnie od udziału woli i świadomości. Herezje zawierały poglądy i przekonania religijne odmienne od doktryny Kościoła katolickiego. [_1_] A "Heretykiem był ten, który odchodzi od wiary-a fide devius; ktoś więc sprzeniewierzający się wierności był też heretykiem w tym znaczeniu, że depcze on miłość, bo wierność jest doskonałym znakiem i wyrazem prawdziwej miłości-caritas. [_2_] Herezje od zawsze były nieodłącznym atrybutem chrześcijaństwa, praktycznie od pierwszych wieków możemy zauważyć pierwsze oznaki ich istnienia.

Herezja była błędem umysłu, a Chrystus żądał dla błądzących wybaczenia, stad tez początkowo heretycy nie spotykali się z żadnymi objawami wrogości.

Sytuacja zmieniła się diametralnie kilka wieków później, gdy zostały ustanowione restrykcje cywilne dotyczące heretyków, które nakładały na nich kary: pozbawienie czci (infamia), pozbawienie godności i urzędów, konfiskaty majątku, bądź też kary pieniężne. Z czasem pojawiła się potrzeba stosowania daleko bardziej surowych kar poprzez chłostę, wygnanie na karze śmierci skończywszy.  

W XI wieku chrześcijaństwo zachodnie przeżywa ich nasilenie, początkowo były to niewielkie grupy, działające na terenach wysoko rozwiniętych Europy zachodniej, później w miarę upływu czasu nabrały bardziej masowego charakteru. Są to m.in.: katarzy - albigensi, waldensi, humiliaci, bracia wolnego ducha, bracia apostolscy, pikardowie, ubodzy z Lombardii i ponadto setki innych, które w nomenklaturze Kościoła Katolickiego objęte są nazwą kacerów.  

Jednak moim zdaniem można je sprowadzić do dwóch głównych nurtów. Pierwszy o bardziej rewolucyjnym charakterze, głoszący poglądy niezgodne z ogólnie przyjętymi zasadami chrześcijaństwa. Drugi - bardziej pokojowy, wyrastał bezpośrednio z gruntu ludowej pobożności a opierał się głownie na ewangelii i nie zamierzał wyłamywać się z dogmatów kościelnych, był jedynie próbą lub też chęcią powrotu do nieco wyidealizowanego modelu pierwotnego chrześcijaństwa. Najbardziej głośnymi przedstawicielami pierwszego kierunku byli Katarzy, zwani również Albigensami. Drugi kierunek był nazywany powszechnie ruchem ubogich, mimo że uczestniczyli w nim głownie przedstawiciele zamożnej klasy kupieckiej. Nie należy tu jednak całkowicie rozgraniczać tych ruchów, gdyż, jak wykażę później, posiadały one wiele punktów stycznych i zbieżnych poglądów, jedni byli sprzymierzeńcami drugich. 

Teza z jaką się spotkałam, a która miała swoje uzasadnienie, mówi o tym, że nurt drugi był bezpośrednio związany z manicheizmem, doktryną heretycką z III w., której twórcą był Manes, kapłan chrześcijański pochodzący z Iranu. Swoje twierdzenia opierał m.in. staroperskich wierzeniach religijnych, twierdził mianowicie, że świat opiera się na dwóch przeciwstawnych sobie pierwiastkach: dobru - światłości, gdzie panuje Bóg i złu - ciemności, gdzie władcą jest Diabeł. Twierdził też, że wszystko co materialne, cielesne i doczesne (rodzina, państwo, porządek społeczny) jest złe i należy do Szatana. [_3_]

Swoje zainteresowanie chciałabym, skupić na końcu wieku XII i na wieku XIII w historii Kościoła, ograniczając się jedynie do terytorium Europy. W tym bowiem okresie ruchy te były już silne i zinstytucjonalizowane, były jak się zdawało godnym przeciwnikiem Kościoła Katolickiego, który zdołał skonkretyzować swoje obawy i poczynić kroki do ich zniszczenia. Z jednej strony wiek ten uważany jest za okres największego rozwoju cywilizacji średniowiecznej- z drugiej zaś jest jednocześnie stuleciem kryzysu katolicyzmu. 

Chciałabym się oprzeć na kilku, moim zdaniem najważniejszych źródłach , które pozwolą przybliżyć czytelnikowi specyfikę ruchów heretyckich, narzędzia jakimi posługiwał się Kościół katolicki w ich zwalczaniu, oraz zastanowić się nad przyczynami, które przyczyniły się  do podjęcia z herezjami tak brutalnej walki, jaką były płonące stosy. 

Zachowały się niestety tylko teksty, które dają nam jedynie jednostronne spojrzenie na problem walki Kościoła z herezjami, są to bowiem źródła przez kościół stworzone. Brak jest ujęcia problemu z drugiej strony, nie mamy możliwości przekonać się co na temat swój i swoich poglądów myśleli sami heretycy, jak bronili się przed oskarżeniami dostojników kościelnych. Wszystkie dokumenty bowiem zostały spalone i zniszczone podczas procesów inkwizycyjnych.  

Jednym z pierwszych i moim zdaniem najważniejszym objawów rosnącego strachu dostojników kościoła katolickiego przed rodzącą się potęgą są postanowienia wydane przez papieża Lucjusza III i cesarza Fryderyka I Barbarossę w 1184 w Weronie, zapisane na kartach historii w postaci dekretu papieskiego "Ad Abolendam" [_4_]. Dekret ten stanowił pierwszy zwarty program zwalczania herezji, a powołuję się na niego dlatego, iż moim zdaniem to właśnie on zainicjował istnienie aparatu do walki z herezją. Ponadto, co jest ważne, wciągał on do działań antyheretyckich władzę świecką. Jest on wymieniany przez wielu autorów książek poruszających problem, którym się zajmuje m.in. Potkowski Edward w swojej książce "Heretycy i inkwizytorzy" [_5_], a także Rene Nelii w "Życie codziennie katarów w Langwedocji w XIII w" [_6_]. 

Kolejnym źródłem, na którym postanowiłam się oprzeć w mojej pracy jest podstawowy tekst antyheretycki Innocentego III z IV soboru laterańskiego z 1215 roku, kanon III "De haereticis" [_7_]. Papież wykorzystał w nim dorobek całego wcześniejszego ustawodawstwa kościelnego w zakresie zwalczania herezji, sankcjonował w całej rozciągłości krucjatę antyheretycką, jako jedyny z możliwych środek do walki z wyznawcami błędów. Ustalenia te stanowiły moim zdaniem podstawę do utworzenia inkwizycji - instytucji mającej zwalczać heretyków, instytucji która okazała się jedną z najczarniejszych kart w historii Kościoła. Zupełnie odmienne zdanie na temat Inkwizycji ma R. Ziemkiewicz w swoim artykule pt.: "Stosy kłamstw o inkwizycji". Artykuł ten zawiera szereg tez broniących inkwizycji. [_8_]

Niestety literatura dotycząca walki kościoła z herezją jest dość uboga i jednostronna. Autorzy książek ograniczają się jedynie do przedstawienia programu głównych ruchów heretyckich. Z uwagi na to, iż brak jest źródeł przedstawiających problem ze strony heretyków, ograniczyłam się do kilku naprawdę wartościowych pozycji, które w sposób dokładny lecz nie narzucający opinii przedstawiają omawiane przeze mnie zagadnienie. 

Prawodawstwo antyheretyckie

W roku 1163 ustalona została procedura śledcza wobec heretyków, a w 1197 dekretem Piotra Aragońskiego przyjęto śmierć jako karę za głoszenie herezji. W 1179 r miał miejsce sobór laterański III. Na mocy jego postanowień heretycy zostali objęci klątwą, tak samo jak ich obrońcy i ci, którzy udzielali im schronienia, pomocy lub gościny. Takie same restrykcje czekały tych, którzy z nimi handlowali. Heretykom, niezależnie od okoliczności, odebrano prawo do chrześcijańskiego pochówku. 

W 1182 roku został ekskomunikowany ruch waldensów, co potwierdzono w 1184 r. na zjeździe duchowieństwa i dostojników świeckich w Weronie dekretem "Ad Abolendam" [_9_], zwanym przez niektórych "kartą fundacyjną inkwizycji" Przełożył on na język procedur prawo rzymskie dotyczące herezji a wcześniej zawarte w zbiorze Gracjana. Biskupi i arcybiskupi zostali zobowiązani do tego, by "...sam albo za pośrednictwem swego archidiakona lub odpowiednich osób uczciwych, dwa razy lub jeden raz do roku zwiedził własną parafię, uważaną za zamieszkaną przez kacerzy" [_10_] Również biskupi, lub też wyznaczeni przez nich komisarze, mieli przeprowadzać śledztwo, w oparciu o zeznania zaprzysiężonych świadków. Winni mieli być przekazywani pod jurysdykcję sądów świeckich, które miały ich sądzić według lokalnego prawa. Na władców, którzy odmówili współpracy, miała zostać nałożona ekskomunika (dotknęło to hrabiego Tuluzy Rajmunda VI, który nie podjął się wygnania z kraju heretyków i sam trafił w ich szeregi) [_11_], mienie ulec miało konfiskacie, a poddani zwolnieni z powinności wobec pana [_12_]. Prześladowanie herezji nabierało charakteru akcji szczegółowo zorganizowanej inkwizycji, obejmującej swoim zasięgiem każdą parafię i włączało czynnie do akcji również władze świeckie [_13_]. W żadnym z przypadków papież Innocenty III nie zalecał natychmiastowego stosowania środków drastycznych, starał się powstrzymywać surowość regionalnych władz diecezjalnych i asygnowanych komisji.

W 1199 wyszedł z kancelarii papieskiej dekret "Vergentis in senium". Żaden ruch nie został wymieniony z nazwy, heretycy ogólnie nazwani zostali... lisami w winnicy... [_14_], dekret zawierał też postanowienia dotyczące konfiskaty na rzecz kościoła dóbr po heretykach, zakaz piastowania wysokich urzędów. Stał się jedną z podstawowych ustaw antyheretyckich; swoim działaniem obejmował najpierw teren państwa kościelnego a następnie inne części Półwyspu Apenińskiego. Latem 1202 r. dekret ten został ogłoszony w Landwedocji, wprowadzenie jego powierzono kardynałowi Janowi z Saint - Prisque. Jednak tutaj obowiązywał on w nieco zmienionej wersji, mianowicie zniesiono zapis o wydziedziczeniu (nie rozciągnięto go na katolickich potomków skazanych). Po raz pierwszy wobec objętych kataryzmem zastosowano groźbę odebrania praw cywilnych. 

Od połowy XIII wieku inkwizycja papieska reprezentowana była przez dominikanów i franciszkanów, ponadto na uwagę zasługuje też zakon cystersów, który podzielony na grupy penetrował Langwedocję głosząc kazania zwalczające doktrynę katarską. Inną metodą zwalczana kataryzmu były dysputy, podczas których starano się wykazać fałsz nauki heretyków. Najsłynniejszym dysputantem był Dominik de Guzman [_15_], który wielokrotnie ścierał się z katarskimi diakonami. Najsłynniejsza dysputa miała miejsce w Pamiers. Gdy głos chciała zabrać siostra hrabiego de Foix, Esklarmonda, brat Etienne de la Mainia odparł jej: "Idźcie pani do kądzieli; nie wypada wam zabierać głosu na takie tematy" [_16_]. Po kłótni jaka następnie wybuchła każdy ruszył w swoją stronę. 15 stycznia 1208 roku zostaje zamordowany Piotr de Castelnau [_17_], wydarzenie to jest bezpośrednią przyczyną podjęcia przez papieża decyzji o wszczęciu pierwszej krucjaty przeciwko katarom (1209-1211), na czele której stanął legat papieski, ambitny opat Arnold Amalryk z Citeaux.

Niedługo przed śmiercią Innocenty III zdołał zwołać IV sobór trydencki, gdzie doszło do uchwalenia III kanonu "De heareticis" [_18_] - najważniejszego według mnie tekstu antyheretyckiego, który został poświęcony sprawie herezji i heretyków. W tym dokumencie papież zdecydowanie opowiedział się za zdławieniem ruchów heretyckich. Ekskomunikujemy i rzucamy anatemę na każdą herezję podnoszącą się przeciwko tej świętej, ortodoksyjnej, katolickiej wierze... [_19_] Było to nadanie mocy prawnej ekskomunice tych, którzy przeciwstawiali się Kościołowi i głoszonym przez niego tezom. Sobór ten jasno ukazuje moment przejścia od przekonywania do przymusu. Dopracowano tam również szczegóły tzw. inkwizycji biskupiej [_20_]. Rozszerzono krąg podejrzanych, zacierając granice między heretykami a ich obrońcami: ekskomunice podlegają także wierzący, przyjmujący, broniący i wspierający heretyków [_21_]. Szczególnie surowo miano obchodzić się z sędziami, adwokatami i notariuszami. [_22_] Zapisy te zostały niemal całkowicie przejęte ze wspomnianego już przeze mnie dekretału "Vergentis in senium" [_23_]. Karano również opieszałych w walce z innowiercami jak i tych, którym było to obojętne. Został postawiony znak równości między herezją, zdradą i zbrodnią obrazy majestatu. Ta najwyższa kwalifikacja kryminalna dała możliwość zastosowania najsurowszych środków, również tortur i kary śmierci (co zostało usankcjonowane przez Innocentego IV w 1252 r.). W ten sposób papieże z nauczycieli stali się sędziami. Papież Grzegorz IX postanowił rozwiązać ten problem i powierzyć sprawy heretyków ludziom do tego przygotowanym i wyposażonym w pełnomocnictwa papieskie. W 1229 r. hrabia Tuluzy został zmuszony do podpisania traktatu, w którym zobowiązywał się wymierzyć sprawiedliwość heretykom [_24_]. W 1231 r. w liście skierowanym do przeora klasztoru dominikanów, papież mianował go sędzią delegowanym do rozpatrzenia spraw herezji, wraz z dobranymi w razie potrzeby braćmi. Dwa lata później podobni sędziowie zostali wysłani na tereny Langwedocji. W ten sposób narodziła się średniowieczna inkwizycja papieska. Zakres uprawnień inkwizycji został poszerzony przez papieża Innocentego IV [_25_]. Należy tu wymienić kilku "najsławniejszych" inkwizytorów w dziejach średniowiecznej machiny kościelnej: inkwizytor niemiecki Konrad z Marburga (zabity przez heretyków w 1233), dominikanin Robert le Boudre, działający w latach 1235- 1240 w południowej Francji, Piotr z Werony (czczony obecnie jako św. Piotr Męczennik).  Zbrojna walka Kościoła z herezjami 

Walka orężna była ostateczną formą sprzeciwu Kościoła Katolickiego wobec ruchów nieortodoksyjnych. Z programem krucjaty przeciw albigensom papież Innocenty III występował już w latach wcześniejszych, na głównego jej realizatora przeznaczył króla Francji Filipa Augusta. Wobec braku reakcji z jego strony papież ponowił swój apel, skutkiem czego w maju 1208 roku Filip August powołał armię krzyżową skierowaną ku Langwedocji. Niszczcie herezję wszelkimi środkami, jakie Bóg wam ześle! Zwalczajcie heretyków z jeszcze większą pewnością niż Saracenów, gdyż oni są jeszcze bardzie niebezpieczni [_26_] - takimi słowami papież nawoływał do walki. 20 lipca 1209 roku armia krzyżowców ruszyła na albigensów pod Beriers. Miasto płonęło dwa dni, prawdopodobnie nikt się nie uratował. To podczas tej wyprawy zostały wypowiedziane słowa, które później były wielokrotnie cytowane oddając postawę zdobywców nastawionych na zabijanie i rabunek. Gdy padło pytanie od jednego z żołnierzy jak odróżnić katolików od heretyków, z ust opata Arnolda padła odpowiedź na: zabijcie wszystkich , Bóg swoich rozpozna. [_27_]. Arnold zdając papieżowi Innocentemu III relację z karnej ekspedycji, wymienia liczbę 20.000 zamordowanych. Jednak współczesny Arnoldowi kronikarz, Aubry de Trois-Fantaines, szacuje liczbę ofiar na 60.000 mężczyzn, kobiet i dzieci, w tym co najmniej 7000 zamordowanych w miejscowym kościele św. Magdaleny, do którego nieszczęśnicy się schronili, mniemając, że uchroni ich to przed masakrą. W latach 1215 - 1225 trwał nowy etap walk, tym razem wywołanych przez Albigensów. Odpowiedzią Kościoła było zwołanie drugiej krucjaty (1226-29). Armie Ludwika VIII (był w nich Amaury de Montfort, syn Szymona, który kontynuował kampanię wojskową swego ojca) zaatakowały Langwedocję. Pomimo śmierci króla (przyczyną była prawdopodobnie dyzenteria, której nabawił się podczas wojny), wyczerpana szlachta południa nie była w stanie już dłużej walczyć o swą niepodległość; nie było też możliwe zawarcie umów z sojusznikami z zewnątrz. Wojownicze i pozornie niepodległe miasta, takie jak Tuluza czy Avignon, zostały zniszczone przez armie Szymona i króla; ostatni  Doskonali ukrywali się w tajnych fortecach. Montsegur [_28_] - kwatera główna dwóch beznadziejnych buntów, została zdobyta przez armię królewską w 1243 roku, a dwustu  Doskonałych  spalono. Czasami też katarzy sami ściągali na siebie prześladowania. Tak było między innymi w 1225 r., kiedy to zostały przez nich spalone katolickie kościoły w Brescii [_29_]. 

Prócz rzezi podczas krucjat, wiele krwawych mordów dokonywano za przyzwoleniem papieskim podczas procesów inkwizycyjnych. Głównym powodem stosowania tortur (z formalno-procesowego punktu widzenia) był sposób oceny dowodów. Sama egzekucja była urządzona bardzo uroczyście z kościelną oprawą. Wszystkie istniejące opisy procesów o herezję były przedstawiane jako okrutne i krwawe tortury. Praktycznie nikt, kto nie ukorzył się przez Kościołem, nie zdołał ujść z życiem. [_30_] Wiek XIII był okresem, kiedy nastąpiło zaostrzenie się polityki papiestwa wobec dynamicznie rozwijających się ruchów heretyckich. Ustawodawstwo antyheretyckie stało się bardziej powszechne, lepiej podbudowane pod względem prawnym i znacznie ściślejsze. Stopniowo zwiększało się grono potencjalnych winowajców. Nastąpiło usztywnienie stanowiska w sprawie nowych masowych ruchów religijnych nie potępionych jako heretyckie. Ich aspiracje apostolskie zostały uznane za naganne, a znaczna część tych ruchów, m.in. grupy dobrowolnego ubóstwa, została zaliczona do ruchów heretyckich. Podsumowanie

Kościół podjął dość drastyczne kroki w walce z herezjami. Czy trzeba było aż tylu przelewów niewinnej krwi, aby kościół mógł się utwierdzić w przekonaniu, że dalej posiada niepodzielną władzę na arenie publicznej? Czy nie było innej drogi, aby przywrócić ustalony porządek? A może to Kościół był ślepy w swym egoizmie, żeby dostrzec moralne przesłania doktryn ruchów heretyckich? Odpowiedź na te pytania nie jest prosta i można byłoby poświęcić temu zagadnieniu niejedną prace. Ja jednak pozwolę sobie przytoczyć jako podsumowanie słowa Cezarego Careny z  Traktatu o świętej inkwizycji: "Heretyków należy ogniem i mieczem niszczyć, gdyż łatwiej ich zwyciężyć niż przekonać." [_31_]  

Gdy przyjrzymy się doktrynom i zasadom postępowania XII-wiecznych heretyków, dostrzec możemy pewne cechy wspólne: ideał życia apostolskiego, ataki na hierarchię i doktrynę Kościoła oraz dualizm. Herezje średniowieczne stanowiły zagrożenie dla jedności Kościoła, poza tym ukierunkowane były wyraźnie przeciwko hierarchii duchownej. Miały jednak pewne pozytywne aspekty. Zauważając i wytykając błędy popełniane przez duchownych, głównie najważniejszych hierarchów, ich niemoralne, sprzeczne z zasadami ewangelicznego miłosierdzia postępowanie, dążenie do władzy nad światem, zbyt wielkie przywiązanie do dóbr materialnych, przyczyniły się do odnowy Chrześcijaństwa. 

Trudno jest dziś określić liczbę osób, które w ciągu kilku wieków skazano na stos za heretyckie poglądy. Moim zdaniem walka z ruchami heretyckimi stanowiła dla kościoła tzw. życiową konieczność. Były one bowiem podwójnym zagrożeniem. Po pierwsze występowały przeciwko systemowi feudalnemu, którego zachowania strzegł kościół, po drugie rozbijały jedność samego kościoła. Kościół nie mógł pozwolić na to, żeby została zburzona potężna monarchia papieska. Kolejni papieże potwierdzali lub rozszerzali uprawnienia instytucji inkwizycji. Powstały pierwsze podręczniki inkwizycji, które podawały szczegółowe wskazówki w sprawach badania, rozpoznawania i karania heretyków [_32_]. Myślę jednak, że mimo licznych usprawnień, nie zdołali oni stłumić całkowicie ruchów heretyckich, które pojawiały się w różnych krajów Europy w miarę narastania konfliktów społecznych.

Walka kościoła katolickiego z ruchami heretyckimi, działalność inkwizycji stanowią jeden z najważniejszych problemów historii społecznej Europy średniowiecznej. Herezje były bowiem nie tylko wyrazem pewnych tendencji w sferze świadomości społecznej, ujawnieniem przekonań i wyobrażeń religijnych odmiennych od reprezentowanych przez oficjalną doktrynę Kościoła. Były one wyrazem protestu społecznego, uzewnętrznionego w formie religijnej (dlatego w formie religijnej, gdyż była to forma dostępna dla najszerszego grona ludzi). Zauważyłam, że wspólną cechą owych ruchów heretyckich był wrogi stosunek zarówno do bogatego kościoła i duchowieństwa jak i istniejącego ustroju społecznego.

Heretykom przypisywało się rozwiązłość, łamanie przyjętych norm etyki i obyczajowości seksualnej. Wyłonił się obraz heretyka jako burzyciela porządku publicznego, dążącego do przestępstw i zbrodni. Nie chodziło o przekonanie słuchaczy, ale skompromitowanie kacerstwa przed ogółem. Ostatni etap przypisywania występków heretykom wnosi brak czci dla świętych obrazów, krzyża, komunii; podkreśla podstępność w działaniu heretyka na szkodę religii, Kościoła, stosowanie gwałtu i przemocy. Takie właśnie nieczyste narzędzia stosował Kościół Katolicki w walce z występującymi przeciw jego doktrynie. Pod hasłem walki z herezją stosowali oni coraz okrutniejsze represje. Z drugiej strony, oskarżenie o herezję było dobrym sposobem zniszczenia przeciwnika lub wymówienia posłuszeństwa feudalnemu suwerenowi. Herezja stała się powszechnie nadużywanym orężem w politycznych rozgrywkach, często pretekstem do zwykłych grabieży. Tradycyjnie wyrokowanie o herezji leżało w kompetencjach biskupów, ale szybko przestało to wystarczać - lokalni dostojnicy Kościoła byli nazbyt często zastraszani lub korumpowani przez feudałów.

Przebaczamy i prosimy o wybaczenie  - tymi słowami po raz pierwszy w historii zwierzchnik Kościoła katolickiego przeprosił za zło wyrządzone wyznawcom innych religii. [_33_] Nawet jeśli sami nie ponosimy winy za grzechy przeszłości, bierzemy na siebie ciężar win popełnionych przez naszych przodków  - dodał Jan Paweł II w czasie mszy odprawionej w Bazylice św. Piotra z okazji Dnia Przebaczenia 12 marca 2000 roku. W modlitwie powszechnej proszono o przebaczenie grzechów popełnionych w "imię prawdy", m.in. wypraw krzyżowych, działalności Inkwizycji oraz pychy, nienawiści, żądzy władzy i postępowania urągającego prawom człowieka. Homilia Jana Pawła II jest przełomowym momentem w historii, świadczącym o pozytywnych zmianach, jakie zaszły w Watykanie. W modlitwie powszechnej proszono o przebaczenie grzechów popełnionych w "imię prawdy", m.in. wypraw krzyżowych, działalności Inkwizycji oraz pychy, nienawiści, żądzy władzy i postępowania urągającego prawom człowieka. 

Słowa "herezja" i "heretyk" stały się dziś niewygodne, nazbyt kojarzą się historycznie z nietolerancyjną postawą kościoła powszechnego, z inkwizycją, stosami, wojnami religijnymi, z tym wszystkim za co dziś się przeprasza, co eufemistycznie określa się "błędami ludzi Kościoła". Nie pasuje też do ekumenicznej fasady współczesnego Kościoła. Dziś dużo wygodniejsze jest używanie pojęć "sekta" i "sekciarz", którym w ostatnich latach nadano wybitnie pejoratywne znaczenia. Już samo użycie tych pojęć wobec swych ideologicznych konkurentów tj. innych kościołów i związków wyznaniowych, stawia ich na starcie w bardzo niekorzystnej pozycji wobec społeczeństwa, któremu wmówiono, że sekty (czyli dawne przecież herezje) są jedynie destruktywne i społecznie niebezpieczne. 

Jest to jasnym dowodem na to, że tak naprawdę Kościół katolicki doby średniowiecza poniósł klęskę, a raczej pozorne zwycięstwo w walce z ruchami heretyckimi. Zmusił heretyków do uległości z jednej strony a drugiej zaś okrył się hańbą na następne setki lat i potrzeba było dopiero wieku oświecenia i tolerancji, aby winny kościół przyznał się do grzechów jakie popełnił.

 

BIBLIOGRAFIA:

  • Banaszak Marian, Historia kościoła katolickiego, Warszawa 1986. 
  • Baratte Emmanuel, Sto punktów zapalnych w historii kościoła, Warszawa 1995. 
  • Barber Malcolm, Templariusze, Warszawa 1999. 
  • Brumlik Micha, Gnostycy: marzenie o samozbawieniu człowieka, Gdynia 1999 
  • Bylina Stanisław, Wizje społeczne w herezjach średniowiecznych Humiliaci, Begini, Begardzi, Wrocław-Warszawa-Kraków-Gdańsk 1974. 
  • Bylina Stanisław, Ruchy heretyckie w średniowieczu,Wrocław 1991 
  • Caro Baroja Julio, Pan inkwizytor, Lublin 2000 
  • Chaunu Pierre, Czas reform Historia religii i cywilizacji (1250 - 1550), Warszawa 1989. 
  • Clifton Chas, Encyklopedia herezji i heretyków, Poznań 1992. 
  • Dąbrowski Jan, Dzieje Europy od X do XIV wieku : schyłek średniowiecza, Warszawa 1938. 
  • Dobkowski Mariusz, Czy consolamentum dawało zbawienie? : szkic z liturgii katarskiej, Gnosis, Nr 11, 1999,s. 28-35 
  • Figura Michel, Nowe zadania Kościoła jako odpowiedź na gnozę i gnostycyzm, Comunio 1998, nr 4 s. 127-135 
  • Gadal Antoine, Na scieżkach świetego Graala: misteria dawnych katarów, Kraków 1994. 
  • Gilbert Paul P. , Wprowadzenie do teologii średniowiecza, Kraków 1997 
  • Gilson Étienne Henry Historia filozofii chrześcijańskiej w wiekach średnich, Warszawa 1987, 
  • Goglin Jean- Louis, Nędzarze w średniowiecznej Europie, Warszawa 1998. 
  • Holl Adolf, Heretycy : panorama dziejów myśli kacerskiej i ruchu dysydenckiego w chrześcijaństwie, Gdynia 1994. 
  • Huizinga Johan, Jesień średniowiecza, Warszawa1992. 
  • Karas Marcin,Wyznania wiary i główne zasady doktrynalne : katolicyzm, Kraków 2000 
  • Katolicyzm średniowieczny, pod red. Józefa Kellera, Warszawa 1977 
  • Keller Józef, Katolicyzm jako religia i ideologia, Warszawa 1979 
  • Kłoczowski Jerzy, Chrześcijaństwo i Historiawokół nurtów reformy chrześcijańskiej VII - XX w, Kraków 1990 
  • Kowalski Wierusz Jan, Chrześcijaństwo średniowieczne XI- XIV w, Warszawa 1985. 
  • Krzyżaniakowa Jadwiga, Koncyliaryści, heretycy i schizmatycy w państwie pierwszych Jagiellonów, w: Dzieje narodu i państwa polskiego Kraków 1989. 
  • Księga Jana Ewangelisty ; . Zbigniew Mikołejko, Społ. Otwarte .-1998 nr 4 dod. s. I-XX 
  • Kumor Bolesław, Historia Kościoła Cz. 4, Jesień kościelnego średniowiecza, Lublin 1978. 
  • Kumor Bolesław , Historia KościołaCz 3 : Złoty okres średniowiecza chrześcijańskiego , Lublin 2001. 
  • Le Roy Ladurie, Montaillou, wioska heretyków  1294-1324, Warszawa 1988 
  • Małecki Marian, Proces templariuszy we Francji (1307 -1314), Kraków 1999 
  • Manteuffel Tadeusz, Średniowiecze powszechne do schyłku XV wieku : próba syntezy, Warszawa 1958. 
  • Manteuffel Tadeusz, Średniowiecze, Warszawa 1965. 
  • Manteuffel Tadeusz, Narodziny herezji : wyznawcy dobrowolnego ubóstwa w średniowieczu, Warszawa 1963. 
  • Manteuffel Tadeusz , Kultura Europy średniowiecznej Warszawa 1974. 
  • Masson Herve, Słownik herezji w Kościele katolickim, Katowice 1993. 
  • Minois Georges, Kościół i nauka : dzieje pewnego niezrozumienia : od Augustyna do Galileusza, Warszawa 1995. 
  • Mundy John, Europa średniowieczna 1150-1309, Warszawa 2001. 
  • Narodziny średniowiecznej Europy , pod red. Samsonowicza Henryka, Warszawa 1999 
  • Nelli Rene, Katarskie odczytanie Ewangelii według świętego Jana Środa Krzysztof,Gnosis, 1999, nr 9 s. 20-26.  
  • Nelli Rene, Życie codzienne katarów w Langwedocji w XIII w., Warszawa 1979 
  • Newman John Henry, O rozwoju doktryny chrześcijańskiej, Warszawa 2000 
  • Niel Fernand, Albigensi i Katarzy, Warszawa 1995 
  • Nitecki Józef, Zagłada katarów (Grzechy Kościoła ; cz. 2 ) Dziś , 1999 nr 4 s. 88-91 
  • Oexle Otto Gerhard , Społeczeństwo średniowiecza : mentalność - grupy społeczne - formy życia, Toruń 2000 
  • Parwew Georgi, Podręcznik Inkwizycji Gili Bernardo, źródło do ruchów heretyckich XIII - XIV wieku, Prace Historyczne, z. 56, 1977, s. 7-17 
  • Patocka Jan, Eseje heretyckie z filozofii dziejów, Warszawa 1998. 
  • Potkowski Edward, Heretycy i inkwizytorzy, Warszawa 1971. 
  • Prokopiuk Jerzy, Labirynty herezji, Warszawa 1999. 
  • Psalmy manichejskie, . z ang. Jerzy Prokopiuk, Gnosis, Nr 8 .-1996 s. 2-5 
  • Rozkwit średniowiecznej Europy / pod red. nauk. Henryka Samsonowicza, Warszawa 2001
  • Runciman Steven, Manicheizm średniowieczny, Gdańsk 1996 
  • Stadler Hubert , Leksykon papieży i soborów : dzieje Kościoła w dziejach świata, osoby, zdarzenia, pojęcia, Warszawa : Oficyna Panda , 1992 
  • Swieżawski Stefan, Eklezjologia późnośredniowieczna na rozdrożu, T.1.Kraków 1990, 
  • Vauchez Andre, Duchowość średniowiecza, Warszawa 1996. 
  • Z zagadnień światopoglądu chrześcijańskiego,pod red. Mariana Ruseckiego, Lublin 1989 
  • Ziemkiewicz Rafał A.,Stosy kłamstw o Inkwizycji,Gazeta Polska1996 nr 39 s. 10-11.  
  • Życie Warszawy, nr 36 z 02.04.2000. 
  • Żywczyński Mieczysław, Papiestwo i papieże w średniowieczu, Kraków 1995

 

Przypisy:

[_1_] E. Potkowski , Heretycy i inkwizytorzy, Warszawa 1971, s.6

[_2_] S. Swieżawski, Eklezjologia późnośredniowieczna na rozdrożu, Kraków 1990, T. 1, s. 116

[_3_] Por. E. Potkowski , dz. cyt, s. 19, 31, oraz J. Prokopiuk , Labirynty herezji,Warszawa 1999, s. 40-55

[_4_] Teksty źródłowe do historii powszechnej wieków średnich, opr. J. Garbacik , K. Pieradzka, postanowienia przeciwko Albigensom, s.144-146

[_5_] E. Potkowski , dz. cyt.

[_6_] R. Nelli, Życie codzienniekatarów w Langwedocji w XIII, Warszawa 1979

[_7_]  http://republika.pl/bribe/deher.html

[_8_] R. Ziemkiewicz w swoim artykule pt: "Stosy kłamstw o inkwizycji", który ukazał się w Gazecie Polskiej w 1996 nr 39 s. 10-11

[_9_] S. Bylina, Ruchy heretyckie w średniowieczu. Studia, Wrocław 1991, s. 25 - 27

[_10_] Teksty źródłowe...s. 145, p. 3

[_11_] por. E. Potkowski, dz. cyt, s.47

[_12_] Teksty źródłowe...s. 145, p. 5

[_13_] por.tegoż, Wizje społeczne w herezjach średniowiecznych Humiliaci, Begini, Begardzi, Wrocław - Warszawa - Kraków - Gdańsk, s. 20 -22

[_14_] tegoż , Ruchy heretyckie..., s. 35

[_15_] założyciel zakonu dominikanów w 1216 roku, powołanego do walki początkowo z albigensami potem z wszelkimi ruchami uznanymi za heretyckie,jemu powierzone były trybunały inkwizycyjne

[_16_] F. Niel,dz. cyt s. 59-60

[_17_] Zakonnik cysterski z opactwa Fontfroide, powołanyw 1202 roku na stanowisko legata papieskiego

[_18_] por. S. Bylina, Ruchy heretyckie .. s. 51-54

[_19_]  http://republika.pl/bribe/deher.html

[_20_] Procedura inkwizycyjna, która swój ostateczny kształt zyskała podczas soboru laterańskiego w 1215 r., opierała się na wizytacjach biskupów w parafiach podejrzanych o herezję, testes synodales, dochodzenia były inicjowane w oparciu o złą sławę podejrzanych, przekazywanych następnie pod sąd świecki.

[_21_]  http://republika.pl/bribe/deher.html

[_22_]  http://republika.pl/bribe/deher.html

[_23_] S. Bylina, Ruchy heretyckie..., s. 52

[_24_] Chodzi tu o Traktat znany jako Traktat z Meaux, podczas którego utworzono także komisje inkwizycyjne

[_25_] Chodzi tutaj o bullę Ad exstirpanda, w której Innocenty IV pozwolił inkwizytorom na stosowanie tortur

[_26_] S. Bylina, Ruchy heretyckie .., s 46

[_27_] por. E.Potkowski, dz. cyt s 51, prawdopodobnie jednak słowa te zostały mu przypisane przez autora zapisu - Cezariusza z Heiserbachu

[_28_] Więcej o Montsegur w R. Nelli, Życie codzienne..., Cz. II r. III s. 148 - 167

[_29_] S. Runciman,dz. cyt., Gdańsk 1996, s. 123

[_30_] Dokładny opis procesu inkwizycyjnego i wykaz kar znajduje się w E. Potkowski. dz. cyt, s. 93- 107

[_31_] E. Potkowski, dz. cyt, s.108

[_32_] G. Parwew, "Podręcznik Inkwizytora" Bernarda Gui jako źródło do ruchów heretyckich w XIII i XIV wieku, Prace Historyczne, z. 56,1977, s. 7-17

[_33_] Życie Warszawy, nr 36 z 02.04.2000

 


Zbrodnie w imieniu Chrystusa


 


Haasler Robert A


 


„Mówili o Chrystusie i wszystkich świętych, nakazując jednocześnie rzeź”,


 


takie słowa jakże często powtarzano w marcu 2000 roku, w czasie, kiedy papież Jan Paweł II


przygotował deklaracje Kościoła katolickiego, w której prosił o wybaczenie wszystkich zbrodni i niegodziwości popełnionych przez ludzi Kościoła i w imieniu Kościoła.


 


Zaiste ważne to było wydarzenie dokonane „pod naciskiem” wielu wyznań chrześcijańskich, reformatorskich sił w samym Kościele, a głównie środowisk żydowskich; papież wywodzący się z kraju tolerancyjnego musiał wbrew wielu najwybitniejszym hierarchom Kościoła znaleźć takie słowa, które oddawałyby prawdę o krwią opływającej historii, a jednocześnie nie obciążały winą współwyznawców.


 


 Jak zawsze w takich przypadkach, wśród słów podziwu dla odwagi papieża, padały głosy niezadowolenia, że przyznanie się do błędów historii było tylko połowiczne. Nie sposób sprostać oczekiwaniom wszystkich.


 


Z całą pewnością jednym z największych osiągnięć Roku Świętego – jubileuszu dwóch tysięcy lat chrześcijaństwa – było papieskie pochylenie się nad błędami:


 Zbrodniami wielkich swoich poprzedników i Kościoła w całości. Miną  lata i dziesięciolecia nim cała prawda o okropnościach zbrodni zostanie ujawniona. Przede wszystkim musi być wyrażona zgoda samego Kościoła, jego hierarchów i przyzwolenie milionów wiernych na wskazanie najczarniejszych kart historii Kościoła.


 


Kościół czeka ciężka próba.


 


Od jej pokonania, od głębi przemyśleń zależeć będzie jego przyszłość. Bez prawdy o przeszłości nie da się, bowiem budować prawdziwych fundamentów wiary. Tylko wtedy Piotrowa opoka stanie się litą skałą.


Jakże często jeszcze głośniej niż słowa papieża, biskupa Rzymu, pobrzmiewają w Kościele głosy „zwolenników” relatywizmu historycznego, takich jak choćby Vittorio Messori – autor cieszącej się ogromnym powodzeniem książki „Czarne karty Kościoła”.


 


Chyba już nigdy nie będziemy w stanie dokonać rzetelnego bilansu zbrodni popełnionych bądź to bezpośrednio na polecenie Kościoła, bądź też z jego inspiracji.


 


Zadanie takie, wymagające dziesiątków lat gruntownych studiów historycznych, i tak skazane byłoby na niepowodzenie. Zawierucha dziejów, bowiem nie oszczędzała źródeł archiwalnych.


 


Z całą pewnością i bez żadnego uproszczenia można by stwierdzić, że Kościół, w tym szczególnie Kościół katolicki, stworzył najstraszniejszy w dziejach ludzkości mechanizm struktur władzy i właściwą temu doktrynę moralną, której metodą była zbrodnia.


Zbrodnicze i anty ludzkie systemy polityczne dwudziestego wieku, hitleryzm i stalinizm, całymi garściami czerpały z doświadczeń i tradycji Kościoła, dokonując eksterminacji całych narodów, a zwłaszcza wszystkich tych, których posądzano o nieposłuszeństwo i nieprawomyślność.


 Getta, żółte gwiazdy, obozy eksterminacyjne, a nade wszystko myśl usprawiedliwiająca zbrodnię i uzasadniająca potrzebę zbrodni, nie są wynalazkiem dwudziestego stulecia.


Wszystko to dobrze znane jest z dziejów Kościoła.


Jakże daleko odszedł Kościół od doświadczeń pierwszych wieków swego istnienia.


Chrześcijanie, niepomni swej tragicznej historii, mając za nic nakazy Chrystusa o miłości bliźniego, miast niesienia dobrej nowiny, przez przeszło półtora tysiąca lat szerzyli śmierć i zniszczenie.


 


Dziesiątki milionów ludzi zginęło, by Kościół mógł nieść słowa zbawienia.



Pogromy całych miast południowej Francji, tysiące stosów płonących od Portugalii po Polskę, noc świętego Bartłomieja, śmierć zakonu templariuszy, wojny husyckie, eksterminacja Indian, rzezie w Azji i w Ameryce, wreszcie kary wymierzane z całą style='mso-spacerun:yes'>  surowością najwierniejszym nawet sługom Kościoła – oto formy i metody szerzenia dobrej nowiny. Rozdział specjalny tej książki poświęcimy najboleśniejszej i bodajże najkrwawszej ranie Kościoła – Żydom. Myliłby się jednak ten, kto sądziłby, że sprawy, które przypominamy w tym tomie, były doświadczeniem jedynie Kościoła katolickiego.


 


Nie były od niej wolne i inne kościoły chrześcijańskie, i te obrządków wschodnich, i te powstałe w wyniku Reformacji.


 


Kościół, kiedy jeszcze sam był zbyt słaby, wykorzystywał władzę świecką, aby ta realizowała dzieło zdobycia. Ale kiedy tron i ołtarz stanowili już jedno, wystarczyło słowo,


 


aby Kościół przejął całkowicie na siebie wymierzanie „sprawiedliwości”.


 


 Masowe pogromy całych wsi i regionów, wojny religijne i krzyżowe, płonące stosy, lochy zapełnione więźniami – oto, co złożyło się na obraz dziejów, do tej pory jeszcze obiektywnie nieprzedstawiony.


Inkwizycja i Urząd Wielkiego Penitencjariusza Kościoła

TO TYLKO NIEKTÓRE STRUKTURY STWORZONE PRZEZ KOŚCIÓŁ DO WALKI, ALE Z KIM?...




***KLIKNIJ***ZBRODNIE W IMIĘ CHRYSTUSA.


 

Giordano Bruno



Urodzony w 1548 roku, jako czternastoletni chłopak wstąpił do zakonu dominikanów, w wieku 24 lat uzyskał święcenia kapłańskie, gdy został oskarżony o herezję, uciekł z zakonu.

Zainteresowanie papieża procesem Giordano Bruno płynęło głównie z pobudek osobistych.

 Kiedyś Giordano Bruno zarzucił papieżowi "obłudę i okrucieństwo", nazywał go "wikariuszem piekielnego tyrana" i oskarżał papieża o "zarażenie świata zabobonnym kultem i bardziej niż bydlęcą ignorancją".

Jak wiadomo z historii, papież Klemens VIII należał do tych bardziej zepsutych moralnie papieży, bowiem znany był z tego, że urządzał orgie seksualne z młodymi chłopcami, co było przez bardziej świątobliwe osoby powszechnie krytykowane.

Wyrok męczeńskiej śmierci wydano dnia 8 lutego 1600 roku, a siedem lat torturowania oraz makabryczna egzekucja upoważniają do stwierdzenia, że Philippo Bruno został męczennikiem wiary i zasługuje na to, aby go tytułować świętym za to, co wycierpiał.

Giordano Bruno został doprowadzony z więzienia do pałacu kardynała Madruzzi przy kościele św. Agnieszki. Ubrano go w strój pokutującego mnicha, do ręki włożono mu zapaloną świecą, szyję okręcono sznurem. Kat rzucił go na kolana przed kardynałami, radcami inkwizycji i jej notariuszem, który odczytał wyrok.

W chwili, gdy Flamini Adriano skończył jego odczytywanie, Bruno podniósł się z klęczek i głośno wypowiedział swe sławne zdanie:

"Zaprawdę, wy z większą trwogą ogłaszacie przeciwko mnie ten wyrok, aniżeli ja go wysłuchuję".

Należy zaznaczyć, że dokonywany jest często skrót myślowy jakoby słowa te skazaniec wyrzekł ze stosu, tymczasem na stosie po kilku dniach tortur miał

 usta i gardło zabite drewnianym kołkiem z kolcami, tak, żeby jego mowa czasem nie podburzyła tłumów przeciwko skorumpowanej papieskiej inkwizycji.

Siedem lat więziony był przez Inkwizycję w Zamku Św. Anioła, gdzie stale poddawany był okrutnym przesłuchaniom.

Tak zwany papieski Zamek Św. Aniołów stąd miał taką nazwę, że zamęczano tam torturami aniołów w ludzkich ciałach, tych, co głosili prawdę.

 

Głównym oprawcą uczonego był CZARNY kardynał Robert Bellarmin, najwybitniejszy pseudo- intelektualista ówczesnego kościoła, którego po kilkunastu latach miał spotkać w podobnej sytuacji znakomity astronom Galileusz, czyli Galileo Galilei. Wszelkie jak widać sekowanie czy potępianie uczonych za

 poglądy jest zbrodnią przeciwko ludzkości i rozumowi oraz zbrodnią na nauce i postępie.

Słońce, które dla Kopernika stanowiło centrum wszechświata, dla Bruna było już tylko jedną z gwiazd, a Układ Słoneczny – jednym z nieskończonej mnogości układów we Wszechświecie.

W 1889 roku na placu Campo di Fiori, w miejscu gdzie został spalony, postawiono pomnik Giordana Bruna.

Pamięć o Giordanie Brunie została uwieczniona przez Czesława Miłosza w utworze Campo di Fiori,

oraz przez Leopolda Staffa w wierszu Giordano Bruno. Polskim znawcą filozofii Bruna jest Andrzej Nowicki.

 

Już w dniu 16 lutego wieczorem do celi Bruna wkroczyło kilku zakapturzonych mężczyzn z Bractwa Miłości i Zmiłowania. Wsadzili go na wóz, który skierowano w kierunku Campo di Fiori.

Więzień miał w ustach specjalny żelazny knebel z kolcami przebijającymi język i podniebienie. Kara miała być

"jak najłagodniejsza i bez przelania krwi".

 Zakapturzeni członkowie stowarzyszenia poprowadzili go do słupa, gdzie zdarli z niego ubranie, wzywając by się pokajał, jeśli chce dostąpić zbawienia.

 Chwilę potem podpalono stos.

ZGINĄŁ W MĘCZARNIACH PRZY WTÓRZE KOŚCIELNYCH PIEŚNI!!!.

Jeden ze świadków pisał po tym:

"Oto jak nasz obyczaj nakazuje postępować z takimi ludźmi, czyli z takimi potworami. Krótko mówiąc nigdy bym nie doszedł do końca, gdybym zaczął wymieniać potworności, jakie głosił, czy to w książkach, czy to swymi ustami. Nie ma takiego błędu pogańskich filozofów ni naszych heretyków, dawnych czy dzisiejszych, którego by nie bronił".

WYROK WYDAŁ NA NIEGO PAPIEŻ, KLEMENS VII.

 Nie załamał go wyrok śmierci, wysłuchawszy go powiedział:

 

 "Z WIĘKSZĄ TRWOGĄ OGŁASZACIE WYROK PRZECIWKO MNIE, ANIŻELI JA GO SŁUCHAM."

 

Wyrok brzmiał:

"Nazywamy, obwieszczamy, osądzamy i ogłaszamy Cię, bracie Giordano Bruno, nieskruszonym, zawziętym i zatwardziałym heretykiem. Na podstawie tego podlegasz wszystkim potępieniom i karom Kościoła Powszechnego, zgodnie ze świętymi kanonami[...] Wyłączamy Cię słownie z powszechności kościelnej, z naszego Świętego, Niepokalanego Kościoła, którego miłosierdzia okazałeś się niegodnym[...]"

 

Spalony na Campio di Fiore. Jego życie skończyło się w 17 lutego 1600 roku, gdy ginął miał 52 lata.

Wieczny Boże a nasz Panie daj mu wieczne spoczywanie!!!.

 

GIORDANO BRUNO

Marcin Kwiek

 

Gdzie rzymski tron

Żył sobie on

Słynny Giordano Bruno

 

Niegłupi był

Lecz gęby swej

Trzymać na kłódkę nie umiał

 

Błąd to był bo

Ryzykant co

Brzydził się walką z ukrycia

 

Choć zdrowy był

Choć krzepki był

Zaniżał im wciąż średnią życia

 

Giordano też

Wyśmiewał wszerz

I wzdłuż, nierozumny światek

 

Wolności chciał

Dyskusji chciał

Nie dożył sędziwych latek

 

Nie dożył gdyż

Wpływowy inkwizysta

Ów prawdy monopolista

 

Zasądził, że

Giordano łże

Należy się mu kąpiel ognista

 

Zaryczał tłum

Zrobił się szum

Bo każdy widzieć chciał lepiej

 

Jak ginie wróg

Którego „BÓG”

Odtrącił dzisiaj od siebie

 

ZAPŁONĄŁ STOS

Dym drażniąc nos

Wysoko pod niebo pofrunął

 

Pofrunął dym

A razem z nim

Uleciał Giordano Bruno

 

Nim nastał brzask

Ogniska blask

Zamienił się w popiół ciemny

 

TAK CIEMNY JAK

TEN TŁUM CO TAK

STERCZAŁ NA PLACU KAMIENNYM.

 

 

 

Główny oprawca Bruna, kard. R. Bellermin,

po krótkich sporach, które momentalnie ucichły po groźbach  „świętej inkwizycji” został w 1923 r. beatyfikowany, a w 1931 r. - kanonizowany jako święty Bellarmin - doktor kościoła, inkwizytor.

W atmosferze gróżb i zastraszania przez inkwizycję obradowały synody i sobory. Dlatego większosć dogmatów jest sprzecznych z wolą BOGA objawioną w Biblii. Taka atmosfera panowała w trakcie soborów trydenckich.Grożbami i zastraszaniem uchwalono "wieczne" dogmaty sprzeczne z rozumem i BIBLIĄ.

Gdybyśmy wcześniej mieli tę wiedzę nie zamieszczalibyśmy (TEGO oprawcy kościelnego)  jego Katechizmu Katolickiego napisanego pod dyktando ówczesnego papieża.

 

Ci, którzy nieświadomie modlą się do tego zbrodniarza zasługują chyba na politowanie. Padli ofiarą oszustwa kleru stosującego te metody od wieków.

To on Bellermin zasłużył sobie u  BOGA  na wieczne potępienie i pobyt w najstraszliwszym piekle pełnym tortur tak jak to ON inkwizytor fundował wszystkim swoim dręczonym bestialsko niewinnym i bezbronnym ofiarom.

Wierzymy, że sprawiedliwość Boża go nie ominęła mimo posiadanego odpustu zupełnego od papieża na  godzinę śmierci.

        „Święta inkwizycja”  znalazła podatny grunt na odrodzenie się w Polsce. W seminariach uczy się nauk inkwizycyjnych dotowanych przez PAŃSTWO POLSKIE! Święta inkwizycja dopuściła się przestęstw i nadejdzie czas,
że zostanie zgodnie z prawem osądzona za bezprawne pozbawienia życia całym społeczeństwom i narodom.A seminaria finansowane są także przez  nieświadomych katolików czego tam się naucza.

Próżne i zwodnicze  słowa o ekumenizmie wydały już owoce nietolerancji i prześladowań w kościele rzymskokatolickim polskim .

Ekskomuniki księży katolickich   na porządku dziennym!!!!.

GROZI się jak w średniowieczu wyklęciem (przeklęciem) osób świeckich za wolność słowa i ZA praktyki według własnego sumienia.

Niedługo doczekamy się reaktywowania stosów średniowiecznych.

A RZĄD POLSKI PRZYMYKA OCZY I ŚPI !!!.

Księża wydają świadectwo czynami, co nauczono ich w seminariach.

Zostali wyuczeni, że „święta inkwizycja” i Tradycja „święta” to źródło wody żywej!!!

(Boże zbaw duszę ś.p  ks. K………).

To pochwała zbrodni popełnionych przez namiestników kościelnych a sądy świeckie a nie kościelne powinny orzec czy nastąpiło to świadomie i przy zdrowych zmysłach!.

Szerzy się fanatyzm, wiara w zabobony, czary i opętania diabelskie która nie byłaby możliwa gdyby nie popierał ich EPISKOPAT POLSKI.

 

Co ci wyświęceni księża reprezentują! oczerniając i pomawiając osoby na odległość, że są opętane legionami diabłów  i podżegają publicznie  że  należy ich  potępić  i zlinczować .

I wierzą w taką ciemnotę ogłupiane i zmanipulowane masy zdezorientowanych  wiernych.
Prawo jest równe dla każdego.To targanie dobrami osobistymi osób i traktowanie wszystkich katolików dosłownie jak zwierzat - jako barany i owce.Nie jesteśmy niewolnikami Koscioła ale ludźmi wolnymi.Osoby w habitach i sutannach nie mają za grosz elementarnego wychowania bo widać,że tak zostali wychowani w seminariach finansowanych przez nas samych.Walczyliśmy o wolność w Polsce dla wszystkich a nie tylko dla zacofanego jak widać naocznie kleru.Tak Wam nakazuje postępować Jezus Chrystus!Istnieją dla wiernych środki prawne aby zgodnie z prawem wymusić szacunek dla każdego człowieka.
.



 Aż roi się od niedouczonych, fanatycznych I OGŁUPIONYCH W SEMINARIACH KSIĘŻY głoszących potępione przez JPII nauki rzymskie rodem średniowiecza (i być może wykonujących polecenia przełożonego czy biskupa) w internecie i wszyscy czytający wiedzą o kogo chodzi.

 

A PRZECIEŻ BEZ WOLI I ZGODY BISKUPA DIECEZJALNEGO NIC UCZYNIĆ NIE MOGĄ! BO ZOSTAliby WYKLĘCI Z KOŚCIOŁA.

 

STOP MANIPULACJOM I OGŁUPIANIU WIERNYCH PRZEZ KLER RZYMSKOKALICKI W POLSCE.




WIECZNY ODPOCZYNEK WSZYSTKIM OFIAROM BESTIALSKO POZBAWIONYM ŻYCIA PRZEZ „ŚWIĘTĄ INKWIZYCJĘ” RACZ IM DAĆ PANIE, A ŚWIATŁOŚĆ WIEKUISTA NIECHAJ IM ŚWIECI. NIECH ODPOCZYWAJĄ W POKOJU. AMEN.

„Giordano”

 



***KLIKNIJ***Giordano Bruno Pisma Filozoficzne.





Pamiętajmy o modlitwie i zapaleniu świeczek gdziekolwiek jesteśmy dla bezimiennych, bezbronnych , spalonych ofiar „świętej  inkwizycji

w tym niewinnych spalonych dzieci żywcem na stosach przez „świętą inkwizycję”.

Na mocy antyboskich i antyludzkich „świętych kanonów inkwizycyjnych rodem z piekła zostali pozbawieni Oni człowieczeństwa i podobnie jak demony strącone przez inkwizycje według ich schizofrenicznego pojmowania do piekła.

 

Na mocy tych piekielnych antyludzkich wyroków „świętej inkwizycji” pod karą ekskomuniki i spalenia na stosie „Kościół Święty” zabronił się modlić za bestialsko zamordowane ofiary ani ich wspominać, ani odprawiać za nich Mszy Świętych a traktować tak jakby się nigdy nie narodzili…..

To dodatkowa kara i dowód na bestialstwo bez granic „kościoła świętego”.

 

JEST TO ZBRODNIA KŁAMSTWA BO TYLKO BÓG JEST W STANIE KAŻDEGO CZŁOWIEKA OSĄDZIĆ I

ŻADNE WYROKI ANTYBOSKICH  I ANTYLUDZKICH INKWIZYTORÓW NIE MAJĄ W OCZACH BOGA ŻADNEGO ZNACZENIA.

SĄ TYLKO DOWODAMI POTĘPIENIA ICH SAMYCH I STRĄCENIA UZURPATORÓW BOŻYCH DO NAJSTRASZNIEJSZYCH CZELUŚCI PIEKIELNYCH.

 

Jan Paweł II przeprosił za zbrodnie „świętej inkwizycji”, ale Kościół do dnia dzisiejszego w żadnej formie nie zadośćuczynił za popełnione zbrodnie.

Kościół sam naucza, że bez zadośćuczynienia za grzechy nie można dostąpić odpuszczenia grzechów.

A chodzi o najstraszniejsze grzechy, bo o zbrodnie dokonywane w bestialski sposób.











CHWAŁA I CZEŚĆ JEZUSOWI CHRYSTUSOWI KRÓLOWI POLSKI!





BEZPOŚREDNIE TRANSMISJE Z PUSTELNII NIEPOKALANÓW - POLSKA

ks.prof.dr.Piotra Natanka.

Kliknij poniżej na "TV-TIME" aby załadować.

TV-TIME


RAMOWY PROGRAM TRANSMISJI

BEZPOŚREDNICH /na żywo/:



14.30  Różaniec


15.00  Koronka do Miłosierdzia Bożego



15.15-16.00  Droga krzyżowa


18.00  Msza św. w dni powszednie

(w miarę możliwości z udziałem ks. Piotra)


19.30  Różaniec z modlitwami


20.30-21.00  Nowenna do Chrystusa Króla

z modlitwami


Każdego 27 dnia miesiąca

transmitowany będzie całodobowy

Różaniec Gietrzwałdzki.


Od każdej II niedzieli miesiąca


siedmiodniowe Jerycho Różańcowe.


10.00 Niedzielna Msza Święta w miarę

możliwości z udziałem ks. Piotra.