Dzienniczek - wrzesien 2013 r.



JEZUS CHRYSTUS JEST KRÓLEM POLSKI!!!
                                                                                                             


-szukam-



JEZUS CHRYSTUS KRÓL POLSKI

Internowany w klasztorze na Jasnej Górze w Częstochowie.

 

Grzegorz IX (1227-1241), który kanonizował biedaka z Asyżu świętego FRANCISZKA, uroczyście oświadczył, że papież jest Panem i Władcą Świata i panuje zarówno nad ludźmi jak i nad dobrami materialnymi.

Faktycznie to była detronizacja Jezusa Chrystusa KRÓLA która trwa do dnia dzisiejszego.

Grzegorz IX zdetronizował CHRYSTUSA KRÓLA i ogłosił się bogiem. Od tego czasu już  papieże nie dopuszczą do królowania Króla Królów. Sami ogłosili się bogami i żądają czci boskiej i nie pozwolą JEZUSOWI KRÓLOWI królować nad swoją własnością.

Rozpoczął się  kult papieży uzurpatorów JEZUSA CHRYSTUSA KRÓLA.

 



-szukam-



 

 



-szukam-



 

 

Panie Jezu,

Czy papież obdarzony jest szczególnymi darami Ducha Świętego i czy pełniona przez niego posługa świętego Piotra upoważnia go do pieczętowania swoich decyzji jako nieomylnego bo  mającego upoważnienie samego   Boga w osobie Jezusa Chrystusa.

 

   Pan Jezus:

 " Prawie żaden papież nie pytał Mnie o zdanie w swoich decyzjach. Z reguły każdy z nich narzucał Mi swoją wolę i był pewien, że jest ona zgodna z Moją.

 Żaden z papieży nie spytał Mnie, czy może i  godzien jest ukoronować się potrójną koroną jako król Nieba i Ziemi. I co Ja mam do powiedzenia. Traktowali mnie jak nieobecnego i umarłego a nie zmartwychwstałego.

 

 Żaden z papieży nie domyślił się nawet, aby zamienić Moją ziemską koronę cierniową na koronę królewską Króla Królów. Wszak króluję po wniebowstąpieniu w Niebie. Ale nie wszyscy w to wierzą i są o tym przekonani.

 

Przykro Mi, że słudzy moi  ukoronowali się na królów odbierając cześć nieomal boską  a Mnie zostawili nagiego na drzewie Krzyża i uważają, że tak musi być aż do skończenia świata.

 

  Uzurpowali sobie, że są NIEOMYLNI, że są władcami Świata i Nieba i wymuszali  nosić się w lektykach.

 

A JA MUSIAŁEM,

A JA MUSIAŁEM SIĘ Z TYMI WSZYSTKIMI BREDNIAMI ZGODZIĆ.

 

 Dlatego teraz tak źle jest na świecie, bo przez wywyższanie siebie poniżali Boga w Trójcy Świętej Jedynego. Sami obwiesili się złotem a Mnie zostawili na pastwę na  hańbiącym drzewie Krzyża.

 

 Dlatego jest tak źle na świecie, bo hierarchowie Kościoła Katolickiego przez te ubiory, przez te pałace nie chcą się uniżyć do roli sługi, ale Mnie do tej roli uniżyli.

 

HIERARCHOWIE -   FARYZEUSZE PONIŻYLI MNIE W OCZCH ŚWIATA I NA OCZACH ŚWIATA.

 

 Dlatego tak źle jest na świecie, bo Bóg zepchnięty został do roli sługi.

 

  Hierarchowie - faryzeusze nie chcą uznać żadnych objawień Bożych, nie wierzą żadnym nadzwyczajnym wydarzeniom, bo Bóg upomina się o łaski człowieka dla siebie i mówi przez swoich wybranych prawdę o kościele katolickim. Mówi  prawdę o kierownictwie w episkopatach w państwach.

 

A TO NIE JEST WYGODNE DLA NICH.

 

  Dlatego tak jest źle na świecie, bo NIEOMYLNY JEST TYLKO BÓG w TRÓJCY ŚWIĘTEJ JEDYNY zaś  każdy człowiek  poddawany jest kuszeniom diabła.

 

<<  P Y C  H A   -   P Y C H A  >>

 

     To najgorszy grzech dla człowieka a szczególnie dla duchownych. Powiadam wam - wszystko będzie wam policzone, bo KAŻDY MUSI STANĄĆ PRZEDE MNĄ  - STWÓRCĄ, ZBAWICIELEM, KRÓLEM i SĘDZIĄ SPRAWIEDLIWYM.

 

    Jest to przykre, że każdy o tym wie a czyni wbrew Mojej woli a potem wszyscy chcą przebywać ze Mną w Niebie i kłócą się w dniu Sądu o prawo przebywania ze Mną - KRÓLEM.

 

  POWIADAM WAM:

 

KTO NIE CHCE UZNAĆ MNIE ZA KRÓLA NA ZIEMI I PO ŚMIERCI NIE BĘDZIE  Z  KRÓLEM, BO W NIEBIE KRÓLUJE :

 

 KRÓL - JEZUS CHRYSTUS.

 

                 Każdy wybiera sobie sam drogę do wieczności.

 

  Powiadam wam :

 

MACIE OCZY A NIE WIDZICIE. MACIE USZY A NIE SŁYSZYCIE. MACIE ROZUMY A NIE ROZUMUJECIE

 

 - to takie postępowanie prowadzi tylko do potępienia wiecznego.

 

TO JEST MOJE OSTRZEŻENIE, KTÓRE  ZNACIE.

 

                        Jezus Chrystus - KRÓL i SĘDZIA SPRAWIEDLIWY.

 

 

 

 Panie Jezu - podyktuj mi  proszę prawidłowe pojęcie  herezji.

 

 

Pan Jezus:

 

HEREZJĄ  - JEST TO  ODSTĘPSTWO  OD  WIARY.

 

HEREZJĄ  - JEST NAZYWANIE DEMONICZNYCH ZASAD - BOŻYMI.

 

HEREZJĄ  - JEST SŁUŻENIE DWÓM BOGOM.

 

HEREZJĄ -  JEST  USTANOWIENIE PRAW W KOŚCIELE KATOLICKIM NIEZGODNYCH Z WOLĄ MOJĄ.

 

HEREZJĄ  - JEST USTANOWIENIE PRZYJMOWANIA MOJEGO NAJŚWIĘTSZEGO CIAŁA I PODAWANIE WIERNYM MOJEJ NAJŚWIĘTSZEJ KRWI PRZEZ ŚWIECKICH.

 

Będą bardzo cierpieli w wieczności ci, którzy ustanowili te prawa i ci, co je wykonują. 

  Hierarchowie Mojego Kościoła Katolickiego dlatego nie chcą uznawać OBJAWIEŃ BOŻYCH, gdyż sami nie chcą słuchać Bożych podpowiedzi. Tymczasem ci hierarchowie nie umieją rozeznawać OBJAWIEŃ i wszystkie je poddają pod jedno wspólne stwierdzenie HEREZJA lub OPĘTANIE.

 

  Tymczasem wszyscy, którzy tak mówią są opętani, gdyż nawet nie chcą ze Mną rozmawiać, nie chcą Mnie pytać, czy " TO", czy "INNE" Boże OBJAWIENIE jest prawdziwe i pochodzi z Nieba.

 

  Macie rozumy, to rozważajcie i pytajcie. Jeśli macie Dary Ducha Świętego w sobie, to proście Go o rozeznawanie. Bóg z Nieba nie przychodzi do osoby, aby jej na ucho mówić tajemnice. Jeśli Bóg chce mówić komuś na ucho, to ta osoba wie, że ta wiadomość jest tylko dla niej.

 

    PRZED MOIM NARODZENIEM DO LUDZI MÓWIŁ BÓG OJCIEC PRZEZ PROROKÓW I LUDZIE IM WIERZYLI.

 

    PO MOJEJ ŚMIERCI I ZMARTWYCHWSTAIU - BÓG JEZUS CHRYSTUS I INNI ŚWIĘCI PRZYCHODZĄ NA ZIEMIĘ I MÓWIĄ DO  LUDZI WYBRANYCH PRZEKAZUJĄC WOLĘ NIEBA DLA LUDZI

 

 DLA ICH POMOCY, BO BÓG STWORZENIA NIE POZOSTAWIA SAMEMU SOBIE.

STWÓRCA STWORZYŁ STWORZENIA PO TO, ABY MIEĆ ICH PRZY SOBIE W WIECZNOŚCI.

 

   To nie wasza sprawa jak Bóg mówi do stworzenia - prozą czy wierszem i nikt nie ma prawa krytykować i wypowiadać się na ten temat ani drwić bo nie jest większy od Boga.

 

   BLIŹNI POWINIEN BYĆ SŁUGĄ DLA BLIŹNIEGO, BRATEM I SIOSTRĄ, MATKĄ I OJCEM A NIE WROGIEM, A NIE SĘDZIĄ ZNIEWAŻAJĄCYM, A NIE SĘDZIĄ WYDAJĄCYM WYROKI NIEZGODNE Z MOIMI.

WSZYSCY CI, KTÓRZY KRYTYKUJĄ BLIŹNIEGO NIESŁUSZNIE BĘDĄ BARDZO UKARANI, BO TO JEST GRZECH, CIĘŻKI GRZECH. 

 

   HIERARCHOWIE Mojego Kościoła sami ustalają zasady i prawa dla wiernych, uznając, że to co oni zrobią jest niepodważalne.

 Ustalili, że jestem sługą ich a nie ich KRÓLEM i nie pytają Mnie, czy tak można i to  jest  HEREZJA.

 

    WSZYSTKO, CO NIE JEST ZGODNE Z WOLĄ BOŻĄ JEST HEREZJĄ.

    

Jezus Chrystus".

 

 

Panie Jezu – jak to jest, że Twój ,że Twój umiłowany kapłan Ottawio Miechellini w wydanych książkach uważa, że dogmat nieomylności papieża  jest wiarygodny.   W ważnych sprawach pytam kilka razy.

 

Pan Jezus:

       "  Dzieci Moje, już tyle razy wam mówiłem, że Moje słowa są przekręcane wszędzie:

 

 w książkach, homiliach i w PIŚMIE ŚWIĘTYM też.  

 

W tej książce i w wielu innych są treści zmieniane i w twojej też będą zmieniane, bo wszędzie są Moi wrogowie, którzy chcą umniejszyć Moją Boskość i rozdzielić Ją między ludzi. Nawet po ludzku myśleć, to trzeba zapamiętać raz na zawsze,

 że NIEOMYLNY JEST TYLKO BÓG,

bo zna wasze myśli, zna waszą przyszłość i wnika we wszystkie organy waszego ciała   i ducha. Człowiek niczego podobnego nie potrafi, bo jeżeli coś mu się udaje z nadprzyrodzonych umiejętności czynić, to tylko za pomocą Ducha Świętego lub demona, który także może wpływać na wasze myśli, przez które podejmujecie złe decyzje.

 

SAMO USTANAWIANIE TAKIEGO DOGMATU JEST GRZECHEM PYCHY,

 

ponieważ człowiek chce ingerować w moc Bożą i żąda wprost, aby Bóg w Trójcy Świętej Jedyny dzielił się z Nim władzą.

 

Powiadam:

macie rozumy, to rozważajcie i proście Ducha Świętego o pomoc. Macie Dary Ducha Świętego to pytajcie Jego o wszystko.

Nawet pisanie o tym jest grzechem.

 

Dlatego Mój umiłowany kapłan nie mógł tego grzechu popełnić.

 

Powtarzam, że żaden człowiek nie jest nieomylny, nawet papież a niektórzy z nich są nawet w piekle za grzech pychy, który powiela inne grzechy. Na podstawie grzechu pychy powstaje mnóstwo innych grzechów.

 

PYCHA - TO JEST SAMOUWIELBIENIE.

 

Pamiętaj Mieczysławo - niczego nie usuwaj co ci podyktowałem.

 

Będziesz tłumaczyła się przede Mną, że usunęłaś Moje słowa już raz o przyjmowaniu Mnie w Komunii Świętej, gdy podają Mnie ludzie świeccy wiernym i na dłonie - na polecenie Mojego drogiego kapłana, lecz nauczonego według nauki posoborowej.

 

Powtarzam: pomimo konsekrowania Komunikantów  w momencie dotykania Mnie niegodnymi dłońmi ODCHODZĘ.

Jestem Bogiem i nie pozwolę na bezczeszczenie Mojego Najświętszego Ciała i Najświętszej Krwi przez grzeszników.

Mój Ojciec jest Bogiem i nie pozwoli aby Mnie Boga też hańbiło pyszne stworzenie.

 

Duch Święty ulatuje i nie pozwoli abym ciągle cierpiał.

Już tak dużo razy dawałem znaki, że Ja jestem w OPŁATKU - HOSTII żywy jeśli są przestrzegane zasady udzielania Komunii Świętej ustalone przed II Soborem Watykańskim.

 

 Prawie wszystkie przypadki hańbienia Mnie występujące - nadzwyczaj rzadko są opisane.

Po II Soborze tak bardzo Mnie ludzie hańbią, że Mój Ojciec nie pozwolił na dalsze cierpienia.

W obecnym czasie stan Kościoła katolickiego jest w stanie krytycznym właśnie z powodu braku ŁASK BOŻYCH.

 Hańbienie Mojego Najświętszego Ciała spowodowało, że Ojciec mógł świat już dawno zniszczyć, ale na wasze prośby przedłużył życie na planecie Ziemi zabierając jednocześnie ŁASKI, które straciliście przez ustanawianie hańbiących Boga zarządzeń.

 

Umniejszenie ŁASK dla was spowodowało większą władzę demonów nad wami. Czas jest wydłużony, ale będzie większe cierpienie dla was jako wynagrodzenie Bogu za grzechy pychy i próby zrównania człowieka ze Stwórcą.

 

Czy teraz już zrozumieliście?

 

Czy zrozumiecie, jeśli dotknie was nieszczęście w postaci różnych kataklizmów.

 

Jezus Chrystus Król Polski - Świata i Wszechświata ".

 



-szukam-



 

 

MATKA BOŻA O NIEOMYLNOŚCI PAPIEŻY.

 

Drogie dzieci, przecież wiecie, że nieomylny jest tylko Bóg w Trójcy Świętej Jedyny.

 

ŻADEN CZŁOWIEK, NAWET PAPIEŻ NIE OTRZYMAŁ TEJ ŁASKI, BO JAKO CZŁOWIEK MAJĄCY W SWOJEJ DUSZY ZNAMIĘ GRZECHU PIERWORODNEGO JEST PODDANY KUSZENIOM PRZEZ ZŁEGO  DUCHA. 

 

 Jeżeli człowiek ośmiela się taki przepis ustanowić w formie DOGMATU, to jest to wielki błąd KOŚCIOŁA katolickiego.

 

To Mnie - Matce Bożej - Niepokalanie Poczętej ten człowiek grzeszny w osobie papieża nie przyznał żadnych DOGMATÓW a muszę się o nie upominać. Stworzenie powinno Boga i Matkę Jego uczcić największym uwielbieniem.

 

A Ja MATKA  BOŻA nie mogę doprosić się o DOGMAT WSPÓŁODKUPICIELKI ŚWIATA.

 

- To ja Matka Boga ciągle upominam się o uznanie Mnie przez stworzenie a człowiek dopiero po latach zauważy prawdziwość Moich słów .

 Wasza Matka".

 

Mateńko, czy powinnam zamieścić na naszej stronie film z tłumaczeniem polskim o "Trzeciej Tajemnicy Fatimskiej" i o przestępstwach w Kościele Katolickim, czynionych rękami wrogich naszej wierze ludzi a służących dwóm bogom?

 

MATKA BOŻA:

 

" Tak jak powiedział Mój Syn - nie ma i nigdy nie mogło być wdrożenie "Dogmatu o nieomylności papieża"  pod żadnym wyrażeniem i pod żadną nazwą.

 

Człowiek - stworzenie Boże nigdy nie może równać się ze Stwórcą.

Papieże też są tylko ludzie i popełniają błędy.

 

 Mnie - Matki Boga nie chcą uznać jako Współ-odkupicielki Świata a przecież gdyby ten Dogmat mógł być ważny, to papieże uwierzyliby, że tak jest.

 

Gdyby mógł być obowiązujący "Dogmat nieomylności  papieży", to Ja nie musiałabym się upominać o przyznanie Mi wszelkich innych Dogmatów.  Ja nie musiałabym upominać się u ludu Bożego aby dostrzegli Mnie, że jestem Królową i Niepokalaną, ponieważ sami by wiedzieli poprzez

 

" Dogmat Wiary ".

 

 Nie będę więcej już mówiła o sprawach tak oczywistych.

 Módlcie się dzieci o powrót Naszego Kościoła Jezusowego do wartości wielbiących i czczących Stwórcę. Módlcie się o powrót świętości Mszy Świętej i traktowanie Jej jako MĘKI Boga a nie uczty.

 Ucztę przeżywacie w domach a w kościołach - świątyniach Bożych jest cierpienie i odkupienie.

 

Film?

 

Nie rozsławiaj błędów Kościoła, które były popełniane wbrew jego pasterzom a szczególnie tym ostatnim.

Jan Paweł II - żył i umarł w świętości i cierpiał przez cały swój pontyfikat nawet dlatego, że miał do wyboru:

 

 albo bronić PRAWDY, ale pod strachem utraty życia od wrogów krążących jak jastrzębie, albo w ciszy modlić się według Moich wskazówek.

 

Jan Paweł II słuchał Mnie i obecny papież też słucha Mnie. Wróg tak bardzo rozrósł się i pomnożył na okolicznych hierarchach, że człowiek pojedynczy - nawet papież nie jest w stanie zatrzymać "zła".

 Za dużo byłoby zgonów, a to nie jest potrzebne wam - prawdziwym katolikom. Obecnie panuje żądza władzy i pieniądza a człowiekowi trudno  jest opanować się przed tymi pragnieniami. A że sława przysłania ludziom Boże cechy charakteru to widzicie: kapłani jedni drugich publicznie oskarżają.

 Politycy jedni przed  drugimi chcą być ważniejsi. Dopiero usłyszę lament ich wszystkich w momencie śmierci. Najgorsze jest to, że każdy z nich myśli, że czyni dobrze.

 

 Zastanówcie się ludzie, co wy robicie? Dlaczego wsiadacie do pędzącego pociągu na oślep?

 

Zatrzymajcie się i powiedzcie STOP - kłamstwu, ohydzie i nienawiści a wysławiajcie:

 

PRAWDĘ, MIŁOŚĆ I PRZEBACZENIE

 

Tak wam dopomóż Bóg.

Mieczysławo - nie wkładaj tego filmu na naszą stronę w dalszej części. Czasami lepiej nie wiedzieć wszystkiego i umrzeć w nieświadomości a to będzie inaczej liczone na Sądzie Bożym.

 

 Wasza Matka".

 

Serdecznie dziękuję Mateńko.

 

 

NAMIESTNICY CHRYSTUSA

Peter de Rosa

Peter de Rosa -absolwent Uniwersytetu Gregoriańskiego w Rzymie, był profesorem metafizyki i etyki w Westminster Seminary, oraz dziekanem teologii w Corpus Christi College w Londynie przez sześć lat. Opuścił stan duchowny w 1970 r. Obecnie mieszka w Irlandii.

Niniejsza książka nie jest pracą teologiczną, ani tym bardziej podręcznikiem dotyczącym papiestwa. Jest to prześledzenie roli papieży w kontekście historii, kultury, etyki, a także wpływu ich osobowości na pontyfikat. Pomimo tego, że jak Dante, podkreślam tutaj ciemną stronę papiestwa, jest to dzieło przyjaciela, a nie wroga.

 

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Z GOLGOTY DO WATYKANU

„29 czerwca, w wielkie święto Piotra i Pawła, z całego świata zjeżdżają się młodzi i starzy, święci i grzesznicy, by być razem z Biskupem Rzymu, Wikariuszem Chrystusowym, Spadkobiercą Chrystusa i Apostołów, Prymasem Włoch, Arcybiskupem i Metropolit ą Rzymu, Głową Watykanu i Sługą sług Bożych, Papieżem Janem Pawłem II.

Niektórzy pielgrzymi ubrani są dostojnie, inni przebrali się w kolorowe stroje ludowe swych rodzinnych krajów. Są wśród nich także turyści, ale większą część stanowią pielgrzymi. Przyjazd do Rzymu i wzięcie udziału w mszy odprawianej przez papieża to dla wielu spełnienie życiowych ambicji.

Wstają jeszcze przed świtem; wynurzają się z drogich hoteli jak Vento, z cichych zakonów i z tanich kwater.

W 1967 roku Papie ż Paweł VI, bliski śmierci, przyszedł tu przed otwarciem Synodu Biskupów. Postawił na posadzce zapaloną świecę i ucałował Piotrową stopę. Tak wielu papieży musiało to już robić przed nim, w przeddzień święta Piotra i Pawła przychodząc tu, by modlić się w przybytku Pierwszego z Apostołów.

W kaplicy Najświętszego Sakramentu przygotowuje się papieska procesja. Najkrótsza jest droga Jana Pawła; musi jedynie zejść z trzeciego piętra Pałacu. Niemniej jednak w ciągu ostatnich kilku minut przebył podróż dłuższą, niż ktokolwiek inny. Pozostawił za sobą problemy kraju i miasta, wchodząc w swoją ulubioną rolę: głowy kościoła. Zatopił się w modlitwie składając w niej na chwilę troski kościoła. Nikt nie wie lepiej od niego, że w tłumie na placu św. Piotra jest wielu zagubionych z jego trzódki. Księża są w konflikcie z biskupami, siostry ze swoimi przełożonymi; laicy jeszcze nigdy tak ostro nie protestowali przeciwko naukom moralnym kościoła. Żaden papież nie spotkał się z pochlebstwami w połączeniu z tak wielkim nieposłuszeństwem. W tej świętej chwili koncentruje się na swojej roli Pasterza Kościoła.

Członkowie jego tęczowej świty—prałaci, szambelani, książęta, Gwardia Szwajcarska - przygotowują się, stając według obowiązującego protokołu i po raz ostatni poprawiając swoje uniformy.

Paweł VI wycofał machanie piórami, wojskowe pochody i broń. Ale mimo to w dalszym ciągu ją widać. W przeciwieństwie do swoich poprzedników Jan Paweł jest otoczony przez ubranych w niebieskie mundury członków Uficio centrale di vigilanza.

Są siłami bezpieczeństwa tego małego państwa -miasta. Są nie tylko uzbrojeni; mają rozkaz zabijać, gdyby życiu papieża zagrażało niebezpieczeństwo.

Pod kurtkami schowane mają walkie- talkie, którymi w każdej chwili mogą połączyć się z rzymską policją i oficerami Digos, włoskiej jednostki antyterrorystycznej. W ich slangu papież zawsze nazywany jest Il Bersaglio czyli: cel.

Wreszcie słychać dźwięki trąb, wszyscy wyciągają do góry szyje, żeby dojrzeć błogosławiącego ich papieża. Wierni pozostają ślepi na biskupów w bieli, na kardynałów i na liliowo ubranych monsignori. Widzą tylko papieża z białą czapeczką na głowie; człowieka, który jest głową kościoła zrzeszającego prawie miliard katolików, 4 000 biskupów, 400 tysięcy księży i milion zakonnic. Choć w bazylice są rozradowani, choć nawet starsze zakonnice klaszczą, od lat po raz pierwszy się zapominając, wszyscy czują, że papież myśli o czymś innym: o Bogu którego reprezentuje na ziemi i przed którym odpowiada. Papież nie jest idolem tłumu, lecz niezbędnym do zbawienia Wikariuszem Chrystusowym. Przedzierając się przez morze pochlebstw, w błyskach fleszy, ledwo słysząc sykstyński chór śpiewający Tu esPetrus, Tyś jest Piotrem, wreszcie dociera do ołtarza.

Świta ulega przerzedzeniu, zajmując mniej dostojne miejsca. Ludzie z bezpieczeństwa znikają w bocznych kaplicach. Papież zostaje sam, w wieloznacznym znaczeniu tego słowa; zawszy było tak z papieżami,

ALE ŻADEN NIE BYŁ BARDZIEJ SAMOTNY I BEZBRONNY NIŻ JAN PAWEŁ II.



-szukam-



 

Według Watykańskiego spisu jest 263 papieżem, ale liczba ta nie jest pewna. Były czasy kiedy było ich kilku naraz i nikt nie wiedział, który z nich miał prawo do tego tytułu. Ponadto dopiero w 1073 roku Grzegorz VI zabronił katolikom tytułowania papieżem osoby nie będącej biskupem Rzymu. Przedtem nawet do zwykłych biskupów zwracano się: papa. Obecnie tytuł biskup Rzymu kojarzy się z dostojeństwem, lecz nie zawsze tak było. Przywódca małej grupy chrześcijan w czasach narodzin chrześcijaństwa nie mógł uchodzić za człowieka cieszącego się władzą i potęgą dzisiejszych biskupów. Spraw niejasnych jest wiele.

Na przykład, jak długo Piotr przebywał w Rzymie? Raport z czwartego wieku mówi, że był tam dwadzieścia pięć lat, ale twierdzenie to nie jest oparte na żadnych historycznych faktach. Wiadomo jedynie, że około roku pięćdziesiątego ósmego Paweł napisał jeszcze jeden ze swoich listów, tym razem do Rzymian. Pozdrawiał w nim rzymskie domostwa a dwadzieścia dziewięć osób wymienił z nazwiska. Nie było wśród nich Piotra. Byłoby to z pewnością dziwnym pominięciem zważywszy, że Piotr miał w Rzymie piastować urząd biskupa Rzymu. Ponadto Eusebius, zwany ojcem historii kościoła, pisał o roku 300:

„Piotr nawracał Żydów w Pontii, Galacji, Bitynii, Kapadocji aż do końca swoich dni i podczas krótkiego pobytu w Rzymie został ukrzyżowany.”

Dzisiejsi historycy twierdzą, że Piotr był w Rzymie nie więcej niż przez trzy do czterech lat, a i to nie jest pewne. Nie istnieją żadne dowody na to, że w rzymskiej społeczności pełnił rolę przywódcy; to nie mogło stać się automatycznie. Po śmierci Jezusa nie był nawet biskupem Jeruzalem -był nim Jakub, brat Pana. Do tego dochodzi jeszcze inny zadziwiający fakt: Piotr nigdy nie pojawia się na wczesnych listach rzymskich biskupów.

Na przykład Ireneusz, biskup Lyonu w latach 178-200, był uczniem Polikarpa, biskupa Smyrny, który sam był uczniem św. Jana. Ireneusz doliczył się dwunastu biskupów Rzymu, do Eleutheriusa włącznie. Według niego pierwszym biskupem nie był Piotr czy Paweł, lecz Linus.

Konstytucja Apostolska w roku 270 także nazywała Linusa pierwszym biskupem Rzymu, mianowanym przez św. Pawła. Po Linusie był nim Klemens, wybrany przez Piotra.

Historia staje się jeszcze bardziej tajemnicza. We wszystkich swoich pismach Eusebiusz ani raz nie pisał o Piotrze jako o biskupie Rzymu.

Jak można to wyjaśnić? Widocznie w oczach ówczesnych kronikarzy apostołowie stanowili klasę samą w sobie. Nie przynależeli do żadnego konkretnego kościoła, nawet wtedy gdy sami je tworzyli, jak w Azji Mniejszej uczynił to Paweł. Apostołowie przynależeli do całego kościoła. Bycie apostołem uniemożliwiało bycie biskupem w jakimś konkretnym miejscu. Także Piotr, niezależnie od tego co robił w Jeruzalem, Antiochii i innych miejscach, był apostołem całego kościoła.

Kościół katolicki twierdzi, że papieże są następcami św. Piotra jako biskupi Rzymu. Ale Piotr nigdy nim nie był; tytuł ten nadano mu setki lat po jego śmierci.

Oczywiście, że w Żydowsko-Chrześcijańskiej społeczności Rzymu cieszyłby się wielkim autorytetem moralnym, ale w przeciwieństwie do Pawła, który był obywatelem Rzymu, byłby cudzoziemcem.

Prawie dwa tysiące lat później inny cudzoziemiec, człowiek z dalekiego kraju, zasiada na Piotrowym tronie przy dźwiękach palestryńskiego motetu.

Minęło już prawie dziesięć lat od czasu, gdy po śmierci Jana Pawła I, bardzo krótko opłakiwanego po zaledwie trzydziestotrzydniowych rządach, Karol Wojtyła z Krakowa został papieżem. Albino Lucieni, który po swoim wyborze pojawił się w loggi, w ciągu kilku sekund zdobył się na więcej uśmiechów, niż jego poprzednik, Paweł VI, w ciągu całego życia, po czym proroczo wycofał się w cień Watykanu, ani jednym słowem nie odzywając się do tłumu.

W Rzymie znany jest dowcip, o tym że najstarszą instytucją, posiadającą ogromną władzę i utrzymującą wszystko w największej tajemnicy jest Święta Kongregacja do Rozprzestrzeniania Plotek. Któż w Wiecznym Mieście uwierzy w cokolwiek, jeżeli nie dowie się o tym szeptem? Szeptano, że Jan Paweł I został otruty. Przez wieki mówiono tak, gdy jakiś papież nagle zachorował i umarł. Nie wszystkie z tych plotek okazały się nieprawdziwe.

lipca 1304 roku, w dziewiątym miesiącu swego panowania, Benedykt XI przebywał właśnie w Perugii, gdy jakiś młody człowiek w przebraniu zakonnicy z klasztoru św.Petroneli ofiarował jego świątobliwości srebrną misę wypełnioną figami - „To dar Matki Przełożonej” - szepnęła rzekoma siostra. Wiadomo było powszechnie, że Benedykt bardzo lubił figi. Pochowano go w kilka dni później.

Niezależnie od tego, czy plotki okazywały się prawdą, papieże zawsze zatrudniali kogoś do kosztowania wina i fig.

Ale gdzie dowód w przypadku poprzednika Jana Pawła II? Badanie zwłok udzieliłoby odpowiedzi na to pytanie. Możliwe, że udzieliło, lecz Watykan nie lubi mówić o takich rzeczach.

Konklawe, zwołane po nagłej śmierci Lucianiego w 1978 roku, wybrało Karola Wojtyłę. Podczas ceremonii wyglądał na mniej niż swoje pięćdziesiąt osiem lat. Teraz wygląda na więcej niż sześćdziesiąt siedem. Jest bardziej przygarbiony. Schudł, a jego zwężone oczy zdradzają słowiańskie pochodzenie. Włosy pod czapeczką przerzedziły się, a uszy stały się tak widoczne jak w dzieciństwie.

Tak wiele przyczyniło się do tego, że się postarzał. Męczące podróże. Zamach na jego życie 13 maja 1981 roku, który prawie się udał; operacja trwała pięć i pół godziny i trzeba było dokonać transfuzji trzech litrów krwi. Kilogramy papierów co dnia gromadzące się na biurku żeby papieża wyciągać z kłopotów -jak powiedział jeden z jego asystentów.

I Kuria Rzymska. Papież i jego cywilni podwładni żyjący w niełatwej symbiozie. Jan Paweł okazał się człowiekiem zupełnie niewtajemniczonym' w podstępy i gry Kurii.

Szepty - znów ta najpotężniejsza z Kongregacji - docierają do jego apartamentów. Kilku liberalnych prałatów którym udało się pozostać w Rzymie mówi, że nie lubią go za bezkompromisowość.

W dniu święta znajdują się w jego otoczeniu i konserwatyści, którzy także odnoszą się do niego krytycznie. Uważają, że dopuścił się czegoś na kształt herezji: zdemitologizował papiestwo. Media pokazują papieża jak gwiazdę muzyki pop, w sombrero, trzymającego za ręce młodych ludzi i wraz z nimi kołyszącego się w rytm muzyki rockowej, a na południowej półkuli trzymającego na rękach nieco zdziwionego niedźwiadka koala. Dlaczego nie zostanie w Watykanie —pytają konserwatyści — i nie pozostanie tajemniczym i potężnym władcą, jak Leon XIII, który wykazał się mądrością patrząc na świat przez zamknięte okno, w przeciwieństwie do - dodają - kryptokomunisty Jana XXIII, który otworzywszy okno wpuścił do środka huragan?

Papież jest ponad taką gadaniną. Zamyka oczy, modląc się o swoją trzódkę; nie tylko tych zgromadzonych na placu św. Piotra, lecz za wszystkich na całym świecie. Jest przekonany, że jedynie jego głos, głos Piotra, głos Chrystusa, ma dość siły, by powstrzymać współczesny świat przed samobójstwem. Jest wstrząśnięty obojętnością na los nienarodzonych. Przeraża go myśl, że dziewictwo stało się słowem nieomal pejoratywnym a homoseksualizm jest nie tylko legalny ale wręcz romantyczny. Obawia się, że nawet księża i zakonnice przestają być wierni złożonym ślubom. Podczas gdy diakon odczytuje tekst Ewangelii papież czuje, że przynajmniej on musi pozostać jak skała. Błędy zostaną naprawione, trendy odwrócone - pod warunkiem, że nie utraci wiary.

Oczy ma zmrużone, w kącikach ust skrywa się ból. Jego twarz jest smutna nawet wtedy, gdy się uśmiecha, choć robi to już coraz rzadziej, jak gdyby smutek rodzinnej Polski przeszywał mu duszę. Nigdy nie zapomina, by w memento mszy wspomnieć o żywych i umarłych w swojej ojczyźnie.

Nigdy nie spodziewał się że on, Polak, może zostać papieżem. Nawet wtedy, gdy w 1964 roku został kardynałem, nawet wtedy gdy Paweł VI w 1976 roku zaprosił go do swojego domu na wielkopostne rekolekcje. To byłoby wbrew biegowi historii. Po czterech i pół wiekach papiestwo praktycznie zostało przypisane Włochom. W czasie rekolekcji Karol Wojtyła wysłuchał spowiedzi Pawła VI i z pewnością zrobił wszystko, żeby udzielić mu duchowego wsparcia; lecz skąd mógł wiedzieć, że pewnego dnia sam - jako papież - na placu św. Piotra odprawi mszę? Był robotnikiem, taternikiem, aktorem, w czasie wojny duchowo wspierał podziemie walczące z nazizmem a później z komunizmem, był marzycielem i poetą. Jeden z jego wierszy, „Robotnik Zakładów Zbrojeniowych” zaczyna się od słów: „Nie zmienię losów świata”.

Mimo tego wierni zgromadzeni przed nim w czasie mszy uważają, że to on ma największy wpływ na dobro na świecie. Jego prawość świeci jasno. Jest człowiekiem którego nie można sprzedać ani kupić, przywódcą rangi Thomasa Becketta, który wolał zginąć, niż zmniejszyć roszczenia kościoła. Kiedy podchodzi do ołtarza by rozpocząć mszę widać jego cały majestat.

Jan Paweł II jest ostatnim monarchą absolutnym. Zgromadzeni na placu katolicy, którzy już ucichli, nie zgodziliby się na nic innego. Jest Pierwszym po Bogu, jest Wikariuszem Chrystusowym. Są pewni jego nieomylności która bliska jest świętości. Sprawia im satysfakcję, że ze wszystkich wyznań - Żydów, Hindusów, Protestantów, Buddystów -jedynie do nich Bóg przemawia za pośrednictwem Jego Świątobliwości. Swoje życie duchowe zawdzięczają właśnie jemu; to on, będąc głową kościoła, łączy ich z Bogiem i między sobą. Wielu z nich myśli błędnie, że to z jego mocy czerpią wiarę i że to jemu biskupi zawdzięczają władzę. Niewielu jest tu nie-katolików, którzy nie uważaliby, że Jan Paweł II jest najlepszą ochroną przed ateistycznym komunizmem na wschodzie i nieco subtelniejszym ateizmem świeckiego zachodu.

Papież mówi cicho, lecz wyraźnie. Jego każdy gest jest przemyślany i wyuczony; papież wie, że gdyby, choć odrobinę odszedł od schematu, księża pójdą za jego przykładem i zaczną wszystko robić po swojemu. Odprawia mszę, a wierni zgromadzeni w bazylice zastanawiają się, za kogo Jan Paweł II się uważa. W pewnym sensie nie jest trudno się o tym przekonać. Pomimo podróży, alokucji, nawet pomimo Drugiego Soboru Watykańskiego - a może właśnie z jego powodu -papież zdał sobie sprawę, że widowisko w kościele św. Piotra w którym uczestniczy nie ukazuje całej prawdy o kościele, któremu przewodzi.

Na chwilę przestaje mówić aby pomyśleć o żywych, o swojej trzodzie; wpływ na jego modlitwę ma stos deprymujących statystyk zgromadzonych na biurku w jego gabinecie.

Największy kłopot stanowią księża. W 1971 roku badania zlecone przez Kongregację Doktryny Wiary przedostały się do prasy. Ujawniły, że pomiędzy rokiem 1963 a 1969 ponad 8000 księży prosiło o zwolnienie ze ślubów a ponad 3000 odeszło nie czekając na pozwolenie. Spodziewano się, że w ciągu następnych pięciu lat odejdzie 20 000 księży. Te szacunki okazały się aż nazbyt ostrożne.

Najgorzej sytuacja przedstawia się w krajach, które tradycyjnie dostarczały misjonarzy. Na przykład Holandia produkowała rocznie ponad trzystu księży. Obecnie tyle jest tam święceń kapłańskich, co gór. Pod koniec 1987 roku w Irlandii było 6000 księży i ponad 1000 byłych księży. W Stanach Zjednoczonych żyje 17 000 eks-księży. Przeciętny wiek księży, którzy nie zdecydowali się na odejście jest tam bardzo wysoki: 54 lata. Przyszłość także nie wygląda różowo. Liczba seminarzystów w okresie ostatnich dwudziestu lat spadła

w USA z 50 000 do 12 000.

Papież modli się za ludzi borykających się z różnymi problemami. Modli się za obecnych i tych - znajdujących się już na całym świecie - którzy coraz śmielej ważą się na nieposłuszeństwo.

Przed podróżą do Ameryki w sierpniu 1987 roku, papież z pewnością czytał wyniki sondażu przeprowadzonego przez Time. Okazuje się, że 93 procent katolików uważa, że można mieć inne zdanie niż papież i w dalszym ciągu być dobrym katolikiem. Nawet w Irlandii badania wykazały, że tylko jeden na trzech młodych ludzi popiera papieskie stanowisko w sprawie środków antykoncepcyjnych. Wszystko wskazuje na to, że katolicy na całym świecie dokonują odwrotu godnego Napoleona. Kościół w dalszym ciągu udziela swych nauk, ale coraz mniej ludzi jest skłonnych ich słuchać.

Msza miała być ulgą i pocieszeniem po kłopotach papieskiego biura; w pewnym sensie jest także źródłem strapienia. Papież musi pozwolić, aby Jezus, o którego ofierze teraz myśli, uwolnił go od trosk.

Zbliża się przemienienie. Możliwe, że papież wraca myślą do okresu dzieciństwa w Wadowicach, kiedy był ministrantem i gdy służył do mszy odprawianej po łacinie. W tamtych czasach słowo papieskie było katolicyzmem. Zniechęca go myśl, że -teraz, gdy sam jest papieżem - nawet w sprawach, które uważa za najważniejsze często znajduje się w mniejszości.

Może, dlatego nie zauważa wokół siebie dumnych jak flamingi kardynałów. Prałaci lubią siwowłosego Ratzingera z Monachium, stojącego na czele Kongregacji Doktryny Wiary, która kiedyś nosiła nazwę Kongregacji Inkwizycji Powszechnej.

Papież nie widzi gry czerwieni i purpury szat prałatów różnej rangi. Nie dostrzega trybun z ambasadorami, nieznanymi książętami i księżniczkami w diamentach i złocie.

Nie widzi nikogo, a tłum nie widzi nikogo prócz niego.

„Oto ciało moje”. Papież wymawia te słowa z czcią, z jaką musiał wypowiedzieć je odprawiając swoją pierwszą mszę czterdzieści lat temu. „Oto krew moja”. To już nie Wikariusz Chrystusówy lecz sam Chrystus znajduje się w centrum uwagi milczącego zgromadzenia.

Staje się tak podczas każdej mszy, czy będzie to w małej wiosce czy w bazylice św. Piotra. Jezus jest Panem a papież reprezentuje Jezusa i Jego naukę. Czyż zgromadzeni nie mają racji, uważając papieża za najbardziej niezależnego człowieka na świecie?

W RZECZYWISTOŚCI PAPIEŻ JEST WIĘŹNIEM.

Pierwszą konsekwencją absolutyzmu jest fakt, że ci, którzy znajdują się blisko władcy oddychają tym samym powietrzem co on. W przypadku papieża ludzie bez twarzy, układający na biurku papiery i biegnący żeby mu podać pióro,

robią wszystko, żeby papież widział świat taki, jaki oni chcą żeby widział. Podają mu wybrane informacje; chowają wszystko, co byłoby sprzeczne z ich własnym interesem. Są pierwszym kręgiem papieskich dozorców więziennych.

Drugi Sobór Watykański(1962-65) miał za zadanie doprowadzić do liberalizacji kościoła. Gdy tylko dobiegł końca za sprawę wzięli się biurokraci; interpretowali liberalne dekrety w najbardziej nieliberalny sposób.

Nawet Pierwszy Sobór Watykański, zwołany w roku 1869 przez Piusa IX by ogłosić dogmat o jego nieomylności, odmówił dyskusji nad dekretami zaproponowanymi przez Kurię. Biskupi orzekli, że nie reprezentują one wiary i kościoła, lecz stronniczą szkołę teologii. Ale biurokraci i tak zawsze wygrywają. Pozostająca swoich miejscach, gdy liberałowie muszą odejść. Przedstawiciele kurii, z których wielu bierze udział w tej mszy, odczuwali zawsze nienawiść do Soborów, które zagrażały ich nieomylności. Pewien biskup niedawno powiedział ze smutkiem: Kuria jest obradującym bez ustanku Soborem.

Jan Paweł II sprawia wrażenie silnego i nieugiętego a jednak podpisuje wszystkie dokumenty przygotowane przez prałatów Kongregacji Doktryny Wiary i sekretariat.

Ktoś twierdzi, że w północnej Ameryce jest biskup, który nie wydaje się być dość ortodoksyjny; czy nie należałoby go poddać obserwacji?

W archiwach Kongregacji Doktryny Wiary znajdują się przepastne tomy dotyczące teologów takich jak Kiing z Tubingen czy Curran z Waszyngtonu. Na innych obiecujących kleryków też się coś znajdzie. Co ksiądz lub monsignore myśli o Chrystusie, Matce Boskiej, o częstym chodzeniu do spowiedzi? Czy aby nie wypowiadał się neutralnie w sprawie środków antykoncepcyjnych? Czy brał udział w demonstracjach przeciwko energii jądrowej? A może jest sympatykiem Karola Marxa? Wielu obiecującym klerykom można uniemożliwić awans za pomocą jednej aluzji. Większość trucizn kurii jest szeptana na ucho.

Można by więc powiedzieć, że papież nie znajduje się w sytuacji diametralnie różnej od przeciętnego przywódcy trzymanego w szachu przez administrację. Tyle, że ma oprócz tego niewidocznych obserwatorów, którzy go bez przerwy pilnują.

Papież jest w większym stopniu niewolnikiem przeszłości niż jakikolwiek monarcha. Oznaki tego dojrzeć można choćby w jego stroju. Nie tylko sama bazylika i jej relikwie, nawet strój papieski wskazuje na to, że papież jest niewolnikiem historii. Ale najgorsze są kajdany duchowe.

Papież nie może mówić o czymkolwiek nie biorąc pod uwagę co na ten lub podobny temat powiedzieli jego poprzednicy. W każdej encyklice, przy każdym biblijnym cytacie widoczne są odniesienia do poprzednich papieży. Tak, jak gdyby papież prowadził patrząc we wsteczne lusterko. Od wielu już lat umarła przeszłość, zwana przez niektórych TRADYCJĄ, ma wyznaczać drogę w przyszłość.

Jeden nieżywy papież ma więcej władzy niż tysiąc żywych biskupów.

Pax vobiskum, mówi papież. Wierni przekazują sobie znak pokoju.

Ale ten, który na swoich barkach dźwiga ciężar nieomylnego urzędu nie zawsze może być człowiekiem pokoju; czasem dobywa miecza. Nie wolno mu pozwolić sobie by z rzekomej litości, choć raz się pomylić w sprawie doktryny czy moralności. Musi uważać, żeby jego słowa nie były sprzeczne z tym, co jakiś papież powiedział siedem czy dziesięć wieków temu. Nic dziwnego, że jego Kuria nie zawsze potrafi odróżnić nowe od tego, co oryginalne.

Papież Jan Paweł II przyjmuje ciało Chrystusa z nabożnie zamkniętymi oczami. Bazylikę zaczynają wypełniać księża roznoszący komunię wiernym. Sam kościół zwie się Ciałem Chrystusa. Otrzymując komunię wierni łączą się z ukrzyżowanym Panem, który zmartwychwstał i ze wszystkimi żywymi i umarłymi chrześcijanami. Opłatek łączy ich tym sakramentem z całą historią kościoła.

Historia ta pełna jest dobra i zła, heroicznych czynów i zawstydzających zbrodni, których niewolnikiem jest także papież.

Wie, że kościół jest odpowiedzialny za prześladowanie Żydów, za Inkwizycję, za rzezie dokonywane na heretykach, za ponowne wprowadzenie tortur w Europie jako części procesu sądowego. Ale musi być ostrożny.

Doktryna odpowiedzialna za te zbrodnie w dalszym ciągu stanowi fundament jego pozycji.

Metody mogą być inne, lecz zadanie pozostaje to samo. Cały świat ma uznać Chrystusa i jego kościół. Rządzony i prowadzony przez papieża, kościół katolicki ma pełnię prawdy, której nie dorównuje żadna inna religia.

Jan Paweł, modląc się w czasie, gdy rozdawana jest komunia nie chciałby żeby ludzie myśleli, że współczucie jest nie do pogodzenia z nieugiętą postawą wobec prawdy. Uważa, że nie istnieje prawo do udzielania nauki, która jest błędna. Jak ktokolwiek mógłby mieć prawo do nauczania tego, co kościół uważa nie nieprawdziwe i niemoralne? Jak każdy papież uważa, że siłę kościoła należy wykorzystać do walki z tym, co zostało przez kościół potępione?

Pius IX, który swoją nieomylność ogłosił w 1870 roku w swojej bazylice, wcale się z tym nie krył. W archiwach londyńskiego Foreign Office znajduje się list z 15 lutego 1865 roku z adnotacją tajne. List napisał Odo Russell, przedstawiciel Brytyjskiego rządu w Watykanie. Znajduje się w nim wypowiedź papieża, jakiej udzielił Russelowi podczas audiencji:

„Wolności sumienia i tolerancji, które tu w Rzymie przeklinam, w Anglii i innych krajach domagam się dla kościoła katolickiego”. Pius IX zajmował się jedynie stroną polityczną zagadnienia: czy kościół, dając innym to, czego sam dla siebie żądał zyska na tym, czy straci?

Pius IX, podobnie jak obecny papież, był przekonany, że kościołowi udało się przetrwać wieki z powodu niezmienności doktryny. Podobnego zdania muszą być i wierni zgromadzeni na placu św. Piotra, którzy uważają, że to głównie instytucja papiestwa przyczyniła się do tej ciągłości.

W rzeczywistości w kościele zaszły głębokie przemiany, nawet w tak istotnych sprawach jak seks, pieniądze i zbawienie.

Drugi dowód na radykalne zmiany jakie zaszły w kościele katolickim wiąże się z nauką kościoła:

zbawienie poza kościołem nie jest możliwe.

Pierwotnie nauka ta powstała po to, aby móc wykluczyć tych wszystkich, którzy nie przyjęli chrztu, na przykład Żydów i innowierców. Nawet dzieci chrześcijan, które umarły nie ochrzczone nie szły do nieba.

Dziś Jan Paweł II w dalszym ciągu mówi, że nie ma zbawienia poza kościołem, lecz słowa kościół i zbawienie

można tak dowolnie interpretować, że wszyscy ludzie dobrej woli, nawet ateiści, mogą się znaleźć w niebie.

Ten lingwistyczny trik powoduje, że katolicy nie zdają sobie sprawy z odwrócenia znaczenia tradycyjnej nauki kościoła. Przyznanie się do tego zmusiłoby do ujawnienia zbyt wielu okrucieństw przeszłości i dlatego właśnie kościół katolicki, jak wszystkie instytucje autorytarne, nie przyznaje się do fundamentalnych zmian, które jednak miały miejsce.

Należy też dodać, że każdy dokument II Soboru Watykańskiego zostałby uznany przez I Sobór za herezję.

Ortodoksyjność jednej epoki przestaje nią być w epoce późniejszej.

Największą przeszkodą instytucji nieomylnej jest to, że nie może się ona wycofać z żadnego oświadczenia, doktryny czy moralnego osądu; nawet wtedy, kiedy nowe argumenty dowodzą niezbicie, że jest to konieczne.

Żadna z tych spraw nie zaprząta umysłów wiernych na placu św. Piotra.

Wierzą, że Jan Paweł II jest nieomylny i - choć w tej chwili akurat o tym nie myślą - wpływa to na ich miłość i lojalność wobec kościoła.

Gdy modli się po przyjęciu komunii, wpatrzeni są w niego oczami pełnymi wiary.

Przed ołtarzem, za którym samotnie odprawia mszę, znajduje się owalne miejsce zwane Konfesją św. Piotra. Jak każdego dnia i dziś miejsce to oświetlają dziewięćdziesiąt trzy lampy.

Jego wnętrze wyłożone jest agatem, jaspisem i porfirem. Święci tacy jak Dominik i Ignacy Loyola, cesarzowie jak Karol Wielki i Fryderyk Barbarossa klękali tu, aby św. Piotrowi złożyć swój hołd. Właśnie w tym miejscu, u stóp Jana Pawła II, spoczywa św. Piotr, a jego kości uświęciły nie tylko bazylikę, lecz także jego następców na Piotrowym tronie.

Ani jeden z obecnych nie wątpi, że św. Piotr jest pochowany w kościele noszącym jego imię. Ale czy jest tak w rzeczywistości?

 

W sprawach wątpliwych kościół katolicki zwykle podpiera się dogmatami. W rzeczywistości nie istnieje jednoznaczna odpowiedź na pytanie gdzie został pochowany Piotr.

 

W niedługi czas po jego śmierci dla bezpieczeństwa kilkakrotnie przenoszono jego kości z miejsca na miejsce. Gdy czasy stały się mniej burzliwe jego ciało powróciło do miejsca, w którym zginął. Wybudowano tam niewielką kaplicę, a w czwartym wieku Konstantyn wzniósł w tym miejscu bazylikę, która przetrwała jedenaście wieków.

Niewielu wiernych na placu św. Piotra zdaje sobie sprawę, że ponad tysiąc lat temu podjęto decyzję, aby głowy Piotra i Pawła oddzielić od ciał. Ich głowy trzymane były w bazylice papieskiej San Giovanni in Laterano. Kościół ten, jak i stojący obok Pałac Laterański, zostały wzniesione przez Konstantyna, który oddał je później biskupowi Rzymu.

Z dawnych praw Rzymskich i kanonów teologii katolickiej wynika, że Piotr nie został pochowany w swojej bazylice, lecz spoczywa wraz z Pawłem w Lateranie.

Tam gdzie znajduje się głowa - głosi stara maksyma - tam jest prawdziwe miejsce pochówku.

Do dziś praktyki pastoralne uważają głowę za najważniejszy ze szczątków. W razie ścięcia głowy to ją właśnie namaszcza się świętym olejem.

Przez pewien czas głowie Piotra znów dane było połączyć się z ciałem. W 1241 roku Fryderyk II doszedł do Rzymu. Wielu mieszkańców, niezadowolonych z rządów papieskich, przygotowywało się, aby otworzyć przed nim bramy miasta. Papież Grzegorz IX, bliski śmierci, wpadł na pomysł zorganizowania procesji z kościoła San Giovanni in Laterano do kościoła św. Piotra. Pomogło.. Obywatele Rzymu zdali sobie sprawę, że mogą utracić nie tylko dziedzictwo przeszłości ale i główne źródło utrzymania i w ten sposób uniknięto inwazji.

W 1370 roku Papie ż Urban V zamknął głowy w srebrnych relikwiarzach ozdobionych klejnotami, co stało się powodem kolejnego dramatu.

W 1438 roku bogaty Wenecjanin, na łożu śmierci, modlił się do Piotra i Pawła obiecując, że w zamian za ozdrowienie obłoży ich relikwiarze drogocennymi perłami. Wyzdrowiał i spełnił swą obietnicę. Wkrótce potem okazało się, że zniknął tuzin pereł, dwa czterdziestosiedmio i czterdziestoośmiokaratowe rubiny oraz trzy duże diamenty, a wszystko to najprawdopodobniej zostało ukradzione w dniu św. Piotra i Pawła.

Wkrótce znaleziono winowajców. Dwaj kuzyni przyznali się, że łup schowali w domu wuja.

Stali się widowiskiem. Obcięto im prawe ręce, a spalenie winowajców stało się punktem kulminacyjnym dnia św. Piotra i Pawła. Ich wuja potraktowano łagodniej; najpierw przypalano go rozżarzonym żelazem a potem powieszono.

W 1799 roku napoleońscy żołnierze skradli relikwiarze i klejnoty, pozostawiając relikwie — podobno nienaruszone, ze wszystkimi pieczęciami. Nie zostało z resztą nic oprócz kilku kręgów, kości szczękowej z kilkoma zębami i kawałka czaszki.

Zrobiono nowe, złote relikwiarze i od tamtej pory spoczywają one nad papieskim ołtarzem w Bazylice Laterańskiej. Można by więc rzec, że tam zostali pochowani obydwaj apostołowie. Ponieważ San Giovanni in Laterano jest „matką i głową wszystkich kościołów miasta i świata”, oczywiste jest, że tam właśnie Ojciec Święty powinien w dniu Piotra i Pawła odprawiać mszę.

Jednak nie dzieje się tak i to z bardzo ważnego powodu.

Papież odprawia mszę z ciałem św. Piotra u swych stóp. Siedemdziesiąt metrów nad jego głową znajduje się coś o wiele ważniejszego niż Piotrowe szczątki: słowa Pana.

Ponad półtorametrowe litery biegnące wokół świątyni głoszą najbardziej znaną ze wszystkich grę słów:

Tu es Petrus, et super hanc petram aedificabo ecclesiam meam, etportae inferi non praevalebunt adversus eam.

Ty jesteś Piotr i na tej Skale zbuduję Kościół mój.

Uczeni zakładają, że w oryginalnym aramejskim tekście gra słów była idealna: zarówno Piotr jak i Skała to Cepha. To na tych słowach Jan Paweł II opiera swoje myślenie.

Któż wątpiłby, że to o nich myśli podczas swoich medytacji? Właśnie te słowa są powodem, dla którego papieże w dniu św. Piotra i Pawła wolą odprawiać mszę w Bazylice św. Piotra niż w miejscu bardziej oczywistym, w kościele San Giovanni in Laterano.

Papieże rzymscy nie uważają się za następców Piotra i Pawła, lecz za następców samego Piotra.

Nowy Testament nazywa Piotra apostołem Żydów a Pawła apostołem pogan.

Ale w papieskim myśleniu Piotr stał wyżej niż Paweł; Piotr miał władzę nad Pawłem i innymi apostołami. Władzą tą obdarzył go sam Pan, w słowach obiegających wnętrze bazyliki.

Właśnie spadkobiercą tej władzy jest Jan Paweł II.

Dlaczego - musi zastanawiać się Jego Świątobliwość - protestanci są tak nielogiczni? Jezus, syn Boży, Piotrowi oddał władzę nad kościołem i ta władza musi w kościele pozostać jako urząd, a on, Jan Paweł, obecnie go piastuje.

Słowa te można zinterpretować jeszcze inaczej, z czego sprawę zdaje sobie niewielu katolików. Możliwe, że będzie to dla nich szokiem, ale Ojcowie Kościoła nie widzieli żadnego związku pomiędzy tekstem na ścianach bazyliki a urzędem papieskim.

Do żadnego z papieży nie stosują się słowa Ty jesteś Piotr. Tekst analizowali wszyscy: Cyprian, Origen, Cyryl, Hilary, Hieronim, Ambroży, Augustyn.

Z pewnością nie byli protestantami ale żaden z nich nie nazywa Biskupa Rzymu Skałą, lub też wyraźnie nie pisze, że jest on spadkobiercą Piotra. Dla katolików musi być to tak dziwne, jak gdyby w Piśmie Świętym nie znaleźli nawet wzmianki o wskrzeszeniu zmarłych. Grę słów można było zastosować jedynie do samego Piotra.

To nie koniec niespodzianek.

Według Ojców kościoła nie sam Piotr lecz jego wiara - czyli Pan, w którego wierzy Piotr -jest Skałą.

Wszystkie kościelne Sobory, od Nicei w czwartym wieku po Konstancjański w piętnastym, są zgodne co to tego, że Chrystus jest jedyną podstawą kościoła, czyli że tylko On jest Skałą na której Bóg zbudował swój kościół.

Możliwe, że dlatego właśnie żaden z Ojców kościoła nie pisze o przekazaniu przez Piotra władzy swoim następcom; nie ma tam mowy - w przeciwieństwie do dzisiejszych dokumentów kościelnych - o przekazaniu władzy. Nie ma tam wzmianki o Piotrowym Urzędzie. Gdy mowa jest o urzędzie, Ojcowie mają na myśli cały episkopat -biskupów i ich następców.

Analiza innego ważnego fragmentu Testamentu daje nam tę samą odpowiedź. Jezus powiedział do Piotra:

Modliłem się za ciebie, abyś nie utracił wiary; gdy się nawrócisz, wzmocnij swoich braci.

Te słowa odnoszą się tylko do Piotra. Aż do osiemnastego wieku nikomu nie przyszło do głowy, że słowa te mogą się także odnosić do „spadkobierców”

Piotra. Piotr był sam, nie mógł, więc mieć spadkobierców.

Jakże, więc wygląda sprawa z papieżami, „następcami” św. Piotra? Czy nie są jego spadkobiercami i nie dziedziczą po nim nieomylności i władzy?

Pierwszy problem nasuwa się przy czytaniu Nowego Testamentu; Piotr dopuszczał się wielu błędów zarówno przed jak i po ukrzyżowaniu Jezusa. Na przykład, gdy Jezus mówił, że musi iść do Jeruzalem żeby zostać ukrzyżowanym, Piotr oponował tak mocno, że został przez Jezusa nazwany szatanem stojącym mu na drodze.

Niektórzy katoliccy teolodzy twierdzą, że słowa nie wchodź mi w drogę, szatanie należałoby dopisać do słów w bazylice św. Piotra.

Po zmartwychwstaniu Jezusa Piotr uczynił rzecz jeszcze gorszą. Herezja nie jest słowem niewłaściwym, żeby opisać to, co zrobił. Gracjan, najznakomitszy specjalista od prawa kanonicznego tak pisał w 1150 roku: Petrus cogebat Gentes Judaizare et a veritate evangelii recedere:

Piotr nakłaniał pogan, by żyli jak Żydzi i aby nie stosowali się do prawd Pisma Świętego.

Jeżeli zaś chodzi o władzę: czy Piotrowi, gdy nauczał swoją trzódkę w Antiochii czy Rzymie, przyszło kiedyś do głowy, że sprawuje władzę nad całym kościołem? Ten obraz musiał czekać do czasów, gdy chrześcijaństwo zostało połączone z Imperium Rzymskim. I nawet wtedy pozycja papieża nie była z początku tak mocna, by mógł on mieć pretensje do tego tytułu.

To jeszcze nie koniec trudności. Papieże są nieomylni jedynie wtedy, gdy przemawiają do całego kościoła. Kiedy stało się to po raz pierwszy? Z pewnością nie w pierwszym tysiącleciu.

Wtedy - wszyscy są co do tego zgodni - jedynie Sobory wyrażały stanowisko kościoła.

Czy na ten czas władza papieska była zawieszana? Jeżeli kościół istniał bez jej pomocy przez ponad tysiąc lat, to komu była potrzebna? Pech chciał, że jednym z pierwszych jeżeli nie pierwszym dokumentem, którego adresatem był cały kościół, była Bulla Bonifacego VIII Unam Sanctam z roku 1302. Dokument ten był tak dziwny, że podczas I Soboru Watykańskiego sprowokował wiele pytań o zasadność dekretu o nieomylności papieskiej.

Wczesny kościół nie uważał, więc Piotra za rzymskiego biskupa, i dlatego nie mógł uważać, że każdy rzymski biskup był następcą Piotra. Pomimo tego Rzym poważano z innych powodów; po pierwsze był miejscem gdzie zarówno Piotr jak i Paweł zakończyli życie. Po drugie, Rzym był świętym miejscem, ponieważ tam właśnie wierni i duchowni mieli swoje grobowce. Ich groby były czymś w rodzaju gwarancji ortodoksyjności tego miejsca.

Mijały dekady. Rzymscy biskupi stawali się coraz ważniejsi, zwłaszcza po tym, jak w czwartym wieku Sąd Cesarski został przeniesiony do Konstantynopola.

 Efektem tego przeniesienia była polityczna, administracyjna i emocjonalna pustka. Rzymscy biskupi — by tak rzec — byli pod ręką i mogli ją wypełnić. Od tego czasu zaczęli rozdzielać Piotra od Pawła i Boskie obietnice dane Piotrowi stosowali do siebie. Osiągnęli taki prestiż, że uczeni starali się odszukać dokumenty które podważyłyby ich rolę jako Patriarchów Zachodu. Cóż prostszego, niż zastosować słowa Pisma Świętego dotyczące jedynie Piotra do biskupa miasta w którym zginął Piotr? Pismo nie stworzyło papieskiego urzędu; to papiestwo, od początku swojego istnienia, szukało oparcia w Piśmie. Nie było to łatwe; dużą sztuką było zastosowanie słów wypowiedzianych przez biednego stolarza do biednego rybaka, do papieża który • wkrótce miał zostać nazwany Panem Świata.

W dniu św. Piotra papież Jan Paweł II nie uważa się za Pana Świata lecz za Pasterza swojej trzody. Udziela tłumowi ostatniego błogosławieństwa a wierni biją brawo. Po raz pierwszy od momentu wejścia do bazyliki papież waży się na uśmiech. Święta liturgia dobiegła końca; papież schodzi do nawy, do Kaplicy Najświętszego Sakramentu, rozdając po drodze błogosławieństwa. Dla wielu ludzi wychodzących z bazyliki był to jeden z najważniejszych dni w życiu.

Bazylika powoli opróżnia się z wiernych i nasuwa się pytanie: gdyby Piotr zmartwychwstał i wyszedł ze swego grobu pod Bazyliką, i gdyby powiedziano mu, że wzniesiono ją na jego cześć —to co by powiedział?

Oczywiście, każdy powstający z martwych po zaledwie pięćdziesięciu latach byłby zaszokowany, ale przecież Piotr umarł za Chrystusa ponad dziewiętnaście wieków temu. Kto może wiedzieć, co sądziłby o cudach technologii: aeroplanach, samochodach, telewizji, telefonach? W samej Bazylice znajduje się osiemdziesiąt telefonów. Wystarczy wykręcić 3712 a zadzwoni telefon stojący w cieniu ołtarza. Rozmiary kościoła i jego organizacji także by go zadziwiły. Luźny związek kilku żydowskich rybaków i tych których nawrócili - głównie chłopów - musi być czymś innym od światowego kościoła zrzeszającego prawie miliard wiernych.

Jedynym rozsądnym pytaniem jest:

 jeżeli Piotr powróciłby jako pielgrzym, jak -według norm Pisma Świętego - oceniłby to co dzieje się w Watykanie?

Jezus narodził się w stajence.

Dziś jego wikariusz mieszka w pałacu o jedenastu tysiącach pokoi. Oprócz tego jest także Castel Gandolfo, z widokiem na Jezioro Albańskie, gdzie papieże chronią siew lecie przed upałem. W Castel Gandolfo, nieco większym od Watykanu, Jan Paweł U kazał zbudować dla siebie basen, co musiało trochę kosztować.

Jezus wyrzekał się własności. Uczył: Sprzedajcie lub oddajcie biednym to, co posiadacie i chodźcie za mną. Prorokował zagładę bogatych i tryumf biednych. Szukajcie skarbów w niebie - mówił - gdzie nic nie będzie w stanie ich zniszczyć.

Wikariusz Chrystusowy żyje otoczony klejnotami, z których niektóre mają pogański rodowód.

Jakakolwiek sugestia pod adresem papieża, że kościelne bogactwo można by sprzedać a pieniądze ofiarować biednym spotyka się ze sprzeciwem, że pomysł ten jest niepraktyczny. Tak samo odpowiedział bogacz, opisany w Piśmie Świętym.

Jezus żył jak prosty człowiek; umarł nago, składając swoje ciało w ofierze.

Gdy podczas mszy pontyfikalnej papież dokonuje tego samego nie można wyobrazić sobie większego kontrastu. Jest przybrany w szaty zdobione złotem, z najdroższego jedwabiu. Wielokrotnie stawało się to źródłem skandali. Na przykład w czternastym wieku wielki Petrarka opisał papieską mszę odprawianą w Avignon, o wiele skromniejszą od niedawnej ceremonii na placu św. Piotra.

Jestem zaszokowany pisał Petrarka przypominając sobie papieskich poprzedników, gdy widzę ludzi ubranych w purpurę i złoto. Tak, jakbyśmy się znajdowali wśród perskich królów przed którymi musimy paść na kolana by oddać im cześć.

O, apostołowie i pierwsi papieże — na co wam przyszło.

KRÓL ŻYDOWSKI, jedyny tytuł CHRYSTUSA, był kpiną i został mu nadany przez Piłata.

W Księdze Pontyfikalnej Piotr zobaczyłby w jak wyszukany sposób tytułuje się papieża.

 Uważałby z pewnością, że Pontifex Maximus jest tytułem najdziwniejszym, bo w Rzymie za czasów Piotra w ten właśnie sposób zwracano się do najwyższego pogańskiego duchownego. Poza tym Jezus nie był duchownym.

Ludzie w otoczeniu papieża noszą tytuły wydające się co najmniej dziwne w świetle Kazania na Górze; Ekscelencja, Eminencja, Wasza Wielmożność, Jaśnie Oświecony i tak dalej.

Trzeba jednak przyznać, że kardynalskie nakrycia głowy które niegdyś przynosiły urzędowi papieskiemu fortuny teraz rozdawane są za darmo.

-szukam-

Ale dostojnicy kościelni w dalszym ciągu ubierają się jak królowie, nawet jeżeli ich treny uległy skróceniu o parę metrów. Wrażenie wywołane ich strojem jest istotne.

Tym, którzy ubierają się w jedwabną purpurę i mieszkają w pałacach nie łatwo jest wystąpić w roli sług Bożych, czy przed głodującymi tego świata reprezentować biednego Jezusa z Nazaretu.

Jan Paweł II tylko dwukrotnie zwołał swoich kardynałów. Za każdym razem chodziło o watykańskie finanse.

Piotr, który zawsze był bez grosza, zdziwiłby się, że według Prawa kanonicznego z 1917 roku jego następca jest głównym administratorem i zarządcą wszystkich dóbr kościelnych; zdziwiłby się też, że Watykan posiada swój własny bank, którego klienci oprócz referencji muszą pokazać coś, czego Piotr nigdy nie posiadał: świadectwo chrztu.

Celibat duchowieństwa, włącznie z papieżami, także mógłby zadziwić Piotra; Jezus wybrał go pomimo tego, że był żonaty.

Najbardziej zaszokowałaby go liczba obrazów w katedrze.

On i Pan, nie mogli się tam pojawić jako Żydzi. Bóg, którego imienia nie wolno było wypowiadać, także nie mógł zostać ukazany. Cześć oddawana Bogu wymaga powściągliwości w sztuce.

NAJŚWIĘTSZA ZE WSZYSTKICH ŚWIĄTYŃ JERUZALEM POZBAWIONA BYŁA WSZELKICH OZDÓB.

W bazylice św. Piotra, Jezus ukrzyżowany jest przy każdym ołtarzu.

Bazylika udekorowana jest posągami papieży w najróżniejszych pozach;

niektóre z nich nie są szczególnie budujące. Na przykład papież Paweł III został pochowany w absydzie. Jego posąg przyozdobiony jest pięknościami, z których jedną jest Sprawiedliwość. Pierwotnie była naga; później Pius IX nakazał domalować jej metalowe szaty, by wyglądały na marmur. Jego Świątobliwość zorientował się, że modelem Sprawiedliwości była siostra Pawła III Giulia, będącą równocześnie kochanką papieża Aleksandra VI.

Piotr brał udział w wieczerzy w przeddzień ukrzyżowania Chrystusa. Wiedział, że na kamienistym wzgórzu za Jeruzalem, pomiędzy dwoma złodziejami, ukrzyżowano nagiego Jezusa, którego uprzednio lżono i poniżano.

Jaki to ma związek-jeżeli w ogóle ma, zastanawiałby się Piotr z papieską mszą? Czy to widowisko aż tak dalece wypaczyło słowa Jezusa? W jaki sposób mała, prześladowana grupa przeszła drogę od Golgoty do Watykanu, drogę, sprawiającą wrażenie nieskończonej?

W POSZUKIWANIU WŁADZY ABSOLUTNEJ

Miliony ludzi którzy co roku odwiedzają Watykan odczuwają potęgę kościoła. Świadczą o niej posągi, ulice, gigantyczne kolumny i katedra. Jeżeli mają szczęście dostać się na audiencję do Ojca Świętego, czy chociaż otrzymają jego błogosławieństwo, czują moc, która w nich wstępuje. Wierzą, że papież posiada dar Ducha świętego. Zwykły różaniec poświęcony przez papieża ma szczególne znaczenie; jest jak niewidoczny autograf. Ojciec Święty obdarzony został przez Boga mocą, której używać ma dla dobra ludzkości.

Prestiż papieża jest dziś bardzo wysoki. W obecnym stuleciu papiestwo uzyskało światowe uznanie. Wypadki historyczne i rozwój mediów spowodowały, że papie że stali się rzecznikami prasowymi religii. Było to też związane z ich osobowością. Poprzednicy Jana Pawła II także byli ludźmi dostojnymi i wyniosłymi: Pius XI, Pius XII, Jan XXIII, Paweł VI, Jan Paweł I. Wewnątrz kościoła mieli swoich krytyków ale niewielu zaprzeczyłoby, że ich głównym celem było naśladowanie Chrystusa.

 Doprowadziło to do następującego rezultatu: Jan Paweł II jest jedynym przywódcą, którego stanowisko w sprawach religii jest równie ważne, jak role polityczne odgrywane przez prezydenta Stanów Zjednoczonych i pierwszego sekretarza ZSRR.

Nie zdając sobie z tego sprawy wielu katolików zakłada, że było tak zawsze. Nie znając historii pozwalają, by według słów Lorda Actona, prowadziła ich Nieznana Przeszłość.

Możliwe, że słyszeli o papieżu Alexandrze VI Borgii, cieszącym się złą sławą. Był niewątpliwie wyjątkiem, potwierdzającym regułę. Poza tym, niezależnie od tego jak złym człowiekiem okazywał się papież, uważają, podobnie jak dziewiętnastowieczny historyk Joseph de Maistre, że nic nie można zarzucić papieskim bullom.

Niezależnie od tego czy w życiu prywatnym trzymali się zasad moralności, w sprawach wiary nigdy nie pozwalali sobie na kompromis. W tym kontekście pomocnym okazuje się Judasz; jeżeli jeden z najbliższych Jezusowi ludzi nie wahał się, by zdradzić Pana, czy powinno nas dziwić, że jeden czy kilku papieży nadużyło danej im przez Boga władzy? Zdrada Judasza umożliwiła zbawienie świata. Czyżby Bóg od czasu do czasu posługiwał się złym papieżem aby udowodnić, że nawet z Alexandra VI emanuje Boska prawda i miłość?

W1895 roku kardynał Vaughan z Westminster powiedział w czasie mszy: „Papiestwo jest jak życie Chrystusa, przechodzi okresy cierpienia i spokoju; dziś Hosanna, jutro Ukrzyżowanie; potem jednak Zmartwychwstanie. „Wikariusz Chrystusowy i Jego Kościół muszą znajdować się w konflikcie z fałszywymi maksymami świata; dlatego cierpienie jest nieuniknione”.

Któż nie odniósłby wrażenia, że większość papieży to osobnicy swoją postawą przypominający Chrystusa? Ta jasna i piękna strona papiestwa wymaga uzupełnienia o stronę ciemną. Większość katolików przez całe życie nie słyszy złego słowa o      jakimkolwiek papieżu, ani w szkole ani w kościele.

A przecież Dante, który był człowiekiem bardzo pobożnym, nie miał skrupułów i papieża za papieżem strącał do piekła.

Historia papiestwa jest - żeby zapożyczyć wyrażenie Gorbaczowa - pełna białych plam.

Nie wszyscy papieże byli święci; wielu z nich nie zasługuje nawet na miano chrześcijan i do roku 1870 kiedy to Pius IX utracił papieskie tereny, rzadko byli lubiani. Nienawidzono ich i jednocześnie odczuwano przed nimi strach.

Wypaczenia zaczynają się od spisu papieży, gdzie pierwszych trzydziestu, z jednym wyjątkiem, figuruje jako męczennicy.

Możliwe, że słowo męczennicy należy tu rozumieć jako świadkowie wiary.

Nie istnieje żaden dowód, że oddali życie za Chrystusa.

Jest wśród nich duża liczba ludzi żonatych, którzy w zamian za urząd papieski porzucili żony i dzieci.

Wielu z nich było synami księży, biskupów i papieży; niektórzy byli bękartami; jeden był wdowcem, inny byłym niewolnikiem.

Wielu było morderców, kilku niewierzących.

Niektórzy byli eremitami, kilku heretykami, sadystami i sodomitami.

Wielu dopuściło się symonii żeby objąć ten urząd i do końca swoich dni sprzedawali klejnoty sakralne.

Przynajmniej jeden oddawał cześć szatanowi;

 niektórzy mieli dzieci; inni na wielką skalę dopuszczali się nierządu.

Niektórzy byli starzy, inni zadziwiająco młodzi; niektórych otruto, innych uduszono.

Najgorsi byli ci, którzy czcili Boga z granitu.

Oprócz nich było też wielu dobrych i uczciwych; było też kilku męczenników.

Nadszedł czas aby przestać traktować papiestwo jak hagiografię.

Przemilczanie papieskich grzechów jest skandalem i dowodzi słabej wiary. Co gorsza, nie pozwala na rozwiązanie obecnego kryzysu kościoła.

Największym z grzechów papiestwa, źródłem wszystkich innych, było nadużywanie władzy.

To dziwne, że człowiek – apostoł Piotr, od którego rzekomo władza ta pochodziła, żył i umarł nie posiadając jakiejkolwiek władzy!!!.

Pierwszy Papież.

Przebywał w lochu tak długo, że zatracił poczucie czasu. Zarówno podłoga jak i ściany były poplamione krwią. Z powodu gorąca i smrodu nie można było wytrzymać. Pogryziony przez wszy i szczury, leżał wychudzony na łóżku wyścielonym słomą. Był najszczęśliwszym człowiekiem w Rzymie, a może i na całym świecie.

Dozorcy więzienni nazywali to pomieszczenie izolatką; więzień wiedział, że nigdy nie był bardziej sam. W sercu miał Pana, któremu w ojczyźnie służył przez wiele lat. W ciemnościach żył w świetle Chrystusa. W kajdanach - był wolnym człowiekiem.

Wróciły wspomnienia. Przypomniał sobie, jak usłyszał słowa „Pójdź za mną”. Zostawił wszystko: sieci rybackie, życie, niezależność. Dał słowo i nigdy go nie cofnął, pomimo jednego potknięcia.

Tych rzeczy należało się wstydzić. Na przykład, gdy Pan powiedział, że idzie do Jeruzalem gdzie czeka go śmierć, Piotr zaoponował. Jezus powiedział wtedy do niego: „Zejdź mi z drogi, Szatanie”. Te słowa wciąż brzmią mu w uszach. Piotr nie zrozumiał ich wtedy, bo jakżeby mógł?

Potem było jeszcze gorzej; w nocy, w Ogrodzie Oliwnym Jezus, samotny i pełen strachu, poprosił go, żeby modlił się i czuwał. Więzień był wtedy młody, potrzebował więcej snu niż teraz, ale wspomnienie tamtej nocy zawstydziło go. Wciąż czuł na ramieniu dotyk ręki, która go obudziła, a w uszach słyszał słowa „Nie mogłeś czuwać jednej godziny?” Słudzy arcykapłana, uzbrojeni w miecze, przyszli by pojmać Jezusa. Więzień dobył miecza i ugodził w ucho Malchusa, jednego ze sług. Jezus nie lubił mieczy. Powiedział Piotrowi, że właściwym dla nich miejscem są pochwy i zajął się Malchusem, nie przestając go przepraszać.

Wtedy Piotr i inni uciekli. Czy był sens pozostawania z człowiekiem, który nie chciał się bronić i do wrogów odnosił się jak do przyjaciół?

Piotr udał się do ogrodów Arcykapłana. Usiłował ogrzać się przy ogniu, ale przeszywające go dreszcze nie były spowodowane zimnem; myślał o tym, jak wyparł się Jezusa. Nigdy nie zapomni spojrzenia Pana, którego prowadzono jak jagnię na rzeź. Nie powiedział ani słowa, tylko popatrzył na niego. Więzień był twardym człowiekiem, ale załamał się i odszedł płacząc jak dziecko.

Następnego dnia z pewnością gdzieś z oddali widział ukrzyżowanie. Czy to był już koniec? Czy Bóg wyratuje Jezusa, wyjmie gwoździe z ran i pełnego triumfu przywróci swoim wyznawcom? Jeżeli tak, byłoby to dowodem, że jest Mesjaszem, który poprowadzi ich ku chwale Bożej. Najdziwniejsze było jednak to, ze nic się nie stało. Nie pojawił się żaden anioł. Jezus po prostu umarł.

Piotr widział jak żołnierze zdejmują ciało Jezusa i innych. Był zdruzgotany.

Krzyż pokazał, że choć Jezus wart był miłości, był fałszywym mesjaszem.

Piotr poszedł do domu wraz ze swoimi przyjaciółmi z Galilei. To właśnie w Galilei zobaczył zmartwychwstałego Pana. Usłyszawszy tę historię Paweł zrozumiał, że krzyż nie był końcem, lecz początkiem; budził zgorszenie, lecz był także zbawieniem. Przekonał innych apostołów, którzy też przeżyli coś podobnego; oni także widzieli Pana.

Później powstały historie o tym, jak to Jezusa pochowano w grocie do której wejście przywalono głazem i jak w dniu, później zwanym Wielką Nocą, po odsunięciu głazu okazało się, że grota była pusta. Historie te były ze sobą mniej lub bardziej sprzeczne, niemniej jednak potwierdzają to, co czego doświadczyli apostołowie.

Jezus nie umarł na krzyżu przeklęty; dzięki niemu stał się Panem i Chrystusem. Był Mesjaszem. Wstał z martwych.

Apostołowie powrócili do Jeruzalem i szerzyli swoją wiarę. Żeby przekonać ludzi, opowiadali także o tym, jak to po zmartwychwstaniu Pana jedli i pili razem z nim. Piotr miał szczególny prestiż. Był Skałą, na której powstała grupa później zwana kościołem i wiarą umacniał swych braci. Był pasterzem odnajdującym zagubione owieczki; był pierwszym chrześcijaninem.

Apostołowie wspólnie czytali pisma Mojżesza i innych proroków. Wynikało z nich jasno, że ukrzyżowanie jest częścią Boskiego planu. Ludzie muszą żyć w cieniu krzyża który przyniesie im, tak jak Jezusowi, zbawienie. Przez cały dzień więzień, zanurzony w ciemnościach, uśmiechał się. Nic nie mogło stać się ani jemu ani innym apostołom od kiedy wiedzieli, że Pan zmartwychwstał. Był cierpiącym sługą Bożym. Czegóż innego pragnął, jak nie tego by mógł służyć, by mógł swoje życie oddać za innych? Dlatego zaniechał przemocy, śmiał się na myśl, że miecz mógłby być pomocny w głoszeniu Dobrej Nowiny. Nie przyszedł by ranić i kaleczyć, lecz by samemu zostać okaleczonym i —jeżeli będzie to konieczne - żeby oddać życie, aby rany na jego ciele stały się świadectwem miłości Bożej.

Przez pewien czas zastanawiał się, kto właściwie może zostać apostołem. Czy mogą być nimi tylko Żydzi? Jeżeli nie tylko oni, to czy najpierw muszą stać się Żydami? Odpowiedź znalazł w dziwnym śnie; zrozumiał, że potrzebna była jedynie wiara w Chrystusa.

Później wycofał się z tego.

Namawiał pogan do przyjęcia żydowskich zwyczajów dotyczących spożywania pokarmów. Jeden z nawróconych udowodnił mu, że się myli. „Gdy Cephas Piotr przybył do to Antiochii, powiedział Paweł, sprzeciwiłem się mu, bo nie miał racji. Powiedziałem do niego: jesteś Żydem i żyjesz jak poganin. Tymczasem namawiasz pogan by żyli jak Żydzi”.

Piotr z pokorą wysłuchał tej uwagi. Popełnił fatalny błąd. Gdyby Paweł go nie poprawił, wieść, że ważna jest jedynie wiara w Chrystusa zostałaby przekręcona już na samym początku.

Piotr i Paweł podzielili się swoją misją: Piotr nawracał Żydów a Paweł, będąc obywatelem Rzymu - pogan.

Dużo później, gdy kościelne instytucje istniały już w wielu miastach, Piotr zdecydował się wybrać do stolicy Imperium. Jezus po swoich narodzinach został wciągnięty do spisu ludności przeprowadzonego przez Augustusa a później został stracony przez Rzymian. Ponieważ byli panami świata, właśnie w Rzymie, który według Tacyta był siedliskiem wszelkiego zła, Piotr powinien był nawracać.

Żydzi żyli tam od dawna. Patrzono na nich podejrzliwie, bo - jak robili to inni imigranci - nie czcili Bogów Panteonu. Zakrawało to na zdradę, lecz Rzymianie byli w sprawach wiary dosyć tolerancyjni. Żydom nie czyniono żadnej krzywdy i nie zmuszano ich do oddawania czci manes; a w czasach późniejszych otrzymali nawet status prawny.

Nauczanie Żydów sprawiało Piotrowi sporo kłopotów; uważali go za heretyka. Uznawał Biblię, ale nie obrzezanie. Uznawał Abrahama, Mojżesza i Dawida, ale nie ich święta.

Najważniejsze było jednak to, że Żydzi nie wierzyli, iż Jezus był Mesjaszem.

 W czasie swojego życia nie przekonał o tym nikogo, zginął jak bandyta, a jego tak zwane zmartwychwstanie widziało jedynie kilka rozhisteryzowanych kobiet.

W Rzymie, za czasów Piotra, Pałac Piłata widać było nawet z dużej odległości, a Pałac Augustusa błyszczał w słońcu.

Piotr był zadowolony, że oprócz kilku grobów, chrześcijanie nic nie posiadali.

Nie mógł się oprzeć, by nie porównywać swojego Pana z Cezarem. Jezus nie miał armii, był bezbronny, jeżeli nie liczyć zardzewiałego miecza, który podniósł z ziemi jeden z jego wyznawców. Władzę czerpał z miłości; tylko w ten sposób znajdował posłuch u apostołów i wszelkie tytuły były mu obce. Uciekł i ukrył się na wzgórzach, gdy lud chciał uczynić z niego króla. Królewskie rządy były sprawą Boga; jego panowania należało się doszukiwać w łasce, skromności i poświęceniu dla Boga i innych.

Jeszcze po śmierci Jezus cierpiał za swych braci. Pomagał im nieść krzyż; nigdy nie przyzwoliłby na okrucieństwo, które im nie było całkiem obce. Imperium Jezusa zbudowane było na miłości i pokoju.

Dla Rzymian chrześcijanie byli sektą żydowską, sekty zaś uważane były za szkodliwe. Chrześcijanie zostali oskarżeni o posiadanie własnego króla. Piotr wiedział, że Jezus w żadnej mierze nie mógł być rywalem Cezara, tak samo jak jego wyznawcy nie mogli być uważani za zdrajców. Wręcz przeciwnie, wiara czyniła ich lepszymi obywatelami.

Neron nie godził się z tym; prześladowanie wywrotowców sprawiało mu przyjemność.

Zmusił chrześcijan do odegrania ról w Acteonie; ubrani w zwierzęce skóry, zostali rozszarpani na strzępy przez psy.

Dziewiętnastego lipca 64 roku Rzym stanął w płomieniach. Okoliczności pożaru były podejrzane. Neron przebywał w Anzio; triumviri nocturni, wojskowi strażacy, nie mieli akurat służby. Rzym płonął przez tydzień, niszcząc dziesięć z czternastu części miasta. Gdy Neron wrócił, cesarzowa Poppaea i Aliturus szepnęli mu do ucha: Chrześcijanie. Oczywiście, to oni byli sprawcami pożaru.

W cyrku wzniesionym na pięknych Ouintilliańskich łąkach, Chrześcijanie ponieśli zasłużoną karę. Cyrk, z obeliskiem Heliopolisa, noc w noc rozświetlony był ogniem.

Chrześcijanie, mężczyźni kobiety i dzieci, przybici do krzyży, palili się bardzo dobrze. Jako pierwsi - umierali rzeczywiście wspaniale.

W niedługi czas po tym uwięziono Piotra. Myślał o swojej śmierci, ale bez strachu; oby tylko mógł pójść do nieba i połączyć się z Bogiem, jak zrobił to Jezus.

Jego życzenie się spełniło; pewnego dnia został wyprowadzony na światło dzienne, które go prawie oślepiło. Dano mu do ręki krzyż i kazano iść. Wkrótce zaczęto szeptać, bo pojawił się Linus. Rybak szedł na spotkanie z Jezusem. Widać było, jak wychudł i wynędzniał podczas długiego przebywania w lochach ale było też widać jak był szczęśliwy.

Gdy doszli do północnej ściany cyrku Piotr poprosił, aby z szacunku dla swojego Pana mógł zostać ukrzyżowany do góry nogami. Żołnierze nie targowali się z nim; ostatnie życzenie kryminalisty powinno zostać spełnione, o ile było to możliwe. Krew napłynęła mu do głowy i śmierć przyszła szybko. Stracił przytomność i odszedł ku światłości.

Tej samej nocy jego wyznawcy wzięli jego ciało i pochowali w pobliżu ściany, gdzie zwykle grzebano ofiary cyrku. Grób znajdował się przy pierwszym kamieniu milowym Via Cornelia.

W trzydzieści lat później Anaclerus miał zbudować w tym miejscu niewielką kaplicę.

Tertullian tak o tym napisał: Orientem fidem primus Nero cruentavit..., Neron był pierwszym, który ośmielił się splamić krwią rodzącą się wiarę; potem dane było Pawłowi zakosztować praw Rzymskich. Jak szczęśliwy musi być kościół, którego naukę Apostołowie pili z krwią swoją.

Czasy, w których następcy Piotra nie będą sługami lecz panami, nie są tak odległe.

Będą ubierać się w purpurę jak Neron i każą się tytułować Pontifex Maximus.

 O Piotrze mówić będą jako o pierwszym papieżu i nie wspomną o tym, że jego władza wynikała z miłości; sami będą zachowywać się JAK NERON.

Chrześcijanie, z imieniem Jezusa na ustach, będą czynić innym to, co im samym zostało wyrządzone, lecz z większym okrucieństwem.

 Religia, która dumna była z tego, że cierpieniem zwyciężała prześladowanie stanie się najokrutniejszą i najbardziej bezwzględną religią w historii. Dojdzie do tego, że nawet rasa z której pochodził Piotr - i Jezus -będzie prześladowana.

Wszyscy, którzy nie uznają nauki kościoła, zostaną w imieniu Chrystusa poddani torturom, niektórzy zostaną ukrzyżowani. Powstanie pakt między tronem i ołtarzem; mówić się będzie, że tron stoi na straży ołtarza i wiary. Dzięki temu możliwe stanie się zmuszanie poddanych do przejścia na chrześcijaństwo. Nikt nie będzie sobie zaprzątać głowy myślą, że Piotr oddał życie walcząc z podobnym paktem.

Przez trzy stulecia po śmierci apostoła, pomimo prześladowań, na wzgórzu watykańskim rozwijało się chrześcijaństwo i było tak dopóki nie połączono losów kościoła z losami cesarstwa.

WIELKA POKUSA

Był wczesny świt; promienie słońca poczęły ukazywać się nad wzgórzami. Zanim słońce stało się widoczne ciszę przerwał śpiew skowronka i gdzieś z pustyni dobiegło szczekanie psa. Gdy słońce pojawiło się na horyzoncie słychać było inny dźwięk: krok maszerującego wojska. Na Drodze Pomocnej podniósł się pył. Szeregi uzbrojonych ludzi na tarczach i proporcach dumnie niosły znak Christos: Chrystus.

Widać już było ich przywódcę na wspaniałym ogierze; Konstantyn pragnął zawładnąć całym imperium. Nie był pewien zwycięstwa; wojska jego rywala Maxentiusa były większe i pozostanie z nimi wewnątrz rzymskich murów gwarantowało mu bezpieczeństwo.

Konstantyn mimo tego maszerował dalej; nie miał wyboru. Był żołnierzem w każdym calu i musiał walczyć do końca.

Poprzedniego dnia stała się dziwna rzecz.

Cześć oddawał zawsze bogowi słońca, czcił także Apolla. Klęczał twarzą do słońca - czy była to tylko iluzja? sen? - gdy nagle ujrzał czarne promienie wychodzące ze słońca i w głowie usłyszał imię: Christos.

Helena, jego matka, była chrześcijanką i zawsze gadała coś o człowieku tym imieniu, ale Konstantyn nigdy nie traktował tego poważnie. Teraz jednak słyszał głos, mówiący:

pod tym znakiem zwyciężysz.

Nie mógł być pewny zwycięstwa, ale dał rozkaz by orły na tarczach zastąpić symbolem Chrystusa. Chrystus - zastanawiał się Konstantyn - rzekomo wstał z martwych. Gdy będzie się bić z Maxentiusem, może i jemu samemu uda się taki trik?

W trakcie marszu doniesiono mu, że Maxentiusa nie ma w mieście i że wybrał się do Saxa Rubra, dziewięć mil na północ od Rzymu. Konstantyn liczył na to, że może mu się udać. Droga stała się wąską kotliną pomiędzy wzgórzami. Zastanawiał się, jak odciąć Maxentiusowi drogę. Tej nocy długo modlił się do swojego nowego Boga.

Następnego dnia, 27 października 312 roku czekał do świtu, żeby mieć pewność, że będzie z nim Jezus, po czym dał znak do ataku.

 Jego przeciwnik został zaskoczony na Moście Milviańskim. Maxentius chciał ratować się skokiem do Tybru, lecz jego zbroja okazała się zbyt ciężka i - jak wielu jego żołnierzy - utonął. Zwycięski Konstantyn wkroczył do Rzymu wraz z nowym bogiem, który miał go odtąd strzec.

Po niedługim czasie miał do czynienia z nowym papieżem, Sylwestrem, który stał się następcą ostrożnego Militiadesa. Jak wielu późniejszych papieży, Sylwester nie widział nic złego w tym, że zabijając wrogów Konstantyn posługiwał się imieniem Chrystusa.

Taki był początek fatalnego paktu między Cesarzem i papieżem, tronem i ołtarzem. W miarę upływu czasu stało się to częścią ortodoksyjnego katolicyzmu.

Cesarz Konstantyn nigdy nie zrezygnował ze swojego pogańskiego tytułu Pontifex Maximus. Gdy w 315 roku jego zwycięstwo stało się zupełne, uznał, że jest ono dziełem inspiracji bożej, nie wymieniając żadnego konkretnego boga. Na monetach w dalszym ciągu pojawiał się bóg - słońce. Nie zniósł westalek ani ołtarza bogini zwycięstwa. Nigdy nie uczynił chrześcijaństwa oficjalną religią.

Urodzony w 274 roku Konstantyn był synem Konstancjusza i jego konkubiny Heleny. Jako bękart nie powinien był mieć prawa do tronu - zdobył go mieczem. Był dwukrotnie żonaty, w 326 roku zamordował Crispusa, własnego syna z pierwszego małżeństwa. Drugą żonę kazał utopić; jedenastoletniego bratanka zabił, pod przysięgą obiecawszy mu bezpieczeństwo. Konstantyn nie prześladował chrześcijan: jedynie rodzinę i przyjaciół.

Będąc dalekim od wzoru idealnego chrześcijanina nigdy nie przestał być trzeźwo myślącym politykiem z, jak nazwał to Jakob Burckhardt, zimną i wielką rządzą władzy.

Propagował chrześcijaństwo, bo okazało się użyteczne i w rozstrzygającej bitwie pomogło mu odnieść zwycięstwo. Kościół był mu przychylny, nie zwracając specjalnej uwagi na jego kłopoty małżeńskie, ponieważ był użyteczny.

Wkrótce potem Konstantyn podpisał pakt ze swym wschodnim rywalem Liciniusem, zwany Edyktem Mediolańskim.

„Już od dawna jesteśmy zdania, że nie należy ograniczać wolności wyznania. Każdy człowiek ma prawo do myśli i pragnień, aby jego świat duchowy był taki, jaki sam sobie wybrał. Dlatego też wydaliśmy stosowne rozkazy, aby każdy mógł być wyznawcą takiej religii czy wiary, która jest zgodna z jego sumieniem”.

Dokument ten był szczególnym wyrazem swobód religijnych dla wszystkich ludzi bez żadnego wyjątku. Ta tolerancja pozwoliła chrześcijanom na wyjście z katakumb i stanie się pełnoprawnymi obywatelami.

Było tragedią, że pryncypia na których opierał się edykt nigdy nie zostały zaakceptowane przez kościół katolicki. Kościół twierdził, że nie wolno iść na kompromisy, jeśli chodzi o prawdę.

Dlatego gdy tylko doszedł się do władzy, odmówił prawa do wyznawania innych religii. W 1648 roku podczas podpisywania Pokoju Westfalskiego wydano oświadczenie, że Obywatele, którzy wyznają inną religię niż władcy kraju mają mieć takie same prawa jak inni współobywatele.

Przez Innocentego X zostało ono obłożone klątwą. Podobne oświadczenia o wolności religii także zostały przez kościół katolicki obłożone klątwą, jako niechrześcijańskie, szkodliwe, szalone i niczym nie różniące się od ateizmu.

Na ironię zakrawa fakt, że w historii kościoła nie istnieje ani jeden dokument, choćby z II Soboru Watykańskiego, który byłby tak mądry i tolerancyjny jak Edykt Mediolański, sporządzony przez dwóch spragnionych krwi wojowników.

W roku 380 z chrześcijaństwem stało się coś, co zadziwiłoby Jezusa i Piotra; stało się ono religią Rzymskiego Imperium.

Według słów Actona kościół stał się pozłacaną, absolutystyczną kulą u nogi. Rodzący się prestiż kościoła niósł ze sobą niebezpieczeństwa, których skutki przetrwały do dziś.

Z początku państwo mieszało się w sprawy kościoła, usiłując nagiąć przykazania religii do obowiązujących praw. Od tamtego czasu kościół, który początkowo przyczyniał się do wolności wyznania, stał się niesłychanie konserwatywny i pozostał taki aż do dzisiejszego dnia.

Nazbyt często prałaci stawali po stronie bogatych; wybierając skrajną prawicę a nie lewicę. Instynktownie obawiali się bardziej komunizmu niż faszyzmu.

W międzyczasie kościół zaczął się wtrącać w sprawy książąt. Papieże mianowali i popierali nawet cesarzy, nakazując im, aby pod groźbą tortur i śmierci przeszli na chrześcijaństwo.

Produktem ostatecznym było chrześcijaństwo. Było niewątpliwie największą cywilizującą siłą znaną historii. Lecz koszt szerzenia słów Ewangelii był straszliwy.

Wszytko to miało nastąpić dopiero w przyszłości. Na początku, po rządach Konstantyna, już respektowany kościół z ochotą przyjął korzyści wypływające z Pax Romana: wspólny język i system prawny, oraz proste drogi, by słowa Jezusa rozeszły się po całym imperium.

Kościół nie musiał się już obawiać prześladowań.

To Żydzi i innowiercy byli teraz zagrożeni. To oni mieli być torturowani, paleni i ukrzyżowywani w imieniu Jezusa, ukrzyżowanego Żyda.

PIERWSI PAPIEŻE

Według niemieckiego historyka Gregoroviusa do czasów Leona I w piątym wieku, na Piotrowym tronie nie zasiadł ani jeden biskup, który czymkolwiek się odznaczył. Były ku temu powody. Z początku społeczność chrześcijańska była nastawiona na przetrwanie we wrogim środowisku. Nie lubili ich Żydzi, a Rzymianie uważali za podejrzanych, bo nie oddawali czci rzymskim bogom. Chrześcijanie nie chcieli wstępować do wojska, tym samym stawiając pod znakiem zapytania swoją lojalność wobec państwa. Pomimo tego chrześcijaństwo się rozrastało, zdobywając zwolenników zwłaszcza wśród niewolników i biedoty. Z pałającymi twarzami słuchali historii o Jezusie, który jak niewolnik zawisnął na krzyżu i powstał z martwych, zapowiadając przyjście Królestwa Bożego.

Gdy obecność kościoła stała się bardziej widoczna i gdy wspomnienia o prześladowaniach przez Nerona i Dioklecjana należały do przeszłości, sprawy zaczęły przybierać zły obrót. Oznaki tego widoczne były jeszcze przed nawróceniem Konstantyna.

Na przykład po śmierci Marcellinusa w 304 roku przez cztery lata nie było biskupa Rzymu, z powodu dysputy w chrześcijańskiej społeczności, czy wiarołomcy powracający na łono kościoła powinni odbywać pokutę. Choć dla wiary był to trudny okres i mnożyły się herezje, wybór nowego biskupa Rzymu - papieża - nie był sprawą szczególnie pilną.

Gdy po śmierci Cesarza Konstantyna kościół był już darzony posłuchem, zaczął się okres waśni. Społeczność otrzymała ziemię i przywileje. Niewłaściwi ludzie zostali duchownymi i dostali się do władz diecezjalnych. A potem Mammon znalazł się w bezpośrednim konflikcie z Bogiem w kościele.

Śmierć papieża wywoływała gorzkie współzawodnictwo. Na przykład po śmierci Liberiusa w 366 roku dwie frakcje wybrały następcę. Ursyn był jednym papieżem, Damazy drugim. Po długim okresie walk ulicznych zwolennicy Ursyna zamknęli się w bazylice Santa Maria Maggiore. Zwolennicy Damazego przedostali się na dach i zrobiwszy w nim otwór bombardowali oblężonych dachówkami i kamieniami, podczas gdy inny szturmowali drzwi. Gdy wdarli się do środka, krwawa walka toczyła się przez trzy dni.

W końcu z kościoła wyniesiono 137 ciał; wszystkie należały do zwolenników Ursyna.

Przedstawiciel cesarza skazał Ursyna na wygnanie, lecz zbrodnia w Santa Maria Maggiore rzuciła cień na panowanie Damazego. Damazy usiłował to zrekompensować podkreślając, że urząd papieski otrzymał jako spadkobierca św. Piotra, czego -jak zostało już powiedziane - nigdy nie twierdzili Ojcowie kościoła.

Dopiero w czasach Damazego w 382 roku - pisze Henry Chadwick - słowa: „tyś jest Piotr” nabrały znaczenia i zaczęto się w nich dopatrywać potwierdzenia papieskiej władzy.

W tym czasie biskup Rzymu był już wielkim posiadaczem ziemskim i przywódcą. Za paradoks należy uważać fakt, że papieże dopiero wtedy stawali się papieżami, gdy przyjmowali na siebie - oprócz religijnych - całkowicie świeckie funkcje. Rezultatem tego - pisze Jeffrey Richards w swojej książce The Popes and the Papacy inthe Early Middle Ages - było papiestwo obdarzone władzą przerastającą najśmielsze marzenia.

Doskonałym tego przykładem był Damazy. Objął swój urząd dzięki przelanej krwi. Stał się bardzo bogatym i wpływowym człowiekiem. Gdy namawiał Rzymskiego Prefekta na nawrócenie się ten odpowiedział: „Chętnie, o ile zostanę także biskupem Rzymu”. Współczesny im pisarz Ammianus Marcellinus napisał, „że na tak lukratywny urząd kandydaci powinni być wybierani drogą współzawodnictwa. Ponieważ, gdy osiągnie się taką pozycję, jest się wożonym w karecie, ubieranym we wspaniałe szaty; wydaje się bankiety, których luksus większy jest od tego, jaki spotkać można na stole cesarza.

Sekretarz Damazego, ascetyczny św. Hieronim, tak opisał otaczających go kleryków: „wyglądali jak panowie młodzi”. Natomiast papież, który objął władzę z pomocą policji, stale jej potrzebował, obawiając się zwolenników Ursyna.

Tak obrzydliwy epizod nie był szczególnie rzadki.

Bywały okresy, w których o urząd papieski walczyło dwóch a nawet trzech rywali. Niekiedy pozycja ta pozostawała nieobsadzona przez lata, ponieważ Rzymianie nie byli w stanie osiągnąć kompromisu. Pewnego razu dwóch rywalizujących papieży zostało obalonych przez trzeciego, który za poparcie reprezentantowi Cesarza, Egzarsze w Rawennie, ofiarował sto funtów w złocie.

Tradycja by biskup Rzymu wybierany był przez lud Rzymu wywodzi się z czasów apostolskich.

Często doprowadzało to do zamieszania. W jedenastym wieku sprawa stała się nieco bardziej przejrzysta dzięki temu, że kardynałowie, przedstawiciele lokalnych księży, stali się jedynymi elektorami. Społeczność nigdy już nie odzyskała prawa do wypowiadania się w sprawie kandydatów na papieży.

Ale nawet kardynalskie Konklawe nie rozwiązywały całkowicie tego problemu, i w średniowieczu bywały okresy rządów więcej niż jednego papieża. We wczesnym okresie ta sytuacja wydawała się chroniczna.

Gregorovius zwrócił uwagę na fakt, że w szóstym i siódmym wieku większość papieży sprawowała swą władzę przez dwa do trzech lat. Czy wybierano bliskich śmierci, czy też ich śmierć przyspieszały rywalizujące grupy? Nie wiedział. Według Richardsa, większość papieży wybrano za ich zasługi, w większości więc by li to ludzie starzy. Na przykład Sykstus został papieżem 15 stycznia 708 roku. Jego artretyzm był tak daleko posunięty, że nie był w stanie samodzielnie jeść. Umarł w dwadzieścia lat później. Richards pisze: w świetle tak kolosalnego niedołęstwa cudem jest, że papiestwu udało się cokolwiek osiągnąć.

Nawet wybory którym towarzyszyła korupcja, łapówki i przelana krew kończyły się wyborem starców. Richards pisze:

„Straszną rzeczywistość tych czasów ukazują nam dokumenty z tamtego okresu; stanowi to samą esencję krwawej historii papiestwa, a nie pocięte i poddane retuszom historie, często podawane za jedyną prawdę”.

Pomimo szykan i korupcji niezbyt odległe były czasy, w których ten właśnie okres będzie uznawany prawie za Złoty Wiek Papiestwa.

Zadziwiający dokument

Stefan DI został papieżem w 752 roku, jako następca Stefana II, który rządził najkrócej ze wszystkich papieży bo tylko cztery dni. Nowo wybrany papież, praktycznie rzecz biorąc, wychował się na dworze papieskim. Zdawał sobie sprawę, że papież jest nie tylko przywódcą duchowym, lecz także lojalnym sługą cesarza i zarządcą ogromnych obszarów ziemi. Kościół coraz bardziej stawał się zainteresowany sprawami świeckimi; proces ten zapoczątkował Konstantyn. Rozumiał potencjał hierarchii kościelnej jako klasy mogącej sprawować władzę. Była równie dobrze zorganizowana jak jego własna kadra urzędnicza, i stopniowo zastępowała ją w sądownictwie i dyplomacji. Gdy w 330 roku przeniósł swoją siedzibę do Konstantynopola, w miejsce starogreckiego miasta Bizancjum, rzymscy biskupi tym bardziej stali się zaangażowani w sprawy świeckie. Dwóch papież y odnotowano w historii jako jednych z najwybitniejszych władców. Leon Wielki (440-461) ocalił Rzym przed najazdem Hunów. Grzegorz Wielki (590-604) sprawował zarówno funkcję przywódcy i Patriarchy Zachodu. Dzięki tej podwójnej roli rozrost biurokracji był nieunikniony. Pracowano wytrwale, lecz chrześcijańska prostota na zawsze opuściła Rzym.

Gdy Longobardowie, barbarzyńskie plemię bałkańskie, osiedlili się we Włoszech po 568 roku, papiestwu nie dane było zaznać spokoju. Nowo przybyli zajęli większość pomocny ten renów. Stopniowo nawracani, nigdy nie uzyskali pełnego zaufania piętrowego tronu. Gdy więzy łączące papieży z cesarzami i władcami uległy osłabieniu, papieże zostali zmuszeni do tworzenia nowych paktów wojskowych, chcąc utrzymać się w Rzymie i nie utracić przylegających do niegoen renów. Możliwe, że byłoby lepiej, gdyby zrzeczono się terenów położonych wokół Rzymu, lecz właściciele ziemscy nawet nie chcieli o tym myśleć.

W rok po objęciu władzy Stefan III wybrał się w zimie na pomoc żeby spotkać się z Pepinem, królem Franków. Nigdy jeszcze nie zdarzyło się, aby papież prosił zachodniego władcę o wojskową pomoc. W czarnych szatach i z głową posypaną popiołem ukląkł u królewskich stóp, prosząc o ratunek dla dziedzictwa św. Piotra i Pawła oraz o ratunek dla mieszkańców Rzymu. Tam właśnie, w Opactwie św. Denisa, nadał Pepinowi i jego synowi Karolowi Wielkiemu tytuł patrycjusza Rzymian.

Jest bardzo prawdopodobne, że podczas tego spotkania Stefan pokazał swemu gospodarzowi pewien bardzo stary dokument. Zakurzony i rozpadający się pod dotykiem przechowywany był przez wieki w papieskich archiwach. Był datowany na dzień 30 marca 315 roku i nosił nazwę Daru Konstantyna. Pierwszy chrześcijański cesarz ofiarował go papieżowi Sylwestrowi.

Dokument opowiada wzruszającą historię, jak to Konstantyn zaraził się trądem i pogańscy duchowni wznieśli przed Kapitolem studnię aby wypełnić ją krwią niemowląt. Kąpiel w jeszcze ciepłej krwi zapewne miała uzdrowić Konstantyna. Zgromadzono wiele dzieci, czemu przyglądały się płaczące matki. Cesarz wzruszony ich łzami kazał wszystkie odesłać do domów, obdarowawszy je uprzednio prezentami. Tej samej nocy miał sen. Piotr i Paweł powiedzieli mu, żeby skontaktował się z papieżem Sylwestrem, ukrywającym się na Górze Soracte, a zostanie ochrzczony i wyzdrowieje. Potem ma szerzyć w świecie chrześcijaństwo, budować kościoły i nie oddawać czci innym bogom. Konstantyn zrobił to, co mu nakazano. „Gdy byłem na dnie chrzcielnicy zobaczyłem niebiańską rękę, która mnie dotknęła” - powiedział. Chrzest wyleczył go z trądu. Sylwester nauczył go prawdy o Trójcy i powtórzył słowa, które Jezus wypowiedział do Piotra: Tyś jest skała... i tobie dam klucze do królestwa niebieskiego. Przekonany, że uzdrowiła go moc apostoła, Konstantyn, w imieniu Senatu i całego Rzymskiego ludu, złożył Wikariuszowi Chrystusowemu i wszystkim jego następcom dar.

Ponieważ nasza cesarska władza jest ziemska, przeto zdecydowaliśmy się że uhonoruje i obdaruje najjaśniejszy kościół Rzymu, oraz ponad trony królewskie wyniesie tron piotrowy.... Ma panować nad Antiochią, Alexandrią, Konstantynopolem i Jeruzalem, jak i nad wszystkimi kościołami świata... Wreszcie przekazujemy Sylwestrowi, cesarzowi świata, zarówno nasz pałac, jak i prowincje, pałace i dzielnice miasta Rzymu, Włoch i wszystkich zachodnich regionów”.

Konstantyn złożył także dotychczas nie znane oświadczenie, wyjaśniające dlaczego wyruszył na wschód. Pragnął, aby miasto Rzym, gdzie religia chrześcijańska powstała za sprawą Cesarza Niebios (Jezusa), nie miało sobie równych. Pogański Rzym miał zostać zastąpiony przez Rzym chrześcijański.

Król Pepin wydawał się być pod wrażeniem tej historii. Dokument był dowodem, że Sylwester był następcą zarówno Piotra jak i Konstantyna. Cesarz zdecydował się mu służyć, czym zainspirował późniejszych władców, którzy poszli za jego przykładem.

Gdy Pepin ruszył do boju i zwyciężył Longobardów, zwrócił Sylwestrowi wszystkie tereny przyznane papieżom przez Konstantyna.

Było to zaprawdę zadziwiające; Jezus nie posiadał nic oprócz skromnego ubrania. Jego następcy mieli teraz nie tylko panować nad wielkimi obszarami, ale chcąc je utrzymać uciekali się do pomocy wojska.

Dar Konstantyna w dalszym ciągu był istotnym dokumentem. Na przykład jedyny papież- Anglik, Hadrian IV, tym właśnie dokumentem posłużył się, ofiarowując Irlandię Henrykowi U. Przedtem Hadrian nazywał sięNicholas Breakspear i był synem księdza.

Gdy w 1171 roku Henryk rozpoczął długą i tragiczną okupację Irlandii, zgromadzony w Cashel Irlandzki episkopat uznał, że zarówno on jak jego następcy są prawowitymi władcami Irlandii. Nowo wybrany papież Aleksander III przystał na to, z zastrzeżeniem, że każde domostwo raz na rok zapłaci mu pensa. Taka była papieska cena za oddanie katolickich i celtyckich terenów normańskiej Anglii.

O     tyle trudniej pogodzić się z tym faktem, że dar ten był oszustwem.

Dar Konstantyna był fałszerstwem i najprawdopodobniej został spreparowany przez Laterańskiego księdza tuż przed wizyt ą Stefana III u króla Pepina. Ówczesny stan nauki nie pozwolił na rozszyfrowanie oszustwa, co dziś zdołałoby zrobić nawet dziecko. Dopiero w 1440 roku doradca papieski Lorenzo Yalla udowodnił, że dokument nie był autentyczny.

Yalla wykazał, że w czasie z którego rzekomo miał pochodzić dokument papieżem był Miliciades, a nie Sylwester. W tekście wzmiankowany jest Konstantynopol, podczas gdy miasto to nosiło wtedy nazwę Bizancjum. Dokument nie został napisany klasyczną łaciną, lecz jej późniejszą, wypaczoną wersją. Ponadto w tekście wymienione zostały insygnia koronne Konstantyna, co w czwartym wieku nie było konieczne, lecz w wieku ósmym było już wymagane.

Na sto sposobów Yalla podważył wiarygodność dokumentu. Zrobił to z niepokojem, wiedząc, że wielu rzymskich kapłanów chętnie splamiłoby się jego krwią.

»Celem mego ataku są żywi a nie umarli i nie byle jaki przywódca lecz sam  papież, przed którego ekskomuniką nie uchroni żaden miecz...Papież nie ma prawa pojmać mnie za obronę prawdy. Gdy wielu jest gotowych na śmierć za ziemską ojczyznę, czyż za mój dom w niebie nie powinienem ryzykować życiem?«

Książka Yalli została opublikowana dopiero w 1517 roku. Był to ten sam rok, w którym Luter zaatakował papieskie odpusty. Książka trafiła do jego rąk i po raz pierwszy przekonał się, że większość jego wiedzy dotyczącej urzędu papieskiego oparta była na fałszerstwach.

Choć argumenty Yalli przekonały każdego niezależnie myślącego uczonego, nie przekonały jednak Rzymu; stolica apostolska jeszcze przez stulecia utrzymywała, że dokument jest autentyczny.

Smutne było to, że prawda była o wiele bardziej fantastyczna niż zawarte w nim kłamstwa.

Historia o rzekomym trądzie Konstantyna i jego cudownym wyleczeniu powstała w piątym wieku. Jest uwieczniona w napisie na ścianie St. Giovanni in Laterano w Rzymie, gdzie opisane jest, jak to cesarz został ochrzczony przez papież a Sylwestra.

Oto fakty: Konstantyn był żołnierzem, a w tym czasie kościół nie mógłby przejść do porządku dziennego nad przelewem krwi. Możliwe, że dlatego z chrztem zwlekał do czasu, gdy Konstantyn leżał na łożu śmierci i na zabijanie nie miał już sił. W niedługi czas przedtem umarła jego osiemdziesięcioletnia matka Helena. Dopiero wtedy cesarz został wciągnięty na listę Katechumenów; nie stało się to w żadnej katedrze, lecz daleko na wschodzie, w Helenopolis. Został zabrany do Yilla Achyronia w pobliżu Nicomedii. Tam został ochrzczony; nie przez papieża, czy nawet katolickiego księdza, lecz przez heretyka, Ariańskiego biskupa o imieniu Eusebius. Umarł w Zielone Świątki w roku 337.

To skłania do podważenia prawdziwości najważniejszych wydarzeń z wczesnej historii kościoła.

Gdy Konstantyn nazywał swych ulubieńców biskupami, a siebie samego biskupem biskupów, który to tytuł przejęli później papieże, nie był nawet chrześcijaninem. Tym niemniej nikt nie wątpił w jego pozycję i władzę. Nawet biskup Rzymu - zwany papieżem dopiero kilkaset lat później - w porównaniu z nim był nikim.

Był sługą cesarza; w sprawach religii mógł jedynie uchodzić za drugorzędnego biskupa, cieszącego się szacunkiem pomniejszych biskupów, z powodu swojej pozycji na piotrowym tronie. Jacob Burckhardt podkreśla w swojej książce The Agę of Constantine, że noszony przez cesarza tytuł ekumenicznego biskupa nie był jedynie samym tytułem.

To nie papież lecz on, a później Karol Wielki, był głową kościoła, źródłem jego jedności, przed którym biskup Rzymu musiał padać na twarz i składać przysięgę lojalności. Wszyscy biskupi byli zgodni, że był apostołem mądrości kościoła.

Do końca swego życia Konstantyn w Palestynie i innych miejscach budował wspaniałe kościoły, wznosząc równocześnie pogańskie świątynie w Konstantynopolu.

Uważano to za pierwszą próbę rozwiązania sprawy Rzymskiej. Cesarz był osobą świętą, nosił tytuł Pontifex Maximus, tytuł, który przejęli później papieże.

Cesarz, i tylko on, miał prawo zwoływania takich religijnych zgromadzeń jak Synod w Arles w roku 314. Jak wyraził to pewien współczesny biskup: kościół był częścią państwa.

To kościół narodził się w państwie, a nie państwo powstało pod wpływem kościoła. Dlatego też Konstantyn a nie biskup Rzymu wyznaczał czas i miejsce synodów i niejednokrotnie miał dużo do powiedzenia na temat tego jak należy głosować. Bez jego zgody nic nie mogło zostać uchwalone; jedynie on posiadał władzę legislacyjną.

Kolejnym historycznym paradoksem jest fakt, że Konstantyn, będąc poganinem, był inicjatorem soborów wspólnot chrześcijańskich. Tylko w ten sposób - podpowiedział mu jego geniusz - wiara kościoła zakorzeni się na zawsze. Żaden biskup nie odważyłby się w tamtych czasach sprzeciwić biskupowi Rzymu w sprawach wiary.

Po zwycięstwie nad Liciniusem na wschodzie, w roku 321, Konstantyn zwołał Pierwszy Sobór.

Sobór odbył się w 325 roku w Bitynii, w miejscowości Nicea, co znaczy zwycięstwo. Było to chyba jedno z najważniejszych zgromadzeń w historii.

Arianizm, herezja, według której Syn był podporządkowany Ojcu, rozprzestrzeniła się po całym świecie. Spór był nie tylko zaciekły, ale i krwawy. Walki pomiędzy chrześcijanami były sprzeczne z interesem Konstantyna; chrześcijaństwo miało być przecież siłą stabilizującą imperium.

Wyzwoliwszy ich od prześladowań Konstantyn był przerażony widząc, że biją się między sobą o dogmaty św. Trójcy.

W Nicei Ojciec Założyciel Soborów Ekumenicznych zgromadził trzystu biskupów, siebie obarczając kosztami ich podróży. Z wyjątkiem sześciu, wszyscy przyjechali ze wschodu. Sylwester, biskup Rzymu, nie wziął udziału w soborze, wysyłając w swoim imieniu dwóch legatów. Bez cienia wątpliwości można stwierdzić, że Sylwester nie miał nic wspólnego ze zwołaniem soboru; nie miał też wpływu na jego przebieg. Nad wszystkim sprawował władzę pogański cesarz. Uroczystość odbyła się w wielkiej sali jego pałacu. Według historyka Eusebiusa, Konstantyn był wysoki i chudy, zwinny lecz majestatyczny.

Aby zaznaczyć swoją obecność nosił szaty purpurowe, złote i przyozdobione drogimi kamieniami.

Wkrótce stało się jasne, że większość biskupów popiera stanowisko Ariańskie. Nic nie wiadomo na temat teologicznego stanowiska Konstantyna; wiadomo jedynie, że wstał ze swego złotego tronu, czym zakończył dyskusję. Możliwe, że chciał po prostu zademonstrować swoją władzę. Zaproponował coś, co sam nazwał ortodoksyjnym punktem widzenia: Syn Boży był tym samym co Ojciec.

Salę opuścili wszyscy biskupi sprzeciwiający się temu oświadczeniu. Zostało tylko dwóch, których Konstantyn odesłał, powiedziawszy im, że mogą się pakować.

Potem napisał do Alexandrii, gdzie Arianie wciąż jeszcze znajdowali zwolenników: to, co przypadło do gustu trzystu biskupom nie jest niczym innym, jak wolą Boga.

Nie odniósł oczekiwanego sukcesu. Ariańska herezja przetrwała wieki. Podobnie miało się stać z kontrolą państwa nad sprawami kościoła. Polityka zastąpiła naukę Ewangelii. Religia stała się nieważna, istotny był jedynie sam kościół.

Rezultatem tego - pisał Burckhardt - był kościół zwycięski, który bardzo szybko się rozpadał.

Kosztem nawrócenia Konstantyna była utrata niewinności.

Jego cyniczny stosunek do Chrystusa i nadużywanie słów Ewangelii, w czym brali udział wszyscy, nie wyłączając biskupa Rzymu, doprowadził do fałszowania znaczenia Pisma Świętego.

 Od tego czasu datuje się rozkwit katolicyzmu, kosztem chrześcijaństwa i Jezusa, który nigdy nie pragnął władzy i który wolał zginąć na krzyżu niż zmuszać innych do przyjęcia swojej wiary.

Gdy Stefan III został papieżem kościoły były już całkowicie nawrócone na Cesarstwo Rzymskie.

Od czasów Daru Konstantyna było oczywiste, że biskup Rzymu żył jak Konstantyn, ubierał się tak samo, dziedziczył jego pałace, ziemię i miał ten sam królewski wygląd. Papież, podobnie jak Konstantyn, pragnął władzy zarówno nad kościołem jak i państwem.

W niecałe siedemset lat po śmierci Piotra władza i bogactwo stały się obsesją papieży. Papież będąc u szczytu władzy był zarazem ziemską i nieziemską postacią. Z obydwu światów pragnął tylko tego, co najlepsze i tylko niektórzy rzymscy cesarze byli w stanie poskromić jego ambicje.

ŚWIĘTE CESARSTWO RZYMSKIE

Karol Wielki miał pięćdziesiąt osiem lat i jak na swoje czasy był olbrzymem; miał okrągłą głowę i siwe włosy, długi nos i duże, żywe oczy. Był inteligentny, umiał prowadzić konwersację po łacinie i założył nawet kilka uniwersytetów. Nigdy jednak nie nauczył się czytać, pomimo tego, że uczyli go najlepsi. W pięćdziesiąt pięć lat po Stefanie III papiestwo coraz bardziej potrzebowało wojska. Więzy łączące Rzym z Konstantonopolem z powodu odległości i różnicy poglądów były już prawie całkowicie zerwane. Karol Wielki, król Franków, był odważnym mężczyzną i zdecydował się przyjść papieżowi z pomocą.

W 782 roku nad rzeką Aller ściął cztery i pół tysiąca Saksońskich więźniów. Bez kłopotu poradził sobie z zagrażającymi papieżowi Longobardami.

Nowy obrońca kościoła nie był bardziej święty niż Konstantyn. Rozwiódł się z pierwszą żoną, a druga urodziła mu sześcioro dzieci. Gdy zrezygnował z usług tej ostatniej, z trzecią żoną miał dwie córki, a oprócz tego jeszcze jedną córkę urodziła mu konkubina. Czwarta żona nie urodziła żadnych dzieci; po jej śmierci miał cztery konkubiny. W ciągu całego życia miał ich dwanaście i każda urodziła mu przynajmniej jedno dziecko. Einhard, uczciwie pisząc jego biografię podkreśla, że był dobrym ojcem.

Angielski mnich Alcuin, jeden z najbardziej uczonych ludzi tamtych czasów, namawiał Karola Wielkiego na przyjęcie korony Zachodu. Na świecie jest tylko trzech wielkich ludzi - mówił swemu panu - z których dwaj to papież i cesarz Konstantynopola. Trzecim jesteś ty, Panie, który za sprawą Pana naszego Jezusa Chrystusa powinieneś przewodzić chrześcijaństwu; masz godność i siłę większą niż ktokolwiek inny, jesteś najmądrzejszy i stoisz ponad wszystkim.

Ówczesny papież Leon III pragnął przybycia Karola Wielkiego do Rzymu. Potrzebował ochrony od niebezpieczeństw zagrażających z zewnątrz; chciał także, aby jego imię zostało oczyszczone z zarzutów o cudzołóstwo. W niedługi czas po przybyciu Karola Wielkiego do Rzymu, papieża na ulicy zaatakował tłum, wykłuwając mu oczy i obcinając język. Wynikiem tego była koronacja w roku 800, o wiele skromniejsza niż pogański splendor ceremonii Napoleona w 1804 roku, kiedy to sam siebie w pałacu Notre Damę ukoronował na Cesarza Francuzów .

Karol Wielki ukląkł przed grobem Piotra, a Leon usiłował wymacać jego głowę, żeby umieścić na niej koronę, bełkocąc, że Karol Wielki jest Cesarzem i Augustem, a potem ukląkł przed nim, żeby oddać mu cześć. Według Einharda Karol Wielki był zielony ze złości. Twierdził później, że nie poszedłby do kościoła pomimo święta Bożego Narodzenia gdyby wiedział, jak perfidny plan uknuje papież. Oczywiście pragnął zaszczytów, ale nie chciał ich przyjmować od swojego wasala. Przyjechawszy do Rzymu by uniewinnić swojego sługę od zarzutów nie chciał równocześnie otrzymać od niego błogosławieństwa.

Karol Wielki wyczuł to, co historycy widzą aż nazbyt wyraźnie. Genialnym pociągnięciem Leon Ul zagarnął władzę, którą jego następcy wykorzystają do panowania nad największymi władcami świata.

Karol Wielki dobrze sprawował władzę zarządcy kościoła; biskupów, arcybiskupów i opatów wybierał spośród własnych poddanych. Usiłował ograniczyć cudzołóstwo i sodomię wśród mnichów. Śmiercią karał Saksonów, którzy udawali chrześcijan, a nie przyjęli chrztu. Wszędzie kierował się sugestiami Alcuina. Był głową wspólnoty chrześcijańskiej. Poprzednik Leona, Hadrian I, w nagrodę za powiększenie dóbr papieskich ofiarował mu przywilej wyboru papieża.

Przyszłość Europy została przesądzona w chwili, gdy papież, mianowany przez Karola Wielkiego, ukoronował go na cesarza.

Który z nich był ważniejszy? Na razie nie był co do tego żadnych wątpliwości: Karol Wielki. Ale w późniejszych latach dzięki koronacji którą można by nazwać coup de theatre Leon zapewnił papiestwu zwycięstwo w walce o władzę.

Bazylika św. Piotra była świadkiem tych wydarzeń, towarzysząc w powstaniu Świętego Cesarstwa Rzymskiego, o których każde dziecko wie, że nie było ani święte, ani cesarstwem, ani nawet rzymskie. Miało przetrwać tysiąc lat i dopiero w 1806 roku rozwiązał je Napoleon, strąciwszy habsburskiego monarchę. Do tego czasu papieże, nie zadawalając się samą wiarą w Boga, od czelu ści piekielnych kazali się strzec uzbrojonym książętom.

Jednak najstraszliwsze ataki piekła zagrażające kościołowi nie pochodziły z zewnątrz; ich źródłem było samo papiestwo.

PAPIESKA PORNOKRACJA

Piętnaście mil od Rzymu, wysoko na wzgórzach Albańskich, w dziesiątym wieku swoją siedzibę mieli sławni Conti, Hrabiowie Alberycy z Tusculum. Dyktatorzy ci w pełni przejęli kontrolę nad wyborem papieży. Z tej jednej rodziny wywodziło się aż siedmiu papieży, trzech pod rząd. Wszyscy prawie bez wyjątku przyczynili się do stworzenia Roma Deplorabilis, Zhańbionego Rzymu.

Historia dowodzi nieprawdziwości mitu, że Borgia był jedynym złym papieżem.

W niedługi czas po Karolu Wielkim były ich już dziesiątki i bardziej przypominali wyznawców Beliala, Księcia Ciemności, niż Chrystusa. Wielu z nich cudzołożyło, było zabójcami, tyranami, i dopuszczało się symonii, handlując kościelnymi świętościami. Byli o wiele bardziej zainteresowani pieniędzmi i intrygami niż religią.

Poprzez nieustające manewry polityczne i niegodziwość papieże, mający strzec jedności kościoła, okazali się przyczyną jego upadku. Nie herezje lecz samo papiestwo doprowadziło do rozłamu w kościele.

Tkwi w tym jednak pewna zagadka: jak było to możliwe, że pomimo papieskich intryg przez bardzo długi okres czasu w kościele nie doszło do rozłamu?

Na początek pewną pomocą będzie prześledzenie spisu papieży około roku 880. W ciągu następnych stu pięćdziesięciu lat było trzydziestu pięciu papieży; każdy z nich rządził średnio przez cztery lata. W okresie wcześniejszym sytuacja wyglądała podobnie; jej powodem był fakt, że papieży wybierano z powodu ich podeszłego wieku, ponieważ byli zniedołężniali.

Ale w dziewiątym i dziesiątym wieku wielu papieży było dwudziestolatkami, a niektórzy mieli zaledwie kilkanaście lat. Niektórzy rządzili przez dwadzieścia lat, inni przez miesiąc lub trzy. Sześciu z nich zdetronizowano, wielu zostało zamordowanych. Nie można dokładnie stwierdzić ilu było w tym okresie papieży i antypapieży (oszustów), ponieważ nie istniała żadna określona metoda dokonywania wyboru, a liczba pretendentów była dowolna.

Gdy papież znikał, czy znaczyło to, że poderżnięto mu gardło i wrzucono go do Tybru? Czy został osadzony w więzieniu? A może poszedł się wyspać do burdelu? Czy obcięto mu uszy i nos, jak przydarzyło się to w 930 roku Stefanowi VIII który, co było raczej zrozumiałe, nigdy już nie wystąpił publicznie? A może po prostu uciekł, jak zrobił to Benedykt V w 964 roku, który zhańbiwszy młodą dziewczynę natychmiast wyjechał do Konstantynopola, wywożąc ze sobą wszystkie skarby z bazyliki św. Piotra i powrócił do Rzymu gdy zabrakło mu pieniędzy?

 

Pobożny historyk Gerbert pisał o Benedykcie, że ze wszystkich potworów był najbardziej niegodziwą i nikczemną figurą, ale jego osąd okazał się przedwczesny. Benedykt został zabity przez zazdrosnego męża, a jego ciało, z setką ran zadanych sztyletem, przeciągnięto ulicami miasta i wrzucono do miejskich ścieków.

Papieże ci bezsprzecznie zasługują na miano przywódców godnych najwyższej pogardy, czy to duchowych czy świeckich. Byli - patrząc na sprawę uczciwie -barbarzyńcami. W porównaniu z nimi starożytny Rzym nie miał do zaoferowania nic, co byłoby bardziej okrutne i zepsute.

Jeden z papieży, Stefan VII, był szaleńcem. Kazał otworzyć grób swojego poprzednika, papieża Formosusa (891-896), w dziewięć miesięcy po jego śmierci. Podczas tak zwanego „Synodu trupiego” cuchnącego trupa przywdział w szaty pontyfikalne, posadził na tronie w Lateranie i postanowił przesłuchać go osobiście.

Formosus został oskarżony o nielegalne objęcie urzędu papieskiego; był biskupem w innym pałacu i nie miał prawa stać się biskupem Rzymu. W związku z tym, według papieża Stefana, wszystkie rozkazy i edykty wydane przez Formosusa były nieważne. W imieniu Formosusa odpowiadał na pytania kilkunastoletni diakon. Uznano go winnym: trup dowiedział się, że jest antypapieżem, rozebrano go do koszuli i - po obcięciu mu dwóch palców którymi rozdawał błogosławieństwa-został wrzucony do Tybru.

Ciało wyłowili zwolennicy Formosusa i w tajemnicy pochowali je. Później na powrót znalazło się w grobowcu w bazylice św. Piotra. Stefan wkrótce sam został uduszony.

Papieże kaleczyli i sami byli kaleczeni, zabijali i ich zabijano. Ich życie w żaden sposób nie przypominało Ewangelii.

Bardziej byli podobni do współczesnych dzieci bogaczy, wyrastających na chuliganów i bandytów, których głównym działaniem jest nawiedzanie nocny te dancingów, niż do papieży, jakich znamy z współczesnych czasów. Niektórzy uzyskali swą pozycję za sprawą ambitnych rodziców, inni mieczem, jeszcze inni za sprawą pięknych, dobrze urodzonych kochanek, podczas tak zwanych rządów ladacznic.

Szczególnie wyróżniającą się kurtyzaną była Merozja z rodziny Theophtylaktów. Dzięki wysiłkom Biskupa Liutpranda z Kremonii była znakomicie przygotowana przez swoją matkę Teodorę, która z Papieżem Janem X (914-929) miała także drugą córkę, również Teodorę.

Kto twierdzi, że kobiety nigdy nie miały dużo do powiedzienia w sprawach kościoła, ten nigdy nie słyszał o tych dwóch gotowych na wszystko damach. W ciągu jednej dekady stworzyły - a gdy tego pragnęły, także zniszczyły -nie mniej niż ośmiu papieży. W swojej książce Decline and Fali Gibbon twierdzi, że to właśnie te papieżyce, posługując się polityką seksu, były powodem powstania legendy czy satyry o papieżycy Joannie. W papieża-kobietę wierzono przez wiele wieków, aż do czasów Reformacji. Należy Anglików pocieszyć, że jedynym papieżem - kobietą była śliczna anglosaska dziewczyna. Ubrana w szaty pontyfikalne w drodze z Colosseum do Kościoła św. Klemensa urodziła dziecko, co niestety spowodowało jej natychmiastową śmierć.

Ta legenda zapoczątkowała inne. W kościele St. Giovanni in Laterano znajduje się fotel z czerwonego marmuru z dziurą w siedzeniu.

Zasiadali na nim nowo wybrani papieże, by od duchowieństwa przyjąć hołd. Plotka głosi, że po pontyfikacie papieżycy Joanny każdy papież musiał przejść coś w rodzaju badania ginekologicznego, aby zapobiec ponownemu pojawieniu się kobiety na piotrowym tronie.

Badaniu temu - czyżby dokonywanemu przez kardynałów-kobiety? — towarzyszyły modlitwy po łacinie.

Cały rytuał tej ceremonii został opisany i z całą powagą figuruje w wielu średniowiecznych manuskryptach. Według innej, bardziej prozaicznej interpretacji, krzesło papieskie jest w rzeczywistości toaletą z nocnikiem, widocznym znakiem, że papież niczym żebrak został przez Boga wyniesiony i posadzony wśród książąt.

Nie istnieje żaden teologiczny powód, dla którego kobieta nie mogłaby zostać papieżem, nawet jeżeli Jan Paweł II twierdzi, że boskie prawo zabrania im przyjmowania święceń kapłańskich.

Wielu arcybiskupów i papieży nigdy nie zostało wyświęconych.

Na przykład w spisie papieży znajduje się Hadrian V, którego panowanie trwało tylko sześć tygodni, od 11 lipca do 18 sierpnia 1276 roku. Nie był biskupem, nie był nawet księdzem; był natomiast prawym papieżem.

Piękna ladacznica Marozja, która przyczyniła się do powstania legendy o Papieżycy Joannie, związała się z papieżem Sergiuszem III (904-911). Na jego drodze do tronu stał Leon V, który rządził tylko miesiąc zanim został uwięziony przez uzurpatora, kardynała Krzysztofa.

Sergusz zabił ich obu.

Sergiusz po raz drugi ekshumował zwłoki papieża Formosusa, nieżyjącego od dziesięciu lat, i powtórnie go przeklął.

Sergiusz, który został wyświęcony przez Formosusa powinien był czuć się przy tym dziwnie, ale najwidocznie zawiłe teologiczne myśli były mu obce.

Na wszelki wypadek odciął Formosusowi głowę; odciął mu także kolejne trzy palce i kazał go wrzucić do Tybru. Jego bezgłowy tułów dostał się w sieci rybackie i ponownie odbył ciekawą podróż do bazyliki św. Piotra.

Marozja miała 15 lat gdy została kochanką czterdziestopięcioletniego Sergiusza. Urodziła mu syna, życie poświęcając jego karierze. W pięć lat później Sergiusz umarł, po siedmioletnich rządach pełnych intryg, krwi i namiętności.

Marozja nigdy nie zapomniała swej pierwszej miłości. Sypianie z biskupem dało jej zakosztować tego, czego nie zaznałaby nawet po trzech małżeństwach i dziesiątkach kochanków. Papież Sergiusz uwiódł ją w Pałacu Laterańskim. Ich drogi często się krzyżowały, bo Marozja spędziła tam dzieciństwo - jej ojciec był rzymskim senatorem.

W pewnym momencie Sergiusz zorientował się, że dziecko przemieniło się w kobietę cudownej piękności. Natomiast Marozji nie chodziło o ekstazę w papieskich ramionach, lecz o władzę.

Jej matka Teodora miała już za sobą zniszczenie dwóch papieży gdy, wbrew prawu kanonicznemu, ze swojego ulubionego kochanka uczyniła Arcybiskupa Ravenny, a w końcu Papieża Jana X. Liutprand, Biskup Cremony, pisał:

Teodora, jak ladacznica, bojąc się, że z nie będzie miała dość czasu na spanie z kochankiem-biskupem, postanowiła zrobić z niego papieża. Stało się to w marcu 914 roku, gdy Marozja miała 22 lata. Nie przeszkadzała jej pozycja kochanka; jej syn miał dopiero sześć lat i był zbyt młody - nawet jak na tamte bezbożne czasy - by samemu zasiąść na papieskim tronie

Wtedy właśnie na scenie pojawili się Alberycy z Tusculum, którzy dotychczas zajmowali północne tereny. Papież Jan poddał swojej kochance Teodorze myśl, że małżeństwo Marozji z Alberykiem mogłoby okazać się korzystne dla wszystkich. Gdy na scenie pojawił się Alberyk junior, Marozja w lot rozpoznała wschodzącą gwiazdę.

Alberyk senior - prawdopodobnie namawiany przez żonę -przedwcześnie usiłował przejąć kontrolę nad Rzymem i został zabity. Papie ż Jan zmusił młodą wdowę by patrzyła, jak bezczeszczono jego zwłoki. Popełnił błąd; dawna kochanka papieża Sergiusza wiedziała czym jest zemsta.

Teodora umarła w 928 roku i Marozja natychmiast uwięziła papieża, a potem kazała go udusić. Jej pierwszy syn miał wtedy już siedemnaście lat. W krótkim czasie był już na tyle doświadczony, że mógł objąć papieski urząd. Przygotowało go do niego krótkie, lecz na wskroś niemoralne życie. Rządy kilku następnych papieży trwały krótko i wszyscy znikali w tajemniczych okolicznościach. W wieku 20 lat syn Marozji i Papieża Sergiusza stał się Papieżem Janem XI.

Nie było to szczytem ambicji Marozji. Po śmierci swojego drugiego męża wyszła za swojego kuzyna Hugona króla Prowansji. Hugon był wprawdzie żonaty, ale pozbycie się żony nie sprawiło mu kłopotu. Marozja miała szczęście, że jej syn był papieżem; mógł uwolnić ją od wszelkich oskarżeń o kazirodztwo.

Co stało na przeszkodzie by jej mąż został cesarzem? Ambicje Sergiusza. Wiosną 932 roku w Rzymie Jan XI przewodził ceremonii ślubu swojej matki.

Potem cały plan poszedł w gruzy, z powodu zazdrosnego osiemnastoletniego Alberyka- Juniora. Przejął władzę nad Rzymem i sam chciał mianować papieży. Hugon zostawił swoją żonę i uciekł w hańbie. Alberyk skazał Jana XI na uwięzienie w Lateranie - Jan XI umarł tam w cztery lata później - i, co było najokrutniejsze, wtrącił do więzienia własną matkę.

Marozja była już niemłodą lecz dostojną damą, gdy jej stopa po raz pierwszy stanęła w Mauzoleum Hadriana, popularnie zwanym Castel Sant Angelo. Miała przebywać w tym strasznym miejscu położonym tuż obok Tybru przez ponad pięćdziesiąt lat, bez dnia wytchnienia.

Miała sześćdziesiąt lat gdy do lochu dotarła wieść, że Alberyk umarł w wieku czterdziestu lat a jego syn Octayian (jej wnuk) mianował się papieżem. Jako pierwszy w historii zmienił swoje papieskie imię na: Jan XII. Wypadki te miały miejsce w grudniu 955 roku. Marozja zatopiła się we wspomnieniach dawnych czasów spędzonych u boku kochanka Sergiusza.

Młody wiek nowego papieża może w pewnym sensie tłumaczyć jego niereligijne prowadzenie się, ponieważ w chwili gdy przyjął na siebie papieski urząd miał zaledwie szesnaście lat. Całe klasztory modliły się o jego zgon.

Nawet jak na tamte czasy był tak złym człowiekiem, że obywatele byli żądni jego krwi. Był twórcą nowych, dotychczas nieznanych grzechów, jak spanie z własną matką. W Pałacu Laterańskim miał harem. Dary ofiarowywane przez pielgrzymów przegrywał w karty. Posiadał stajnię z dwoma tysiącami koni, które kazał karmić figami i migdałami marynowanymi w winie. Towarzyszki nocny uciech obdarowywał złotymi kielichami z bazyliki św. Piotra. Nic nie zrobił dla rozwoju turystyki, która dziś przynosi Watykanowi fortunę. Szczególnie kobiety nie powinny były wchodzić do kościoła St. Giovanni In Laterano, jeżeli zależało im na honorze: papież zawsze szukał nowego łupu. Przed ołtarzem będącym kolebką chrześcijaństwa wznosił toasty do diabła.

Papież Jan ściągał na siebie taki gniew, że - bojąc się o własne życie - uciekł do Tivoli, uprzednio okradając bazylikę św. Piotra.

Gdy pięćdziesięcioletni Otto z Saksonii -w 961 roku został koronowany na cesarza w bazylice św. Piotra -dowiedział się o złym prowadzeniu się papieża i nakazał młodemu człowiekowi natychmiastowy powrót do domu. Nie leżało w jego planach, by papież przebywał poza Rzymem, bo kolidowałoby to z interesami imperium.

Aby sprawom nadać właściwy bieg zwołano synod. Obecnych było na nim szesnastu kardynałów, wielu włoskich i niemieckich biskupów. Biskup Cremony pozostawił po sobie dokładną listę zarzutów stawianych papieżowi: Odprawiał mszę nie przystępując do komunii. Jednego z diakonów wyświęcił w stajni. Za wyświęcenia pobierał opłaty. Miał stosunki seksualne z wieloma kobietami, wymienionymi z nazwiska, wśród których znajdowała się dawna kochanka jego ojca oraz jego własna bratanica. Oślepił swojego duchowego przywódcę. Zabił kardynała, kastrując go. Wszystkie te oskarżenia zostały potwierdzone pod przysięgą.

Otto napisał do Jana list, który należy uważać za jeden z największych dziwów historii.

Zarówno duchowieństwo jak i ludzie świeccy oskarżają Waszą Świątobliwość o morderstwa, krzywoprzysięstwo, świętokradztwo, kazirodztwo, i o oddawanie —jak poganin — czci Jowiszowi, Wenus i innym demonom.

W odpowiedzi Jan podyktował list do biskupów, pozbawiony wszelkich zasad gramatyki. Ostrzegł ich, że jeżeli usuną go z urzędu, wszystkich ekskomunikuje i nie będą już mogli odprawiać mszy ani wyświęcać księży. Potem wskoczył na konia i wyruszył na polowanie.

Znudzony czekaniem Otto powrócił do Saksonii, a rodzina Jana z pomocą armii zapewniła mu bezpieczny powrót do Rzymu, gdzie ponownie zasiadł na piotrowym tronie. Niezadowolony z wyjścia tak łagodnego jak ekskomunika, okaleczył lub skazał na stracenie wszystkich, którzy przyczynili się do jego wygnania.

Żadnemu z papieży nie dane było stanąć przed Bogiem w sytuacji bardziej upokarzającej; pewnej nocy zadrosny mąż, jeden z wielu, złapał go in flagranti i jednym ciosem młota w głowę oddał mu ostatnią posługę.

Jan miał dwadzieścia cztery lata a Rzymianie, znani z makabrycznego humoru mówili, że było to szczytem jego kariery.

Miał tyle szczęścia, że umarł w łóżku, nawet jeżeli było to łóżko cudze.

Kardynał Bellarmine w swojej książce o papiestwie De Romana Pontifice z siedemnastego wieku napisał: Papież jest ostatecznym sędzią w sprawie rozstrzygania sporów dotyczących wiary i moralności . Wielki obrońca papiestwa napisał w tej samej książce: Gdyby papież omylił się i nakazywał grzeszyć a zabraniał czynić dobro, kościół także powinien uważać grzechy za dobro a uczynki dobre - za grzeszne; w przeciwnym razie kościół grzeszyłby wobec sumienia. Nic dziwnego, że papieże-nastolatki mogli sobie na tak wiele pozwalać. Ale nawet Bellarmine, który o Borgii wiedział wszystko, napisał, że Jan XII był mętem.

Fueritfieri omnium deterrimus.

Gdy było o jednego potwora mniej, Rzymianie wybrali na jego miejsce Benedykta V. Otto był wściekły. Nikt nie może zostać papieżem bez zgody cesarza - powiedział -Zawsze tak było. Jego wybór padł na Leona VIII.

Kardynał Baronius w Ecclesiastical Annals, dziele z szesnastego wieku, które Acton nazwał najwspanialszą historią kościoła twierdzi, że Benedykt był prawdziwym papieżem, a Leon antypapieżem. Trudno się z tym nie zgodzić. Niemniej jednak to Benedykt rzucił się Ottonowi do nóg twierdząc, że jest oszustem. Aby to udowodnić zdjął z siebie szaty pontyfikalne i klęcząc przed Leonem powiedział, że to on jest następcą św. Piotra.

Nie jest jasne, czy oświadczenie prawdziwego papieża, że jest papieżem fałszywym dowodzi papieskiej nieomylności.

Po śmierci Leona i Benedykta Otto wsadził na tron Jana XIII. Nie był to mądry wybór. Rzymianie szybko się go pozbyli. Otto sprowadził go z powrotem, ale wkrótce przekonał się, że Rzymianie mieli rację. Według kronik Liutpranda Jan XIII wykłuwał oczy swoim wrogom ścinał poddanych.

Wkrótce po nim nastał Benedykt VII i był kolejnym papieżem który zginął z rąk zazdrosnego męża, złapany na gorącym uczynku.

Kardynał Baronius był niewątpliwie zawstydzony tymi wypadkami, odnotowywał je jednak niebywale uczciwie.

Papieży tego okresu nazywa intruzami na tronie piotrowym, zasługującymi na miano nie apostołów lecz apostatów, (non apostolicos sed apostaticos). Przyznaje, że z trudem przyszło mu pisanie o tych sprawach. Na tronie św. Piotra znaleźli się nie ludzie, lecz potwory. Chełpliwe Messaliny pełne cielesnych żądz, chytrości i wyuzdania, sprawowały w Rzymie władzę prostytuując piotrowy tron.

W świetle dekretów Pierwszego Soboru Watykańskiego w 1870 roku jego konkluzja jest zadziwiająca:

»„Najważniejszą lekcją tamtych czasów jest fakt, że kościół znakomicie obchodzi się bez papieży. Do przetrwania kościoła nie jest niezbędny papież lecz Jezus Chrystus. To On, a nie papież, jest głową kościoła”.«

W kilka wieków później Baroniusa obwołano by heretykiem. Obecnie kościół katolicki twierdzi, że:

 papież jest głową kościoła na ziemi, Wikariuszem Chrystusowym, Skałą, na której zbudowany jest kościół, gwarantem jedności, wiary i moralności.

 

 Ale omawiany okres historii ukazuje nam całkiem inny obraz. Nie tylko Baronius ale także obywatele Rzymu śmialiby się z tego teologicznego błazeństwa. Widzieli przecież, że to piekło odnosiło zwycięstwo; czy nie było to zwycięstwem Księcia Ciemności? Nie zastanawiali się jak papież ocali kościół, lecz jak zdoła ocalić swoją duszę?

Podczas tych wszystkich burzliwych wydarzeń Marozja przebywała w celi więziennej. Z najbardziej wpływowej postaci stała się wyniszczoną kupką kości, zawiniętą w szmaty. Miała już ponad dziewięćdziesiąt lat i tylko wspomnienie kochanka-papieża, któremu urodziła syna- papieża, mogło pomóc jej przetrwać. Choć była opuszczona, nigdy całkowicie o niej nie zapomniano.

Na wiosnę 986 roku 23 letni Papież Grzegorz V i jego piętnastoletni kuzyn, Otto III zdecydowali, że biedna kobieta nazbyt długo przebywa w więzieniu. Papież wysłał do niej biskupa aby dzięki egzorcyzmom wygnać z niej demony, uwolnił ją od ekskomuniki i odpuścił jej wszystkie grzechy. Potem została stracona.

PAPIEŻ - DZIECKO

W niecałe 15 lat później w 1032 roku umarł Papież Jan XIX z rodu Tusculum. Hrabia Alberyk III zapłacił fortunę, aby posada została w rodzinie. Któż nadawałby się na to stanowisko lepiej niż jego własny syn Theophylactus? Raoul Glaber, mnich z Cluny twierdzi, że gdy w październiku 1032 roku został papieżem, jego świątobliwość Benedykt IX miał jedenaście lat. Jak pisze Monsignor Louis Duchesne, Benedykt był zaledwie urwisem... który wkrótce stał się bardzo niebezpieczny.

To było doprawdy dziwne przedstawienie: mały chłopiec, jeszcze przed okresem pokwitania, był głową kościoła katolickiego, w kościele św. Piotra celebrował msze, rozdawał beneficja, mianował biskupów i ekskomunikował heretyków. Zachowanie jego świętobliwości względem dam dowodziło, że wcześnie zaczął dojrzewać. Jeden z kronikarzy odnotował, że już w czternastym roku życia Benedykt na głowę pobił swoich poprzedników w rozpuście i zbytku.

Św. Piotr Damiani, dobrze wiedząc czym jest grzech, napisał: „ten łajdak od początku swego pontyfikatu aż do końca życia napawał się brakiem wszelkich zasad moralnych”.

Inny obserwator stwierdził, że na tronie piotrowym w przebraniu księdza siedział piekielny demon.

Często w pośpiechu musiał opuszczać Rzym.

Uczynił to po raz pierwszy w dniu święta Piotra Pawła w 1033 roku; pretekstem było zaćmienie słońca, gdy wnętrze bazyliki wypełniło się tajemniczym szafranowożółtym światłem. Gdy wrócił do Rzymu i odprawiał mszę kilku szlachciców chciało go zasztyletować. Nie udało im się. Gdy następnym razem Benedykt zniknął z Rzymu, armia cesarza Konrada sprowadziła go z powrotem. W 1046 roku za morderstwa, prześladowania i świętokradztwo został wypędzony do rodzinnego Tusculum.

Podczas jego nieobecności Rzymianie wybrali nowego papieża, Sylwestra III, człowieka z Gór Sabińskich. Zdecydowali, że lepiej jest postąpić wbrew prawu kanonicznemu niż mieć do czynienia z Benedyktem IX.

Po pięćdziesięciu spokojnych dniach papież- dziecko znów zasiadł na tronie; papieska rodzina namówiła Sylwestra, żeby udał się gdzie indziej. W końcu Benedykt sam chciał zrezygnować, bo spodobała mu się jego śliczna kuzynka, córka Girarda de Saxo. Girard zgodził się na ślub pod warunkiem abdykacji papieża. W zadziwiającym przypływie skrupułów Benedykt zapragnął upewnić się, czy ma do tego prawo. Zwrócił się do swojego ojca chrzestnego, Jana Gracjana, arcykapłana w kościele św. Jana ad Portom Latinam. Gracjan był niezwykłym człowiekiem; był analfabetą i prowadził cnotliwie życie.

Gracjan zapewnił Benedykta, że może abdykować, a co więcej, że ma na jego miejsce następcę - siebie.

Szczęśliwy Benedykt pragnął jednak tysiąca lub dwóch tysięcy funtów w złocie (na wagę). Po długich targach zgodził się na ofiarę złożoną przez wszystkie domostwa Anglii. Żadna ofiara nie została lepiej wykorzystana.

W atmosferze radości Benedykt sam uwolnił się od celibatu i abdykował pierwszego maja 1045 roku. Oddany rozkoszom cielesnym napisał o nim papież Wiktor II, wolał żyć jak Epikur niż jak biskup...Zostawiwszy za sobą miasto osiadł w zamku na wsi.

Jan Gracjan czyli Grzegorz VI spotkał się z ostrą krytyką. Wielu papieży kupiło swój urząd; żaden jednak nie żądał pieniędzy za zrezygnowanie z tej pozycji. Grzegorz twierdził, że oddał kościołowi przysługę. Benedykt natomiast uważał, że pieniądze mu się należały; odebrał bowiem sumę, za którą jego ojciec kupił papieski urząd.

Grzegorzowi mo że by się nawet udało, gdyby Benedykt, teraz zwykły Theophylactus z Ttosculum, nie został odrzucony przez swoją damę. Chciał wrócić. Czując na plecach oddech Sylwestra rozumiał, że do papieskiego tronu jest aż trzech kandydatów. Sylwester w bazy lice św. Piotra, Grzegorz w St. Giovanni in Laterano i Benedykt, na wzgórzach Albańskich wyczekujący właściwej chwili.

W międzyczasie w Rzymie wszystkie skarbce były już puste; wszyscy bez wyjątku byli winni symonii, od papieży po nocny …..; każdy duchowny miał przynajmniej jedną kochankę

KOŚCIOŁY POCZĘŁY UPADAĆ.

W tym krytycznym momencie na scenie pojawił się Henryk z Niemiec. Był znany z dwóch rzeczy: nienawidził symonii i bardziej niż ktokolwiek inny pragnął zostać cesarzem. Gdy przypomnienie zasad moralnych okazuje się niewystarczające, zwycięża siła.

W Sutrii, po drodze do Rzymu, Henryk zwołał Synod. Według jego dyrektyw Sylwester został uznany za oszusta, odebrano mu status duchownego i skazano na pobyt w klasztorze. Benedykt zrezygnował i - według Henryka - nie miał już prawa do papiestwa. Jeżeli chodzi o Grzegorza VI, Henryk podziękował mu za oczyszczenie kościoła z plagi; Grzegorz nie powinien był jednak dopuszczać się świętokupstwa i dlatego musiał zrezygnować.

Nie mając alternatywy Grzegorz oświadczył: Ja, Grzegorz, biskup, sługa sług Bożych, z powodu symonii, która towarzyszyła objęciu przeze mnie urzędu papieskiego, muszę ten urząd opuścić.

Świadkiem jego upadku był młody kapelan, mnich Hildebrand, przyszły Grzegorz VII. Widział, jak zły pokonał dobrego i nigdy nie zapomniał ani nie wybaczył.

Na nowego papieża Henryk wybrał Clemensa H. W tym samym dniu Clemens koronował go cesarzem a Henryk, antycypując Napoleona, na swej głowie umieścił. złotą obręcz którą Rzymianie od wieków koronowali Patrycjuszy. Gestem tym Henryk dał do zrozumienia, że stał się głową chrześcijaństwa; biskup Rzymu był zaledwie jego kapelanem.

Starego papieża zabrał ze sobą do Niemiec żeby mieć pewność, że nie będzie z nim kłopotów. Grzegorz wkrótce umarł na wygnaniu, a po śmierci Clemensa Benedyktowi znów udało się wskoczyć na tron i pozostać tam przez osiem miesięcy.

Henryk nie miał czasu żeby się nim zająć; hrabia Bonifacy z Tusculum otrzymał polecenie żeby raz na zawsze uspokoić Theophylactusa. Następny papież Damazy n wkrótce wyzionął ducha; mówiono, że został otruty przez Benedykta. Najprawdopodobniej jednak było to po prostu spowodowane złym klimatem.

Po jego odejściu Benedykt po raz kolejny mógł zasiąść na tronie, ale widocznie doszedł do wniosku, że już wystarczy. Udał się do klasztoru w Grotta Ferrara gdzie -jak zostało to opisane dość mgliście -prowadził pobożne życie będące dla wszystkich przykładem.

Wydaje się, że Bóg zlitował się nad kościołem w tym szczególnie mrocznym momencie papiestwa. Zesłał dwóch papieży, których katoliccy historycy uważają za najwspanialszych w całej historii kościoła: Grzegorza VII i Innocentego III.

PAPIESTWO W OKRESIE ROZKWITU

Był jedynym papieżem który sam siebie kanonizował, ale pamięta się go  głównie jako człowieka prześladowanego jednym wydarzeniem, które towarzyszyło mu przez całe życie aż do śmierci. Ze wszystkich papieży Grzegorz VII był prawdopodobnie najbardziej żądny władzy.

Wspomnienie upokorzenia Grzegorza VI, którego cesarz Henryk III strącił w 1046 roku umieszczając na piotrowym tronie kukłę, stało się obsesją Hildebranda.

Hildebrand towarzyszył Grzegorzowi VI podczas jego wygnania w Niemczech. W klasztorze Benedyktynów w Cluny powoli awansował, później w Rzymie przez osiemnaście lat sprawował obowiązki doradcy w czasie pontyfikatu czterech papieży. Gorzkie wspomnienia nie opuściły go nawet gdy podczas pogrzebu Aleksandra II w 1073 roku zaczęto wznosić spontaniczne okrzyki: Hildebrand jest papież em! Św. Piotr go wybrał! Hildebrand nigdy nie zgodziłby się, aby w ten sposób wybierano papieża. Poprzedniemu papieżowi sam doradził, aby wybór jego następcy został dokonany przez Kardynałów. Mimo to tym razem był skłonny poddać się woli św. Piotra.

Bez chwili zwłoki nowo wybrany papież, karzeł, homunico, wysłał do młodego cesarza Henryka IV prośbę o uznanie.

Przez całe życie nic nie było bardziej sprzeczne z jego sumieniem, niż korzenie się przed bezbożnym cesarzem, kiedy to on, Hildebrand, był najważniejszym człowiekiem na świecie. Dlaczego więc tak postąpił, gdy kłóciło się to z jego sumieniem? Aby nikt nie mógł wątpić w jego prawo do papieskiego tronu. Nadchodził dzień zemsty, w którym jagnię miało przemienić się w lwa.

Doradcy Henryka mówili mu, że Hildebrand jest niebezpieczny. Był człowiekiem ascetycznym i traktował innych tak, jak siebie: obrzydliwie. Niedoświadczony cesarz nie usłuchał tych rad; czyż jego ojciec nie pozbył się panującego papieża i nie wyznaczył jego trzech kolejnych następców? Jak mógł podejrzewać, że papież będzie mieć aż tak długie ręce? Grzegorz VII był ostatnim papieżem, którego wybór musiał zostać zatwierdzony przez cesarza i którego konsekracja odbyła się w obecności cesarskich legatów.

Uzyskawszy znienawidzone przyzwolenie Grzegorz był gotów na łamanie książęcych karków. Według niego wszyscy byli zepsuci. Nie należało im oddawać czci; zasługiwali na nią w mniejszym stopniu niż egzorcyści. Monarchowie pragną tylko jednego:

władzy - powiedział najbardziej władczy z papieży.

Aby choć jednego z nich ocalić od mąk piekielnych Bóg musiałby okazać wręcz nieprzyzwoitą wielkoduszność. Ich działanie dowodzi pychy; cóż innego potrafią robić? Umierający król przybędzie do najskromniejszego wiejskiego księdza by się wyspowiadać. Czy zdarzyło się kiedykolwiek, aby kobieta, nie będąca nawet zakonnicą, u cesarza szukała boskiego przebaczenia? Gdzież jest cesarz, który może zapewnić zbawienie lub potrafi zamienić wino i chleb w krew i ciało Chrystusa? Nawet bezrozumny człowiek widzi wyższość księży nad cesarzami. Zasną samym szczycie tej hierarchii znajduje się spadkobierca św. Piotra, najważniejszy z nich wszystkich: papież. Czyż nie jest jego obowiązkiem, by książętom dać lekcję pokory?

Wspomnienie które nigdy nie wyblakło spowodowało, że ten człowiek o żelaznej woli miał w pogardzie wszelką władzę i tylko wyczekiwał odpowiedniej chwili na zemstę.

Grzegorz VII i jego szkoła oszustów

Hildebrand był synem stolarza; jeszcze w Toskanii żywił ogromną miłość do św. Piotra. Był pierwszym wśród apostołów i dzięki temu posiadał ogromną władzę, był Wielkim Pasterzem. Gdy Hildebrand został papieżem sporządził Dictatus, listę z dwudziestu siedmioma tezami dotyczącymi jego władzy jako następcy Piotra. Były wśród nich i te:

Nikt na ziemi nie może sądzić papieża.

Kościół rzymskokatolicki nigdy się nie mylił i nigdy mylić się nie może. Tylko papież może usuwać biskupów. Tylko On ma prawo do cesarskich insygniów.

Może detronizować cesarzy i królów oraz zwalniać ich poddanych z obowiązku podporządkowania się swoim monarchom. Wszyscy mają obowiązek całować mu stopy.

Jego legaci są wyżsi rangą od biskupów, nawet jeżeli nie są duchownymi. Prawowicie wybrany papież, dzięki zasługom św. Piotra, jest święty.

Twierdził, że świętość odczuł zaraz po tym, jak został wybrany. Była to myśl, której jego następcy pozbyli się tak szybko, jakby była rozżarzonym żelazem. Myśl była o tyle ciekawa, że Hildebrand osobiście doświadczył rządów Benedykta IX.

Trudno powiedzieć czy zdawał sobie sprawę, że jego tezy były oparte na sfałszowanych dokumentach. Na pewno można stwierdzić, że jego łatwowierność była zadziwiająca, zwłaszcza jeżeli wziąć pod uwagę to, co o błędach św. Piotra mówi Nowy Testament. Te oszustwa zdają się świadczyć, że zostały oparte na dokumentach od wieków przechowywanych w rzymskich archiwach. Przez siedem wieków Grecy nazywali Rzym miastem oszustw.

 Za każdym razem gdy próbowali z nim rozmawiać, papieże wydobywali sfałszowane dokumenty, nawet podrobione dokumenty soborowe, których rzecz jasna Grecy nigdy wcześniej nie widzieli.

Grzegorz nie zatrzymał się na Darze Konstantyna. Tuż pod nosem miał całą szkołę fałszerzy, którzy, za przyzwoleniem papieskiej pieczęci, zaspakajali jego wszystkie potrzeby.

Szkołę prowadzili Anzelm z Lucci, bratanek poprzedniego papieża, Kardynał Deusdedit, a potem Kardynał Grzegorz z Pavii. Papież Grzegorz (a później Urban H) mógłby potrzebować uzasadnienia dla jakiegoś postępowania względem monarchy czy biskupa. Nic prostszego; duchowni natychmiast sporządzali odpowiednie dokumenty. Niczego nie trzeba było szukać w archiwach; wszystko można było zrobić we własnym zakresie.

Wiele wcześniejszych dokumentów uległo przeróbkom, zmieniającym ich znaczenie.

Niektóre z przerabianych dokumentów też były fałszywe. Szkoła Hildebranda z taką samą bezstronną nieuczciwością traktowała wszystkie dokumenty, prawdziwe i fałszywe.

Rok 1984 Orwella został uprzedzony o dziewięć wieków i to nie w państwie Wielkiego Brata pozbawionym boga, lecz w samym sercu katolicyzmu.

W ten sposób przebiegła najcichsza i najdłużej trwająca rewolucja; wszystko zostało zrobione na papierze. Nie byłoby to możliwe w czasach powszechnej oświaty i druku; ale w czasach manuskryptów i niewystarczającego przygotowania uczonych w piśmie było to możliwe, bo nawet cesarze byli analfabetami.

Zresztą Grzegorz sam dał się nabrać na własne fałszerstwo.

Najważniejszym ze wszystkich oszustw były Dekrety Pseudo—Izydora, pochodzące z Francji, na które natychmiast rzucił się Rzym i które nieomylny Grzegorz uznał za autentyczne. Składało się na nie 115 dokumentów, rzekomo napisanych przez wczesnych biskupów Rzymu począwszy od Klemensa (88-97). Dalsze 125, stanowiących dodatki do dokumentów, rozszerzających władzę i prestiż papiestwa, również było fałszerstwem.

Według nich, na przykład, wszelki handel z osobą ekskomunikowaną był zabroniony.

W 1078 roku Grzegorz, wiedząc że prawa tego nigdy nie stosowano, rozszerzył je na cesarzy królów.

Gdy papież ekskomunikował cesarza i jego poddani nie mieli prawa mieć z nim nic wspólnego, to jaki był z niego pożytek? Mógł najwyżej zostać zdetronizowany, co Grzegorz uczyniłby z przyjemnością. Nawet najbardziej zatwardziali zwolennicy papiestwa nie mogli się z tym pogodzić. Grzegorz specjalnie doprowadził do zatarcia różnicy pomiędzy prawem świeckim a kanonicznym i z ekskomuniki uczynił broń polityczną, która w jego rękach stała się niezwykle niebezpieczna.

Usunął greckiego cesarza i polskiego króla Bolesława, zabraniając jednocześnie Polsce by nazywała siebie królestwem. W wielu krajach doprowadził do zamieszek i wojen domowych.

Przenieśmy się na chwilę w przyszłość:

dokumenty, które w tym czasie były fałszowane w Rzymie, w połowie dwunastego wieku zostały uporządkowane w Bolonii przez Gracjana, Benedyktyńskiego mnicha.

Jego Decretum, czyli Prawo Kanoniczne stało się najbardziej wpływową księgą napisaną przez katolika.

Było pełne fałszerstw i konkluzji z nich wynikających, do których Gracjan dołożył własne wymysły.

Z 324 cytatów z wypowiedzi papieży z pierwszych czterech wieków, tylko jedenaście jest autentycznych.

Jednym z jego własnych dodatków jest stwierdzenie, że wszystkie ekskomunikowane osoby należy uważać za heretyków. Było to dość alarmujące zważywszy, jak traktowano wtedy heretyków. Pod koniec jedenastego wieku Urban n wydał dekret, że należy ich poddawać torturom i zabijać.

Gracjan w ciekawy sposób wymyślił jak rozszerzyć papieską władzę. Papież -pisał za zgodą Rzymu - stoi ponad prawem i jest jego twórcą.

Dlatego też stoi na równi z Synem Bożym.

Natchnięta tą apoteozą kuria zaczęła działać w imieniu papieża. Każdy gryzipiórek czuł się Bogiem.

Patrząc w nieco odleglejszą przyszłość widzimy, że Decretum było źródłem cytatów Tomasza z Akwinu, gdy zabrał się do pisania Summa Theologica, drugiego najbardziej znanego dzieła napisanego przez katolika. Św. Tomasz, który prawie wcale nie znał greki, został wprowadzony przez Gracjana w błąd, szczególnie w sprawach dotyczących papiestwa, a miał on niebywały wpływ na kościół, szczególnie podczas pierwszego Soboru Watykańskiego, gdy uchwalono papieską nieomylność.

Zakrawa na ironię fakt, że w swojej Summie św. Tomasz twierdzi, że heretycy powinni być tak samo skazywani na śmierć jak fałszerze.

Heretycy nie fałszują monet lecz coś o wiele cenniejszego: wiarę. Nie zadał sobie pytania na jakie kary winni zasługiwać ludzie fałszujący dokumenty kościelne, na wieleset lat wprowadzając kościół w błąd.

Fałszerstwa Grzegorza były o tyle ciekawe, że były zarówno oryginalne jak nietykalne, nowe stare zarazem. Monarchowie bali się przeciwstawić woli papieża wiedząc, że jego poprzednicy zostali usunięci przez Innocentego I i Grzegorza Wielkiego.

 Nawet nie musieli się papieżowi przeciwstawiać; Grzegorz VII i tak miał dokumenty na dowód, że to czynili. Fałszerze całym sercem wierzyli, że Grzegorz ma prawo do detronizowania monarchów i - jeżeli tylko mogli - jednym czy dwoma pociągnięciami pióra nakłaniali świat, by także w to wierzył. Czy było w tym coś złego?

Historia stała się podrzędną gałęzią teologii. Przecież nawet historia może być sprzeczna z nieomylną prawdą.

Dlatego też w okresie kształtowania się rzymskokatolickiego chrześcijaństwa wszelkie dysputy były dławione przez kościelną władzę, która w razie potrzeby fabrykowała potrzebne dokumenty. Rozwój nie następował samoistnie, lecz był przewidziany z góry. Tradycyjne podporządkowanie papieży Synodom w sprawach wiary i moralności uległo odwróceniu. Dziwne czy wręcz śmieszne zasady stały się dogmatami; poglądy wynikające z partykularnych interesów grup stawały się ponadczasową nauką kościoła. Nie jest łatwo zmieniać historię.

Natychmiast po swoim wyborze Grzegorz VII postanowił wszystko zreformować. Po pierwsze, aby zapewnić bezpieczeństwo kościelnych dóbr, postanowił pozbyć się panującego w kościele obyczaju powszechnej kopulacji, czyli małżeństw zawieranych przez duchownych.

Obowiązujący księży celibat prawie przez wszystkich został już zapomniany - lecz nie przez Grzegorza. Zagroził księżom, że jeżeli nie zmienią swojego zachowania zostaną zawieszeni w swoich obowiązkach i nie będą mieli prawa do odprawiania mszy i udzielania sakramentów. Tak, jak gdyby grzeszni księża przestawali być duchownymi.

Jeden z krytyków Grzegorza zadał sobie pytanie:

czy znaczy to, że człowiek, grzesząc, przestaje być człowiekiem?

Według Raya C. Petry, stanowisko Grzegorza w tej sprawie z żon księży uczyniło prostytutki.

Musiały się rozstać ze swoimi mężami i wiele popełniło samobójstwo. Niemieckie duchowieństwo chciało się dowiedzieć kto ma zastąpić odchodzących księży: anioły? Grupa włoskich biskupów zjechała się na Sobór w Pawii w 1076 roku i ekskomunikowała papieża za rozdzielanie mężów od żon i za stawianie nielegalnych związków wyżej od małżeństwa.

Gdyby Grzegorzowi udało się przeprowadzić swój plan suspendowania księży, katolicyzm praktycznie przestałby istnieć. Trudno powiedzieć czy to dobrze czy źle, w każdym razie jego kampania nie odniosła oczekiwanego sukcesu. Mógł wymagać celibatu, lecz nie cnoty.

Jednak dzięki celibatowi udało mu się doprowadzić do trwałego apartheidu w kościele katolickim;

 do podziału na duchowieństwo i pozbawianych praw ludzi świeckich.

Co ciekawe, większość ludzi którzy w tym czasie opuścili żony nie była związana ze stanem duchownym; widocznie spodobały im się ascetyczne ideały Grzegorza. Odczekawszy pewien okres księża w dalszym ciągu robili to co przedtem uważając, że to co robią w łóżku jest wyłącznie ich własną sprawą.

Następnie Grzegorz przystąpił do ataku na symonię, na kupowanie i sprzedawanie relikwii. Kardynałom, którzy świętokupstwu oddawali się nagminnie ekskomunika wydała się zbyt surową karą.

Przeciwstawiając się od wieków utartym zwyczajom Grzegorz ekskomunikował każdego duchownego, za którego utrzymanie płacił człowiek świecki nie zależnie od tego kim był; mógł być nawet królem. Było to częścią jego planu mającego na celu zdobycie władzy absolutnej. Całe duchowieństwo winno być podporządkowane tylko jemu. Na przekór tysiącletniej tradycji zmusił biskupów do składania sobie przysięgi lojalności.

Od tej pory nazywali się biskupami z łaski piotrowego tronu. Jednym pociągnięciem pióra odebrał całą władzę następcom apostołów, biskupom diecezjalnym, której nawet II Sobór Watykański nie był w stanie im przywrócić. Od czasów Grzegorza W to papie ż jest biskupem każdej diecezji. Każdy duchowny który sprzeciwi się papieżowi może zostać natychmiast zwolniony. Jeżeli posiadający taką władzę nie jest prawdziwym biskupem, trudno dociec kto nim jest.

Wielkie Starcie

Od lat Grzegorz wyczekiwał stosownej chwili na konfrontację z cesarzem. W końcu oskarżył Henryka IV o mieszanie się w sprawy kościoła i świętokupstwo. Henryk był tym szczerze zdziwiony. Oczywiście, że się wtrącał, ale nie robił nic więcej niż wszyscy inni cesarze od czasów Konstantyna. Czyż nie udzielił swojej zgody przy wyborze Grzegorza? Czy papież myślał, że ma prawo mu mówić, jak ma postępować?

Dotknięty i wściekły, Henryk zwołał Sobór w Wormes który orzekł, że wybór papieża był niewłaściwy, ponieważ z cesarzem nie przeprowadzono odpowiednich konsultacji.

Grzegorz odpowiedział na to klątwą oraz okólnikiem:

W imieniu wszechpotężnego Boga zakazuję Henrykowi sprawowania rządów we Włoszech i Niemczech. Jego poddanych zwalniam ze ślubów które mu złożyli lub złożą; jednocześnie ekskomunikuję wszystkich, którzy nadal będą uważać go za króla.

Podziałało to jak bomba. Cesarze wielokrotnie już pozbywali się nieposłusznych papieży: sam Grzegorz był tego świadkiem. Nigdy jeszcze papież nie ważył się zdetronizować monarchy. Co miało się stać?

Cesarzowa Agnes, matka Henryka, opowiedziała się po stronie papieża, podobnie postąpiła także jego kuzynka Matylda. Ku przerażeniu Henryka szaleniec na piotrowym tronie znalazł posłuch w Niemczech: książęta jeden po drugim wycofywali się z jego służby. Grzegorz poparł księcia Rudolfa jako następcę tronu.

Dwudziestojednoletni Henryk zdawał sobie sprawę, że został przyparty do muru. Zbliżała się pierwsza rocznica jego ekskomuniki, kiedy to ostatecznie miał utracić swoje królestwo, jeżeli nie pokaja się przed papieżem.

Z małym orszakiem wyruszył do Burgundii i w Besancon w towarzystwie rodziny spędził święta Bożego Narodzenia. W środku zimy 1077 roku w towarzystwie żony i synka Konrada przeszedł Alpy. Wieśniacy pokazywali im drogę wśród śnieżnych zasp i pomagali pchać sanie królowej. Napotkali lawiny i stracili większą część koni. Gdy dotarli do Włoch przyłączyła się do nich wielka Lombardzka armia w nadziei, że Henryk zamierza dać papieżowi nauczkę. Sprawił im zawód.

Grzegorz przed Lombardami bronił się w Canossie, w fortecy należącej do Matyldy. Forteca zbudowana była na szczycie czerwonawej góry w paśmie Apeninów. Dwadzieścia mil na pomoc znajdowała się Parma, niewidoczna podczas tak ostrej zimy. W Canossie Henryk poprosił o zawieszenie broni.

Przez wysłanników Grzegorz przekazał mu swoje żądania. Korona i wszystkie insygnia królewskie mają zostać oddane Grzegorzowi. Henryk złoży publiczne oświadczenie, że - po swoim skandalicznym zachowaniu się w Wormes - nie jest godzien być cesarzem. Poza tym ma obiecać, że odbędzie wyznaczoną mu przez papieża pokutę.

Obiecawszy spełnić te żądania, po ośnieżonym zboczu Henryk samotnie wdrapał się do fortecy. Przeszedł przez pierwsze bramy, lecz przy drugich został zatrzymany. Wysoko nad nim, ubrany w szary pontyfikalne, pojawił się papież, aby tym bardziej go upokorzyć.

Wiał silny wschodni wiatr. Henrykowi odebrano wszystkie insygnia królewskie i kazano mu się rozebrać. Rzucono mu wełniany, drapiący habit.

Włóż to - nakazał gestem Grzegorz, nie zniżając się do wydobycia głosu: stał przecież ponad kościołem, na równi z Bogiem.

Henryk, siny z zimna i szczękając zębami - usłuchał. Stał bosy i bez nakrycia głowy, po kostki w śniegu, w stroju pokutników i żebraków. Był gotów do odbycia pokuty.

Cesarz Świętego Cesarstwa Rzymskiego, dziedzic Karola Wielkiego stał w ten sposób przez trzy dni i noce, nie jedząc ani nie pijąc. Jego krewni płakali widząc w jakim jest stanie. Godzina po godzinie jego włosy pokrywały się szronem a Henryk modlił się, prosząc o przebaczenie Boga i papieża.

W liście do książąt niemieckich Grzegorz tak opisuje tę historię:

Osoby wstawiające się za Henrykiem mówiły coś o tym, że papież jest bez serca. Niektórzy ośmielili się nawet głosić, że papieskie zachowanie bardziej przypomina barbarzyńskie okrucieństwo tyrana, niż duchownego sędziego.

Postawa Grzegorza była nieprzejednana z powodu czynów, jakie ojciec Henryka wyrządził jego poprzednikowi. Jak mówią Włosi: „zimna zemsta smakuje lepiej”.

Dopiero czwartego dnia Matylda ubłagała papieża mówiąc mu, że Henryk dłużej nie wytrzyma i umrze.

Całkowicie zamarzniętego wciągnięto do środka i postawiono przed papieżem. O głowę przewyższał tuskańskiego karła o zimnych oczach.

Henryk musiał przysiąc, że całkowicie zdaje się na łaskę papieża. Jak wHistory of Florence napisał Machiavelli, Henryk był pierwszym księciem, który dostąpił zaszczytu przekonania się, jak skuteczna może być broń duchowa.

Ale Henryk miał swoją dumę; o nic nie poprosił papieża: chciał tylko zniesienia banicji.

Gdy wrócił do domu od razu ruszył przeciwko Rudolfowi i Grzegorz ponownie skazał go na banicję.

Henryk zwołał synod, żeby papieża usunąć. Biskup Berno z Osnabriick schował się pod obrusem ołtarza katedry w Brixen do czasu, gdy kroki przeciwko Grzegorzowi zostały podjęte; wyszedł gdy znów czuł się bezpiecznie.

Henryk wybrał Guiberta z Rawenny na papieża Klemensa III. Grzegorz przepowiedział, że Henryk umrze przed upływem roku. Nie przejąwszy się tym specjalnie Henryk ruszył na Rzym i na piętrowym tronie umieścił Klemensa.

Stary i zmęczony Grzegorz, opuszczony przez swoich kardynałów, salwował się ucieczką do Salerno w królestwie Neapolu.

Przez dwanaście lat był papieżem.

Pomimo typowego neapolitańskiego lata nigdy jeszcze nie czuł takiego zimna. Władczy do końca, udzielił odpustu całej ludzkości z wyjątkiem Henryka, tak zwanego króla, którego dla pewności ekskomunikował po raz czwarty.

Nawet papież posiadający boską moc jego nie był w stanie uratować.

Na przekór znanym faktom mruczał:

 „Kochałem sprawiedliwość i nienawidziłem zła, i dlatego jestem na wygnaniu”.

Jego doradcom nie umknął w tym stwierdzeniu brak logiki: Jak to na wygnaniu, wasza świątobliwość? Przecież cały świat należy do Ciebie?

Grzegorz umarł 25 maja 1085 roku.

Katolicy bardzo go poważają. Jego prestiż wynika z ascetyzmu Grzegorza, stanowiska w sprawie symonii, stosunków seksualnych duchowieństwa, próby odwrócenia wielowiekowej tradycji papieskiej amoralności oraz zdolności by samą mocą słowa zdetronizować monarchę. Jest klasycznym przedstawicielem rzymskiego katolicyzmu, który praktycznie sam wymyślił. Nigdy nie miał wątpliwości: wszystkiego był pewien.

Pomimo tego, nie biorąc pod uwagę fałszerstw mających na celu podparcie jego chwiejnych roszczeń, nawet jego zwolennicy muszą przyznać, że za jego czasów tron i ołtarz były ze sobą związane. Papieże i książęta nigdy nie zaprzestali patrzeć na siebie nieufnie i czasami walczyli jak lwy.

Grzegorz zniszczył tę delikatną równowagę. Był świadkiem usunięcia papieża przez monarchę; miał zamiar zdetronizować króla, wszystko jedno jak.

Gdyby ograniczył się do poniżenia cesarza, nikt nie mógłby mu czynić zarzutów. Zrobił o wiele więcej, do nauki kościoła wprowadzając złą i heretycką doktrynę, dzięki której usiłował zająć miejsce cesarza.

W imieniu Biedaka z Nazaretu, który zrezygnował z wszelkiej ziemskiej władzy nie tylko twierdził, że jest biskupem wśród biskupów, lecz także pierwszym z królów. Aby ze słów Ewangelii uczynić parodię, diabeł porwał go i umieścił ponad wszystkimi królestwami ziemi, a Grzegorz VII zakrzyknął: są moje.

W książce The Inąuisition in the Middle Ages Henry Charles Lea, najobiektywniejszy z historyków, napisał: Osiągnięciu tego celu »papieskiej supremacji« poświęcił całe swoje życie, prąc do celu niezrażony żadnymi przeszkodami; był skłonny poświęcić nie tylko ludzi stojących mu na drodze, lecz nawet niepodważalne zasady prawdy i sprawiedliwości.

W ten sposób Grzegorz zasiał ziarno, którego owocem był nie tylko koniec chrześcijaństwa, lecz także Reformacji.

 Biskup z Trier zdawał sobie sprawę z niebezpieczeństwa. Oskarżył Grzegorza o niszczenie jedności kościoła. Biskup z Yerdun stwierdził, że papież nie miał prawa do takiego zachowania. Wiara jest sprawą kościoła, ale serce należy do ojczyzny. Papież nie ma prawa wymagać od poddanych, by oddali mu także serca - powiedział biskup.

A było to właśnie to, czego żądał Grzegorz. Pragnął mieć wszystko, niczego nie pozostawiając dla królów i książąt. Jego model papiestwa podważał podstawy patriotyzmu i zasadność świeckiego prawa monarchów, którzy z tego powodu czuli się zagrożeni. W czasie Reformacji, zarówno w Anglii jak i w innych krajach, władcy czuli się w obowiązku zabronić swoim poddanym wyznawania katolicyzmu, żeby sami mogli czuć się bezpiecznie.

Innym dziedzictwem Grzegorza VII jest przymusowa Romanizacja kościoła. Po jego rządach prawdziwy katolicyzm, oparty na miejscowej kulturze i tradycji, stał się niemożliwy. Wszystkie kościoły musiały stosować się do modelu rzymskiego, niezależnie od tego w jakim stopniu było to dla nich obce. Łacina, celibat, scholastyczna teologia - wszystko to zostało wprowadzone w takim stopniu, że jednomyślność została zastąpiona przez opartą na Rzymie jednolitość.

Zmiany wprowadzone przez Grzegorza widoczne były także w języku. Przed jego panowaniem papieża nazywano Wikariuszem Św. Piotra. Potem: Wikariuszem Chrystusowym. Jedynie tytuł: Wikariusz Chrystusowy mógł uzasadnić jego absolutystycznie roszczenia, które jego następcy odziedziczyli nie po Chrystusie, lecz właśnie po nim.

Zapoczątkował w kościele pewien trend: w ciągu następnego wieku jego następcy ekskomunikowali nie mniej niż ośmiu monarchów, kilku detronizując i za każdym razem wzbudzając w społeczności chrześcijańskiej niepokój. Historycy doliczyli się siedemdziesięciu pięciu krwawych bitew bezpośrednio związanych z wojną wytoczoną przez Grzegorza VII przeciwko cesarzowi.

Ostatnim paradoksem ascetycznych rządów Grzegorza jest fakt, że jego postępowanie utorowało drogę papieżom tak delikatnym jak Aleksander Borgia. Nawet jeżeli na papieskim tronie zasiadał szatan, któż ośmieliłby się przeciwstawić Chrystusowemu Wikariuszowi?

Grzegorz VII musiał odczekać dalsze pięć wieków zanim ponownie został kanonizowany przez papieża innego niż on sam.

Papieżem tym był Pius V, który także miał skłonność do usuwania swoich poddanych z urzędów; skutki jego działań były równie katastrofalne. Ale ze wszystkich pośmiertnych pochwał Grzegorz najbardziej ceniłby nie te, który wypowiedzieli jego następcy, lecz największy wróg kościoła w dziewiętnastym wieku. „Gdybym nie był sobą, chciałbym być Grzegorzem VII”, powiedział Napoleon po bitwie pod Austerlitz.

To, że Napoleon wybrał Grzegorza a nie Innocentego III należy przypisać jedynie temu, że widocznie rzucił monetą.

INNOCENTY III, WŁADCA ŚWIATA

To spotkanie było najbardziej niezwykłym spotkaniem od czasu gdy w Pretorium Jezus stanął przed Poncjuszem Piłatem. Papież, ubrany w purpurę i królewskie szaty, był najpotężniejszym władcą świata a klęczący u jego stóp dwudziestosiedmiolatek, w połatanych szmatach żebraka, uważał się za najbiedniejszego.

Było lato 1209 roku. Papie ż Innocenty ID wreszcie zgodził się przyjąć tego małego człowieczka, o którym mówiło się, że żyje w świętości. Był chudy, miał ciemne włosy i wysokie brwi, białe zęby i małe lecz odstające uszy. Brodę miał rzadką i postrzępioną. Jego czarne oczy błyszczały a głos był silny i melodyjny; promieniowała z niego radość. Ludzie mówili, że był poetą. Mówił: Brat Słońce i Brat Wiatr. Woda, Ziemia, a nawet śmierć były jego Siostrami. Podobno przemawiał do ptaków i dzikich zwierząt, które słuchały jego nauk. Miłował ubóstwo, które uważał za najzacniejszy stan.

Innocenty nie pamiętałby o tym, gdyby nie to, że już raz spotkał tego dziwnego człowieka.

Franciszkowi z Asyżu udało się dostać do Pałacu Laterańskiego i gdy miał zamiar dotrzeć do najwyższych władz, by uzyskać aprobatę dla religijnego bractwa, które chciał założyć, przez

przypadek spotkał na korytarzu Innocentego. Franciszek przyszedł z bazyliki św. Piotra, gdzie ubraniem zamienił się z jakimś żebrakiem, wziąwszy mniejsze i brudniejsze. Papież wciągnął powietrze do nosa i kazał go wyrzucić.

Chciał, żeby na audiencję przyjął go Ugolino, Kardynał z Ostii. Ugolino, przyszły Grzegorz IX, także nie zrozumiał Franciszka ale wydawało mu się, że może on mieć coś do zaoferowania kościołowi. Nigdy nie było mu dane w pełni go zrozumieć, nawet po tym jak (z oporami) sam kanonizował go w 1228 roku.

Rozmowa z Innocentym III była krótka. Papież ani nie odrzucił ani nie poparł Franciszka i jego szacunku dla ubóstwa. Miał ważniejsze sprawy na głowie: sprawował władzę nad światem.

Kardynał Lothaire został jednogłośnie wybrany 8 stycznia 1198 roku. Innocenty, podobnie jak papież-dziecko, Benedykt IX, pochodził z rodziny Alberyków z Tusculum. Z rodziny, która na piotrowy tron wprowadziła trzynastu papieży, trzech antypapieży i czterdziestu kardynałów.

Trzydziestoośmioletni Innocenty był najmłodszym członkiem świętego Kolegium. Niski, krępy, przystojny, elokwentny, miał stalowoszare oczy i szpiczastą brodę. Studiował na najlepszych uniwersytetach w Paryżu i Bolonii. Był pełen temperamentu, a w każdym jego ruchu było widać piętno wielkości: urodził się, żeby stać się władcą, bez względu na koszty.

Ceremonia jego koronacji odbyła się na zewnątrz, po wyświęceniu Innocentego w bazylice św. Piotra. Kardynał archidiakon zdjął mu z głowy mitrę i włożył Regnum. Wykonane pierwotnie z białych piór, teraz było ozdobionym diamentami diademem, na którego środku tkwił karbunkuł.

Weź tę tiarę zaintonował archidiakon w sposób, który z pewnością zdziwiłby św. Piotra, i wiedz, że stajesz się Ojcem książąt i królów, Przywódcą świata, Ziemskim Wikariuszem Pana Naszego Jezusa Chrystusa, którego chwała trwać będzie na wieki wieków.

Papież, wychowanek Grzegorza VII, nigdy nie wątpił, że to bluźnierswo należy przypisać właśnie jemu.

Był reinkarnacją Konstantyna. To, co Thomas Hobbes napisał w Lewiatanie o papiestwie wydaje się być uzasadnione: „Papiestwo nie jest niczym innym jak duchem upadłego Rzymskiego Imperium, które, w koronie, siedzi na jego grobie”.

Strój Innocentego był zdobiony diamentami i złotem. Dosiadał białego konia przybranego w szkarłaty i jeździł na procesje wzdłuż Via Papae, wijącej się między starymi cesarskimi łukami.

Przy wieży Stefana Petri zbliżył się do niego stary rabin, żeby złożyć mu hołd. Respektujemy prawo, rzekł do niego Innocenty lecz potępiamy Judaizm; Prawo zostało już wypełnione w osobie Chrystusa, którego ślepy Lud Judy wciąż oczekuje jako Mesjasza.

Rabin spuścił oczy, podziękował papieżowi za jego dobre słowa i schował się, żeby nie zostać obity.

Po przeciwnej stronie rynku procesja szła dalej. Rzym, w czasach kiedy odziedziczył go Innocenty, nie był niczym więcej niż nieuprawianym polem, otoczonym porośniętym mchem murem aureliańskim.

Papież wydał rozkazy by miejsce to doprowadzono do porządku i wybudowano wieżę, Torre del Conti, która miała stać się najwyższym budynkiem Rzymu. Mijając świątynie, łaźnie i uszkodzone akwedukty Innocenty zmierzał w stronę kościoła St. Giovanni in Laterano.

Tam rzymski senat złożył mu przysięgę wierności; książęta i prałaci całowali mu stopy, Innocenty biednym (i nie tylko) okazał hojność, po czym zaprosił szlachtę na bankiet.

Jak przystoi prawdziwie boskiej istocie, papież siedział samotnie. Najstarszy z książąt podał mu do stołu, zanim sam zajął miejsce za stołem kardynalskim.

Innocenty nie jadł dużo; zawsze był słabego zdrowia. Rządami żelaznej ręki rekompensował sobie młodość chorowitego chłopca. Przymierzał się do spełnienia swych marzeń: chciał być Władcą świata.

Gdy obejmował swój urząd papiestwo było praktycznie pozbawione władzy. Jego pierwszym zadaniem, jak robili to papieże przed nim i po nim, było odzyskanie doczesnych dóbr kościoła. W niedługim czasie Rzym stał się państwem duchownych. Jeden z jego krytyków w Senacie powiedział: porwał „Rzym tak, jak jastrząb porywa kurę. W ciągu dwóch lat to nie cesarz lecz on stał się rzeczywistym panem Rzymu i Włoch. Nie znaczy to jednak, że wszystko szło po jego myśli.

Na początku maja 1203 roku, podczas krótkotrwałego powstania obywateli Rzymu, został zmuszony do ucieczki do Palestriny. W następnym roku był zbyt chory by móc wysłuchać historii, jak to rycerze Czwartej Wyprawy Krzyżowej dopuścili się najbardziej barbarzyńskiej ze średniowiecznych zbrodni: splądrowali Konstantynopol. We wspaniałej katedrze Santa Sophia zbezczeszczono cesarskie groby i skradziono relikwie a kobiety, także zakonnice, gwałcono i mordowano. Najwspanialsze miasto świata zostało zrównane z ziemią przez katolickich żołnierzy, widocznie uważających, że schizmatykom ani na tym ani na tamtym świecie nie przysługują jakiekolwiek prawa.

Ten pierwszy przykład wandalizmu dokonanego przez chrześcijan nigdy nie został zapomniany przez Greków, a i Innocenty nie okazał się tu szczególnie pomocny, na łacińskiego patriarchę Bizancjum wyznaczając Wenecjanina.

Po dwóch latach Innocenty mógł już wrócić do Rzymu i ponownie objąć władzę. Wygnanie tylko wzmogło jego żądzę władzy. Poprzednim papieżom nie w smak był tytuł Wikariusz św. Piotra. Innocenty odrzucił ten tytuł. Jesteśmy spadkobiercą Piotra, ale nie wikariuszem; ani jego, ani żadnego innego człowieka. Jesteśmy Namiestnikiem Chrystusa, przed którym klękać mają wszyscy. Nawet - nie, - zwłaszcza królowie i cesarze.

Kościół - powiedział - jest duszą; cesarstwo jest tylko ciałem świata. Kościół jest słońcem, cesarstwo księżycem, jedynie odbijającym światło chrystusowego kościoła.

Nauka Innocentego w sprawach dotyczących społeczeństwa była przeważnie sprzeczna z Biblią. Uważał, że władza monarchów jest uzurpacją; jedynie duchowni znajdujący się u władzy czerpią ją od Boga. Był to manicheizm zastosowany do stosunków pomiędzy kościołem a państwem. Kościół, reprezentujący dobra duchowe, był dobry; materialistyczne państwo w samej swej istocie musiało być dziełem diabła. Ten polityczny absolutyzm podważał królewską władzę. Gdyby wziąć go na serio, doprowadziłby do anarchii.

Oczywiście Innocenty nie był tego zdania, bo czuł się na siłach rządzić zarówno kościołem jak i państwem. Mówił o tym otwarcie. Ale pod jakim pretekstem mógł sprawować władzę nad świeckim społeczeństwem? Odpowiedź była prosta: pod pretekstem grzechu. Gdziekolwiek można było dopatrzyć się grzechu, tam papież był władcą. A czy w kościele lub państwie może nie być grzechu? Dlatego też opłacało mu się mówić o poddanych jak najgorzej; uważał, że miał dzięki temu prawo do panowania nad całym światem.

Potrzebował do tego narzędzi. Na cesarza wybrał Ottona IV, ponieważ Otto złożył mu przysięgę, że będzie wykonywać jego wszystkie polecenia. Otto był pierwszym Królem Rzymian, który został wybrany z łaski Boga i papieża.

Nie minął nawet rok, gdy Otto się zbuntował słusznie twierdząc, że obietnica złożona papieżowi nie miała żadnych podstaw prawnych. Innocenty ekskomunikował go i wybrał innego cesarza. Dokonał także koronacji Piotra z Aragon i angielskiego króla. Nawet Grzegorzowi VII nie udało się rzucić na kolana króla Anglii. Wilhelm Zdobywca odmówił mu lenna: moje królestwo zawdzięczam tylko Bogu i własnemu mieczowi - powiedział. Ale Jan, którego koronacja odbyła się po śmierci Ryszarda Lwie Serce w 1199 roku, był już człowiekiem innego kalibru.

Jan Bez Ziemi miał jedynie l,65cm wzrostu i był - jak pisze kronikarz - nieuczciwym królem. Zepsuty od dziecka wyrósł na człowieka nieopanowanego, poddającego się nastrojom, którego zachowanie było trudne do przewidzenia. Miał wąskie oczy jak człowiek ze wschodu a jego lisia twarz była zawsze bladożółta. Jedynie w sprawach higieny nie mo ż na było mu nic zarzucić; kronikarze odnotowali, że w przeciągu roku kąpał się aż osiem razy.

Niezrównoważenie Jana uwidoczniło się podczas koronacji. Łamiąc zasady protokołu odmówił przyjęcia sakramentu. W uroczystych chwilach opowiadał kiepskie dowcipy i głośno się śmiał. Jego pogarda dla kościoła widoczna była już dziesięć lat wcześniej, kiedy to bez dyspensy poślubił swoją kuzynkę Izabellę z Gloucester. W rok po objęciu tronu spodobała mu się młoda, śliczna i już zaręczona Izabella z Angouleme. Sam unieważnił swoje małżeństwo, poślubił drugą Izabellę, która została królową. Gdy Innocenty wyraził swoje niezadowolenie, Jan udobruchał go wysyłając tysiąc ludzi na Wyprawę Krzyżową i za kradzione pieniądze budując klasztor Cystersów. Innocenty wyraził swoją cichą zgodę na drugi związek.

W końcu jednak doszło między nimi do kłótni; nie o małżeństwo, lecz o pieniądze. Król wtrącał się w sprawy kościoła -.innymi słowy obłożył duchowieństwo podatkiem .na wojny toczone we Francji.

Gdy Jan mianował arcybiskupem Canterbury własnego kandydata, papież miał już dość. Sam wyznaczył na to stanowisko Szczepana Langtona, którego z kolei nie chciał uznać Jan. Innocenty dał mu trzy miesiące na zastanowienie się; w przeciwnym razie Jan miał na własnej skórze doświadczyć bezwzględności prawa kanonicznego. Nie chcąc się poddać, Jan wypędził mnichów z Canterbury ze swojego królestwa; wszyscy z wyjątkiem jednego, który opowiedział się po stronie króla, zostali wygnani. Tak rozpoczęła się siedmioletnia wojna pomiędzy królem a papieżem.

Innocenty, obłożywszy całą Anglię interdyktem, udowodnił, że potrafi być bezwzględny.

Była to kara niezwykle surowa. Użył jej już wobec Francji, wkrótce po objęciu urzędu.

Jan przysiągł „na zęby Boga”, że jeżeli jakikolwiek biskup przyczyni się do ogłoszenia kary w Anglii, całe duchowieństwo zostanie odprawione do Rzymu z wykłutymi oczami i pociętymi nosami. Gdy w Niedzielę Palmową 1208 roku kara została publicznie odczytana, Jan z pomocą chciwych baronów zaczął konfiskować kościelne dobra. Jako niedoszła ofiara papieskiej kary bawił się znakomicie. Podniósł podatki od duchowieństwa nie odprowadzając ich do Rzymu; do jego ulubionych żartów należały, urządzane znienacka, nocne najazdy na plebanie, gdzie z łóżka księży wyciągał kobiety -focaraie, czyli towarzyszki rodzinnego ogniska. Jeżeli gentlemeni z tonsurami na głowach pragnęli je zatrzymać, musieli słono zapłacić. Nie różniło się to specjalnie od obyczajów najbardziej znienawidzonych urzędników

wysłanników arcydiakona. Gdy Jan wytępił już kochanki księży - a odnosił nieprawdopodobne sukcesy - zaczął pobierać opłatę za grzechy w wysokości dwóch funtów rocznie.

Prawie cała Anglia cierpiała. Ofiarami były zarówno dzieci jak dorośli. Religia, źródło rozrywki i ukojenia, została zakazana. W zabitych deskami kościołach znaleźć można było jedynie nietoperze. Zabrakło tak lubianego w Anglii dźwięku: bicia dzwonów. Dźwięk żadnego dzwonu nie unosił się już nad dzwoniącą wyspą. Jedyną muzyką dochodzącą z kościelnych wież był wrzask gołębi i kruków.

Gdzie indziej umierających namaszczano, grzesznikom odpuszczano winy a małe dzieci chrzczono. Dla reszty świata Anglia stała się krajem pogańskim.

Z powodu zamknięcia ośmiu tysięcy diecezjalnych i parafialnych kościo łów, tysiące księży zostało pozbawionych pracy. Mszy nie odprawiano nawet w dniach Bożego Narodzenia i Wielkiej Nocy, nie odprawiano jej nawet w klasztorach i zakonach. Nie było komunii, kazań, pielgrzymek, i procesji do świętych miejsc jak Ely, Walsingham czy Canterbury. Umarłych grzebano jak psy.

Cały rok minął bez jednego chrześcijańskiego święta. Ten długi Wielki Piątek nałożony przez papież a na Anglię miał trwać przez sześć lat, trzy miesiące i czternaście dni.

W październiku 1209 roku za interdyktem poszła papieska ekskomunika. Trzy lata później papież zdetronizował Jana a obj ęcie tronu Anglii zaproponował Filipowi, królowi Francji. Każdemu, kto był papieżowi posłuszny odpuszczano wszelkie grzechy, tak jak czyniono to z Krzyżowcami.

Anglia oczekiwała pozbycia się tyrana. Król nagminnie sypiał z zamężnymi kobietami a bogatym Żydom, którzy nie chcieli oddać mu swoich pieniędzy, wyrywał zęby - dopóki nie zmiękli. Brał zakładników i - podczas powstania w Walii latem 1212 - w zamku Nottingham powiesił dwudziestu ośmiu chłopców, synów walijskich przywódców.

Gdy Filip przygotowywał swoje wojska do boju, Jan zagrał swoją najmocniejszą kartą: poprosił Rzym o wysłanie legata dla zawarcia pokoju.

Zachwycony papież wysłał kardynała Pandulfa. 13 maja 1213 roku, podczas zebrania baronów w Dover, Jan skapitulował. Obiecał zwrot terenów i majątków należących do kościoła.

Dwa dni później z ochotą podpisał drugi dokument, oddający Anglię Bogu i panu naszemu Papieżowi Innocentemu, oraz jego katolickim następcom. Dokument ten przypieczętował nie zwykłą, lecz złotą pieczęcią. Jan obiecał także, że zarówno on jak i jego następcy, jako podwładni papieża, będą płacić Rzymowi rocznie o tysiąc marek więcej niż dotychczas.

Innocenty bardzo cieszył się ze swojego zwycięstwa, ale był to tylko jeszcze jeden przykład historii, w której papież przedobrzył: już w 1333 roku Anglia uniezależniła się od Rzymu, ponieważ Edward III odmówił papieżowi dalszych płatności. Papież Urban V zażądał opłaty za 33 lata, a Edward, po przekonsultowaniu tej sprawy ze swoimi doradcami, doszedł do wniosku, że dar złożony przez Jana papieżowi był nieważny, bo sprzeczny z koronacyjną przysięgą. Kolejni papieże nie chcieli na to przystać i sprawa ta zapoczątkowała stopniowe odejście Anglii od wiary katolickiej do chwili gdy Elżbieta I, królowa Anglii, odmówiła płacenia lenna nie mając poczucia, że Anglia została jej przez Rzym wynajęta.

Filip był zły na Innocentego III. Wyrzucił 60 tysięcy funtów na zbrojenia, ale nie ośmielił się postawić stopy na Angielskiej, papieskiej ziemi.

Choć ekskomunika Jana została cofnięta, interdykt pozostał w mocy aż do czasu spłacenia całej sumy, co nastąpiło w czerwcu 1214 roku. Dopiero wtedy drzwi kościołów zostały ponownie otwarte, odśpiewano Te Deum, znów zabiły dzwony i, dzięki uprzejmości Innocentego Ul, Chrystus mógł powrócić do Anglii.

W międzyczasie nienawiść baronów do Jana stała się tak wielka, że stworzyli dokument który przeszedł do historii jako Magna Carta, gwarantujący prawa kościoła, ludności (zwłaszcza baronów) i zmusili Jana do przypieczętowania go królewską pieczęcią. Według nowego prawa król, podobnie jak każdy inny obywatel, musiał przestrzegać prawo, które nie mogło stanowić żadnej tajemnicy: musiało być wszystkim znane.

Jan, który w międzyczasie stał się pobożnym katolikiem, niezwłocznie poinformował o tym Jego świątobliwość. Gdy Innocenty usłyszał złe wieści zakrzyknął: na świętego Piotra, nie możemy pozwolić na taką obrazę! Dokument ten, często uważany za fundament wolności w Anglii, został wyklęty i uznany przez papieża za sprzeczny z prawem moralnym. Król, wyjaśnił Innocenty, w żaden sposób nie mógł podlegać baronom i obywatelom. Odpowiadał jedynie przed Bogiem i papieżem. W związku z tym ci baronowie, którzy na papieskim słudze wymusili ustępstwa, muszą zostać ukarani. W swojej Bulli Innocenty napisał, że swoją nieograniczoną władzą daną mu przez Boga do łączenia i niszczenia królestw unieważnia Cartę. Uwolnił króla od obowiązku stosowania się do zawartych w niej praw. Ekskomunikował wszystkich, którzy w dalszym ciągu pozwalaliby sobie na tak zdradziecką uzurpację. Należy więc rozumieć, że wszyscy Anglicy nadal podlegają ekskomunice.

Szczepan Langton, Arcybiskup Canterbury, odmówił opublikowania tego wyroku. Stwierdził, że władza papieska nie jest nieograniczona. Prawo dotyczy zarówno książąt jak i biskupów: od prawa uciec nie można. Nawet papież nie może się przed nim ustrzec. Langton został zawieszony w swoich obowiązkach.

Pokonawszy królów, Innocenty bez kłopotu uporał się z biskupami. Mówił o sobie, że jest Biskupem świata, który to tytuł odrzuciło wielu jego poprzedników. Za panowania Innocentego kościół osiągnął ideał Grzegorza: stał się jedną wielką diecezją. Innocenty ustanowił więcej praw niż którykolwiek z jego pięćdziesięciu poprzedników; sam był ponad wszelkim prawem. Dotychczas opublikowano sześć tysięcy jego listów. Ich zasięg jest

zadziwiający. Mianował i usuwał biskupów i opatów. Wyznaczał pokutę za szereg występków. Na przykład złapanemu przez Saracenów mężczyźnie o imieniu Robert. Ich dowódca wydał rozkaz, by więzień zabił żonę wraz z córką i zjadł je. Ten zły człowiek, napisał Innocenty, przymuszony głodem zabił i zjadł własną córkę, a potem zabił własną żonę; jednak gdy podano mu ją do jedzenia, nie był w stanie się przemóc. Częścią jego pokuty był zakaz jedzenia mięsa i zabronione mu było ponownie się ożenić.

Innocenty zapewnił sobie ostateczną dominację nad kościołem podczas IV Soboru Laterańskiego w 1215 roku. Wielkie zgromadzenie tysiąca pięciuset prałatów grzecznie wysłuchało papieskich dekretów i uchwaliło je bez słowa sprzeciwu. Jedno z praw stanowiło, że każdy katolik musi przynajmniej raz w roku spowiadać się z grzechów i przystąpić do komunii. W ten sposób ludzi świeckich podporządkowano księżom, księży biskupom, a biskupów papieżowi.

Heretycy byli jedynymi dysydentami. Druga część tej książki zajmuje się największym sukcesem rządów Innocentego, związanym z rozbiciem Albigensów na południu Francji. Za jego rozkazem mieczem i ogniem zabito ich setki tysięcy. Będąc uosobieniem nieomylnej prawdy, Innocenty czuł się w prawie walczyć z heretykami za pomocą wszelkich dostępnych środków. Natchnął Inkwizycję świeżą energią i udało mu się w katolicyzmie zaszczepić szczególny rodzaj nietolerancji, który miał przetrwać wieki.

Inocenty III, genialny władca, papież o zadziwiająco silnej woli, sprawował rządy nad światem przez prawie dwadzieścia lat. Chrześcijaństwo oparł na terrorze. Koronował i detronizował, na całe narody nakładał interdykty, w środkowych Włoszech tworząc coś w rodzaju Papieskich Stanów, od morza śródziemnego do Adriatyku. Nie przegrał ani jednej bitwy.

Zmierzając do celu rozlał więcej krwi niż jakikolwiek inny papież. Jego niezrozumienie Pisma Świętego, kościoła i instytucji papiestwa było bardzo głębokie; nie pojmował nawet różnicy między dobrem i złem, czego doszukać się można w jednej z jego wypowiedzi, nawiasem mówiąc zapierającej dech w piersiach: „każdy duchowny musi usłuchać papieża, nawet jeżeli nakazuje czyny grzeszne dlatego, że nikt nie ma prawa osądzać papieża”.

Był w Perugii, gdy w lipcu 1216 nastąpił koniec. Doszły go wieści, że Francja po raz kolejny o śmieliła się zaatakować będącą w jego władaniu Anglię. Jak gdyby chcąc swój upadek ochrzcić krwią, Ludwikowi i Filipowi powiedział: „mieczu, mieczu, wyskocz z pochwy, naostrz się i zniknij”.

Umierając, musiał spojrzeć na równinę, w kierunku malutkiego, sennego Asyżu. Możliwe, że przypomniał sobie dzień, kiedy to przyszedł do niego żebrak o pałających oczach prosząc o pozwolenie na założenie bractwa. Czy wyraził na to zgodę, czy też nie? Na dłuższą metę było to bez znaczenia.

Żebrak, którego kazał wyrzucić z pałacu, który dla nikogo nie stanowił zagrożenia i który wolałby umrzeć niż komukolwiek odebrać prawo do ukojenia jakie daje religia, wkrótce na własnej skórze poznał gorzki smak ran ukrzyżowanego Chrystusa. W Paradiso tak napisał o nim Dante: Nacque al mondo um Sole - światu narodziło się słońce.

Innocenty III, rzeczywisty zwycięzca papiestwa, znany jest teraz jedynie historykom, ale nie ma człowieka, który nie słyszałby czegoś dobrego o św. Franciszku z Asyżu.

Następcy Innocentego powtarzali jego absolutystyczne żądania, a nawet je rozszerzali.

Grzegorz IX (1227-1241), który kanonizował biedaka z Asyżu świętego Franciszka, uroczyście oświadczył, że papież jest panem i władcą świata i panuje zarówno nad ludźmi jak i nad dobrami materialnymi.

Innocety IV (1243 —1254) uznał, że Dar Konstantyna nie został poprawnie nazwany. Konstantyn nie mógł przekazać papieżom władzy, otrzymali ją bowiem od Chrystusa.

Brakowało jeszcze tylko papieża, którego Dante nazwał Czarną Bestią, aby papieski absolutyzm doprowadzić do rozkwitu.

 



***KLIKNIJ***Peter de Rosa –Namiestnicy Chrystusa.

 

 



-szukam-



DAVID  YALLOP

ŚLEDZTWO W SPRAWIE ZAMORDOWANIA JANA PAWŁA I

 

Duchowy zwierzchnik niemal jednej piątej ludności świata dysponuje niesłychaną władzą. Nie wtajemniczony obserwator przyglądający się początkowi pontyfikatu Albino Lucianiego jako papieża Jana Pawła I z trudnością mógł sobie wyobrazić, że ten człowiek ucieleśniał tak potężną władzę. Skromność i pokora, jakimi promieniował ten mały, spokojny 65-letni Włoch, skłaniały do przypuszczeń,

że jego pontyfikat nie przyniesie wielu rzeczy godnych uwagi. Tylko wtajemniczeni byli lepiej zorientowani: Albino Luciani miał rewolucyjne plany.

Dwudziesty ósmy września 1978 r. był 33. dniem jego pontyfikatu.

W ciągu okresu niewiele dłuższego niż miesiąc papież zapoczątkował różne procesy, które — gdyby były doprowadzone do końca — mogłyby wywrzeć dynamiczny, bezpośrednio dotyczący nas wszystkich skutek. Wydawało się pewne, że większość przyjęłaby jego decyzje z aplauzem; mniejszość zareagowałaby z oburzeniem. Człowiek, do którego szybko przylgnęła etykieta „uśmiechniętego papieża”,

przygotowywał na następny dzień coś, co mogło sprawić, że wielu ludziom odeszłaby chęć do uśmiechu.

 

Wieczorem 28 września Albino jadł kolację w jadalni położonej na trzecim piętrze Pałacu Apostolskiego w państwie watykańskim. Towarzyszyli mu obaj sekretarze; ojciec Diego Lorenzi, który przez dwa lata był bliskim współpracownikiem Lucianiego w Wenecji, gdzie jako kardynał piastował godność patriarchy oraz ojciec John Magee, którego Albino Luciani sprowadził do siebie, kiedy został już papieżem. Luciani pod czujnym spojrzeniem prowadzących papieskie gospodarstwo zakonnic zajął się spożywaniem prostego posiłku, złożonego z bulionu, cielęciny, świeżej fasolki i odrobiny sałaty. Od czasu do czasu małymi łyczkami popijał wodę ze szklanki. Zastanawiał się nad wydarzeniami dnia i podjętymi przez siebie decyzjami. Nie walczył o ten urząd ani nie zabiegał o głosy uczestników konklawe. Teraz jednak siedział już na papieskim tronie i musiał przyjąć na siebie ogromną odpowiedzialność.

Trzej mężczyźni obsługiwani przez siostry Vincenzę, Assuntę, Clorindę i Gabriellę słuchali informacji nadawanych przez telewizję; w tym samym czasie, gdzie indziej, inni mężczyźni z oznakami najwyższego niepokoju śledzili poczynania Albino Lucianiego.

Piętro niżej pod pomieszczeniami mieszkalnymi papieża, w Banku Watykańskim paliły się jeszcze światła. Kierownik banku biskup Marcinkus był zajęty innymi, pilniejszymi problemami niż kolacja. Urodzony w Chicago Marcinkus otrzymał szkołę życia na przedmieściach Cicero (Illinois). W czasie błyskawicznego awansu na „bankiera Boga” przetrwał wiele trudnych momentów. Nigdy jednak jeszcze nie stał w obliczu tak krytycznej sytuacji, jak obecnie. W ciągu minionych 33 dni jego współpracownicy w banku stwierdzili poważne zmiany u człowieka, który zarządzał watykańskimi milionami. Mierzący 1,90 m wzrostu i ważący 100 kg olbrzym, zazwyczaj niezwykłe energiczny, w oczach posępniał i stawał się coraz bardziej zamyślony. Stracił wyraźnie na wadze i twarz mu poszarzała. Państwo watykańskie pod wieloma względami przypomina wieś, a na wsi trudno utrzymać coś w tajemnicy. Krążyła szeptana informacja, która dotarła również do uszu Marcinkusa, że nowy papież po kryjomu zaczął się osobiście zapoznawać z działalnością Banku Watykańskiego, a zwłaszcza z metodami, jakimi kierował nim Marcinkus. Od chwili, gdy nowy papież objął urząd, Marcinkus wielokrotnie żałował transakcji, której dokonał w 1972 r. z Banco Cattolica Veneto.

Kardynał Jean Villot, watykański sekretarz stanu, tego wrześniowego wieczoru również siedział jeszcze przy swoim biurku. Studiował listę przewidzianych nominacji, przeniesień na emeryturę i przesunięć na stanowiskach, którą papież przekazał mu przed godziną. Na próżno przedstawiał papieżowi inne propozycje, apelował o zastanowienie się i protestował — Luciani pozostał twardy.

Był to program zasadniczych pod każdym względem zmian na ważnych stanowiskach, który zwróciłby rozwój Kościoła w zupełnie nowym kierunku, niezwykle niebezpiecznym w oczach Villota i innych, zgodnie z listą przewidzianych do odwołania ze stanowisk. Podanie do wiadomości publicznej tych zmian personalnych wywołałoby w środkach przekazu całego świata falę komentarzy, analiz, przepowiedni i oświadczeń. Rzeczywista przyczyna pozostałaby jednak tajemnicą, nie byłaby publicznie dyskutowana. Istniał wspólny mianownik, istniało coś, co było wspólne dla wszystkich osób przedstawionych do odwołania ze stanowisk. Villot był tego świadom i — co było jeszcze ważniejsze — papież również. To właśnie było jedną z przyczyn, które skłoniły go do działania i przeniesienia tych osób z urzędów zapewniających rzeczywistą władzę na stanowiska względnie pozbawione wpływów. Tym wspólnym mianownikiem była masoneria.

Tym, co zajmowało papieża, nie było zwykłe wolnomularstwo, chociaż Kościół za automatyczny powód do ekskomuniki uważał już samą przynależność do ortodoksyjnej loży. Papież skierował uwagę na tajną, nielegalną lożę masońską, która w dążeniu do pomnożenia władzy i bogactwa rozciągnęła swoją sieć daleko poza granice Włoch. Nazywała się P 2. To, że przeniknęła ona do Watykanu, nawiązała kontakty z księżmi, biskupami, a nawet kardynałami, uczyniło ją w oczach Albino Lucianiego niebezpiecznym wirusem w organizmie Kościoła.

Wirusa tego należało unieszkodliwić.

Jeszcze przed uruchomieniem zapalnika tej ostatniej bomby Villot miał powody, by z rosnącym niepokojem obserwować politykę papieża. Był jednym z niewielu, którzy wiedzieli trwającym dialogu między papieżem i Departamentem Stanu w Waszyngtonie. Wiedział, więc, że 23 października miała być przyjęta w Watykanie delegacja Kongresu amerykańskiego, a na 24 października przewidziano dla jej członków audiencję prywatną u papieża. Tematem rozmów miała być sprawa kontroli urodzeń.

Villot starannie przestudiował znajdujące się w Watykanie dossier Albino Lucianiego. Przeczytał też tajny memoriał, który Luciani jako biskup Vittorio Veneto skierował do papieża Pawła VI, zanim ten wydał encyklikę Humanae vitae, zabraniającą katolikom stosowania wszystkich nienaturalnych form antykoncepcji.

Jego własne dyskusje z Lucianim nie pozostawiały żadnych wątpliwości co do tego, jakie stanowisko w tej sprawie zajmował nowy papież. Tym samym Villot był także pewien zamierzeń Jana Pawła I.

W Buenos Aires jeszcze jeden bankier tego wieczoru miał zaprzątnięte myśli Janem Pawłem I. Roberto Calvi, szef Banco Ambrosiano w Mediolanie, miał kłopoty jeszcze przed wyborem nowego papieża. Od kwietnia 1978 r. w sposób niezauważony dla opinii publicznej włoski bank państwowy prześwietlił imperium finansowe Calviego. Bodziec do tego dochodzenia dała tajemnicza akcja plakatowa przeciw Calviemu pod koniec 1977 r.: pojawiły się wówczas plakaty za szczegółowymi danymi na temat tajnych kont w bankach szwajcarskich i uwikłań Calviego w międzynarodowe akcje przestępcze.

Calvi wiedział dokładnie, jakie informacje uzyskał bank państwowy w trakcie swych dochodzeń. Dzięki bliskiej przyjaźni z jednym z kontrolujących go, Licio Gellim, mógł polegać na tym, że codziennie będzie informowany o postępach dochodzenia.

Wiedział również o sprawdzaniu Banku Watykańskiego przez nowego papieża.

Podobnie jak Marcinkus, Calvi zdawał sobie sprawę z tego, że tylko kwestią czasu jest wydobycie na światło dziennie przez te oba, prowadzone niezależnie od siebie, dochodzenia faktu, że chodzi tu o jeden cały, spleciony wewnętrznie kompleks finansowy. Calvi podjął wszelkie kroki, które umożliwiły mu jego niemałe wpływy, by utrudnić bankowi państwowemu dochodzenie ratować swoje imperium finansowe; pikantnym szczegółem w całej sprawie było pojawienie się właśnie informacji, że z tego imperium odciągnął dla siebie ponad miliard dolarów.

Dokładna analiza sytuacji, w jakiej Roberto Calvi znalazł się we wrześniu 1978 r., nie pozostawiała żadnych wątpliwości, że gdyby następcą Pawła VI na Stolicy Piotrowej został uczciwy człowiek — Calviemu zagrażała całkowita ruina, jego bank ogłosiłby bankructwo, on sam zaś z dużą dozą prawdopodobieństwa wylądowałby w więzieniu. Albino Luciani był uczciwym człowiekiem.

W Nowym Jorku działalność papieża Jana Pawła z niepokojem i uważnie obserwował również Michele Sindona, bankier sycylijski. Ponad trzy lata Sindona bronił się przed podejmowanymi przez rząd włoski próbami uzyskania jego ekstradycji. Chciano postawić go w Mediolanie przed sądem za oszukańcze manipulacje na sumę 225 mln dolarów. W maju 1978 r. wydawało się, że długotrwała walka została przez Sindonę ostatecznie przegrana — amerykański sędzia federalny podjął decyzję o pozytywnym załatwieniu włoskiego wniosku o ekstradycję.

Za kaucję w wysokości 3 mln dolarów Sindona kupił jeszcze odroczenie wykonania decyzji sędziego, które jego adwokaci wykorzystali do wyciągnięcia ostatniej karty atutowej. Zażądali, by rząd amerykański wykazał, że istnieje przekonujący materiał dowodowy, uzasadniający ekstradycję. Sindona twierdził, że wysuwane przeciw niemu przez rząd włoski oskarżenia są dziełem komunistów i innych lewicowych polityków. Jego adwokaci podnieśli ponadto zarzut, że mediolańscy prokuratorzy przetrzymują materiały, które mogłyby oczyścić Sindonę z oskarżeń i twierdzili, że ich klient przypuszczalnie zostanie zamordowany, jeżeli jego ekstradycja do Włoch dojdzie do skutku. Termin przesłuchania w sądzie wyznaczono na listopad.

Tego lata były w Nowym Jorku jeszcze inne osoby, które — na swój sposób — zaangażowały się aktywnie w sprawę Sindony. Członek mafii, Luigi Ronsisvalle, profesjonalny morderca, czyhał na życie świadka, Nicoli Biasego, który podczas postępowania sądowego w sprawie ekstradycji złożył zeznania obciążające Sindonę. Mafia wyznaczyła również nagrodę w wysokości 100 000 dolarów dla tego, kto usunie z drogi zastępcę prokuratora federalnego USA, Johna Kenneya, występującego jako główny oskarżyciel w procesie o ekstradycję.

Gdyby papież Jan Paweł I kontynuował sprawdzanie Banku Watykańskiego, wówczas nawet zdwojona liczba morderców mafii nie zdołałaby uratować Sindony od przekazania go władzom włoskim. Sieć korupcji w Banku Watykańskim (który był wykorzystywany także do „prania” pieniędzy mafii) sięgała daleko poza Roberto Calviego i Michele Sindonę.

Kolejny dostojnik Kościoła katolickiego, który zastanawiał się nad wydarzeniami w państwie watykańskim i niepokoił się z ich powodu, znajdował się w Chicago: był nim kardynał John Cody, zwierzchnik najbogatszej diecezji na świecie.

Cody sprawował władzę nad ponad 2,5 milionami katolików i prawie 3 tys. księży, podzielonych na ponad 450 parafii; nie ujawnił nikomu dokładnej wysokości wpływów, jakie osiągał rocznie z tego imperium, jednak w istocie suma ta przekraczała 250 mln dolarów. Utrzymywanie w tajemnicy dochodów i stanu majątkowego jego diecezji było tylko jednym z wielu problemów, z jakimi Cody musiał sobie radzić. Rok 1978 był trzynastym rokiem jego duchowego panowania nad Chicago.

W tym czasie niezwykle nasiliły się żądania zmiany na jego stanowisku. Księża, zakonnice, katolicy świeccy i ludzie z wielu świeckich grup zawodowych w tysiącach pism kierowanych do Rzymu domagali się usunięcia człowieka, który w ich oczach był despotą.

Papież Paweł VI latami odkładał decyzję o odwołaniu Cody’ego. Raz tylko przemógł się i zarządził odwołanie, ale w ostatniej chwili znowu wycofał swoje polecenie. Przyczyny tego lawirowania leżały nie tylko w skomplikowanej, rozdartej osobowości Pawła VI. Wiedział on o istnieniu dalszych, poufnie kolportowanych zarzutów pod adresem Cody’ego, które poparte znaczną liczbą dowodów nakazywały traktować odwołanie kardynała Chicago jako rzeczy nie cierpiącej zwłoki.

Pod koniec września Cody otrzymał telefon z Rzymu. Watykańska wioska znowu dopuściła do przecieku jednej z owych informacji, za które kardynał Cody przez wiele lat hojnie płacił. Rozmówca poinformował kardynała, że Jan Paweł I, w przeciwieństwie do swego poprzednika, Pawła VI, nie lękał się, lecz działał: odwołanie kardynała Johna Cody’ego było już postanowione. Ponad co najmniej trzema z tych mężczyzn unosił się cień innego, o nazwisku Licio Gelli. Nazywano go Il Burattinaio, człowiekiem, który pociąga za sznurki marionetek. Miał ich wiele, w licznych krajach. Kontrolował lożę P2, a przez nią Włochy. W Buenos Aires, gdzie z Calvim omawiał sprawę Jana Pawła I, zorganizował triumfalny powrót generała Perona — była to zasługa, o której Peron sam później zaświadczył, i którą uznał, dziękując Gellemu na kolanach. Skoro zapowiedziane przez Albino Lucianiego przedsięwzięcia zagrażały Marcinkusowi, Sindonie i Calviemu, to również w interesie Gellego leżało usunięcie tych zagrożeń.

Jest całkowicie pewne, że 28 września 1978 r. wszyscy ci mężczyźni mieli poważne powody do obaw przed papieżem Janem Pawłem I. Jest również oczywiste, że dla nich wszystkich, w ten czy inny sposób, byłoby korzystne, gdyby papież Jan Paweł I zmarł nagłą śmiercią.

I tak właśnie zmarł.

W pewnym momencie późnego wieczoru 28 września 1978 r. lub w nocy na 29 września, w 33 dni po obraniu go papieżem, Jan Paweł I rozstał się z tym światem.

Czas zgonu: nieznany. Przyczyna zgonu: nieznana.

Jestem przekonany, że pełne fakty i okoliczności tego, co na następnych stronach naszkicowałem tylko hasłowo, kryją w sobie klucz do prawdy o śmierci Albino Lucianiego. Jestem przekonany także o tym, że jeden z sześciu wymienionych mężczyzn, najpóźniej wczesnym wieczorem 28 września 1978 r., zainicjował przedsięwzięcia, które miały na celu zlikwidowanie problemu, jaki zrodził się wraz z wyborem Albino Lucianiego na papieża. Jeden z tych mężczyzn pociągnął sznurki sprzysiężenia w celu przygotowania i zrealizowania „włoskiego rozwiązania”.

Albino Lucianiego obrano papieżem 26 sierpnia 1978 r. Tuż po zakończeniu konklawe angielski kardynał, Basil Hume, oświadczył: Było to nieoczekiwane rozstrzygnięcie, ale kiedy już zapadło, wydawało mi się całkowicie słuszne. Uczucie, że ucieleśnia on dokładnie to, czego sobie życzyliśmy, było tak powszechne, że był on bez wątpienia kandydatem Boga.

Trzydzieści trzy dni później „kandydat Boga” już nie żył.

To, co przedstawiam dalej, jest wynikiem trzyletnich, nieprzerwanych i intensywnych badań okoliczności i tła tej śmierci. Wraz z upływem czasu przyzwyczaiłem się do wielu zasad, którymi kieruję się przy tego rodzaju poszukiwaniach. Pierwszą z nich jest: zaczynać od samego początku. Określić charakter i osobowość zmarłej osoby.

 



***KLIKNIJ***DAVID YALLOP - ŚLEDZTWO W SPRAWIE ZAMORDOWANIA JANA PAWŁA I.



***KLIKNIJ***Papal Claims to Authority.



***KLIKNIJ***Papieskie roszczenia władzy cz.1



***KLIKNIJ***Papieskie roszczenia władzy cz.2



ŚLEDZTWO WOBEC NIUNCJUSZA APOSTOLSKIEGO abp Józefa WESOŁOWSKIEGO O PEDOFILIĘ.


KLIKNIJ NA LINKI.


http://wiadomosci.wp.pl/kat,1356,title,Rzecznik-kosciola-katolickiego-na-Dominikanie-ta-sprawa-zawstydza-i-rani.

http://wiadomosci.wp.pl/kat,118794,title,Sledztwo-ws-abp-Jozefa-Wesolowskiego-Poszukiwany-drugi-duchowny.


http://www.fakt.pl/rodzina-nuncjusza-nie-wiedziala-co-robi-za-granica.




CHWAŁA I CZEŚĆ JEZUSOWI CHRYSTUSOWI KRÓLOWI POLSKI!




BEZPOŚREDNIE TRANSMISJE Z PUSTELNII NIEPOKALANÓW - POLSKA

ks.prof.dr.Piotra Natanka.

Kliknij poniżej na "TV-TIME" aby załadować.

TV-TIME


RAMOWY PROGRAM TRANSMISJI

BEZPOŚREDNICH /na żywo/:



14.30  Różaniec


15.00  Koronka do Miłosierdzia Bożego



15.15-16.00  Droga krzyżowa


18.00  Msza św. w dni powszednie

(w miarę możliwości z udziałem ks. Piotra)


19.30  Różaniec z modlitwami


20.30-21.00  Nowenna do Chrystusa Króla

z modlitwami


Każdego 27 dnia miesiąca

transmitowany będzie całodobowy

Różaniec Gietrzwałdzki.


Od każdej II niedzieli miesiąca


siedmiodniowe Jerycho Różańcowe.


10.00 Niedzielna Msza Święta w miarę

możliwości z udziałem ks. Piotra.