Dzienniczek - listopad 2013 r.



JEZUS CHRYSTUS JEST KRÓLEM POLSKI!!!
                                                                                                             

                                                                                                             


 

JEZUS CHRYSTUS KRÓL LUDZKOŚCI

 

 



-szukam-



 

 

... Rex sum ego. – ... JAM JEST KRÓL .

 

   (Jan XVIII, 37).

Nolumus hunc regnare super nos.

 

NIE CHCEMY, ABY TEN KRÓLOWAŁ NAD NAMI.

 

 (Łk. XIX, 14).`

 

Toteż bunt przeciwko Chrystusowi Królowi nie tylko już społeczeństw ale już w ogromnej większości przez hierarchów Kościoła Rzymskiego i przez całe światowe episkopaty które wręcz odmawiają, albo stopniowo i częściowo starają się uszczknąć z życia publicznego to uroczyście ogłoszone suwerenne prawo królewskie, które Jezus Chrystus KRÓL obwieścił słowami:

"Dana mi jest wszelka władza na ziemi i na niebie".

Bezsilnym krzykiem rozpaczy i ostatnim wysiłkiem usiłującym otworzyć oczy ludzkości na sens swojego istnienia był pamiętny dzień sylwestrowy 1925 roku, gdy Namiestnik Chrystusowy, po dziękczynnym zakończeniu miłościwego lata, wplótł do barwnego wieńca urzędowych świąt całego Kościoła nową uroczystość:

JEZUSA CHRYSTUSA KRÓLA, JAKO KRÓLA SPOŁECZEŃSTW.

Ogłoszenie zaś tego święta było już właściwie ostatnim zrywem i wysiłkiem uczynionym przez prawowierne papiestwo dla przywrócenia należnej czci Jezusowi Królowi przez Kościół Rzymski.

Potem już zaczęła się negacja w Kościele dogmatu Trójcy Świętej i detronizacja

Jezusa Chrystusa Króla  do roli sługi przez episkopat „polski”.


INTRONIZACJA – Szansa dla Polski

Śp.ks. Tadeusz Kiersztyn

 

W grudniu 2006 roku na naszych oczach, w debatach telewizyjnych, w radiu i w prasie rozegrał się prawdziwy dramat – sąd nad Panem Jezusem, czy Parlament może Go ogłosić Królem Polski, czy nie?

 

Adwokaci diabła starali się storpedować projekt uchwały o nadanie Panu Jezusowi tytułu :

 

Jezus Chrystus Król Polski,

 

 zgłoszony przez 46 posłów z LPR, PiS, PSL i jednego posła niezrzeszonego, miotając zarzuty, obelgi, a nawet argumenty "teologiczne"…

 

Tej grupie osób przewodzili Wojciech Olejniczak i Joanna Senyszyn, Marek Zając, Marcin Przeciszewski, Jarosław Gowin, Tomasz Terlikowski, Przemysław Gosiewski, Janusz Kochanowicz i wielu innych polityków, dziennikarzy i uczonych.

 

W sukurs pośpieszyli im

liberalni biskupi, szermując argumentami zrodzonymi na glebie modernizmu, że Pan Jezus jest Królem w niebie, a jeśli schodzi na ziemię to tylko po to, by panować nad ludzkim sercem, zadawalając się w pełni ta maleńką cząstką ludzkiej rzeczywistości.

 

Tym głosem pełnym oburzenia na inicjatywę katolickich posłów nadania Panu Jezusowi tytułu Jezus Król Polski przemawiali w mediach biskupi:

 

Tadeusz Gocłowski,

Tadeusz Pieronek,

Leszek Sławoj-Głódź,

Józef Życiński.

 

Wtórowali im księża, którzy już zrobili lub dopiero robią karierę w światłach jupiterów: Bock, Kazimierz Sowa, Indrzejczyk, Oszajca i kilku innych. Wśród świeckich i duchownych powstali jednak obrońcy Jezusa Króla Polski, którym w mediach przewodniczył Artur Górski oraz legendarny kapelan Solidarności, przyjaciel S.B. Jerzego Popiełuszki,

 

 ks. Stanisław Małkowski.

 

Tym samym głosem przemawiali Artur Zawisza i Antoni Macierewicz.

 By dopełnić obrazu zgrozy tej sceny sądu nad Jezusem Królem Polski, należy wspomnieć i o tych, którzy milczeli, udając postronnych.

 

Niestety do nich w pierwszym rzędzie zaliczyć trzeba Radio Maryja, TV Trwam i Nasz Dziennik.

 

Ten spór o tytuł Jezusa Króla Polski poprzedza batalię o ogólną Intronizację Jego Osoby w naszym Narodzie. Batalia o Intronizację, jak z powyższego widać, może przybrać jeszcze bardziej dramatyczny wymiar i dlatego spróbuję dzieciom wiernym Bogu i Ojczyźnie ukazać przyczyny tego stanu rzeczy, a także wyjaśnić, co należy rozumieć przez termin Intronizacja, czym jest Akt Intronizacyjny i o co w nim chodzi.

 

W końcu ukażę dlaczego do Aktu Intronizacji zostaliśmy przez Boga jako Naród wezwani i dlaczego od dokonania tego aktu uzależnia Pan Bóg nasze ocalenie.

Trudności z właściwym rozumieniem Intronizacji

Właściwe rozumienie Intronizacji jako aktu religijnego, nie jest łatwe, gdyż pod tym hasłem pojawiło się w przeszłości wiele różnych praktyk oraz złączono z nim różne treści. Wszystko to sprawiło, że wokół Intronizacji panuje spory zamęt pojęciowy. Powszechnie utożsamia się Intronizację Jezusa Króla z Aktem poświęcenia się Jego Sercu lub dokonuje się Intronizacji Najświętszego Serca Jezusa, co z punktu teologicznego i Objawienia Bożego jest absolutnie nie do przyjęcia. To pomieszanie znaczeń i pojęć następowało stopniowo pod koniec XIX w. i na początku XX w., i dotrwało do chwili obecnej. Od razu należy stwierdzić, że Kult Serca Jezusa od Intronizacji Jezusa Króla różni się co do istoty tak, jak Uroczystość Najświętszego Serca różni się od Uroczystości Chrystusa Króla Wszechświata. Kult Serca Jezusa, przekazany Kościołowi przez św. Małgorzatę Marię Alacoque (1647-1690), nie wspomina i nie zawiera żadnych odniesień do Intronizacji (por. encyklikę Piusa XII o Kulcie Serca Jezusowego – Haurietis Aquas). Jest on ściśle złączony z Kultem Eucharystii i polega na wezwaniu do odwzajemnienia miłości Bogu poprzez osobiste lub zbiorowe poświęcenie się Najświętszemu Sercu Jezusa. Kult Serca Jezusa odnosi się ponadto do części Ciała Jezusa, choć najchwalebniejszej, jak stwierdza to papież Pius XII we wspomnianej encyklice, a Serce w tym znaczeniu jest znakiem (symbolem) miłości Trójcy Św. do człowieka. Natomiast Akt Intronizacyjny odnosi się do Kultu Jezusa Króla i stanowi samą istotę Objawienia, gdyż Bóg od początku objawia się w Starym i Nowym Testamencie jako Król. Intronizujemy zatem nie część Ciała, ale całą Osobę. Wobec Boga, objawiającego się jako Króla całego stworzenia, Intronizacja jest aktem wiary, wyrażonym indywidualnie lub zbiorowo, który pociąga obowiązek uznania w życiu osobistym lub narodowym królowania Jezusa, a zatem obejmuje całą działalność religijną Kościoła, jak również cały porządek świecki państwa (por. encyklika Piusa XI o ustanowieniu Święta Chrystusa Króla Wszechświata – Quas primas). Z tych już kilku rozróżnień wynika jasno, jak bardzo mylną i nieuzasadnioną jest praktyka Intronizacji Najświętszego Serca Pana Jezusa. W zamysłach Bożych Kult Serca Jezusa był ostatnią szansą dana ludzkości, by zachowała z Bogiem swe więzy miłości zgodnie z pierwszym przykazaniem. Ta cząstka Kościoła katolickiego, która żywiła się Kultem Serca Jezusa (zwłaszcza w XVIII i XIX wieku), najlepiej została przygotowana do obrony cywilizacji chrześcijańskiej i Królestwa Bożego w narodach ochrzczonych, przed rodzącymi się w dobie oświecenia ideologiami i instytucjami, jawnie dążącymi do obalenia i wymazania ze świadomości ludzkiej dogmatów wiary. Fala buntu lucyferycznego, jaka przetoczyła się przez cały świat od Rewolucji Francuskiej po II. wojnę światową (i do dziś narasta), jest nienawistnym buntem przeciw Bogu i Jego panowaniu, które uwidacznia się w Jezusie Królu. W tej sytuacji osoby uformowane przez Kult Serca Jezusa były może jedyną siłą zdolną oprzeć się wrogiej propagandzie i na tyle kochającą Boga, by stanąć do heroicznej walki w obronie Jego Królestwa, aż do złożenia ofiary ze swego życia. Wystarczy wspomnieć o bohaterskiej Wandei, o ludzie wieśniaczym, który pod sztandarami Najświętszego Serca Jezusa ruszył w obronie wiary do nierównej walki z odczłowieczonymi hordami wojsk Rewolucji Francuskiej lub o meksykańskich cristeros, którzy w latach dwudziestych XX w. chwycili za broń w obronie Królestwa Bożego przed anty-porządkiem zaprowadzanym przez masoński rząd Meksyku. Cristeros umierali z okrzykiem:

Niech żyje Chrystus Król! Trzeba bardzo kochać Boga, by nie troszczyć się o własne życie i o doczesny sukces, a o Królestwo Boże.

Tej miłości uczyli się ludzie przez praktyki Kultu Serca Jezusa. Dlatego w czasie, gdy zdradzały Chrystusa miliony ludzi ochrzczonych, przechodząc do obozu wroga, w czcicielach Serca Jezusa papieże XIX i pierwszej połowy XX wieku widzieli obrońców Królestwa Bożego, co mylnie interpretuje się jakoby papieże utożsamiali królowanie Jezusa z Kultem Jego Serca. W 1925 roku papież Pius XI, aby ukazać najważniejsza prawdę o Jezusie Synu Bożym, prawdę tak starą jak chrześcijaństwo, a zapowiedzianą przez proroków Starego Testamentu, ustanawia Święto Chrystusa Króla. Niezamierzonym skutkiem tych obronnych działań Kościoła było zlanie się w mentalności rzesz wiernych Kultu Serca Jezusa i prawdy o królowaniu Jezusa nad narodami świata w jedną treść. I choć czym innym jest Kult Serca Jezusa, i czym innym jest Intronizacja, czyli uznanie Jezusa swym Królem przez jednostkę lub naród, z czasem coraz bardziej upowszechniała się zbitka pojęciowa Intronizacja Najświętszego Serca Jezusa teologicznie całkowicie nieuzasadniona. Wiadomym jest, że żaden papież nie użył terminu Intronizacja Serca Jezusa i nigdy nie złączył w jedno tych dwóch oddzielnych kultów. Wiadomym jest też, że termin Intronizacja Serca Jezusa "wynalazł" o. Mateo propagujący na początku XX w., głównie w krajach Ameryki Łacińskiej, w ramach Kultu Serca Jezusa, Dzieło Osobistego Poświęcenia się Rodzin Sercu Jezusa, ale nazywając je Dziełem Intronizacji Serca Jezusa. Dla o. Mateo ta zmiana nazwy oznaczała, że rodziny poświęcające się Sercu Jezusa intronizują, to znaczy zawieszają w swym mieszkaniu na honorowym miejscu obraz Serca Jezusa, by go otoczyć czcią i miłością. Przez wprowadzenie słowa intronizacja o. Mateo chciał podkreślić wagę aktu zawieszenia obrazu, że odtąd w danej rodzinie panuje miłość Serca Jezusa. To wprowadzenie słowa intronizacja do praktyki poświęcenia się Najświętszemu Serca Jezusa, w pobożności ludowej formowanej przez kaznodziejów, z czasem zaczęło nabierać nowego znaczenia, niestety zacierając różnicę pomiędzy Intronizacją Jezusa Króla jako Osoby, a poświęceniem się Jego Sercu. Stąd powstało pomieszanie kultów i ich treści, które w zamyśle Bożym są odrębne. Ponieważ Kult Serca Jezusa i Akt Intronizacji dotyczy tej samej Osoby, mogą występować razem, lecz nie należy ich z sobą utożsamiać, to znaczy nie można sprowadzać Aktu Intronizacji Jezusa Króla do praktyki Kultu Jego Serca i nie można, dokonując Aktu Intronizacji, intronizować Jego Najświętsze Serce. Intronizacja Najświętszego Serca Jezusa jest zatem poważnym błędem doktrynalnym, gdyż intronizując symbol Miłości, jakim jest Najświętsze Serce Jezusa, nadaje mu się cechy osobowe, a tym samym pomniejsza się rangę Intronizacji Jezusa Króla jako Osoby i zaciemnia się prawdę dogmatyczną o Nim. Ponadto Intronizacja Serca Jezusa, nie znajdując uzasadnienia ani w Kulcie Serca Jezusa ani w Objawieniu, jawi się jako niejasna forma pobożności ludowej.

Intronizacja Jezusa Króla znakiem sprzeciwu

Chociaż, jak to poniżej wykażę, korzenie Intronizacji Jezusa Króla sięgają początków stworzenia i akt ten znajduje uzasadnienie w całym Objawieniu, to jednak zechciał Pan Bóg posłużyć się S.B. Rozalią Celakówną, by skierować do Polski i do wszystkich narodów żądanie dokonania przez nie w obecnym czasie Intronizacji Jezusa Króla (w dalszej części artykułu zostanie wytłumaczone dlaczego akurat właśnie teraz sprawa Intronizacji Jezusa Króla jest sprawą najważniejszą i jedynym środkiem naszego ocalenia). Jednakże Rozalia nie posługuje się precyzyjnym językiem teologicznym i często nie jest w stanie właściwie zwerbalizować treści otrzymywanych przesłań. Stąd także u niej występuje charakterystyczne dla tego okresu czasu pomieszanie pojęć; zamiennie używa Intronizacji Serca Jezusa oraz Intronizacji Jezusa Króla. Dlatego potrzebne jest gruntowne studium naukowe nad jej tekstami, by odsłonić istotę zleconej jej misji od naleciałości mentalnościowych, kulturowych i dewocyjnych czasu, w którym żyła. Tymczasem osoby angażujące się w działania na rzecz Intronizacji i powołujące się na posłannictwo Rozalii nie mają ani dostępu do materiałów źródłowych, ani odpowiednich kwalifikacji, co nieuchronnie prowadzi do nielogicznych konkluzji, np. wzywa się wiernych do Intronizacji Serca Jezusa, a zarazem Jezusa ogłasza się Królem. Temat powyższy będzie szczegółowo rozważany na kolejnych spotkaniach formacyjnych Polskich Róż. Dodatkowe źródło zamieszania wokół Intronizacji powstaje stąd, że w Kościele propaguje się intronizację Pisma Świętego, paschału, obrazu Jezusa Miłosiernego, relikwii św. Andrzeja Apostoła (intronizacja dokonana przez kard. Józefa Glempa), Krzyża, obrazu św. Józefa w rodzinach, a nawet czcigodnych ss. Karmelitanek, relatywizując w ten sposób istotę Intronizacji i jeszcze bardziej w świadomości wiernych zaciemniając właściwe jej znaczenie. Wiele do myślenia daje fakt, że w tym szerokim nurcie intronizowania wszystkiego i wszystkich nie ma jedynie miejsca na Intronizację Chrystusa Króla. Te działania są celowe, promowane przez liberalnych teologów, strzegących zasady demokratyzmu także w Kościele i dialogu z judaizmem, z czym kłóci się królowanie absolutne i wszechogarniające jedynego Króla ludzkości. Ulegając tym wpływom, wielu ludzi należących do Kościoła twierdzi, że nie należy dokonywać Intronizacji argumentując, że Pan Jezus nie wybrał tronu, lecz krzyż i nie wybrał korony chwały, lecz koronę z cierni. Ludzie ci chętnie widzą Jezusa Króla jedynie na krzyżu i z koroną cierniową na głowie, zapominając o Jego zmartwychwstaniu i o Jego wstąpieniu na tron po prawicy Boga Ojca. Nie mniej przewrotne, bo sprzeczne z Objawieniem i Tradycją, jest przypisywanie intencji czysto politycznych dążeniom o uznanie przez Intronizację Jezusa Królem Polski; w podtekście wyraża się przekonanie o wykorzystywaniu Intronizacji dla osobistych korzyści polityków i ich partii. Na tej podstawie z góry wykreśla się Intronizację Jezusa Króla z kalendarza wydarzeń religijnych. Wielu księży proboszczów wzbrania się przed przeprowadzeniem w swej parafii Intronizacji Jezusa Króla, gdyż błędnie uważa, że chodzi o zaprowadzenie w ich kościele parafialnym jeszcze jednego nabożeństwa. Ponieważ różnych nabożeństw, już istniejących, jest sporo (Nabożeństwo Pierwszych Piątków, Pierwszych Sobót, Nabożeństwa Maryjne, do Bożego Miłosierdzia, do Michała Archanioła itd.), pytają się: Po co dodawać nowe? Otóż Akt Intronizacyjny nie jest nowym nabożeństwem, ani w ogóle nabożeństwem, ale jednorazowym, formalnie wyrażonym aktem wiary, w to, że Jezus jest Mesjaszem-Królem, przez którego, w którym i dla którego wszystko istnieje. On jest jedynym władcą świata, którego panowanie nad sobą każdy ma uznać, ale tez może się przeciw Niemu zbuntować, tak jak przeciw Bogu zbuntował się Lucyfer i część wojska niebieskiego. Akt Intronizacyjny de facto osądza księży i świeckich i cały Kościół – czy są wierni Bogu? Po co ten Akt dokonywać wyjaśniają słowa Piusa XI zawarte w encyklice Miserentissimus Redemptor: Gdy wszyscy wierni powszechnie zrozumieją, że muszą walczyć odważnie i bez ustanku pod sztandarami Chrystusa Króla, będą się starać z gorliwością apostolską, by przyprowadzić do Boga niewierzących i buntowników, i będą się starać, by prawa samego Boga były nienaruszone. Walka z lucyferycznymi zastępami spod znaku "kielni i gwiazdy", z burzycielami panowania Jezusa Króla nad narodami ochrzczonymi, rozpoczęta w XVIII wieku, trwa do dziś. Ponieważ ta walka trwa, trzeba wyznać wiarę św. Piotra: Ty jesteś Król, Syn Boga Żywego (Mt 16,16) i wiarę św. Pawła: Trzeba, ażeby On królował (1 Kor 15,25).

 

Mocą tej wiary należy dokonać Aktu Intronizacji Jezusa Króla Polski, by nadszedł wreszcie upragniony dzień, w którym poszczególne narody i cała ludzkość uzna Jezusa jako swego Króla. Wielokrotnie Pan Jezus oświadczył S.B. Rozalii Celakównie, że tylko w tym jest ratunek i ocalenie dla skołatanej i spętanej złem ludzkości. Trzeba jednak uwierzyć w posłannictwo S.B. Rozalii Celakówny, że Akt Intronizacji Jezusa Króla jest dziś żądany od nas przez Boga i że tych, którzy go nie dokonają Bóg potraktuje jak buntowników (por. Łk 19,41nn). Pozostawiając na boku te wyjaśnienia dotyczące Aktu Intronizacji, zastanówmy się, o co chodzi w Intronizacji żądanej przez Boga.

 

 

Tylko swemu Królowi hołd składać będziesz (por. Flp 2, 9-11) Samo pojęcie intronizacja (wyniesienie na tron) określa ceremonię wyniesienia kogoś do godności królewskiej. Ceremonia ta zasadniczo składa się z dwóch części: z aktu ustanowienia króla oraz z aktu oddania się pod jego władzę. W systemach władzy monarchicznej król panował nad poddanymi w zakresie określonym prawem królewskim lub prawem danego państwa. Uznanie przez poddanych władcy i jego praw następowało poprzez złożenie mu hołdu. Ceremonia Intronizacji dotyczy także, i przede wszystkim, Pana Jezusa. Wyznajemy bowiem, że Jezus jest Królem Wszechświata, a więc Władcą nie tylko wszystkich ludzi i narodów, ale także Panem (Królem) całego stworzenia. Jego władanie jest absolutne: Dana Mi jest wszelka władza w niebie i na ziemi (Mt 28,18). Jest więc najwyższym i de facto jedynym Władcą: Królem królów i Panem panujących (por. Ap 19,16). To panowanie Chrystusa nad pojedynczymi osobami i nad całymi narodami zostaje proklamowane przez Intronizację. Jednakże w odniesieniu do Pana Jezusa możemy mówić o Intronizacji w znaczeniu tylko częściowym. Jezus otrzymał godność królewską od Ojca, Boga Wszechmogącego, Stworzyciela nieba i ziemi, i człowiek nic tu dodać ani ująć nie jest w stanie, tzn. Jezus jest Królem niezależnie od woli człowieka. Natomiast od każdego człowieka i od każdego narodu zależy, czy dobrowolnie uzna królewską godność Chrystusa i czy podporządkuje się Jego władzy. Tego aktu (częściowej Intronizacji) Pan Bóg domaga się od nas z racji podarowanej nam wcześniej wolności wyboru (przez Boga nigdy siłą nie pogwałconej). Sam wybór jednak pociąga za sobą ogromne konsekwencje. Odmowa uznania przez człowieka Jezusa za swego Króla równa się odrzuceniu człowieka przez Boga (por. Łk 19,27). Dla ludzi jest to konsekwencja najstraszniejsza. Dokonując zatem Intronizacji Jezusa Chrystusa, nie nadajemy Mu godności królewskiej, ale wprowadzamy Go jako naszego Króla na monarszy tron, wystawiony Mu przez jednostkę, jak i zbiorowo przez cały Naród. Jest rzeczą oczywistą, że gdy nastąpi Intronizacja ogólnopolska, Jezus zostanie ogłoszony Królem Polski. Niestety trzeba z przykrością stwierdzić, że wielu współczesnych modernistów i liberałów drażni w najwyższym stopniu sam tytuł: Jezus Król Polski. To ich podejście do Intronizacji przywołuje dramat sprzed 2 tysięcy lat faryzeuszy i arcykapłanów, którzy owładnięci duchem nienawiści do Jezusa Króla Izraela, doprowadzili do zagłady własnego narodu. Trzeba ufać, że tym razem większość osób odpowiedzialnych za decyzje podejmowane w imieniu naszego Narodu nie dopuści do buntu przeciw swemu Królowi. Tym bardziej trzeba też uważać na próby zastępowania Intronizacji Jezusa Króla Intronizacją Jego Najświętszego Serca, bowiem wrogowie Intronizacji, widząc, że nie mogą jej zahamować, usiłują skierować ludzką gorliwość na temat zastępczy. Następstwem Intronizacji Jezusa na Króla Polski byłaby bowiem zmiana konstytucji i obowiązujących praw – niezgodnych z przykazaniami Bożymi, a na państwo nakładałaby obowiązek zaprowadzenia w społeczeństwie sprawiedliwości ewangelicznej. Natomiast takich konsekwencji Intronizacja Najświętszego Serca Jezusa za sobą nie pociąga. Nie mniej niebezpieczne są usiłowania niektórych teologów, by tytuł Jezus Król Polski zastąpić innym tytułem np. Jezus Król Wszechświata, i jeśli już uznać przez Intronizację Jezusa Królem, to jako Jezusa Króla Wszechświata, a nie jako Jezusa Króla Polski. Śmieszą te wybiegi, które mają na celu jedynie to, by nie obudzić w Polakach świadomości, że mają nad sobą Króla, który nimi rządzi. Jezus Król Wszechświata jest tytułem zbyt ogólnym, by wynikały z niego konkretne relacje i zobowiązania. Te dwie godności są tak od siebie odległe, jak od tytułu Maryi Królowej Polski odległy jest tytuł Maryi Królowej Nieba i Ziemi. Jeszcze większym bezsensem jest dokonywanie w imieniu własnym lub narodu Intronizacji Jezusa Króla Wszechświata. Jest to wchodzenie w kompetencje Boga i powtarzanie czegoś niepowtarzalnego, gdyż Intronizacji Jezusa na Króla Wszechświata po Jego Wniebowstąpieniu dokonał Bóg Ojciec i to raz na zawsze (por. Ap 5). Z tego względu tylko pycha lub głupota może podpowiadać ludziom, by dokonywali Intronizacji Jezusa Króla Wszechświata. To co człowiek powinien uczynić zgodnie z wolą Jedynego Boga, Króla całego stworzenia, to uznać Jego panowanie nad sobą, nad własnym narodem przez Akt Intronizacji. Wtedy każdy z nas będzie mógł powiedzieć zgodnie z prawdą, że Jezus jest Jego Królem, a w przypadku dokonanego Aktu Intronizacji przez nasz Naród, że Jezus jest Królem Polski. Trzeba mieć złą wolę i ślepe serce na działanie Ducha Świętego, by wyrzekać się błogosławieństwa, łaski i chluby narodowej, płynącej z tego tytułu. Wystarczy uświadomić sobie, jak cenny dla naszego Narodu jest fakt i płynąca z niego świadomość, że Maryja jest Królową Polski. Ogłoszenie Jezusa Królem Polski nie stoi na przeszkodzie, by został uznany przez Litwinów Królem Litwy czy przez Hindusów Królem Indii. Wręcz przeciwnie, przykład Polski powinien dopomóc innym narodom w uznaniu Jezusa swym Królem.

Zasadność Aktu Intronizacji

Wezwanie do Intronizacji zasadza się w relacji Boga do człowieka, wyraża najgłębszy sens Objawienia oraz wynika z faktu bycia chrześcijaninem. Tę triadę znaczeń pokrótce rozwinę.

Bóg w relacji do stworzenia zawsze jest Królem.

Jest to relacja pierwsza i najistotniejsza, bo określa pozycję, powinność i płynące z niej konsekwencje dotyczące ludzi i aniołów. Nie przeszkadza to, że Bóg jako Król jest zarazem naszym Stworzycielem, Ojcem, Zbawicielem itd. Jednakże zarówno w chwale nieba, jak i na ziemi wobec stworzenia jedynie On jest Królem – Tym, który ustanawia prawa, któremu stworzenie służy, któremu składa hołd (kult) czci, uwielbienia i chwały; jest Tym, który sądzi żywych i umarłych. Jednym słowem Bóg jako Król rządzi wszystkim, co stworzył. W Piśmie Świętym Starego i Nowego Testamentu, od Księgi Rodzaju po Apokalipsę św. Jana, Bóg objawia się człowiekowi jako Jedyny Król aniołów, ludzi i wszystkich narodów ziemi (Ps 47).

 

Jezus Bóg jest zstępującym z nieba Królem-Mesjaszem, który w Imię Ojca sprawuje królewską władzę nad całym stworzeniem. Chrześcijanie są tymi, którzy uwierzyli, że Jezus jest obiecanym Królem-Mesjaszem, który miał przyjść na ziemię. To, że Jezus jest Królem, stanowi określenie dla samego chrześcijaństwa i stanowi istotę życia wiary każdego ochrzczonego. Dobitnie na ten temat wypowiedział się Prefekt Kongregacji Nauki Wiary, Kardynał Józef Ratzinger, obecny Ojciec Święty:

 

Święto Chrystusa Króla

 

jest świętem świeżej daty, lecz jego treść jest tak stara jak sama wiara chrześcijańska, albowiem słowo Chrystus nie jest niczym innym, jak greckim tłumaczeniem słowa "Mesjasz": pomazaniec, król. Jezus z Nazaretu, ukrzyżowany "Syn cieśli", jest tak bardzo Królem, że tytułem Królewskim stało się Jego Imię. Nazywając samych siebie chrześcijanami, określamy się sami jako ludzie Króla, jako ludzie, którzy uznają w Nim Króla. (w: Służyć prawdzie, Wrocław 1986, s. 368). Sam Kościół zbudowany jest na prawdzie wiary, na dogmacie, że Jezus jest Królem (Mesjaszem) i Bogiem (por. J 20,31).

 

Tę wiarę Kościół pierwszych wieków i średniowiecza otaczał podobna troską jak Eucharystię, która tu na ziemi uobecnia Jezusa Króla. Załamanie tej wiary nastąpiło pod wpływem zwodniczych ideologii humanizmu oświeceniowego i trwa do dziś – konsekwencje tego ukażę w części II. Czy w tej sytuacji Bóg nie powinien zażądać od ludzi i narodów, by w sposób deklaratywny poprzez Akt Intronizacyjny potwierdzili wiarę przodków, że uznają Go swym Królem? Czy uważając siebie za chrześcijan, a zarazem wymawiając się od Intronizacji, nie sprowadzamy religii do fikcji? By zrozumieć wagę Intronizacji, dla paradoksu spróbujmy sobie wyobrazić pewien absurd, że ktoś wchodzi do Królestwa Jezusa – Kościoła, czuje się jego obywatelem, ale nie uznaje Jezusa za swego króla. Biorąc pod uwagę, że nad człowiekiem panuje albo Jezus, albo Lucyfer, i nie ma próżni ani trzeciej możliwości, to absurd jest tym większy, gdy ktoś uważa się za członka Królestwa Jezusa – Kościoła, ale opowiada się za królestwem ciemności. Postawa ta, ponieważ odzwierciedla wybór, jakiego niegdyś dokonali Żydzi pomiędzy Jezusem a Barabaszem, zawsze prowadzi do aborcji, eutanazji, wojny z narodami "terrorystami" i do innych morderstw i nadużyć, gdyż Barabasz symbolizuje tylko władztwo Zabójcy (por. J 8,44). Niestety wielu jest ochrzczonych, którzy uważają się za wierzących, a zarazem domagają się wprowadzenia lucyferycznych praw, np. aborcji, wolności seksualnej, lichwy, wyzysku ekonomicznego i pracowniczego itd. Ponieważ ta duchowa schizofrenia prowadzi do coraz większych ciemności i chaosu społecznego, kończącego się zawsze samozniszczeniem, dokonanie poprzez Akt Intronizacyjny zdecydowanego wyboru pomiędzy Jezusem a Lucyferem, jest ostatnią szansą na ocalenie prawdy i siebie samych. Jakże bowiem można głosić Ewangelię o Królestwie (por. Mt 4,23), milcząc o jego Królu, głosić, że Jezus jest moim Zbawicielem, a zarazem ignorować lub zwalczać Akt Intronizacyjny, poprzez który uznajemy Go swym Królem?

Wymiar doczesny królewskiej władzy Jezusa

Gdy mówimy o panowaniu Jezusa w dzisiejszym świecie, to od razu musimy dodać, że do czasu paruzji zasiada On na tronie w duchowym świecie człowieka. Tak więc władza i panowanie Jezusa są natury duchowej. Nie oznacza to jednak, że nie dotyczą one świata materialnego. Duchowa rzeczywistość jest wyższa od materialnej, a duch panuje nad materią (gdy jest odwrotnie, występuje zjawisko zniewolenia i degradacji godności osoby). Z tego względu duchowe władztwo Jezusa kieruje całą aktywnością ludzką i wszelkimi relacjami międzyosobowymi. Panowanie Chrystusa nad człowiekiem przenika zatem całą jego rzeczywistość osobową, społeczną, gospodarczą i polityczną. A uznanie bądź nie uznanie Jego godności i władzy królewskiej decyduje o tym, jakimi prawami dany człowiek czy naród będzie się rządził i jakie owoce tych rządów będzie zbierał. Tak więc w rzeczywistości duchowej, objawionej nam przez Boga, Intronizacja jako akt uznania nad sobą Jezusa Króla i poddania się pod Jego władzę jest pierwszym i podstawowym wymogiem wiary. Taki jest sens Intronizacji objawionej w Piśmie Świętym i takiej Intronizacji domagał się Jezus niegdyś od Żydów, i takiej dziś domaga się od Polski i od wszystkich narodów świata. Czy to żądanie nie napełnia dzisiejszych władców świata lękiem i nie wyzwala w nich podobnej reakcji wrogości: Gdy zaś Jezus narodził się w Betlejem, w Judei za panowania króla Heroda, oto Mędrcy ze Wschodu przybyli do Jerozolimy i pytali: Gdzie jest nowo narodzony król żydowski? (…) Skoro to usłyszał król Herod, przeraził się, a z nim cała Jerozolima (…) Posłał oprawców do Betlejem i całej okolicy i kazał pozabijać wszystkich chłopców w wieku do lat dwóch (Mt 2,1nn). Dziwić się można tylko kunktatorom z kręgów kościelnych, którzy wraz z niegodziwymi władcami świata spiskują przeciw Jezusowi Królowi i przeciw Jego Królestwu (Ps 2). Czy uświadamiają sobie konsekwencje owych działań? Łatwo jest stwierdzić, jak świat wygląda, gdy rządzą nim uzurpatorzy. Jeśli w tym spisku na władzę Chrystusa uczestniczy większość danego społeczeństwa, zapowiada to długą walkę o nastanie tam Królestwa Jezusa i jawi się możliwość przegranej: kto gardzi zwiastunami Królestwa Bożego, Mną gardzi, lecz kto Mną gardzi, gardzi Tym, który Mnie posłał (por. Łk 10,16). Ponieważ indywidualne uznanie władzy królewskiej Jezusa zmienia sytuację jednostki, lecz zasadniczo nie zmienia sytuacji całego społeczeństwa, dlatego jest rzeczą tak ważną, by Intronizacja dokonywana była nie tylko przez poszczególne osoby, lecz także zbiorowo przez cały naród. By była dokonana zarówno przez władze kościelne, jak i świeckie, bo tylko wtedy Królestwo Jezusa będzie mogło w danym państwie z całą mocą zaistnieć. Żądanie Pana Boga wobec ludzkości, by uznała Go swoim Królem poprzez wyrażony oficjalnie i zewnętrznie Akt Intronizacyjny, pojawiło się na początku XX wieku, a powróciło w naszych czasach z podwójną siłą za sprawą Rozalii Celakówny. W dniu 5 XI 1996 r. doszło do otwarcia procesu kanonizacyjnego S.B. Rozalii Celakówny, a wkrótce potem do ujawnienia jej misji związanej z Intronizacją. Te dwa wydarzenia wstrząsnęły i z coraz to większą mocą wstrząsają elitami duchowymi i politycznymi naszego kraju, zmuszając je do wyraźnego opowiedzenia się za lub przeciw Jezusowi Królowi Polski. W misji Rozalii jest bowiem wezwanie do dokonania Intronizacji (uznania Jezusa Królem Polski), skierowane zarówno do władz kościelnych, jak i świeckich: Jest ratunek dla Polski, jeśli Mnie uzna za swego Króla i Boga w zupełności przez Intronizację, nie tylko w poszczególnych częściach kraju, ale w całym państwie z rządem na czele… (Rozalia Celakówna, Pisma). To żądanie Pana Jezusa, by Aktu Intronizacji w imieniu naszego Narodu dokonały razem i jednomyślnie władze kościelne (episkopat) i władze świeckie (prezydent z parlamentem i rządem), stanowi istotę posłannictwa Rozalii i w dziejach chrześcijaństwa jest absolutną nowością. Szczególnie zaskakuje fakt konieczności udziału w Intronizacji władz świeckich. Niezwykłość i rangę tego żądania wyraża ostrzeżenie Boga, skierowane do nas za pośrednictwem Rozalii, że na świat nadchodzi kara o wiele cięższa od kary potopu, a także zapewnienie, że Polska nie zginie, o ile uzna w wyżej opisany sposób Jezusa swym Królem. W ślady Polski, jak zostało to zapowiedziane Rozalii, pójdzie wiele innych narodów, które także uznają w Jezusie swego jedynego Króla i Boga; tylko one ocaleją z powszechnej zagłady. Widzimy więc, że w tych postanowieniach Bożych Polska odgrywa doniosłą i bardzo odpowiedzialną rolę wobec całej ludzkości. W świetle powyższych treści powinniśmy postawić sobie pytanie, czy zwalczanie lub wymawianie się od Intronizacji nie jest grzechem przeciwko Duchowi Świętemu?

Władza świecka w służbie Jezusa Króla

W moich refleksjach nad Intronizacją, w drugiej ich części, chciałbym się głównie skupić na najbardziej niezwykłym wymiarze posłannictwa Rozalii, dotyczącym udziału w czysto religijnym akcie, jakim jest Intronizacja, władz świeckich. Wyjaśnienie tej kwestii jest bowiem kluczem do zrozumienia, dlaczego u części społeczeństwa Intronizacja wyzwala tak wielkie, negatywne emocje. Gdy mówimy o Intronizacji ogólnonarodowej, trzeba od razu dodać, że dla Intronizacji głoszonej przez Rozalię udział władz świeckich jest warunkiem sine qua non. Innymi słowy Intronizacja Jezusa Króla nie będzie ważna bez udziału w niej władz świeckich. Zastanówmy się, dlaczego pojawił się tak niecodzienny warunek i to dopiero po upływie dwóch tysięcy lat działalności Kościoła. Już przy pierwszej pobieżnej refleksji nad tym zagadnieniem można stwierdzić, że wezwanie do Intronizacji prowadzi do jawnej konfrontacji wiary z niewiarą, uległości z buntem, chrześcijaństwa z pogaństwem. Jednakże korzenie tej obecnej konfrontacji sięgają o wiele głębiej, do początków misji Kościoła. Dlatego też, by zrozumieć doniosłość przesłania misji S.B. Rozalii, musimy w naszych rozważaniach cofnąć się do czasów bardzo odległych, do początków narodzin Królestwa Bożego w narodach pogańskich. Jezus Król, Bóg prawdziwy z Boga prawdziwego, wstępując do nieba, by zasiąść na królewskim tronie po prawicy Ojca, daje Apostołom rozkaz zaprowadzenia na całym świecie Królestwa Bożego. Misja ta polega na poddaniu królewskiej władzy Jezusa wszystkich narodów. Cały ówczesny cywilizowany świat dostępny Apostołom tworzyło pogańskie, potężne Imperium Rzymskie. Poza nim żyły liczne plemiona barbarzyńskie, do których Apostołowie mogli dotrzeć po uprzednim zdobyciu dla Chrystusa Cesarstwa Rzymskiego. Stąd walka chrześcijan o zaprowadzenie Królestwa Jezusa przez okres trzech pierwszych wieków dotyczy głównie Cesarstwa Rzymskiego. Walka, do której stanęli Apostołowie i ich następcy, nie polegała na podboju terytorialnym, lecz na pokonaniu w sercach i umysłach ludów pogańskich ich wierzeń i praktyk, które wyrażały się w uprawianiu magii, czarów i różnych misteriów, pozbawionych jakiejkolwiek moralności (zob. Rz 1,18nn). Dla lepszego zobrazowania tych zmagań należy przywołać w pamięci obrazy duchowej walki przekazanej nam na kartach Nowego Testamentu. Dotyczą one zmagań Jezusa i Apostołów ze złymi duchami, które opanowały ówczesny świat i ludzi w nim żyjących. Mówiąc zatem o religiach pogańskich i związanych z nimi praktykach i misteriach, musimy pamiętać, że nie były one wytworem ludzkiej wyobraźni, lecz rzeczywistym kontaktem ze złymi duchami, a zwłaszcza z ich władcą Lucyferem, który obdarzał swych wyznawców swą mocą i swą obecnością; chodzi o faktyczną skuteczność magii, czarów, wróżb. Apostołowie, posłani jak owce między wilki, wyrywali diabłu ludzi za cenę straszliwych cierpień, jakie spadały na nich w formie licznych i niezwykle okrutnych prześladowań. Cesarstwo Rzymskie bowiem całym swym ustrojem strzegło nienaruszalności demonicznych kultów pogańskich. W tej walce dobra ze złem, miłości z nienawiścią, Kościoła z mocami ciemności chrześcijaństwo w końcu odniosło pierwsze wielkie zwycięstwo. W roku 313 współrządzący Cesarstwem Konstantyn i Licyniusz nadadzą chrześcijanom na terenie całego Imperium Rzymskiego prawo swobodnego wyznawania swej religii, tzw. edykt mediolański. W kilkadziesiąt lat potem chrześcijanie odnieśli pełne zwycięstwo, gdy cesarz Teodozjusz I w 380 r. nakaże wszystkim obywatelom swego państwa wyznawać religię chrześcijańską. Dopełnieniem tego aktu był edykt cesarski z 392 r., zakazujący w całym Imperium Rzymskim wyznawania wierzeń pogańskich i uprawiania związanych z nimi demonicznych kultów. By uprzytomnić sobie charakter tego zwycięstwa i jego doniosłość dla dalszych losów Europy, należy odsłonić towarzyszący mu wymiar duchowy: miliony ludzi i niezliczone narody zostały wówczas uwolnione spod władania złego ducha i poddane pod panowanie Jezusa Króla. Tak rodziła się chrześcijańska Europa i tworzyła się nowa cywilizacja. Ponieważ ewangelizacja jest procesem przeobrażeniowym, któremu podlega społeczeństwo zrośnięte z wytworzonymi przez siebie strukturami organizacyjnymi i prawnymi, kulturą i nauką, dlatego też chrześcijaństwo, przeobrażając ludzi, zarazem przeobrażało wszystkie dziedziny życia społecznego Cesarstwa Rzymskiego, nadając im wymiar ewangeliczny. Ten proces powodował w Europie dziejową przemianę. W miejsce cywilizacji grecko-rzymskiej kiełkowała i wzrastała cywilizacja chrześcijańska, stopniowo obejmując swym zasięgiem całą Europę i Azję Wschodnią. Rzeczą najbardziej charakterystyczną dla cywilizacji chrześcijańskiej było współdziałanie Kościoła i państwa, władzy duchowej i świeckiej, w umacnianiu w danym narodzie Królestwa Bożego i w strzeżeniu go przed wrogami.

Podstawy cywilizacji chrześcijańskiej

Pomijam w tym artykule zagadnienie supremacji władzy papieskiej (papież namiestnikiem Jezusa Króla) nad władzą cesarską lub królewską i tylko odwołam się do egzemplarnego modelu funkcjonowania tej dwuwałdzy w cywilizacji chrześcijańskiej, by ukazać niezbywalność wynikającego z niej sojuszu (wspólnoty) tronu i ołtarza, czyli ścisłego współdziałania władzy państwowej z władzą kościelną. Współdziałanie państwa i Kościoła w obronie religii chrześcijańskiej i w normowaniu życia obywateli według jej zasad, zaistniałe na przełomie IV i V w., w następnych wiekach było nieustannie pogłębiane nie tylko praktycznie, ale też i teoretycznie przez rozwój myśli teologicznej. U progu IX w. jawi się dojrzały model sojuszu (nierozerwalności Kościoła od państwa) tronu i ołtarza. W roku 800 miało miejsce doniosłe wydarzenie: Król frankoński Karol Wielki, mieniąc się władcą chrześcijańskim, przyjął w Rzymie z rąk papieża Leona III koronę cesarską. Tak powstałe w Europie cesarstwo chrześcijańskie, związane ściśle z papieską władzą, było ukoronowaniem długoletniego wysiłku Kościoła, którego celem była konsolidacja i organizacja wspólnoty państw chrześcijańskich na nowych podstawach. Cesarz Karol Wielki, w nawiązaniu do chrześcijańskich cesarzy cesarstwa rzymskiego, stał się obrońcą Kościoła w tym zakresie, jaki należał do kompetencji władzy świeckiej. W ten sposób idea udziału w misji Jezusa władców świeckich zaprowadzała w Europie Królestwo Boże (Respublica Christiana) na ostatecznych zasadach. Cesarz jako pomazaniec Boży miał kierować w sprawach doczesnych całą chrześcijańską społecznością (Christianus populus) w nierozerwalnej wspólnocie (sojuszu) z władzą duchową, papieską. Podkreślam bardzo dobitnie słowa "w nienaruszalnej wspólnocie", gdyż od nienaruszalności tej wspólnoty uzależniony był cały nowo ustanowiony porządek chrześcijańskiej Europy, stanowiący zarazem fundament cywilizacji chrześcijańskiej z dwóch racji. Po pierwsze, przy modelu dwuwładzy w państwach chrześcijańskich jest rzeczą absolutnie niemożliwą, by któraś z tych władz znalazła się w duchowej opozycji do drugiej: Królestwo wewnętrznie skłócone nie może się ostać (por. Mt 12,25) lub by któraś z nich służyła innym wartościom i innemu panu: Nikt nie może dwóm panom służyć (por. Mt 6,24). Po drugie, władza duchowa, by nie była zmuszona przekraczać swych kompetencji, musi mieć wiernego sojusznika w zarządzie rzeczami doczesnymi. Państwo i Kościół muszą wzajemnie i całkowicie na sobie polegać i się uzupełniać we wspólnym budowaniu i strzeżeniu Królestwa Bożego na tym świecie. By ukazać, jak ważna jest zasada pomocniczości państwa dla prawidłowego funkcjonowania organizmu narodu chrześcijańskiego, wspomnę tylko o kwestii administracji państwowej, prawa karnego, obronności itd., leżących w gestii władzy świeckiej, która w tym celu posiada odpowiednie środki i narzędzia. Zerwanie tej zasady oznaczałoby zburzenie całego porządku obowiązującego narody przynależące do cywilizacji chrześcijańskiej. Dla lepszego zrozumienia nieodzowności sojuszu tronu i ołtarza, musimy uświadomić sobie charakter zagrożeń, z którymi borykały się wówczas narody chrześcijańskie. Zagrożenie, to najbardziej widoczne, płynęło nieustannie ze strony plemion barbarzyńskich. W zwalczaniu tego zagrożenia współdziałanie Kościoła i państwa było nieuchronne i nikt tego nie kwestionuje. Obok wroga zewnętrznego nieustannie ujawniał się wróg wewnętrzny – duchowy. Do niego zaliczyć należy wszystkich herezjarchów i inspirowane przez nich herezje. Jednakże o wiele większe zagrożenie duchowe dla chrześcijaństwa płynęło ze strony demonicznych kultów i praktyk, niosących z sobą śmiertelną zarazę dotykającą duszy. Trzeba przy tym odróżnić zagrożenie płynące z wierzeń pogańskich, właściwych dla plemion barbarzyńskich zamieszkujących Europę, od potężnych kultów i rytuałów demonicznych świata antycznego, których nieprzerwanym siedliskiem była Europa południowo-wschodnia i Azja. To drugie zagrożenie, szczególnie niebezpiecznie z racji wyrafinowanych praktyk i uwodzących idei, proponujące ludziom udział w "boskiej", lucyferycznej wiedzy, mocy i władzy, było gorsze od najazdów wrogich armii i wymagało pełnej mobilizacji obronnej od Kościoła i państwa, strzegących razem duchowych granic chrześcijaństwa. Z tej potrzeby zrodziła się Inkwizycja, oskarżana i ośmieszana dzisiaj przez burzycieli starego ładu.

Wrogowie Królestwa Bożego

By uzmysłowić skalę duchowego zagrożenia cywilizacji chrześcijańskiej i konieczność współdziałania Kościoła i państwa w jego zwalczaniu, przytoczę jeden z licznych faktów historycznych. Otóż rycerze Zakonu Templariuszy, założonego w Jerozolimie w 1118 r. dla obrony pielgrzymów, po upadku Królestwa Jerozolimskiego w 1187 r. wracają do Europy i osiedlają się we Francji. Wkrótce stają się potęgą ekonomiczną i zdobywają coraz większe wpływy polityczne na dworach królewskich. Jednakże ich działalność budzi wiele podejrzeń z innych racji. Są wielkim zagrożeniem dla chrześcijańskiej Europy z powodu swych heretyckich poglądów na życie i śmierć Jezusa oraz demonicznych praktyk, polegających na bezczeszczeniu krzyża, uprawianiu czarnej magii, magii seksualnej i kultu szatana. W piątek 13 października 1307 r. król francuski Filip IV Piękny, w porozumieniu z papieżem Klemensem V, przeprowadza nagłą akcję militarną, której celem było uwięzienie Templariuszy. W samym Paryżu zostaje uwięziony wielki mistrz zakonu Jakub de Molay wraz ze 140. rycerzami. Równocześnie dokonano aresztowań członków zakonu na terenie całej Francji. Proces Templariuszy trwał kilka lat. W toku przesłuchań prowadzonych przez Inkwizycję kościelną, której przewodniczył Inkwizytor brat Wilhelm z Paryża, ustalono, że Templariusze w czasie swego pobytu w Palestynie przejęli od ludów Wschodu gnostycką wiedzę i demoniczne misteria, czcząc Lucyfera w posągu zwanym Baphometem. Przedstawiał on skrzydlatego kozła z wielkimi rogami, z pięcioramienną gwiazdą na łbie, siedzącego na ujarzmionym globie jak na tronie. Inskrypcja "Baphomet" czytana wspak, według kryptografii kabały żydowskiej znaczy: ojciec świątyni pokoju wszystkich ludzi. Templariusze czcili zatem w miejsce Boga Ojca, innego ojca (Lucyfera), budowniczego nowej świątyni (nowego ładu), wszystkich ludzi (wymiar globalny). W roku 1310 spalono na stosie 54 Templariuszy, a w 4 lata później zginął na stosie wielki mistrz Jakub de Molay z trzema innymi najbliższymi współpracownikami. Chociaż papież Klemens V bullą Vox clamantis zniósł Zakon Templariuszy, a następnie zakazał pod karą ekskomuniki w jakikolwiek sposób nawiązywać do jego tradycji, to jednak przywleczonej ze Wschodu zarazy okultyzmu nie udało się już z Europy usunąć. Kult Baphometa, nadal szerzony w głębokiej konspiracji przez zbiegłych Templariuszy, odrodził się z całą siłą w Zakonie Różokrzyżowców, sięgającym swymi początkami XV wieku. Przypuszcza się, że ci protoplasci współczesnej masonerii, nieprzejednani wrogowie Kościoła katolickiego, nazwą swą nawiązali do czerwonego krzyża zdobiącego płaszcze Templariuszy. Nota bene jednym z ojców zjednoczonej pod władzą Baphometa Europy był różokrzyżowiec Jan Amos Komeński (1592-1670), zwany też Comeniusem. Pochodził on z Moraw z rodziny husyckiej i oficjalnie przynależał do groźnej sekty Braci Czeskich. Głównie działał w Polsce, w Lesznie, gdzie parał się szkolnictwem, opracowując zasady dydaktyki w zgodzie ze swymi przekonaniami. Obecnie projekt Comenius jest wcielany przez Unię Europejską w polskim szkolnictwie. Spuściznę po Różokrzyżowcach przejęła z czasem masoneria, a sam Comenius uważany jest przez J. Giertycha za jednego z głównych twórców masonerii. Tych parę faktów, podanych w wielkim skrócie, powinno nam uświadomić, jak wielkim zagrożeniem dla cywilizacji chrześcijańskiej, a obecnie dla naszego Narodu jeszcze katolickiego, stanowiły zręby antykościoła, budowane już w średniowieczu przez wyznawców okultyzmu. Zasada bowiem walki o władzę nad światem między dobrem a złem jest zawsze ta sama. Jezus posyła Apostołów z misją poddania pod Jego panowanie wszystkich narodów. Lucyfer działa także w podobny sposób, posyłając na świat swych apostołów okultyzmu z podobnym zadaniem. Walka o dusze ludzkie w razie przegranej jest dla chrześcijan o wiele groźniejsza w skutkach, niż wszystkie krwawe najazdy wrogów zewnętrznych i toczonych w ciągu historii wojen. Czy Kościół i władcy chrześcijańscy w tej walce na śmierć i życie wieczne nie mieli prawa uciekać się do środków ostatecznych, jakimi były tortury i płonące stosy? Jeśli w walce z Saracenami czy Turkami nie przebierano w środkach, mordując setki tysięcy ludzi i paląc ogniem wielkie połacie ziemi wraz z osadami i miastami, to nikt nie podważa słuszności tych działań. Jeśli w walce o wiele bardziej bezwzględnej i straszniejszej, bo duchowej, prowadzonej w obronie narodów chrześcijańskich skazano na śmierć ludzi walczących po stronie Lucyfera, to współcześni tryumfatorzy nowego porządku świata nie znajdują dla tych działań granic potępienia. Zapytajmy się cóż takiego się stało, że w świecie nam współczesnym nastąpiła tak radykalna zmiana nastawienia do Kościoła i narodów chrześcijańskich, a wraz nią przewrotna ocena faktów historycznych.

Dechrystianizacja Europy

Przyjmuje się, że cywilizacja chrześcijańska trwała w Europie od V do XV wieku. Cóż zatem ją zniszczyło? Nie najazdy barbarzyńców, lecz tajne stowarzyszenia i związki osób skupionych wokół Baphometa! Ludzie ci doskonale w nich zorganizowani przenikali stopniowo do władz państwowych i kościelnych, do urzędów i uniwersytetów, zwodzili filozofię i teologię, demoralizowali szkolnictwo, desakralizowali sztukę itd. Wszystko i wszystkich poddawali pod władzę Lucyfera, szerząc, na ile się tylko dało, w danym okresie historii bałwochwalcze misteria, okultyzm, satanizm i wszelki zamęt społeczny. Dziś żyjemy w świecie astrologów, wróżek, magów, uzdrawiaczy, tarota, kabały, pośród wszelkich zwyrodnień seksualnych i równouprawnionych wszystkich religii. Gdyby w naszym czasie żyli i działali Templariusze, cieszyliby się powszechnym uznaniem i szacunkiem, a niejeden z nich dostałby Nobla lub występowałby w telewizji jako wielki humanista i autorytet moralny. Bo dziś już nie ma kto bronić duchowych granic Królestwa Jezusa i chronić ludzi ochrzczonych przed śmiertelnymi wrogami ich życia wiecznego i ich duszy. Za to nauczono ludzi Kościoła katolickiego wstydzić się i przepraszać za struktury i za owoc działań obronnych państw stanowiących niegdyś cywilizację chrześcijańską. Demontaż cywilizacji chrześcijańskiej następował stopniowo, kierowany w sposób przemyślany i metodyczny od przeszło 300 lat przez światową masonerię, która wchłonęła w siebie wcześniejsze i działające do tej pory, niezależnie od siebie, wszelkie twory organizacyjne Antychrysta. Dla tego zwycięskiego pochodu zła barierę nie do przebycia wciąż stanowił sojusz Kościoła i państwa. Jak długo on trwał, tak długo prawo stanowione było zgodne z prawem Bożym, a administracja państwowa wymagała od obywateli przestrzegania norm kościelnych, stosując wobec opornych sankcje. Mimo licznych prób (wystarczy wymienić Rewolucję Francuską) przymierze tronu i ołtarza okazało się dla światowej masonerii twierdzą wyjątkowo trudną do zdobycia. Po wielu latach szturmu pierwszego wyłomu dokonano w Stanach Zjednoczonych Ameryki Północnej. Na mocy pierwszej poprawki do konstytucji z roku 1789 zakazano uznawania religii katolickiej za oficjalną, to znaczy spójną z państwem. Następne zwycięstwo masoneria odniosła we Francji. Na mocy Ustawy o stowarzyszeniach z dnia 2 lipca 1901 r. zlikwidowano we Francji setki klasztorów, a w konsekwencji doprowadzono do zamknięcia tysięcy szkół katolickich. Wkrótce potem na mocy Ustawy o separacji Kościoła od państwa z dnia 9 grudnia 1905 r. pozbawiono Kościół katolicki osobowości prawnej – stan ten trwa do dziś. W roku 1911 wielki mistrz masonerii portugalskiej, Magalhaes Lima, na kongresie masońskim w Rzymie był entuzjastycznie fetowany za wypowiedź: Przez 10 miesięcy naszych rządów uczyniliśmy to, czego inni nie mogli uczynić przez wiele lat. Wypędziliśmy Jezuitów, zlikwidowaliśmy zgromadzenia religijne, wprowadziliśmy prawo rozwodów i oddzieliliśmy państwo od Kościoła. W innych krajach walka jeszcze trwała i dlatego w roku 1922, w czasie zjazdu lóż Wielkiego Wschodu, który odbył się w Genewie, ustalono dalszy program walki z Kościołem, obowiązujący wszystkie loże. W programie tym jeden z sześciu głównych punktów (oprócz popierania organizacji wolnomularskich i teozoficznych, ruchu sekciarskiego oraz zwalczania szkół religijnych) stanowił zapis o dążeniu do rozdziału Kościoła od państwa. Zdawano sobie bowiem sprawę, że Kościół pozbawiony osłony państwa zostanie wyrugowany z życia publicznego.

Działania obronne Kościoła

W obliczu tych ogromnych zniszczeń dokonanych w życiu wielu narodów przez masonerię, chodzi przecież o zbawienie milionów, milionów ludzi, ówczesny Kościół walczył tymi środkami obronnymi, które były w jego dyspozycji. Masoneria została przez papieży dokładnie w licznych encyklikach opisana co do swego lucyferycznego pochodzenia i działania, i wielokrotnie obłożona klątwą. Wszyscy przynależący do masonerii lub ją popierający zostali przez Kościół ekskomunikowani, a sama organizacja na przestrzeni 200 lat została aż 400 razy potępiona przez papieży, co w stosunku do innych sekt stanowi absolutny rekord. Nie mniej zdecydowanie przeciwstawiali się papieże próbom rozdzielenia Kościoła od państwa. Wystarczy wspomnieć encyklikę Vehementer nos, w której papież Pius X potępił rozdział Kościoła od państwa jako zasadę absolutnie fałszywą i niezwykle szkodliwą. Szkodliwość tej zasady jest tej samej natury co działanie sił ciemności. Państwo, które w swym programie działania nie identyfikuje się z chrześcijańskimi wartościami i zasadami życia, z konieczności musi identyfikować się z ideologią lucyferyczną, a tym samym normować życie społeczne obywateli według jej zasad (np. komunizm, faszyzm, liberalizm, globalizm). Ponieważ poza Bogiem chrześcijan istnieje tylko jeden uzurpator – Lucyfer (ukrywa się on pod wieloma imionami, co czyni pozór wielości religii i bóstw), świat, wyłamując się z ram chrześcijaństwa, musi z konieczności dostać się pod jego władanie. Na pytanie: Jak mogli dopuścić do tego zwycięstwa szatana ludzie ochrzczeni?, odpowiadam pytaniem retorycznym: Jak mogli powiesić swego Króla na drzewie krzyża ludzie obrzezani? Zdrada dziesiątków milionów ludzi na przestrzeni ostatnich kilkuset lat, świeckich i duchownych, którzy przystali do masonerii, spowodowała, że we wszystkich narodach dotkniętych laicyzacją państwa następowała detronizacja Jezusa Króla. Dla zobrazowania tego dramatu, który nadal rozgrywa się na naszych oczach, przytoczę kilka wypowiedzi papieskich: – papież Leon XIII, cytując Psalm 2. i słowa Jezusa: Dana Mi jest wszelka władza na niebie i na ziemi, stwierdza, że Jego panowanie musi być najwyższe, absolutne i od nikogo niezależne… i dodaje: Błagać będziemy, by Jezus Chrystus, którego władzy przecież podlegamy, rzeczywiście tę władzę nad nami wykonywał… Wtedy tylko będzie można uleczyć tak wiele ran, przywrócić powagę prawa, zaprowadzić ład i pokój, gdy wszyscy chętnie i z uległością przyjmą panowanie Chrystusa (encyklika Annum sacrum, 1899 r.); – papież Pius XI: Taki potop zła rozlał się w świecie dlatego, iż większa część ludzi odsunęła Jezusa Chrystusa i Jego święte prawa od praktyki swego życia, od rodziny i spraw publicznych…Usunięto Boga, Jezusa Chrystusa, od prawodawstwa i spraw państwowych, i oświadczono, że władza nie pochodzi od Boga, ale od ludzi. To było przyczyną, że zachwiała się sama podstawa władzy (encyklika Ubi arcano, 1922 r.); – papież Pius XI: Dziś, gdy rozkazujemy, by ogół katolików czcił Chrystusa pod imieniem Króla, tym samym uważamy, że podajemy jedno z najskuteczniejszych lekarstw na nasze czasy, a także i na zarazę, która społeczeństwo ludzkie nawiedziła. Zarazą naszych czasów nazywamy tzw. laicyzm, wraz z jego błędami i niegodziwymi dążeniami… Rozpoczęto od zaprzeczenia panowania Chrystusa na wszystkimi ludami. Powoli zrównano religię Chrystusa z religiami fałszywymi i zniżono ją haniebnie do ich rzędu. Następnie poddano ją władzom świeckim… Doprawdy im bardziej pomija się w haniebnym milczeniu najsłodsze Imię naszego Zbawiciela, czy to w zgromadzeniach międzynarodowych, czy w parlamentach, tym głośniej trzeba je wielbić, rozgłaszając wszędzie prawa Jego Królewskiej godności i władzy (encyklika Quas primas, 1925 r.); – papież Pius XI: Gdy jednak w ubiegłym wieku, a także i w naszych czasach podstępne machinacje bezbożnych ludzi doprowadziły do tego, że zaczęto się wyłamywać spod najwyższej władzy Jezusa Chrystusa i wypowiedziano otwartą wojnę Kościołowi, wydając prawa oraz ustawy niezgodne z prawem Boskim i naturalnym; gdy na publicznych zebraniach wołano: "Nie chcemy, żeby On był naszym Królem!" : "Trzeba ażeby Chrystus królował!" (encyklika Miserentissimus Redemptor, 1928 r.); – papież Pius XII: Uważamy za największą powinność Naszego urzędu i największy obowiązek wobec współczesności dać świadectwo prawdzie. (…) A więc głównym złem, z powodu którego świat współczesny popadł w duchowe i moralne bankructwo oraz ruinę, jest niegodziwe i zaiste zbrodnicze usiłowanie, by pozbawić Chrystusa Jego Królewskiej władzy, a także nie przyjęcie nadanego przez Chrystusa prawa prawdy oraz odrzucenie prawa miłości, które jako Boskie tchnienie jest życiodajną treścią i mocą Jego władania. Ratunek i zbawienie dla współczesnego człowieka znajduje się tylko w czci Chrystusa jako Króla, w uznawaniu uprawnień wynikających z władzy, jaką On sprawuje, oraz w doprowadzeniu do powrotu poszczególnych ludzi i całej ludzkiej społeczności do chrześcijańskiego prawa prawdy i miłości (encyklika Summi pontificatus, 1939 r.). Powyższe nawoływania papieskie pozostały w świecie bez echa, a po śmierci Piusa XII umilkły. Europa kierowana przez oświeconych humanistów nadal się jednoczy w imię Baphometa, a cały świat zmierza ku globalizacji – jednego imperium królestwa ciemności.

Dana światu szansa na ocalenie

Na tle tych dziejowych przemian, które ukazałem, dopiero możemy właściwie odczytać posłannictwo S.B. Rozalii Celakówny. Jej wielkie orędzie, skierowane w pierwszym rzędzie do Narodu Polskiego, a wyrażające żądanie Pana Jezusa, jedynego Króla narodu ludzi ochrzczonych, a więc formalnie przynależących do Jego Królestwa, by dokonać Intronizacji, czyli publicznie uznać Go swym Królem, jest przez Boga daną Polsce i światu ostatnią szansą ocalenia. Rozalia w wielkiej wizji dotyczącej zniszczenia świata widzi popękany glob ziemski i gorejącą lawę niszczącą niczym biblijny potop wszystkie kraje i narody, które odmówiły uznania Jezusa swym Królem. Ta scena nie pozostawia niedomówień, a jej autentyczność potwierdzają słowa Pana Jezusa w bardzo licznych Jego wypowiedziach, zapisanych w Ewangeliach. Jest ona ponadto całkowicie zgodna z Apokalipsą św. Jana, a także z ostrzeżeniem przekazanym światu przez Matkę Najświętszą w Fatimie w roku 1917, w czasie wielkiego tryumfu masonerii. Wystarczy zastanowić się, czy Bóg może zachować świat w istnieniu, gdyby ludzkość upodobniła się do Lucyfera? Czy nie groziłby wtedy ludzkości ten sam los co diabłu (zob. Ap 19,19nn)? Jezus Król nabył świat za cenę krwi przelanej i powracając, oczyści swą własność, karząc przeniewierców, bluźnierców i świętokradców. Przed dniem kary dał światu dzień miłosierdzia, czas na opamiętanie się za pośrednictwem św. Faustyny. Dziś przemawia do nas przez S.B. Rozalię Celakównę, wskazując nam ostatnią szansę ratunku – Intronizację. Osoby z kręgów patriotyczno-narodowych, które zajmują się sprawami społeczno-politycznymi mają świadomość, jak wszystkie organy i dziedziny życia naszego Narodu zostały poddane władzy twórców antychrześcijańskiego ładu.

 

Widzą rozpacz w oczach milionów Polaków, oszukanych przez przywódców, ogłupionych przez media, odartych z godności dzieci Bożych, wydziedziczonych z majątku narodowego przez ludzi owładniętych duchem złym. Po ludzku myśląc, z tej opresji duchowej i materialnej, w jakiej znalazł się nasz Naród, nie ma wyjścia. Ale trzeba uwierzyć, że Bóg wszystko może.

 

 Trzeba uwierzyć w posłannictwo S.B. Rozalii Celakówny i uchwycić się tej jedynej szansy na nasze ocalenie. Wierzę, że Jezus Król Polski nas obroni i że, zgodnie z obietnicą objawioną wielu świętym polskim XX wieku, wywyższy nasz kraj w potędze i chwale, jeśli tylko wypełni Jego wolę, jeśli dokona Intronizacji. Dlaczego moje nawoływanie kieruję do ludzi świeckich? Nie chcę się żalić na oportunizm władz kościelnych, na opór, jaki wśród wielu duchownych napotyka sprawa uznania Jezusa Królem Polski.

 

 

Chcę natomiast w kontekście tego, co uprzednio napisałem, ukazać zadanie ludzi świeckich w dziele Intronizacji. Ponieważ Bóg żąda, a należy to do istoty Jego żądania, by Aktu Intronizacji dokonały również władze świeckie, daje to osobom świeckim, a zwłaszcza prowadzącym działalność polityczną, powód i najwyższą rację do zaangażowania się w walkę o uznanie Jezusa Królem Polski. Ukazałem, jak powstawała cywilizacja chrześcijańska, jak ważny dla jej istnienia był sojusz Kościoła i państwa i w jaki sposób ją zniszczono. Przejęcie przez antykościół w swe ręce władzy świeckiej w państwach chrześcijańskich stało się powodem stoczenia się tych narodów z drogi stromej, prowadzącej do tronu Jezusa Króla. Dziś władza świecka stała się ostoją i protektorem duchowego panowania zła nad narodami. Żądanie zatem Boga, w pełni zasadne, by władza świecka ukorzyła się przed Nim w pokornym Akcie Jego Intronizacji, który ma pociągnąć za sobą przywrócenie w państwie ładu Jego Królestwa, jest ultimatum! Niech ta prawda przynagla zwłaszcza osoby, które poczuwają się do odpowiedzialności za los naszego kraju, w dążeniu do odrestaurowania Królestwa Bożego w naszej Ojczyźnie. Na wstępie niniejszych rozważań oświadczyłem, że Intronizacja prowadzi do jawnej konfrontacji z ludźmi i strukturami przeciwnymi Królestwu Bożemu.

Sami dobrze widzicie palącą potrzebę wyzwolenia Polski spod ich wpływu. Trzeba odsunąć od władzy ludzi, którzy zdradzili Chrystusa, niezależnie od tego, czy noszą garnitur czy sutannę, czy swe szaty zdobią fartuszkiem, czy purpurą. Trzeba oczyścić Królestwo Maryi z bałwochwalstwa, z niesprawiedliwości społecznej, z zakłamania, by w ten sposób przygotować drogę do tronu Polski dla Jezusa Króla. Intronizacja bardziej niż woda święcona sama z siebie ujawni zdrajców. W tej walce nie tylko o doczesność, ale także o szczęście i życie wieczne, niech przykładem dla nas będzie osoba świecka, na pozór nic nie znacząca, skromna pielęgniarka, Służebnica Boża Rozalia Celakówna.

 


 

 

 

Dr. Marek Głogoczowski  (fragmenty).

Casus ks. prof. Węcławskiego, czyli problem „zakłamania świata Bogiem”

Pod koniec stycznia br. otrzymałem, dość rozpowszechnioną w polskich elektronicznych mediach, informację:

„Rewolta w Polskim Kościele Katolickim. Wystąpienie księdza profesora Tomasza Węcławskiego z kościoła katolickiego do niedawna ważnego duchownego, byłego rektora Arcybiskupiego Seminarium Duchownego w Poznaniu, doradcy watykańskiej Kongregacji Nauki Wiary.

 

Po wnikliwych badaniach historii pierwszych wieków chrześcijańskich doszedł on do wniosku, że :

 

Jezus Chrystus nie był Bogiem,

a wszystko, co opowiada Kościół, to po prostu nie ma żadnego sensu.

 

W marcu ub. r. 2007 prof. Węcławski zrzucił sutannę, a tuż przed świętami Bożego Narodzenia dokonał formalnego aktu apostazji, czyli wystąpienia z Kościoła.”

Ponieważ byłem akurat wtedy przejazdem w Warszawie, więc zapytałem o tę sprawę dość często występującego w katolickiej telewizji „Trwam” profesora filozofii Bogusława Wolniewicza, któremu chciałem zaprezentować mą najnowszą, podsumowującą mój dorobek filozoficzny, książkę pt. „’Młot na Rozum’ liberalnej demokracji”. Prof. Wolniewicz oczywiście o sprawie apostazji prof. Węcławskiego wiedział, ale ją zbagatelizował, twierdząc iż „zrobił to on dla poklasku”. Zupełnie inaczej zareagował na tę wiadomość mój kolega, warszawski prawnik, który przeczytawszy powyższą notkę stwierdził krótko

„to nic nowego, przecież i muzułmanie twierdzą, że Jezus był tylko człowiekiem, a pomimo to wierzą w Boga”.

Ta banalna uwaga dezawuuje opinię, że prof. Węcławski odszedł od Kościoła „dla poklasku”. Gdzie jak gdzie, ale w Polsce (podobnie jak w USA, którego prof. Wolniewicz okazał się być entuzjastą), afiszowanie się z poparciem dla „terrorystów islamskich” nie przysparza społecznego uznania.

 

 Zresztą i moi znajomi w Zakopanem, którzy o decyzji prof. Węcławskiego czytali, też twierdzili, że powody jego odejścia od Kościoła były głębsze, przypominali aferę związaną z pedofilią poznańskiego arcybiskupa Petza, w którego diecezji Tomasz Węcławski był rektorem seminarium duchownego.

Otrzymana internetowa notka precyzuje przyczyny nagłego zerwania z Kościołem jednego ze znamienitszych polskich teologów:
„Jest niezwykle rzadkie zjawisko. Jeśli bowiem ksiądz odchodzi ze stanu kapłańskiego, to jednak z reguły pozostaje w kościele, nie porzuca wiary. Natomiast, prof. Węcławski uznał, iż musi postąpić inaczej.

Wyrzekł się on wiary katolickiej, jednocześnie ogłaszając, że Jezus Chrystus nie był Bogiem, ale zwykłym człowiekiem, przywódcą religijnym i społecznym.

Do wniosku takiego doszedł jako szef Pracowni Pytań Granicznych Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, prowadząc badania w PPG dotyczące źródeł chrześcijaństwa – tego, co głosił Jezus Chrystus swoim uczniom oraz jak ta jego spuścizna została wykorzystana przez potomnych.

 

Analizując źródła historyczne, filozoficzne, oraz teologiczne, wyciągnął z tego wnioski, że wszystko to, co leży u podstaw kościelnej doktryny, jest błędne i nie odpowiada prawdzie. Natomiast Chrystus niewiele dziś ma wspólnego z tym co głoszą kapłani wiernym. Jest to „wypaczenie” nauk Galilejczyka przez obecną hierarchię, ma ona źródło w pierwszych wiekach chrześcijaństwa, kiedy kościół formował swoje pierwsze struktury.”

…………..

Dzisiaj ten „głos Jezusa” dochodzi do nas przez wypowiedzi byłego księdza rektora, profesora Węcławskiego:

„Profesor w swoich wykładach podkreśla, iż „czynnik społeczny i kulturowy tamtych wydarzeń (tzn. początków chrześcijaństwa) pozostaje często niedoceniany, natomiast przeceniane jest »bezpośrednie« „działanie Jezusa”. Odróżnia on chrześcijan od pierwszego „ruchu Jezusa” -- emanacji pragnień ubogiej wiejskiej ludności ówczesnej Galilei – od kościoła tworzonego przez jego uczniów (z zwłaszcza św. Pawła – M.G.). Chrześcijanie byli bowiem wyznacznikiem już innego zjawiska, mniej spontanicznego, przypominającego nie ruch społeczny, ale „bardziej zorganizowaną i stabilną, zhierarchizowaną społeczność religijną”.

„To, co było w centrum orędzia Jezusa i jego ruchu: głoszenie królowania Boga, schodzi na drugi plan, na pierwszy natomiast wysuwa się »chrystologia« - wizja Jezusa jako Mesjasza (Chrystusa), Syna Bożego, Pana wszystkich rzeczy i Zbawiciela wszystkich”

 – głosi prof. Węcławski. W taki sposób przywódca religijny Jezus został przekształcony przez potomnych w Boga Jezusa. „Chrześcijaństwo zdominował obraz Boga inny i stosunkowo daleki od tych możliwości, które zapowiadała nowa religijność »ruchu Jezusa«” – stwierdza teolog. Z tego pnia wyrosły wszystkie obecne kościoły chrześcijańskie, w tym kościół katolicki. Prof. Węcławski polemizuje z tezami jakoby kościół obecny został stworzony przez Jezusa. Taki kształt nadały mu kolejne pokolenia wiernych.”

Interesującym jest, że obrazoburcze opinie profesora Węcławskiego nie są li tylko „wyskokiem” wśród pozornego monolitu katolickiego, wyższego duchowieństwa. Jeden z moich doktoryzowanych kolegów z pracy, który kilka lat temu napisał książkę o filozofii księdza profesora Tischnera, opowiadał iż według tego, zmarłego przed dziesięciu laty przyjaciela Jana Pawła II „w najwyższych kręgach Kościoła twierdziło się, iż wewnątrz ich ‘korporacji’ wierzącymi były co najwyżej trzy osoby, z których jedną był żyd Lewinas”.

W tym kontekście, skrywanym przed katolicką publicznością, warto przypomnieć, że:

„Decyzja prof. Węcławskiego jest bardzo bolesna dla Kościoła katolickiego, jako że był on jednym z najważniejszych katolickich teologów. Jak na ironię zakrawa fakt, że zasiadał w Międzynarodowej Komisji Teologicznej, czyli ciele doradczym watykańskiej Kongregacji Nauki i Wiary rządzonej wtedy przez

kardynała Josepha Ratzingera, obecnego papieża Benedykta XVI.

Instytucja ta jest następczynią sławnej Inkwizycji, mająca stać na straży tradycyjnej doktryny kościelnej.

Okazuje się więc, że nawet strażnicy świętego ognia zaczynają wątpić w jego istnienie. Lepiej późno niż wcale.” (info J.Ł.)

 


Magda Hartman
ks.prof.Węcławski:

Jezus nie jest Bogiem, katolicyzm to fałsz.


Publiczne wyrzeczenie się Kościoła katolickiego przez jednego z czołowych katolickich teologów jest skandalem, który dopiero zaczyna się rozkręcać.

Stała się rzecz bezprecedensowa. Oto jeden z najwybitniejszych polskich chrystologów na drodze teologicznych dociekań
doszedł do wniosku, że

 

wyłożona w doktrynie katolickiej teoria Jezusa Chrystusa jako jednej z osób Boga w Trójcy Jedynego jest nie do obrony.

Profesor Tomasz Węcławski (55), jak zawsze niezwykle skromny i unikający rozgłosu, powodów swej decyzji o wystąpieniu z Kościoła katolickiego każe szukać w swych ostatnich wykładach. Zatytułował je "Uniwersum wczesnych chrześcijan - rekonstrukcja i znaczenie krytyczne

". Omawia w nich proces, w rezultacie, którego obwołano Jezusa z Nazaretu mesjaszem, a następnie – Bogiem”.


Dla Węcławskiego Jezus to radykalny reformator religijny, twórca millenarystycznego ruchu, głoszącego rychłe nadejście Królestwa Bożego. Jezus opiera swe nauki na dwóch filarach - niezwykle bliskiej relacji z Bogiem i przebudowie istniejącej hierarchii społeczno-religijnej.
Jezus doznaje jednak porażki: pada ofiarą oczekiwań mesjanistycznych, co prowadzi do odrzucenia przez elity i skazania na śmierć. Jednak najdotkliwsza, zdaniem Węcławskiego, klęska Jezusa dokonuje się już po ukrzyżowaniu - jest nią reinterpretacja jego klęski jako ofiary.

Klęska Jezusa dokonuje się w reinterpretacji jego własnej śmierci, a za nią także obrazu Boga nie w tym kierunku, który on sam wskazywał swoją postawą, słowami i działaniem, ale w kierunku przeniesienia i na niego samego, i na obraz Boga oczekiwań, które on sam albo wprost odrzucał, albo rozumiał gruntownie inaczej.

Innymi słowy Jezus to ofiara oczekiwań społecznych. Egzystencjalną wartość radykalnych impulsów Jezusa chrześcijaństwo zaprzepaściło poprzez uniwersalizację. Przekaz Jezusa-człowieka został zagubiony, gdy uznano go za Boga.

Tymczasem według Węcławskiego zadaniem człowieka jest naśladowanie Jezusa jako
wyjątkowego człowieka, poprzez wzięcie pełnej odpowiedzialności za swoje życie. I to jest to, co ja skądinąd robię.
Tak kończy profesor Węcławski swoje życie w Kościele katolickim, dając dość wyraźne przesłanie - oczywiście mocno protestanckie w tonie.

Kościoły protestanckie już od dawna nie kładą wielkiego nacisku na boskość Jezusa - w tamtejszej refleksji teologicznej jest ona jakby drugorzędna. Naprawdę istotny jest Jezus-człowiek, człowiek w najwyższym stopniu, stanowiący przykład do naśladowania dla wszystkich ludzi. Do podobnych wniosków doprowadziła Węcławskiego jego osobista refleksja teologiczna, prowadzona, jak całe jego życie, z wielką uczciwością.


Wczorajszy tekst Artura Sporniaka w Tygodniku Powszechnym, będący pełnym szacunku przedstawieniem decyzji i poglądów Tomasza Węcławskiego, został natychmiast niezwykle ostro zaatakowany przez poznańską Kurię Metropolitalną.

Jej zdaniem tygodnik nie dość wyraźnie potępił poglądy Węcławskiego jako niezgodne z nauką Kościoła. Kuria podkreśla też, że Węcławski został ekskomunikowany, a więc obłożony kościelną klątwą.
Apostazja profesora Węcławskiego, autora ponad 30 książek i postaci bardzo znaczącej w światowej teologii, jest kolejnym z głośnych odejść wybitnych duchownych katolickich. Jednak ma wymiar krytyki systemowej, zaprzeczenia samym podstawom religii katolickiej.
Nie jest to instrumentalna krytyka Stanisława Obirka, znakomitego publicysty jezuickiego, który porzucił stan kapłański w odpowiedzi na liczne próby cenzurowania jego poglądów przez władze zakonne. Przypomnijmy, że Obirek
nie bał się zadawać pytań.


 

Katarzyna Kolska 2004-05-07

ks.prof.Węcławski Tomasz

Zamiast na wygodnym łóżku w luksusowym hotelu woli spać w stogu siana, w starej szopie albo pod gołym niebem. Potrafi całymi dniami nic nie jeść, ale gdy wybiera się w długą podróż, ma przy sobie zawsze żelazne rezerwy - marcepan. O sobie mówi niewiele i raczej niechętnie. Nie lubi szumu i rozgłosu wokół własnej osoby. Nie goni za kościelnymi godnościami - przeciwnie, nawet odmawia ich przyjęcia. Inni o nim mówią, używając słów wielkich, i nie jest to okolicznościowa laurka na cześć bohatera, który odbierze dziś w Krakowie Nagrodę im. ks. prof. Józefa Tischnera, przyznawaną od kilku lat przez wydawnictwo Znak.

Ma 52 lata. Był już: wikarym, sekretarzem abpa Jerzego Stroby, prorektorem i rektorem Arcybiskupiego Seminarium Duchownego w Poznaniu, dziekanem Wydziału Teologicznego UAM. Jest prodziekanem, naukowcem, autorem książek, tłumaczem, niezwykle zapracowanym człowiekiem. Gigantem - taką nagrodę, przyznawaną za wielkopolski styl pracy otrzymał dwa lata temu od naszej "Gazety". Nauczycielem, który ze swoimi najwierniejszymi uczniami spotyka się od lat na nieformalnych seminariach. Przede wszystkim jest jednak księdzem - za kilkanaście dni obchodzić będzie 25. rocznicę święceń kapłańskich.

Jako mały chłopak miał w ogrodzie własne obserwatorium astronomiczne i sam zrobił zwierciadła do teleskopów. - Pamiętam jak oglądaliśmy przez lunetę pierścienie Saturna. Nie mieściło mi się wtedy w głowie, że Tomek sam potrafił coś takiego zrobić - wspomina jego koleżanka z podstawówki. A Tomek prowadził poważne obserwacje plam słonecznych i wyniki przesyłał do jednego ze znanych astronomów we Wrocławiu. Obserwatorium stało się źródłem kłopotów: pewnego dnia w domu Węcławskich pojawiła się SB przekonana, że prowadzą działalność szpiegowską.

W liceum Tomasz skonstruował mechaniczną maszynę liczącą. Na II roku teologii w Seminarium Duchownym przetłumaczył na polski jedną z ksiąg Starego Testamentu, co uznano za kpinę. Bo nikomu nie mieściło się w głowie, że kleryk może przetłumaczyć Pismo Święte. Gdy inni zgłębiali, z mniejszym lub większym wysiłkiem, tajniki teologii i filozofii, on czytał dzieła wybitnego niemieckiego teologa Karla Rahnera w oryginale. Zna też wiele innych języków: łacinę, grekę, francuski, angielski, włoski. I czeski, którego nauczył się zupełnie sam. Jeszcze w seminarium przetłumaczył na ten język "Dogmatykę" ks. Wincentego Granata na prośbę podziemnego kościoła w Czechosłowacji.

Jako dziekan Wydziału Teologicznego sam napisał program komputerowy do układania planu zajęć. Bo komputery to jego konik. Ze swoim palmtopem nie rozstaje się - ma w nim wszystko. Pisze w metrze, samolocie, samochodzie, na konferencjach. - Gdy przejmował obowiązki dziekana, zastał na wydziale jedną elektryczną maszynę do pisania. Dziś nasz wydział jest chyba jednym z najlepiej skomputeryzowanych na UAM - ocenia ks. prof. Adam Przybecki. - I gdy jakiś komputer się zepsuł, to on jako pierwszy zabierał się za naprawianie.

Nim wstąpił do seminarium, przez dwa lata studiował na Politechnice Poznańskiej. Może dlatego już jako rektor seminarium budował razem z klerykami drogę. Potrafił chwycić za kilof i walić nim przez kilka godzin w sufit czytelni wydziałowej, z którego ciekła woda. A gdy był wikarym w Pniewach, to wdrapał się na kościelną wieżę i naprawił nieczynny od wielu lat zegar.
- Jest człowiekiem genialnym - mówi o nim obecny dziekan Wydziału Teologicznego UAM ks. prof. Paweł Bortkiewicz.

 

- To jeden z najwybitniejszych i najbardziej oryginalnych polskich teologów - dodaje Jarosław Gowin, redaktor naczelny miesięcznika Znak. - Ani sekundy nie traci na rzeczy nieważne - mówi prof. Wojciech Cellary z Akademii Ekonomicznej, który wspólnie z ks. prof. Węcławskim i ks. prof. Bortkiewiczem napisał niedawno książkę "Rzeczywistość wirtualna". - Uparty. I ten upór buduje jego sukces - ocenia ks. Feliks Lenort. To m.in. dzięki jego uporowi Wydział Teologiczny został włączony w struktury Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza.


Bezkompromisowy: był jedną z osób zaangażowanych w sprawę abpa Juliusza Paetza. Ks. prof. Węcławski, pewny dowodów, którymi dysponował, powiedział o tym publicznie. Wiele osób w Kościele miało mu to za złe. Na pewno nie było wśród nich poznańskich kleryków.

Biografia Księdza  Węcławskiego

Tomasz Węcławski urodził się w 1952 w Poznaniu. W 1973 roku, po dwóch latach studiów na Politechnice Poznańskiej wstąpił do Arcybiskupiego Seminarium Duchownego w tym mieście. Święcenia kapłańskie przyjął w 1979 roku. Na początku lat 80. studiował na Papieskim Uniwersytecie Gregoriańskim, gdzie obronił doktorat z teologii. Habilitację otrzymał na Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie.
W latach 1989-1996 był rektorem poznańskiego seminarium duchownego. W roku 1996 został dziekanem Papieskiego Wydziału Teologicznego w Poznaniu. Przyczynił się do włączenia w 1998 roku PWT jako wydziału teologicznego w struktury Uniwersytetu Adama Mickiewicza. Do 31 sierpnia 2002 roku był dziekanem tego wydziału. W latach 1997-2002 był członkiem Międzynarodowej Komisji Teologicznej w Rzymie a w 2003-2006 był członkiem Komisji Nauk Teologicznych PAN i prezydium Fundacji Guardiniego w Berlinie.
Jako jeden z nielicznych księży zdecydowanie mówił w 2000 r. o winie abp. Juliusza Paetza, gdy hierarsze zarzucono molestowanie seksualne kleryków i księży.

W deklaracji, w której 9 marca ub. r. ks. Węcławski informował o wystąpieniu z kapłaństwa czytamy m.in.:

"Po wieloletnim i gruntownym zastanowieniu doszedłem do przekonania, że z racji sumienia nie powinienem już w moim działaniu reprezentować instytucji i wspólnoty kościelnej".

Zgodnie z Kodeksem Prawa Kanonicznego porzucenie kapłaństwa jest równoznaczne z końcem tzw. misji kanonicznej. Ksiądz Węcławski nie może więc już prowadzić wykładów na Wydziale Teologicznym UAM, którego przez wiele lat był dziekanem. Nadal kieruje natomiast powołaną przez siebie w 2006 roku pozawydziałową Pracownią Pytań Granicznych.

21 grudnia 2007 roku w obecności proboszcza parafii zamieszkania i dwóch świadków, Tomasz Węcławski dokonał aktu apostazji, czyli odstępstwa od Kościoła katolickiego.

Do najgłośniejszych w ostatnich latach wystąpień z kapłaństwa należało odejście jezuity Stanisława Obirka oraz dominikanina Tadeusza Bartosia.

Tomasz Węcławski ma na swoim koncie ponad 30 publikacji naukowych, m.in. "Królowanie Boga". Tłumaczył też utwory Karla Capka i napisał "Ewangelię dla dzieci".

 

 

Cytaty:

 

“Kościół Rzymski nigdy nie pobłądził i po wszystkie czasy w żaden błąd nie popadnie”. “Dictatus Papae” papieża Grzegorza VII (1073-1086).

 

“Używajmy papiestwa teraz, gdy Bóg nam go dał”.

 

“Patrzcie, co bajka o Jezusie Chrystusie dla nas zrobiła”. Papież Leon X.”

 

“Kościół Rzymskokatolicki przelał więcej niewinnej krwi, niż jakakolwiek inna instytucja”. W. E. H. Lecky.

 

“Wszystko, co sprzyja osobistej godności człowieka, co podtrzymuje równouprawnienie obywateli, wszystko to powołał do życia, otaczał troską i zawsze chronił Kościół katolicki”.

Papież Leon III.

 

XV i XVI w. – Na soborze Florenckim i Trydenckim wprowadzono dogmat o czyścu. Kwitnie praktyka sprzedaży odpustów od kar czyśćcowych.

 

1542 r. – Papież Paweł III wzmacnia pozycję Inkwizycji. Inkwizycja otrzymuje nad całym katolickim terytorium taką samą władzę, jaką wcześniej cieszyła się w Hiszpanii.

1545-1563 r.Na Soborze Trydenckim ogłoszono, że prawdę religijną wyraża w równym stopniu Biblia, co tradycja, a jedyne i wyłączne prawo interpretacji Pisma Świętego spoczywa w rękach Kościoła.

Uznano, że sakramenty są niezbędne do uzyskania zbawienia. Utworzono indeks ksiąg zakazanych, który przez 400 lat będzie krępować wolność myśli, sumienia i naukę.

 

1568 r. – Hiszpański trybunał inkwizycji wydaje nakaz śmierci na trzy miliony Niderlandczyków, którzy – jak brzmi hasło wypisane na kapeluszach “gezów” – wolą być “raczej Turkami niż papistami”.

 

1572 r. – We Francji 24 sierpnia w masakrze znanej pod nazwą Dnia Świętego Bartłomieja zamordowano 10 000 protestantów. Papież Grzegorz XIII napisał potem do króla Francji Karola IX:

“Cieszymy się razem z tobą, że z Boską pomocą uwolniłeś świat od tych podłych heretyków”.

 

1584 r. – Papież Grzegorz XIII w bulii “In coena Domini” zrównuje protestantów na równi z piratami i zbrodniarzami.

 

1585-1590 r. – Krótka kadencja Sykstusa V zaowocowała zakazem wstępu do watykańskich archiwów dla świeckich uczonych. Na rozkaz papieża wyryto przed wejściem napis:

“Kto tutaj wejdzie, będzie natychmiast ekskomunikowany”.

1 czerwca 1846 r. zakaz ten zostanie rozszerzony nawet na kardynałów, a wstęp będzie możliwy tylko za specjalną zgodą papieża.

 

1600 r. – 17 lutego spalono na stosie Giordano Bruno, który głosił że wszechświat jest nieskończony i jednorodny (z czego wynikał pogląd, że ludzie nie są jedynymi inteligentnymi istotami w kosmosie). Religię uznawał za uproszczoną wersję filozofii a liturgię za wynik zabobonu. Kościół skazał go za herezję doketyzmu.

 

1615 r. – Trybunał inkwizycyjny zabrania głoszenia teorii heliocentrycznej.

1633 r. – Trybunał inkwizycyjny skazuje 70-letniego Galileusza za to, iż głosił zasady heliocentryzmu nie potrafiąc ich udowodnić. Gdyby nie zawarta z Inkwizycją ugoda polegająca na publicznym wyrecytowaniu formuły odwołującej i przeklinającej swoje “błędy”, zostałby skazany na stos. Galileusz do końca życia znajdował się pod nadzorem Inkwizycji

 

 

Jonatan Dunkiel

Dogmat o czyśćcu nie ma za sobą autorytetu BIBLII.

. W niej tj. w BIBLII czytamy, że “postanowione ludziom raz umrzeć, a potem sąd” (Hebr. 9,27).

Wielu teologów rzymskokatolickich przyznaje, że idea czyśćca nie pochodzi z BIBLII!.

Autorzy Słownika katolickiego napisali: “Musimy nawiązywać do ogólnych pryncypiów Pisma Świętego raczej niż do tekstów, które cytuje się na dowód istnienia czyśćca. Powątpiewamy, bowiem, żeby zawierały one wyraźną i bezpośrednią wzmiankę o nim”.

 Kardynał Nicholas Wiseman w swym wykładzie doktryn katolickich także otwarcie przyznaje, że w Biblii czytelnik “nie znajdzie ani słowa o czyśćcu”.  Papież Grzegorz I w 593 roku jako pierwszy wspomniał o miejscu, gdzie dusze zmarłych rzekomo cierpią, dopóki nie spłacą długu lub nie wykupią ich stamtąd ofiary żywych. Koncept ten wywołał wówczas wiele kontrowersji, ale w średniowieczu okazał się tak lukratywny dla Kościoła (płatne odpusty i msze za zmarłych), że w 1439 roku uchwałą soboru florenckiego stał się dogmatem. 

Naukę o czyśćcu wspierają niektóre apokryfy - księgi włączone do katolickiego kanonu Starego Testamentu podczas soboru trydenckiego w XVI wieku, w dużej mierze po to, aby uzasadnić nie biblijne, a kwestionowane przez Reformację doktryny średniowiecznego Kościoła.  Zgodnie z Encyklopedią katolicką czyściec “to przejściowy stan, w którym zeszłe ze świata dusze mogą pokutować za niewybaczone grzechy, dopóki nie dostąpią ostatecznej nagrody... Karze czyśćcowej mogą ulżyć ofiary składane przez żywych wierzących, takie jak: msze święte, modlitwy datki, i inne akty pobożności i dewocji”. Doktryna ta - głosząc, że niebo można nabyć cierpieniem - kwestionuje doskonałość ofiary Chrystusa, która jest przecież całkowicie wystarczająca, aby zbawić każdego pokutującego grzesznika (Tyt. 2,11; I J.1,9 i 2,1-2). Dogmat o czyśćcu implikuje, że samaofiara Chrystusa może być niewystarczająca. Sobór watykański II podtrzymał ten dogmat, gwoli jego długiej tradycji, pisząc: “Od najwcześniejszych czasów w Kościele dobre uczynki oferowano Bogu za zbawienie grzeszników”.  Teologia rzymsko katolicka naucza, że do zbawienia, oprócz Bożej łaski, potrzebne są sakramenty Kościoła  i uświęcenie, czyli wiara z uczynkami.  Katechizm Kościoła katolickiego mówi:

“Sama wiara nie zbawia człowieka; dobra moralność i dobre uczynki są konieczne.”

Jan Paweł II potwierdził to stanowisko, pisząc:

“Człowiek jest usprawiedliwiony z uczynków, a nie z samej wiary”.  Takie przekonanie, choć może brzmieć logicznie, nie znajduje potwierdzenia w Piśmie Świętym, gdyż Jezus

“zbawił nas nie dla uczynków sprawiedliwości, które spełniliśmy, lecz dla miłosierdzia swego” (Tyt. 3,5).

Pismo Święte mówi:

“Łaską, bowiem jesteście zbawieni przez wiarę. A to pochodzi nie od was, lecz jest darem Boga: nie z uczynków, aby się nikt nie chlubił” (Ef. 2,8-9);

“Jeżeli zaś dzięki łasce, to już nie ze względu na uczynki, bo inaczej łaska nie byłaby już łaską” (Rz.11,6).

Biblia mówi:

“Nikt nie jest dobry, tylko sam Bóg” (Mar. 10,18); “... nie ma takiego, co dobrze czyni, zgoła ani jednego... wszyscy zgrzeszyli” (Rz. 3,12 i 23).

To, co ludziom wydaje się dobrymi uczynkami i świętością, w oczach Bożych jest jak“skrwawiona szmata” (Iz. 64,6).

Zbawienie jest darem Bożym (Rz. 6,23), dlatego idea usprawiedliwienia poprzez uświęcenie jest równoznaczna z odrzuceniem tego daru. Jako chrześcijanie mamy wydawać dobre owoce (I Tym. 6, 18; Tyt. 3,8), do nich zostaliśmy powołani (Ef. 2,10), ale dobre uczynki są owocem przyjęcia zbawienia od Jezusa, a nie środkiem do niego (Gal. 5,22-23)

Jedną z osób, które propagowały dogmat o czyśćcu, wspierając go sprawozdaniami o swoich częstych rozmowach z duszami zmarłych i swoimi cierpieniami za te dusze, był popularny w katolickich kręgach Padre Pio. Twierdził on, że więcej duchów zmarłych odwiedziło jego klasztorną celę, niż żywych ludzi. Duchy dziękowały mu, że zapłacił za ich grzechy swoim cierpieniem, w wyniku czego zostały uwolnione z czyśćca i wpuszczone do nieba. Dave Hunt napisał o tym:

“Pragnienie Ojca Pio, aby cierpieć za grzeszników to chwalebny sentyment, ale i zniewaga dla Chrystusa, który wyraźnie stwierdził, że całkowicie spłacił dług, dzięki czemu stał się naszym jedynym Zbawicielem. Ojciec Pio twierdził, że przez 30 lat doświadczał cierpienia za dusze w czyśćcu za pośrednictwem swoich stygmatów - krwawienia z dłoni - które mają być rzekomym znakiem jego współudziału w cierpieniach Chrystusa”

Tryumfalny okrzyk Chrystusa «Wykonało się!» zapowiedział, że zapłata, jakiej domagała się sprawiedliwość, została w pełni uiszczona. Jego cierpienie dobiegło końca. Teraz Jezus przebywa w niebie. Po zmartwychwstaniu posiada przemienione ciało, które już więcej nie krwawi!

Twierdzenie Rzymu, że krwawienie i cierpienie Jezusa kontynuują inni, dopomagając w spłaceniu długu, który Chrystus już spłacił w stu procentach, jest herezją. 

Świadome odrzucenie wyraźnych nauk biblijnych sprawiło, że Ojciec Pio uległ demonicznemu zwiedzeniu.

Głęboko poświęcony Marii z Fatimy, która go rzekomo uzdrowiła z choroby w 1959 roku, stwierdził, że miliony zmarłych dusz wzięło udział w celebrowanych przez niego mszach, «zatrzymując się w jego klasztornej celi, aby podziękować mu za pomoc w ich drodze do Raju».

Nie były one jedynie tworem jego wyobraźni. Pio twierdził, że widział te duchy na własne oczy. Niepojęte, że człowiek ten mógł być święcie przekonany, że służy Bogu, jednocześnie utrzymując kontakt z demonami”. Idea czyśćca odgrywała ważną rolę w pogańskich religiach. Oferowała fałszywą nadzieję na zbawienie, w oparciu o cierpienia zmarłych i ofiary składane w ich intencji przez żywych.

Między innymi dlatego Bóg zakazał Izraelitom udziału w praktykach, które wymagały składania ofiar zmarłym czy za zmarłych (Pwt. 26,14).

Nikt nie może nabyć naszego zbawienia za nas. O naszym losie przesądzają nasze decyzje za życia. Po śmierci nikt z żywych nie zmieni naszego przeznaczenia, choćby bardzo chciał. 

Jak to możliwe, że - mimo tak oczywistych pogańskich korzeni - nauki o czyśćcu oraz odpuście (zbawieniu przy udziale ludzkich uczynków) wciąż stanowią filary nauczania Kościoła katolickiego?

Jednym z powodów są datki zbierane za “dusze w czyśćcu cierpiące”, które stanowią duży procent dochodów Kościoła.  

W 1514 roku papież Leon X potrzebował środków na wykończenie bazyliki św. Piotra w Rzymie. Wydał, więc dekret o zbieraniu odpustów za dusze cierpiące w czyśćcu, zezwalając też na wydawanie żywym dyspensy za grzechy. Za każdy grzech można było otrzymać odpust, według ustalonej przez papiestwo taryfy.

Misję sprzedaży odpustów na terenie Niemiec powierzono dominikaninowi z Lipska,imieniem Jan Tetzel. Właśnie odsiadywał on dożywocie za korupcję i niemoralność. Wyciągnął go stamtąd pilnie poszukujący obrotnego handlarza arcybiskup moguncki Albrecht, któremu papież Leon X przyobiecał połowę zysków ze sprzedaży odpustów w Saksonii. Tetzel stał się jego głównym kolektorem. Wóz dominikanina, krążąc po saksońskiej ziemi, dostarczał wszystkim, dysponującym odpowiednią gotówką, złudnej nadziei. Przyjmowano go z wielką pompą, jak wysłannika nieba. Duchowni i magistrat, rzemieślnicy i wieśniacy, mężczyźni i kobiety, starzy i młodzi pokornie wychodzili mu naprzeciw i ze świecami, przybiciu dzwonów wprowadzali do świątyni. 

Tetzel

stawiał przed ołtarzem czerwony krzyż, a pod nim szkatułę na pieniądze. Zachęcał ludzi do kupowania odpustów. Twierdził, że cierpienia czyśćcowe ich zmarłych bliskich ulegną skróceniu z każdym talarem, który trafi do szkatuły.

Biedni odchodzili z niczym, bogaci płacili ogromne sumy za odpuszczenie tylko przeszłych grzechów, ale i przyszłych, po czym ruszali do karczmy, aby hulać i swawolić bez obawy o swój los.

 To, co wołał Tetzel, graniczy z bluźnierstwem, niemniej są to jego własne słowa:  -

Kupujcie, kupujcie odpusty! Z każdą monetą co zadźwięczy, jedna mniej dusza w czyśćcu jęczy! Kto kupi mój odpust i złoży hołd temu oto krzyżowi, świętszemu jeszcze niż krzyż, na którym skonał Chrystus, będzie zbawiony, choćby nawet zgwałcił ….! Kupujcie odpusty św. Piotra, kupujcie odpusty!

 

Bezecny ów proceder wywołał zgorszenie wielu duchownych, ale tylko jeden ośmielił się otwarcie sprzeciwić. Wymagało to śmiałości, gdyż oznaczało afront wobec papieża Leona, przed którym drżeli i możnowładcy. Tym duchownym był zakonnik i doktor teologii, wykładający na katolickim uniwersytecie w Niemczech. Nazywał się Marcin Luter.  Każdą wolną od pracy chwilę Luter spędzał studiując na stojąco przybitą do klasztornej ściany Biblię. Stąd wiedział, że Pismo Święte uczy o zbawieniu, które jest bezpłatnym darem, dostępnym dla każdego człowieka za sprawą ofiary Chrystusa. Swój sprzeciw wobec kupczenia zbawieniem wyraził, umieszczając 95 krótkich twierdzeń na drzwiach kościoła w Wittenberdze, gdzie był księdzem.

 Zawarł w nich biblijną naukę o zbawieniu z łaski przez wiarę i sprzeciw wobec papiestwa, które kupcząc odpustami uzurpowało sobie pozycję Boga, dyskredytując przy tym skuteczność ofiary Chrystusa. 

Rzym w odpowiedzi kazał mu odwołać te nauki i zdać się na łaskę papieża. Luter odpowiedział, aby wpierw zdementowano jego poglądy w oparciu o Pismo Święte. Zamiast tego ekskomunikowano go. Przed stosem uchroniła reformatora interwencja elektora saskiego Fryderyka Mądrego, który porwał i ukrył Lutra w swoim pałacu.  95 tez powielono w setkach egzemplarzy w całej Europie, co dało początek XVI-wiecznej Reformacji.

Przywróciła ona chrześcijaństwu wiele zagubionych w średniowieczu prawd biblijnych, stawiając Biblię ponad tradycją i opiniami omylnych i często zaprzeczających sobie nawzajem soborów, pozbawiając papiestwo wpływu nad sporą częścią Europy. 

31października 1999 roku przedstawiciele Kościoła katolickiego oraz niektórych Kościołów luterańskich podpisali “Wspólną deklarację o zbawieniu z łaski przez wiarę”.

Dotyczy ona nauki o zbawieniu z łaski, gdyż to szermowanie odpustami przez średniowieczne papiestwo przyczyniło się do Reformacji i powstania Kościołów protestanckich, które kładą na nią wielki nacisk (Ef. 2,8-10). O tym jednak, jak wciąż pojmuje tę naukę papiestwo, świadczy fakt, że w tym samym czasie papież ogłosił odpust zupełny z okazji roku jubileuszowego... dla tych, którzy spełnią pewne uczynki!!!

Idea odpustów i czyśćca kłóci się z naukami Słowa Bożego, które zapewnia nas, że przyjmując Boga jako Pana, nie musimy obawiać się o swój los, gdyż

“krew Jezusa Chrystusa,Syna Jego, oczyszcza nas z wszelkiego grzechu” (I J.1,7).

Skoro krew Jezusa“oczyszcza nas od wszelkiego grzechu”,

 czyściec tylko kwestionuje skuteczność ofiary Chrystusa, co zdradza jego prawdziwe (demoniczne) pochodzenie.

Tony Coffey zauważa słusznie:

“Czyściec nie przyczynia się w żaden sposób do uczczenia tego, co Chrystus osiągnął przez swą śmierć. Przeciwnie, sugeruje, że Jego śmierć nie przyniosła pełnego zadośćuczynienia za nasze grzechy, dlatego nasze cierpienie w czyśćcu musi uzupełnić Jego cierpienie i śmierć."

Doktryna ta zaprzecza jasnej nauce Pisma Świętego i pomija zbawczą moc krzyża Chrystusowego. Apostoł Paweł powiedział, że Jezus

 «zbawiać na wieki może całkowicie tych, którzy przez Niego zbliżają się do Boga, bo zawsze żyje, aby się wstawiać za nimi (Hebr. 7,25).

Skoro zaś Jezus «może zbawić na wieki» każdego wierzącego, nie ma więc już potrzeby ani miejsca na czyściec

 

James A. Haught (fragmenty)

Święty koszmar

 



-szukam-



 

 

Rozpiłowywanie należało do najokrutniejszych kar stosowanych w okresie reformacji w Europie Zachodniej. Tę formę egzekucji upodobał sobie car Piotr I, który chciał wprowadzić ją w Rosji. W1706 roku na jego polecenie rozpiłowaniu poddano jednego skazańca, jednak żaden z późniejszych carów nie wykazał się takim okrucieństwem. Do rozpiłowywania wykorzystywano specjalną-piłę wykonaną-z dębowej deski. Jej grube zęby darły ciało skazańca na kawałki. Rozpiłowania nigdy nie doprowadzano do końca - kaźń zawieszano w chwili śmierci nieszczęśnika. W XXI wieku karę rozpiłowywania stosują Czeczeni wobec wziętych do niewoli żołnierzy rosyjskich.

 

Ukrzyżowanie hostii

 

W roku 1215 czwarty sobór laterański nakazał, aby Żydzi zamieszkali w krajach chrześcijańskich nosili wyróżniające ich plakietki lub stroje - oznaki wstydu podobne do tych, które narzucili im dwudziestowieczni naziści. Ta decyzja oraz papieskie zarządzenie nakazujące Żydom osiedlenie się w gettach, spowodowały nasilenie ostracyzmu wobec tej grupy religijnej i narodowościowej. Żydzi stali się obiektem powszechnej nienawiści.

 

Jednak pewna inna decyzja biskupów zaszkodziła Żydom jeszcze bardziej. Było nią przyjęcie przez sobór doktryny transsubstancjacji, czyli zachodzącego podczas mszy świętej cudownego przeistoczenia się hostii w ciało Chrystusa.

 

Wkrótce wśród zabobonnego ludu rozeszły się pogłoski, że Żydzi kradli święte opłatki i miażdżyli je lub przebijali gwoździami, by w ten sposób raz jeszcze ukrzyżować Chrystusa.

 

Zachowało się wiele relacji, wedle, których przekłute opłatki krwawiły lub jęczały, że ulatywały z nich duchy, albo że zamieniały się w białe gołębie lub anioły i odtruwały.

 

Na podstawie takiego zarzutu, w roku 1243 w niemieckim mieście Belitz spalono na stosie grupę Żydów - była to pierwsza z ponad stu rzezi dokonanych na podstawie oskarżenia o bezczeszczenie hostii.

 

W roku 1298 pewien ksiądz rozpuścił pogłoskę o żydowskich praktykach krzyżowania hostii, w wyniku czego zamordowano 628 żydowskich mieszkańców miasta, a wśród nich słynnego uczonego, Mordechaja Ben Hilella.

W tym samym roku rycerz imieniem Rindfliesch stanął na czele zbrojnej bandy, która napadała na bez-bronne żydowskie osiedla, żeby się na nich zemścić za rzekome bezczeszczenie hostii. W ciągu zaledwie sześciu miesięcy dzielny rycerz i jego towarzysze wyrżnęli w pień ludność 146 gmin żydowskich.

W roku 1337 w mieście Daggendorf w Bawarii po rozprzestrzenieniu się pogłosek o bezczeszczeniu hostii, na śmierć w płomieniach skazano całą żydowską ludność miasta, w tym kobiety i dzieci.

W jednym z katolickich kościołów otwarto wówczas wystawę szesnastu obrazów olejnych, ukazujących Żydów znęcających się nad opłatkami przy pomocy młotków, kolców lub ognia.

Księża dołączali do obrazów takie np. objaśnienia: „Święta hostia jest rozdrapywana do krwi przez nędznych żydłaków". Wciągu kilkuset lat jej istnienia, aż do lat sześćdziesiątych XX wieku, wystawę oglądało co najmniej 10 tysięcy pielgrzymów rocznie.

W roku 1370 w Brukseli, ktoś ujawnił, że widział Żyda łamiącego opłatek, w wyniku czego dokonano masakry całej żydowskiej ludności Belgii. Według jednej z relacji spalono stu Żydów. Inny świadek opowiadał, iż: „pięciuset Żydów, kobiety i mężczyzn, dzieci i starców, najpierw wleczono ulicami Brukseli, po czym znęcano się nad nimi i zadawano im rany aż pomarli". Miejscową katedrę przyozdobiono wówczas osiemnastoma malowidłami przedstawiającymi Żydów torturujących opłatki, z których część krwawiła. Wystawa przetrwała do ostatnich lat.

 

Plotki na temat bezczeszczenia hostii i masakry rzekomych sprawców powracały od czasu do czasu w różnych katolickich krajach. Na przykład w roku 1453, gdy pewna kobieta z Breslau (dzisiejszego Wrocławia) stwierdziła, iż widziała Żyda, który dźgnął hostię nożem, spalono czterdziestu jeden członków tej społeczności.

 

W roku 1492 w Mecklenburgu miejscowych Żydów torturowano tak długo, aż przyznali się do zbezczeszczenia hostii, za co spalono dwudziestu siedmiu spośród nich. W roku 1510 w mieście Spandau, pewien torturowany Żyd przyznał się, że spowodował krwawienie opłatka oraz że rozesłał hostię w tym stanie do okolicznych rabinów. W wyniku tych zeznań, śmierć w płomieniach znalazło trzydziestu ośmiu spośród nich.

W oparciu o równie absurdalne zarzuty wielu Żydów stracono w Nancy, we Francji, jeszcze w roku 1761.

 

Wyprawy krzyżowe

 

Według legendy wyprawy krzyżowe były wspaniałą, romantyczną przygodą, w której pierwszoplanową rolę odgrywali szlachetni rycerze w płaszczach zdobnych w karmazynowe krzyże.

 

Tymczasem krucjaty były jednym wielkim koszmarem, odrażającym pasmem zbrodni, gwałtów i grabieży popełnianych w imię wiary, która więcej miała wspólnego z magią niż z religią. Krzyżowcy zabili niemal równie wielu chrześcijan i Żydów, co muzułmanów, którzy byli ich oficjalnym wrogiem.

 

 

Papież Urban II ogłosił pierwszą krucjatę w roku 1095. Jej celem miało być wyzwolenie Ziemi Świętej z rąk niewiernych. Zewsząd rozlegało się wołanie:

Deus Vult (Taka jest wola boża).

 

W całej Europie masy religijnych fanatyków, rzesze biedoty, chłopstwo, rozbójnicy i zubożałe rycerstwo łączyło się w hufce, które w większości przypadków bardziej przypominały zbójeckie bandy niż regularne wojsko. Na czele tej rzeszy biedoty stanął charyzmatyczny duchowny, Piotr Pustelnik, który uzasadniał swoje przywódcze zapędy, przedstawiając ludziom ze swojego otoczenia list, napisany rzekomo osobiście przez Boga, a przekazany mu przez Jezusa.

Drugim przywódcą pierwszej krucjaty był ubogi rycerz zwany Walterem Bez Mienia.

O ruchach wojsk krzyżowców decydowały niekiedy osobliwe względy. Na przykład jeden z oddziałów w dolinie Renu przez jakiś czas podążał za gęsią, którą uznano za zesłaną przez Boga przewodniczkę chrześcijańskich wojsk. Do tej grupy przyłączyły się hufce pod wodzą niejakiego Emicha, który utrzymywał, że na jego piersi pojawił się święty znak krzyża. Żołnierze Emicha uznali, że zanim wyruszą w daleką wędrówkę, by zabijać Saracenów w Jerozolimie, ich obowiązkiem jest wyciąć w pień „niewiernych wśród nas", czyli Żydów z Moguncji, Wormacji i innych miast niemieckich. Ci obrońcy wiary wdarli się do żydowskich dzielnic, ogniem i mieczem mordując tysiące bezbronnych mężczyzn, kobiet i dzieci.

Wielu Żydów, pozbawionych wszelkiej nadziei na ratunek, ukrywając się za barykadami ustawionymi na granicach dzielnic żydowskich, z rozpaczy mordowało swoje dzieci i popełniało samobójstwo w obawie przed okrucieństwem chrześcijańskich hord. Do podobnych pogromów doszło także w czeskiej Pradze i Ratyzbonie, w Bawarii, gdzie masakry dopuściły się wojska krzyżowców pod wodzą Volkmara i Gotszalka. W niektórych przypadkach ofiary, z mieczem przystawionym do gardła, mogły uratować życie, bezzwłocznie nawracając się na chrześcijaństwo.

 

Wędrując przez chrześcijańskie Węgry i Bułgarię, te chłopskie armie grabiły okoliczną ludność w poszukiwaniu żywności i często prowokowały bitwy z wojskami lokalnych feudałów. W jednej z nich, prowadzone przez Piotra Pustelnika wojsko dokonało rzezi 4 tysięcy chrześcijańskich mieszkańców serbskiego miasta Zemun, wówczas pod władzą Węgier, a następnie puściło z dymem pobliski Belgrad.

Wkrótce potem, w Bułgarii, doszło do walk, w których życie straciły dalsze tysiące krzyżowców. Niewielu przetrwało z tej armii prostaków i zabijaków spod ciemnej gwiazdy, gdy dotarli wreszcie do muzułmańskiej Turcji, gdzie zostali zdziesiątkowani przez wojska tureckie pod Nikeą i nieopodal wioski Drakon.

 

Po krucjacie ludowej i tzw. niemieckiej, do wojny z Saracenami przystąpiło europejskie rycerstwo. Armii krzyżowców towarzyszyli biskupi, którzy błogosławili popełniane przez rycerzy zbrodnie. Pokonanym  muzułmanom chrześcijańscy żołnierze obcinali głowy, zatrzymywane jako wojenne trofea. Podczas oblężenia Nikei, Antiochii i Tyru, krzyżowcy, przy użyciu katapult, miotali zdobyczne głowy przez mury obronne, chcąc w ten sposób obniżyć bojowe morale obrońców tych miast. Po zwycięskiej bitwie w okolicy Antiochii frankijscy rycerze powrócili do swego obozu z pięciuset głowami swoich wrogów. Trzysta spośród nich zatknięto na palach ustawionych w pobliżu murów obronnych, co miało przyczynić się do jeszcze większego udręczenia obrońców miasta. Jeden z duchownych kronikarzy tej wyprawy odnotował, iż obecny wśród krzyżowców biskup nazwał nadziane na pal głowy radosnym spektaklem dla pobożnych ludzi. Pozostałych dwieście głów wystrzelono katapultami do obleganej Antiochii. W rewanżu, muzułmańscy obrońcy miasta obcięli głowy swoim chrześcijańskim sąsiadom i wystrzelili je na zewnątrz murów obronnych w tyleż koszmarnej, co groteskowej wymianie ognia. Ostatecznie, 3 czerwca 1098 roku, krzyżowcy wdarli się do miasta i dokonali rzezi jego mieszkańców.

Wtedy nadciągnęła armia muzułmańska, okrążyła zajęte przez chrześcijan miasto i rozpoczęła oblężenie niedawnych agresorów. Gdy Frankowie byli już bliscy śmierci głodowej, pewien mnich imieniem Peter Bartholomew ogłosił, że ukazał mu się anioł, od którego dowiedział się, że włócznia, którą przebito bok Chrystusa podczas ukrzyżowania, została zakopana pod chrześcijańskim kościołem w Antiochii. Włócznię wykopano i jako świętą relikwię przedstawiono chrześcijańskim rycerzom, co rozpaliło w ich sercach pobożny żar i wzbudziło w nich żądzę mordu. Urządzono wypad poza mury obronne. Chrześcijanie runęli na oblegających z tak fanatycznym zapamiętaniem, że muzułmanie wpadli w panikę i rzucili się do ucieczki, porzucając na łaskę chrześcijan swój obóz i żony. W kronice niejakiego Fulchera z Chartres znajdujemy na ten temat taki oto dumny zapis: Gdy Frankowie odkryli, że w porzuconych przez Saracenów namiotach znajdowały się ich żony, nie uczynili im nic złego ponadto, że zanurzyli swe lance w ich brzuchach.

Duchowni kronikarze wypraw krzyżowych nie zastanawiali się, czy wydobyta spod kościoła włócznia była prawdziwa.

W ówczesnym chrześcijaństwie panował kult relikwii, które miały być świadectwem prawdziwości opowieści biblijnych.

 

Adorowano fragmenty „prawdziwego krzyża", pozostałości „ciał świętych", wciąż wilgotne łzy Chrystusa, kolce z jego „korony", bieliznę Marii Dziewicy, przetrzymywane w zdobnych szlachetnymi kamieniami relikwiarzach. Władca Saksonii szczycił się posiadaniem 17 tysięcy relikwii, a wśród nich, między innymi, gałęzi z płonącego krzaka z wizji Mojżesza i pióra ze skrzydła archanioła Gabriela. W katedrze Canterbury wystawiono grudkę gliny, która pozostała Bogu po ulepieniu Adama.

 

Według Charlesa Mackay'a, tylko w kościołach hiszpańskich znajdowało się sześć lub siedem kości udowych Najświętszej Dziewicy, a przechowywanymi w różnych kościołach paznokciami św. Piotra można by wypełnić spory worek.

 

Voltaire odnotował ironicznie, iż podczas obrzezania Jezusowi usunięto aż sześć napletków. Późniejsi badacze doliczyli się piętnastu.

 

 

Walczący o wyzwolenie Ziemi Świętej krzyżowcy zdobyli Jerozolimę i „oczyścili" to symboliczne miasto, mordując jego mieszkańców. Żydów, którzy szukali schronienia w synagodze, spalono żywcem wraz z ich świątynią. Ulice miasta pokryte były górami ludzkich ciał. Rajmund z Aguilers w swojej kronice zdobycia Jerozolimy zawarł następującą relację:

Naszym oczom ukazały się cudowne rzeczy. Wielu Saracenom odcięto głowy. Innych zabito strzałami z łuku lub zmuszono do skoku z wieży. Jeszcze innych torturowano przez kilka dni, a potem rzucono w ogień. Na ulicach walały się ludzkie szczątki: głowy, ręce i stopy. Na każdym kroku musieliśmy omijać ciała ludzi i koni..:.

W podcieniu Salomona brodziliśmy we krwi sięgającej końskich kolan - a nawet uzd. Zaprawdę, sprawiedliwe i cudowne są wyroki boskie, za sprawą  których to miejsce spłynęło krwią niewiernych.

 

W ciągu kolejnych dwustu lat doszło do siedmiu dalszych wypraw krzyżowych, a większość z nich zaczęła się tak jak pierwsza: od masakry ludności żydowskiej.

Podczas trzeciej wyprawy krzyżowej, po zajęciu przez Ryszarda Lwie Serce w roku 1191 izraelskiej Akki, angielski król rozkazał wyprowadzić poza miasto i zabić 3 tysiące jeńców, w tym wiele kobiet i dzieci.

 

Krzyżowcy otwierali ciała mordowanych w poszukiwaniu połkniętych kamieni szlachetnych. Biskupi śpiewali pobożne pieśni, błogosławiąc zabójcom. Kronikarz Ambroise relacjonował: Ani jeden z jeńców nie uniknął śmierci. Chwalmy za to Stwórcę! Życie niewiernych nie miało żadnej wartości. Jak stwierdził Bernard z Clai-rvaux w swoim wystąpieniu wzywającym do drugiej krucjaty:

 

Śmierć poganina przynosi chwałę chrześcijanom, gdyż w ten sposób sławi się imię samego Zbawiciela.

 

Podczas czwartej krucjaty krzyżowcy zmienili cel wyprawy, najpierw łupiąc chrześcijańskie miasto Zara w Dalmacji, potem zaś, 13 kwietnia 1204 roku, biorąc szturmem Konstantynopol.7 Następnie, w roku 1212 rozpoczęła się tzw. krucjata dziecięca, do której doszło wskutek poglądu, jakoby rycerstwo nie było godne odzyskania Ziemi Świętej, a dokonać tego mogły jedynie istoty niewinne - dzieci.

 

Wiara w cuda po raz kolejny nie przyniosła oczekiwanych skutków. Większość dzieci poniosła śmierć w drodze do Ziemi Świętej.

Wszystko się skończyło w roku 1291, gdy Saraceni odbili ostatni bastion krzyżowców, Akkę i dokonali masakry garnizonu tego miasta w odwecie za rzeź zarządzoną sto lat wcześniej przez Ryszarda Lwie Serce. Ziemia Święta ponownie znalazła się w rękach muzułmanów. Dwa stulecia barbarzyńskich rzezi i zniszczeń okazały się daremne. Późniejsi papieże próbowali organizować kolejne krucjaty, ich nawoływania spotykały się jednak z niewielkim odzewem. Ostatnia z tych prób miała miejsce niemal trzy wieki później, w odpowiedzi na zajęcie Konstantynopola przez wojska muzułmańskie. Papież Pius V wezwał świat Zachodu do krucjaty, a chrześcijańscy władcy wystawili armadę pod dowództwem ks. Juana de Austria. Francuski historyk, Henry Daniel-Rops, w następujący sposób opisał bitwę, która zdecydowała o losach tamtej wyprawy:

 

Siódmego października 1571 roku żołnierze Chrystusa, śpiewając psalmy, wydali Turkom bitwę w zatoce Lepanto. To, co nastąpiło potem, bez przesady nazwać można ponurą rzezią. Sam dowódca stał na dziobie swego okrętu flagowego z krucyfiksem w ręku. Gdy nad zatoką zapadł wieczór, w powietrzu unosił się smród spalonego drewna i ludzkich ciał. Wszystkie okręty niewiernych zostały zatopione lub zdobyte przez flotę Ligi Świętej, a na pokładzie Marguesa ranny żołnierz nazwiskiem Miguel de Cervantes, którego ramię zostało rozszarpane podczas bitwy, zaintonował Te Deum.

 

Inkwizycja

Próby wytępienia herezji doprowadziły do utworzenia Świętej Inkwizycji, instytucji, która po dziś dzień okryta jest złą sławą.

 W drugiej połowie XII wieku biskupi otrzymali prawo do ścigania heretyków, stawiania ich przed  sądem i wymierzania im kar. Gdy biskupi działali nieskutecznie, z Rzymu wysyłano do nich wędrownego papieskiego inkwizytora, zwykle dominikańskiego duchownego, który podejmował stosowne kroki.

 

Odkąd w roku 1252 papież Innocenty IV zatwierdził stosowanie tortur, katownie inkwizycji stały się miejscem, które zasłużenie budziło najwyższą trwogę.

Oskarżeni o herezję byli ścigani i osadzani w lochach. Nie wolno im było widzieć nikogo z rodziny ani znać imion oskarżycieli. Jeśli natychmiast nie przyznali się do winy, stawali się ofiarą niewypowiedzianych okrucieństw. Szwajcarski historyk Walter Nigg stworzył następujący opis stosowanych przez inkwizycję tortur:

 

W większości przypadków najpierw stosowano zgniatacz. Palce torturowanego umieszczano między dwoma zaciskami, a następnie dokręcano łączącą je śrubę. Ze ściskanych palców tryskała krew, a po jakimś czasie zostawała z nich tylko krwawa miazga. Podejrzanych często sadzano na tzw. tronie inkwizytorskim, krześle wyposażonym w żelazne kolce, które mogły być podgrzewane za pomocą paleniska umieszczonego pod krzesłem lub w jego konstrukcji. Potem skazańcom nakładano tak zwane buty hiszpańskie, służące do miażdżenia goleni. Inną często stosowaną torturą było wyrywanie kończyn. Ofiarę przywiązywano za ręce i nogi do kola lub specjalnego rusztowania, które na zmianę podciągano i opuszczano, jednocześnie obciążając skazańca ciężkimi kamieniami. Usta ofiary zatykano kneblem, żeby jej krzyki i jęki nie przeszkadzały katom w pracy. Trzy lub czterogodzinne tortury nie byty niczym niezwykłym. Używane do kaźni narzędzia często spryskiwano święconą wodą.

 

Od ofiary wymagano przyznania się do winy, a ponadto oskarżenia o herezję własnych dzieci, żony, przyjaciół i innych osób, co dawało podstawy do zastosowania wobec nich tej samej procedury. Sprawcy drobniejszych wykroczeń, jak również ci, którzy natychmiast przyznawali się do winy, otrzymywali lżejsze kary. Obarczeni cięższą winą heretycy, którzy wyrażali skruchę, byli skazywani na dożywotnie więzienie, a ich majątek podlegał konfiskacie. Innych skazywano na stos.

Wydany w roku 1231 papieski dekret jednoznacznie zalecał spalenie na stosie jako karę podstawową. Same wyroki nie były jednak wykonywane przez osoby duchowne, lecz przez świeckich katów, co miało chronić dobre imię kościoła.

Część inkwizytorów wyróżniała się szczególnie zatrważającą skutecznością. Robert le Bourge wysłał na stos 183 osoby w ciągu jednego tygodnia. Bernard Gui uznał winę dziewięciuset trzydziestu podejrzanych, w każdym przypadku zarządził konfiskatę majątku skazańca, trzystu siedmiu spośród nich wysłał do więzienia, a czterdziestu dwóch na stos. Konrad z Marburga skazywał na śmierć na stosie każdego podejrzanego, który nie przyznawał się do winy. Konrada inkwizytora spotkał smutny koniec, gdy oskarżył pewnego księcia o to, że podczas obrzędu ku czci szatana urządzał sobie przejażdżki na ogromnym krabie, co zostało przyjęte z niedowierzaniem przez arcybiskupa, który uznał zarzuty za bezpodstawne. Wkrótce potem Konrad został zamordowany, prawdopodobnie przez ludzi księcia.

Historia inkwizycji dzieli się na trzy etapy: średniowieczną eksterminację heretyków17, tzw. Inkwizycję Hiszpańską, która rozpoczęła działalność w XV wieku i właściwą Inkwizycję Rzymską, utworzoną w roku 1542 w celu powstrzymania postępów protestantyzmu.

W Hiszpanii tysiące Żydów nawróciło się na chrześcijaństwo, gdyż tylko w ten sposób mogli się uchronić przed śmiercią w jednej z wielu masakr. Podobnie czyniło wielu muzułmanów. Jednych i drugich, na ogół słusznie, podejrzewano, że ich przejście na nową wiarę było nieszczere i że w ukryciu nadal praktykowali swoją dawną religię.

W roku 1478 papież Sykstus IV upoważnił króla Ferdynanda II Katolickiego i jego żonę Izabelę do wznowienia działalności inkwizycji, która miała się zająć tropieniem „utajnionych Żydów" i ich muzułmańskich odpowiedników. Spowiednik królewskiej pary, dominikański zakonnik, Tomàs de Torquemada, który został najpierw zastępcą inkwizytora (1482), a potem Wielkim Inkwizytorem Kastylii i Aragonii (1483), po dziś dzień jest symbolem religijnych okrucieństw. Torturom poddano dziesiątki i setki tysięcy osób, a co najmniej 2 tysiące zostało spalonych na stosie.

Okres rzymski istnienia inkwizycji datuje się od roku 1542, gdy papież Paweł III postanowił ograniczyć wpływy protestanckie w Italii. W okresie pontyfikatu Pawła IV inkwizycja wprowadziła terror, masowo mordując heretyków na podstawie najbardziej nawet błahych zarzutów. Wśród ofiar znalazł się między innymi uczony i filozof Giordano Bruno za swoje poparcie dla teorii Mikołaja Kopernika. Bruno został spalony na stosie w Rzymie w roku 1600.

Inkwizycja prześladowała tysiące ludzi w wielu krajach przez setki lat. W Portugalii na przykład żywcem spalono 184 osoby, a w specjalnych procesjach z udziałem tych, którzy okazali skruchę, mogło uczestniczyć jednocześnie nawet tysiąc pięćset grzeszników. Hiszpanie wprowadzili inkwizycję do swych amerykańskich kolonii, gdzie prześladowano przede wszystkim Indian, którzy porzucali wiarę w Chrystusa i powracali do miejscowych wierzeń. W drugiej połowie XVI wieku w Meksyku odbyło się łącznie 879 spraw przeciwko heretykom.

Inkwizycja przetrwała aż do czasów współczesnych. W Hiszpanii została rozwiązana przez Józefa Bonapartego w roku 1808, przywrócona do życia przez Ferdynanda VII w roku 1814, znowu rozwiązana w 1820, przywrócona w 1823 i ostatecznie potępiona w roku 1834.

Lord John Acton, który sam był przedstawicielem liberalnego nurtu w katolicyzmie, napisał pod koniec XIX stulecia:

 

„Zasady, jakimi kierowała się inkwizycja, były mordercze... Papieże byli nie tylko zbrodniarzami na wielką skalę, ale uczynili morderstwo podstawą prawną działania kościoła katolickiego i warunkiem zbawienia".

 

Czarna śmierć

Nienawiść religijna łatwo się zamienia w nienawiść etniczną. Antysemityzm, który powstał w wyniku zderzenia różnych religii, wkrótce zaczął żyć własnym życiem. Żydów najpierw uznano za pariasów religijnych, a potem obwiniano o różne problemy społeczności chrześcijańskiej, nawet jeśli nie miały one żadnego związku z religią.

Gdy w roku 1348 Europę nawiedziła epidemia dżumy, w wyniku której zmarła niemal połowa ludności tego kontynentu, chrześcijanie uznali, że zarazę spowodowali Żydzi zatruwający studnie. W trzystu miastach doszło do masakr ludności żydowskiej. Rozjuszona chrześcijańska tłuszcza wdzierała się do żydowskich dzielnic, w większości przypadków mordując wszystkich mieszkańców, z wyjątkiem garstki osób, którym pozwolono przeżyć pod warunkiem przyjęcia chrztu.

W mieście Spira w Niemczech ciała zamordowanych Żydów układano w olbrzymich beczkach po winie, które następnie wrzucano do Renu i pozwalano im swobodnie spływać z prądem rzeki. W Strasburgu grupa 2 tysięcy Żydów została zapędzona do szopy, którą następnie podpalono. 24 sierpnia 1349 roku, tylko w ciągu jednego dnia, grupa wzburzonych chrześcijan dokonała rzezi ok. 6 tysięcy Żydów w Moguncji, a w kilku dalszych miastach północnych Niemiec Żydzi byli zamurowywani w domach, gdzie umierali z głodu lub braku świeżego powietrza.

W Benfeld kilku Żydów spalono, a innych utopiono w bagnie. W Bawarii zbrojny w sierpy i widły tłum zaatakował osiemdziesiąt osiedli i dzielnic żydowskich, mordując około 10 tysięcy osób. W Bazylei, w Szwajcarii, starsi gminy chrześcijańskiej spalili na stosie sześciuset Żydów oskarżonych o zatruwanie wody w studni, a sto czterdzieści żydowskich dzieci odebrano rodzicom, przymusowo ochrzczono i oddano na wychowanie w rodzinach chrześcijańskich. W ten sposób społeczność żydowska w Bazylei przestała istnieć.

Biczownicy, zwani także flagellantami, stanowili wędrowną armię pokutników, którzy smagali się do krwi, by w ten sposób uzyskać

odpuszczenie grzechów i ubłagać Boga o zakończenie zarazy.

W lipcu 1349 roku flagellanci weszli do Frankfurtu, gdzie dokonali masakry mieszkańców dzielnicy żydowskiej. W Brukseli same pogłoski o zbliżającej się armii biczowników wprowadziły miejscowych chrześcijan w stan religijnego amoku, w którym zamordowali sześciuset Żydów.

W niektórych miejscach sprawujący władzę książęta lub królowie próbowali bronić Żydów przed grupami fanatycznych zabójców, gdzie indziej jednak chętnie się do nich przyłączali. Na przykład książę Turyngii pysznił się tym, że spalił wszystkich swoich żydowskich poddanych dla boskiej chwały i wezwał innych władców do tego samego.

Historyk Philip Ziegler doliczył się trzystu pięćdziesięciu masakr Żydów w okresie trzech lat epidemii czarnej śmierci. Według tego autora

 „to co zrobili Europejczycy w reakcji na bodaj największą naturalną katastrofę, jaka wydarzyła się na ich kontynencie, próbując swoim okrucieństwem dorównać bezwzględności natury, ujawniło najciemniejszą stronę ludzkiej natury".

 

Polowania na czarownice

W XV wieku Święta Inkwizycja skupiła się na tępieniu czarów i czarownic.

Przez następne trzy stulecia Europa była świadkiem obłąkańczej fali prześladowań kobiet i mężczyzn podejrzanych o konszachty z diabłem.

Kościelni funkcjonariusze poddawali torturom niezliczone rzesze oskarżonych o czary, próbując wymusić na nich przyznanie się do latania na miotłach, współżycia seksualnego z szatanem, przyjmowania postaci takiego lub innego zwierzęcia, stawania się niewidzialnym i wielu innych grzesznych uczynków. Zdecydowana większość oskarżonych poniosła śmierć na stosie. Ich liczbę szacuje się różnie: od 100 tysięcy do 2 milionów.

 

Zabijanie czarownic po raz pierwszy zalecił w XIII wieku papież Grzegorz IX. Odtąd sporadycznie odbywały się sądy o czary, jednak dopiero w XV wieku prześladowania na tym tle przyjęły masowy charakter. W roku 1484 papież Innocenty VIII wydał bullę, w której potwierdził rzeczywiste istnienie czarownic. Odtąd wszelkie co do tego wątpliwości uznawano za herezję. Ruszyła fala procesów o czary. W ciągu roku od wydania bulli wyróżniający się gorliwością inkwizytor Cumanus skazał na stos czterdzieści jeden kobiet, a pewien jego kolega z włoskiego Piemontu zarządził egzekucję stu czarownic.

W rok później dwóch dominikańskich inkwizytorów, Jakub Sprenger i Heinrich Krämer (Henricus Institoris) ogłosiło drukiem swoje tyleż wielkiej, co wątpliwej sławy dzieło, Malleus Maleficarum, czyli Młot na czarownice18, w którym zamieścili długą listę magicznych praktyk uprawianych przez czarownice i ich diabelskich kochanków, wszelkie zjawy, widma, demony, sukkuby i inkuby.

 

Autorzy objaśnili także, w jaki sposób zaprzedane złu kobiety niszczyły zasiewy, pożerały dzieci, wywoływały choroby i rzucały uroki.

Książka pełna jest opisów rozpasania seksualnego czarownic i przedstawia kobiety jako istoty zdradzieckie i godne najwyższej pogardy. „Wszelkie czary biorą się z żądzy cielesnej, której u kobiet nie można zaspokoić" -pisali bogobojni zakonnicy. Współczesna psychoanaliza rozpoznaje u obu duchownych czytelne symptomy nerwicy seksualnej, jednak przez setki lat ich wyrażająca w dużej mierze osobiste obsesje

 

Książka była oficjalnie uznanym podręcznikiem, z którego korzystali inkwizytorzy, wysyłając kobiety na okrutną śmierć.

 

Polowania na czarownice prowadzone były w wielkiej skali we Francji, w Niemczech, na Węgrzech, w Hiszpanii, we Włoszech, Szwajcarii, Szwecji, Polsce i niemal we wszystkich innych zakątkach Europy. Fala prześladowań dotarła z czasem także do Anglii, Szkocji i na drugi brzeg oceanu, do kolonii nad Zatoką Massachusetts. Ofiarami były w większości stare kobiety, których dziwactwa budziły podejrzliwość sąsiadów. Dużą grupę stanowiły również kobiety młode i piękne. Za czary skazywano także mężczyzn. W wielu przy-padkach były to po prostu osoby wskazane przez ofiary tortur, którym kazano wymienić znajome czarownice lub czarowników. Tortur nie stosowano w Anglii, dzięki czemu w tym kraju zginęło proporcjonalnie mniej osób oskarżonych o czary.

Podczas procesów stosowano rutynową procedurę pozbawiania wolności i wymuszania zeznań, wzbogaconą o jeden specyficzny element: ofiary byty rozbierane do naga, golone od stóp do głów i „nakłuwane". Autorzy Młota na czarownice pouczali bowiem, że każda czarownica nosi na ciele „diabelskie znamię" w formie stwardnienia na skórze, które można wykryć dźgając podejrzaną ostrym przedmiotem. Inkwizytorzy poszukiwali także tzw. „cycków czarownicy", nadliczbowych, ukrytych sutków, które mieli ssać ich szatańscy kochankowie.

Jeśli poszukiwanie znamion na ciele nie przyniosło spodziewanych skutków, zarządzano tortury. Ofiarom najpierw wyrywano paznokcie. Ich piersi były rozszarpywane rozżarzonymi do białości cęgami. Według wybitnej znawczyni historii inkwizycji, Nancy van Vuuren, stosujący tortury mężczyźni szczególnie wiele uwagi poświęcali narządom seksualnym kobiet. Ich ciała były rozciągane i łamane na kołach lub specjalnych wieszakach. Erica Jong napisała: „Gdy ramiona ofiar wyrywane były ze stawów, szatan uchodził przez usta nieszczęsnych, nawet gdy byli całkiem niewinni". W zasadzie wszyscy, których poddano mękom, przyznawali się do winy i trafiali na stos za odrażające czyny, jakie opisali w swych zeznaniach.

W północnej Hiszpanii, w kraju Basków, w kronikach kościelnych zanotowano, że niejaka Maria z Ituren pod wpływem tortur zeznała, iż ona sama i jej czarcie siostry zamieniły się w konie i galopowały po niebie. Tylko w jednym dystrykcie we Francji sześćset kobiet przyznało się do cielesnego obcowania z szatanem.

Całkowita liczba ofiar polowań na czarownice jest trudna do oszacowania. Nie wszystkie kroniki przetrwały do naszych czasów. Według różnych autorów ogółem 5 tysięcy osób spalono na stosach w Alzacji, dziewięćset w mieście Bamberg w Niemczech, około 2 tysięcy w Bawarii, 311 - we francuskim Vaud; 167 - w Grenoble; 157 -w Wurzburgu, w Niemczech, a 133 - tylko jednego dnia - w Saksonii. Były wsie, w których mordowano całą ludność.

Obsesja na tle czarów utrzymywała się do XVIII wieku. W roku 1722 w Szkocji spalono na stosie pewną staruszkę za to, że zamieniła swoją córkę w kucyka, dosiadła jej i pojechała wierzchem wprost na sabat.

 W roku 1749 w Wurzburgu na rynku miejskim spalono żywcem zakonnicę, gdy jej koleżanki zeznały, że pod postacią świni wspięła się na klasztorny mur.

Ostatnia egzekucja za czary miała miejsce w Szwajcarii w roku 1782.

W okresie Oświecenia wielu uczonych i filozofów poddało w wątpliwość faktyczne istnienie czarownic, co w końcu doprowadziło do zakończenia prześladowań.

Szczególnie uderza w polowaniach na czarownice fakt, iż nie były one prowadzone przez przesądnych dzikusów, lecz wykształconych biskupów, sędziów, profesorów i innych członków elit ówczesnych społeczeństw. Trzy stulecia istnienia tego obłędu są kolejnym świadectwem groźnej potęgi wierzeń religijnych.

 

Reformacja

 

Rozpasana korupcja wśród katolickich hierarchów nie była dla nikogo tajemnicą już w okresie średniowiecza. Papież Jan XII nie krył się ze swoimi romansami, a majątkiem kościelnym dzielił się ze swoją kochanką. Kazał także wykastrować jednego ze swoich przeciwników i oślepić drugiego. Papież chętnie przywdziewał kolczugę, by osobiście, na polu walki, dowodzić wojskiem. Benedykt IX sprzedał stanowisko papieża swemu następcy za tysiąc pięćset funtów złota. Urban VI torturował i mordował swoich kardynałów. Innocenty VII natomiast chełpił się swoimi dziećmi i każde z nich uczynił majętnym człowiekiem, czerpiąc obficie z kościelnego skarbca.

W X wieku papież Bonifacy VII, którego imię usunięto z oficjalnej listy papieży kościoła katolickiego, zamordował dwóch swoich rywali do papieskiego stolca. W ten sam sposób wyeliminował swoich konkurentów papież Sergiusz III. Jego rządy zapoczątkowały okres tzw. pornokracji, czyli najgłębszego upadku moralnego papiestwa. Benedykt V uwiódł młodziutką dziewczynę i zbiegł z zagrabionym z watykańskiego skarbca majątkiem. Klemens V zabawiał się z kochanką w gronostajowej pościeli. Bonifacy VIII wysłał wojsko, które miało zabić wszystkich mieszkańców Palestriny i zrównać miasto z ziemią. Klemens VII, gdy był jeszcze legatem papieskim, także rozkazał wymordować wszystkich (włącznie z dziećmi) mieszkańców Ceseny - liczącego sobie osiem tysięcy mieszkańców miasta w północnych Włoszech. W roku 1415 na soborze w Konstancy zdetronizowano i postawiono przed sądem papieża Jana XXIII19. Według Edwarda Gibbona, autora Zmierzchu cesarstwa rzymskiego:

„Najpoważniejsze zarzuty wobec papieża zostały zatuszowane. Następcę Chrystusa oskarżono tylko o piractwo, morderstwa, zgwałcenia, sodomię i kazirodztwo".

 

Aleksander VI przekupił kardynałów, żeby na niego głosowali. Później organizował orgie seksualne z udziałem swoich dzieci, Cezara i Lukrecji Borgiów.

Na temat Aleksandra znana badaczka papieskich dziejów, Barbara Tuchman, napisała:

Pewnego razu Aleksander przewodniczył bankietowi wydanemu przez jego syna w Watykanie. Wydarzenie to przeszło do historii pornografii jako „balet kasztanów". Uczestniczyło w nim pięćdziesiąt kurtyzan, które tańczyły z gośćmi, najpierw w odzieniu, a potem nago. W sali balowej, wśród stojących na posadzce ozdobnych świeczników, rozsypano kasztany, a kurtyzany, pełzając na rękach i na kolanach, podnosiły je z podłogi. Papież, jego syn Cezar i córka, Lukrecja, przypatrywali się zabawie. Następnie goście połączyli się w pary z kurtyzanami, a ci z nich, którzy okazali się szczególnie wytrwali w miłosnych zmaganiach, otrzymali w nagrodę tuniki ze świetnego jedwabiu i płaszcze.

 

Kardynałowie, arcybiskupi, opaci, biskupi, zwykli księża i zakonnicy mieli konkubiny, defraudowali majątek kościoła, podejmowali zbrojne wyprawy i bogacili się w drodze tzw. świętokupstwa, handlując beneficjami i godnościami kościelnymi (tytułami, stanowiskami, urzędami) i związaną z nimi władzą sprawowania sakramentów.

 

Papież Innocenty III potępił stan duchowny tymi słowy:

  „Wszyscy oni, od najwyższego do najniższego szczebla, czynią wszystko, przed czym przestrzegali prorocy: są skąpi oraz łasi na prezenty i nagrody. Za niewielką łapówkę gotowi są nazwać bezbożnika człowiekiem szlachetnym".

 

Niepowstrzymana chciwość duchownych wywoływała coraz więcej protestów. Już w XII wieku ksiądz Arnold z Brescii w północnych Włoszech wezwał do przeprowadzenia reform. Został za to usunięty ze stanu kapłańskiego, skazany na zesłanie i ekskomunikowany, jednak nie poddał się, podburzając mieszkańców Rzymu. Ostatecznie, w roku 1155 schwytano go i powieszono, a jego ciało spalono na stosie.

W czternastowiecznej Anglii ksiądz-profesor John Wiklef potępił korupcję w kościele, odrzucił doktrynę transsubstancjacji i naruszył prawo kościelne, dokonując przekładu Biblii na język angielski, gdyż chciał, żeby Pismo Święte było czytane przez zwykłych ludzi.

 

Po śmierci Wiklefa, jego zwolenników, zwanych lollardami, uznano za heretyków. Wielu schwytano, uwięziono i zmuszono do wyrzeczenia się wiary. Część spalono na stosie.

W czeskiej Pradze teolog i kaznodzieja Jan Hus, działając pod wpływem pism Wiklefa, również potępił niemoralność wśród duchownych. Wkrótce pozyskał wielu oddanych zwolenników. W roku 1412 trzech spośród nich stracono za krytykę handlu odpustami. Husa także ekskomunikowano i skazano na zesłanie, on jednak nie poddał się. W roku 1415 udał się na obrady soboru w Konstancji, zwołanego w celu położenia kresu masowej korupcji wśród księży. Jednak sobór potępił poglądy Husa i przekazał go władzy świeckiej, która uwięziła go, osądziła i skazała na spalenie na stosie w Konstancji, ignorując gwarancje bezpieczeństwa udzielone mu przez króla czeskiego Wacława IV.

Śmierć Husa wywołała gniew jego czeskich zwolenników, którzy utworzyli przymierze na rzecz niezależności religijnej. Papież Marcin V wystał przeciw nim wojska, które kilkakrotnie zostały pobite przez husytów. Ostatecznie kościół zaproponował kompromis w kwestii pewnego sporu teologicznego, który dzielił husytów na dwa obozy, pozyskując dla siebie jedną z frakcji, która przyłączyła się do katolickiego wojska i wspólnie z nim pokonała swoich niedawnych współwyznawców.

 

We Florencji dominikanin Girolamo Savonarola podjął wezwanie do przemian w kościele. Jego gwałtowne ataki na panujące w tej instytucji obyczaje skłoniły przeciwników reformatora do wysunięcia żądania, by teologa ekskomunikowano. On jednak kontynuował nauczanie. Wreszcie, w roku 1498, został uwięziony, potępiony przez papieską komisję, powieszony i spalony na stosie wraz z dwoma zwolennikami.

Po tych sporadycznych wybuchach sprzeciwu wobec nadużyć wśród duchowieństwa, prawdziwy ruch protestu narodził się w roku 1517, gdy Marcin Luter przybił na drzwiach kościoła w Wittenberdze słynne 95 tez, dając w ten sposób początek reformacji, w wyniku której świat chrześcijański pogrążył się w trwającym około stu lat krwawym konflikcie pomiędzy katolikami I protestantami.

Kilka lat po słynnym wystąpieniu Lutra jeden z jego najwierniejszych niemieckich uczniów, Thomas Munzer, wezwał do orężnej walki o realizację „królestwa Bożego" na ziemi, do czego chciał doprowadzić m.in. mordując wszystkich bezbożników. W roku 1525 stanął na czele 8 tysięcy chłopów i mieszczan, którzy wystąpili zbrojnie z postulatami zniesienia wyzysku feudalnego i radykalnej 68 reformy religijnej. Jego żołnierze ruszali do boju, intonując święte hymny, co jednak nie pomogło im w walce z dobrze wyszkoloną regularną armią feudalnych władców. Samego Münzera pojmano po bitwie pod Frankenhausen, poddano rutynowym torturom i ścięto.

W Szwajcarii wybuchła jeszcze jedna rebelia pod wodzą Ulricha Zwingliego. Miasta tego kraju przyjęły jego zmodyfikowaną wersję chrześcijaństwa, podczas gdy kantony wiejskie pozostały katolickie, co doprowadziło do wybuchu wojen domowych. W drugiej z nich Zwingli poniósł śmierć.

W Niemczech, luterańscy książęta i przedstawiciele protestanckich miast spotkali się w saksońskim miasteczku Schmalkalden, gdzie w 1531 roku zawarli związek obronny (tzw. Związek Szmalkaldzki) przeciwko kościołowi katolickiemu. Cesarz Karol V wysłał przeciw protestantom wojska, którym rozkazano zetrzeć ich z powierzchni ziemi. Cesarska armia odniosła kilka zwycięstw, ostatecznie jednak, w 1555 roku, zmuszona została do zawarcia pokoju w Augsburgu. Na jego mocy około trzystu lokalnych władców otrzymało prawo do decyzji, jakie wyznanie będzie obowiązywać na obszarze ich panowania.

Pokój augsburgski zagwarantował protestantom prawo do życia w Rzeszy, inne kraje katolickie nie były jednak tak tolerancyjne. W Hiszpanii inkwizycja przystąpiła do eksterminacji wszystkich podejrzanych o sympatię dla protestanckiej herezji. W roku 1559, podczas wielkiej uroczystości na cześć króla Filipa II, syna Karola V, wielu z nich uduszono i spalono. Arcybiskup Bartolome de Carranza z Toledo został skazany na siedemnaście lat więzienia tylko dlatego, że wyraził poparcie dla tolerancyjnych poglądów holenderskiego my-śliciela, Erazma z Rotterdamu. W roku 1542 we Włoszech przywrócono do życia inkwizycję, żeby skutecznie ścigać wyznawców I sympatyków protestanckiej herezji.

Po śmierci Zwingliego przywódcą protestantyzmu szwajcarskiego został Jan Kalwin, który utworzył w Genewie surowy system władzy religijnej. Policja obyczajowa kontrolowała najdrobniejsze szczegóły postępowania mieszkańców, również wtedy, gdy przebywali w czterech ścianach własnych domów. Surowe represje, do kary śmierci włącznie, groziły za wulgarne wypowiedzi, taniec, grę w karty, picie napojów alkoholowych i wszelkie inne rozrywki. Religijnych nonkonformistów wysyłano na stos. Taki los spotkał między innymi Michała Serveta, jednego z twórców antytrynitaryzmu20. Za otwartą krytykę sprawującego władzę w mieście duchowieństwa stracono także Jacquesa Grueta, wybitnego i szanowanego mieszkańca Genewy, którego oskarżono o ateizm i bluźnierstwo. Kalwin był także gorącym zwolennikiem palenia czarownic.

W Europie okresu Reformacji toczono niezliczone wojny religijne, popełniano rzezie i tysiące ludzi palono na stosach. Poniżej przedstawiamy garść przykładów najbardziej krwawych konfliktów między przedstawicielami różnych odłamów chrześcijaństwa.

Francja

Gdy protestantyzm pojawił się we Francji, król Henryk II poprzysiągł jego zniszczenie. Król ten utworzył specjalny sąd dla heretyków, który przeszedł do historii jako „płonąca komnata", gdyż niemal bez wyjątku wysyłał na stos oskarżonych hugenotów, czyli francuskich kalwinistów. W roku 1559 Francja i Hiszpania podpisały traktat, na mocy którego oba kraje zobowiązały się całkowicie wyplenić protestantyzm na swoich terytoriach.

W pierwszym okresie królowa matka, Katarzyna Medycejska, pozwalała hugenotom praktykować swoje wyznanie w niektórych okolicach. Jednak katoliccy książęta wysyłali przeciwko nim zbrojne oddziały, które dokonywały rzezi uczestników nabożeństw, wywołując kolejne wojny religijne. Ogółem, w latach 1562-1589 we Francji doszło do ośmiu wojen między katolikami i hugenotami. Obie strony byty wobec siebie równie brutalne. Żołnierze hugenoccy rozbijali ornamenty ko-ścielne i ścigali katolickich duchownych jak zwierzęta. Pewien kapitan protestancki nosił naszyjnik z uszu zamordowanych księży. Francuski kronikarz zanotował:

„Żadne pióro nie opisze okrucieństw, jakich dopuszczają się obie strony konfliktu. Hugenoci niszczą święte obrazy i grobowce. Katolicy zaś palą lub topią każdego podejrzanego o herezję, aż wypełnione ciałami zamordowanych rzeki występują z brzegów".

Papież Pius V wysłał do Francji wojsko, które miało pomóc miejscowym katolikom w walce z hugenotami, a jego dowódcy nakazał zabijanie wszystkich jeńców bez wyjątku. W roku 1712 ten pobożny mąż został zaliczony w poczet świętych kościoła katolickiego.

Po trzeciej wojnie domowej Katarzyna Medycejska zadeklarowała chęć przerwania łańcucha wzajemnych okrucieństw, aranżując małżeństwo swojej córki, Małgorzaty de Valois, z hugenockim przywódcą, Henrykiem III, królem Navarry. Jednak gdy hugenoci, którym zagwarantowano osobiste bezpieczeństwo, przybyli do Paryża na uroczystości weselne, katoliccy książęta, działając w porozumieniu z królową, dokonali próby zamachu na dowódcę hugenockich wojsk, admirała Gasparda de Coligny. Zamachowiec chybił, zaledwie ra-niąc admirała. Wtedy Katarzyna i książęta zdecydowali się wymordować wszystkich hugenotów, zanim zdołają oni zorganizować kontruderzenie. Nocą z 23 na 24 sierpnia 1572 roku katolicy dokonali mordu około 3 tysięcy hugenotów. Zginął również admirał Coligny. Na wieść o paryskiej masakrze doszło do pogromów w wielu innych miastach Francji.

Głowę dowódcy admirała Coligny wysłano do Rzymu, gdzie następca Piusa V, papież Grzegorz XIII przyjął prezent z radością. Jego świątobliwość i wszyscy członkowie kolegium kardynalskiego odprawili mszę dziękczynną. Papież kazał wybić medal upamiętniający zwycięstwo katolików i zamówił fresk, który miał przedstawiać ich triumf nad hugenotami.

Wydarzenia nocy św. Bartłomieja doprowadziły do wybuchu czwartej wojny hugenockiej. W następnych dekadach, aż do roku 1598, doszło do czterech kolejnych wojen między francuskimi katolikami i protestantami. Ostatecznie Henrykowi, królowi Navarry, obiecano koronę Francji, jeśli nawróci się na katolicyzm. Oferta zo-stała przyjęta. Henryk wydał wówczas edykt nantejski, w którym protestanci otrzymali gwarancje wolności wyznania. Po jego śmierci hugenotom odebrano jednak niemal wszystkie swobody obywatelskie i poddano ich bezwzględnym prześladowaniom, w wyniku czego w trzeciej dekadzie XVII wieku doszło do wybuchu kolejnych wojen domowych. W roku 1715 król Ludwik XIV z dumą ogłosił światu, że protestantyzm we Francji przestał istnieć.

W okresie prześladowań setki tysięcy hugenotów musiało opuścić rodzinny kraj. Jedna z pierwszych protestanckich kolonii w USA powstała na Florydzie. W roku 1565 hiszpańska ekspedycja wojskowa wymordowała wszystkich jej mieszkańców. Dowódca hiszpańskiego wojska pozostawił w miejscu masakry tablicę pamiątkową, na której wyryto napis głoszący, iż osadnicy zostali straceni „nie jako Francuzi, lecz jako protestanci".

 

Więcej w publikacji, która jest dostępna

do zakupienia w Internecie.

 


 

 

 

 

<hr

Dr Karlheinz Deschner        

 

OPUST  DIABOLI (fragmenty).

 

[...] pragnę na sto różnych sposobów powtórzyć, że nigdy nie przysłuży się Bogu ten, kto wyrządza zło ludziom.

Wolter

 

[...] jeśli się nie nawrócicie, wszyscy podobnie zginiecie.

ŁK. 13, 3

 

Dlaczego bowiem Kościół tak bardzo unikał publicznej dyskusji? Dlaczego uchyla się od niej również dzisiaj?

Albo gdzie pozwalał nam, choćby na krótko, zmierzyć się ze sobą, niemalże zupełnie pokojowo? Czy w świątyniach? W szkołach? Na rynku, na placu apelowym w koszarach? Przez radio, na przykład tuż po „Słowie na niedzielę", kiedy to jego przecież słudzy, owi często tak bardzo jowialni wrogowie oświecenia, już z rzadka tylko używają słów „Chrystus" i „chrześcijański", tak jakby już sami ich nie znosili, i dopiero pod koniec zdobywają się poczciwie na mały wybieg, już prawie że wstydliwie zastosowany ostatni fortel, dzięki któremu — przy tonie poważnym, a ponadto przyjaznym i sta­nowczym zarazem, z patrzeniem dalekiemu widzowi jakby prosto w oczy — niczym zrodzony z popiołów feniks ukazuje się deus ex, machina"?

       

Dlaczegoż to Kościół tak się bał i boi konfrontacji sądów, dyskusji na oczach ludzi, którymi przecież niepodzielnie kierował, których zawsze sam nauczał, wychowywał?

 

Do czego potrzebował indeksu? Tortur? Cenzury? Palenia książek już od czasów apostołów? I potem również masowego palenia ludzi?

 

Dlaczego w nim, jak nigdzie indziej, rozpowszechnione było całkiem niestrawne starcze bajanie i wręcz fatalne doktrynerstwo? Dlaczego wciąż panowały nietolerancja, terror i despotyzm? Dlaczego przez dwa tysiąclecia nieustannie przechodzono od słów do mordów?

 

Czy znowu naświetlamy zbyt jednostronnie? Ale choćby tu nawet była jednostronność, jest w tym i prawda!

 

I rodzi się zaraz pytanie, czy jeszcze zachowały swą prawdziwość głoszone przez Kościół dogmaty.

 

 Albo raczej: nie ma już o co pytać!

 

        Dlaczego bowiem zawsze kładziono tak wielki nacisk na Credo.

Czemuż to zawsze stawia się wiarę ponad wszystkim innym? Czemuż propaguje się pokorę, głupotę, płaszczenie się przed krzyżem, flectamus genua, sacrificiwn intellectus — i to zawsze nader drastycznie, z niebem i piekłem w tle, na pierwszym planie i u dołu obrazu, z wyczarowywaniem wszelkich aniołów i archaniołów, a jeszcze częściej oczywiście księcia ciemności oraz jego zastępów i piekielnych mąk?

 

        „Chciałby Pan dotrzeć do wiary, a nie zna Pan drogi do niej"

 pisze nawet taki geniusz, jak Pascal.

„Chciałby Pan uleczyć się z niewiary i prosi Pan o lekarstwo: niechże się Pan uczy od tych, co już byli w takiej sytuacji... Niech Pan zacznie od tego, od czego oni zaczynali, a mianowicie od pokazywania całym swoim zachowaniem (używając wody święconej, zamawiając msze itd.), iż jest Pan człowiekiem wierzącym. W całkowicie naturalny sposób sprawi to, że nawet Pan uwierzy i ogłupieje".

        Uwierzyć i ogłupieć — nie takie jest nasze remedium, nasze vademecum, nasza oferta zbawienia.

 

 

Wprost przeciwnie. Wzywam wszystkich: bądźcie sceptyczni! Pełni nieufności! Nie dowierzaj­cie mi! Szukajcie s^mi! Ale jednak nie tylko w biskupich postyllach, w „Bildpost", u Ratzingera, Rahnera i Kunga! Przeczytajcie chociaż kilku spośród ich adwersarzy! Czytajcie to, co piszą obie strony! Porównujcie!

        A reszta będzie zależała już wyłącznie od uczciwości.

 

 

Biskupi sprzymierzali się z królami przeciw książętom, walczyli u boku książąt przeciw królom, u boku papieża przeciwko cesarzowi, u boku cesarza przeciw papieżowi, po stronie jed­nego papieża przeciwko innemu (aż sto siedemdziesiąt jeden lat), po stronie duchownych duszpasterzy przeciw duchownym z zakonów, ale i przeciw innym duszpasterzom — biskup Dietrich z Osnabriick przeciw biskupowi Gerardowi z Minden; biskup Eryk z Osnabriick przeciw biskupowi Henrykowi z Munster itd. — na polu bitwy, na ulicy, we wnętrzu świątyni, sztyletem, trucizną, na wszelkie sposoby.

Przez całe wieki kler propagował też świętą wojnę, do której Urban II jeszcze w roku 1095 — właściwie rzecz oceniając — nakłaniał zbójców. Papież zapewniał odpuszczenie grzechów, obfity łup, krainę mlekiem i miodem płynącą i krzyczał: „To nakazuje Chrystus!"

I wyruszyli z krzyżami na odzieniu i na sztandarach. Już nad Renem i nad Dunajem wymordowali tysiące Żydów. Potem dopuszczali się gwałtów i mordów na chrześcijańskich Węgrach. Podczas zwycięskiego ataku na Jerozolimę latem 1099 roku — w piątek, w godzinie ukrzyżowania, o czym donoszą urzeczeni tym kronikarze  zmasakrowali blisko siedemdziesiąt tysięcy Saracenów... Zabijali, bo, jak pisze arcybiskup Wilhelm z Tyru, postanowili grabić zawsze i wszędzie, „każdego mieszkańca miasta". Ociekali krwią i u wejścia do każdego „oczyszczonego" domu wieszali, na znak przejęcia na własność, swoje tarcze — jest to jedno z najstarszych świadectw używania tarcz herbowych jako dowodów tożsamości. W świątyni urządzili taką jatkę, że — jak pisze ksiądz Rajmund z Agiles — „za sprawą cudownego, sprawiedliwego zrządzenia bożego aż po kolana, a nawet aż po końskie siodła, nurzali się we krwi". A następnie, co odnotował autor Gęsta Francorum, świadek naoczny, „szczęśliwi, z radości roniąc łzy, poszli nasi oddać cześć grobowi Zbawiciela".

 

Żaden artysta kabaretowy nie potrafiłby lepiej sparodiować tego chrześcijaństwa.

 

Chrześcijanie zawsze zwalczali się nawzajem, lżyli jedni drugich, oczerniali, już Paweł nazywał członków gminy pierwotnej „psami", „kalekami", określał ich jako „kłamliwych apostołów", Piotr zaś w // Liście nazwał chrześcijańskich innowierców nierozumnymi zwierzętami, które z natury stworzone są tylko do tego, by je chwytać i pozbywać się ich; zresztą już za czasów Konstantyna zwracano się przeciw niekatolikom. Zakazywano im nabożeństw, niszczono piśmiennictwo, grabiono kościoły, rabowano mienie i skazywano ich na banicję. Już w 385 roku w Trewirze katoliccy biskupi polecili po raz pierwszy ściąć innych chrześcijan z powodów wyznaniowych.

 

A tysiąc lat później: jakiż postęp w obyczajowości czasów chrześcijańskich! Przy tropieniu „kacerzy" dopuszczalne jest wszelkie oszustwo. Ludzie są wszędzie podjudzani do polowań na heretyków, otwarcie zaszczepia się okrucieństwo. Dużo płaci się za miejsca w oknach z widokiem na stos, a wiernym, którzy zgromadzą drewno, zapewnia się odpust zupełny. Urządzane są imponujące autodafe, stanowiące okazje do masowego mordowa­nia ludzi — czasem na oczach dwustu tysięcy widzów.

 

Na ostatnią drogę zakłada się skazanym nawet czapki błazeńskie, przytyka im się do ciała rozżarzone obcęgi, niekiedy ucina się im prawą rękę, a potem słychać śpiew, podczas gdy ofiary — zależnie od kierunku wiatru — już to się duszą, już to z wolna się palą: „Chwalimy Cię, wielki Boże". „Budujący przykład społecznej doskonałości" — tak chwali jeszcze w 1853 roku inkwizycję wydawane przez jezuitów watykańskie czasopismo.

Żaden artysta kabaretowy nie potrafiłby lepiej sparodiować chrześcijaństwa.

Zdarzało się, że umierające kobiety zabierano w łóżkach na miejsce egzekucji i tam wrzucano je w ogień.

Sam wielki inkwizytor Torąuemada osobiście posłał w Hiszpanii dziesięć tysięcy dwieście dwadzieścia osób na stos oraz dzie­więćdziesiąt siedem tysięcy trzysta siedemdziesiąt jeden osób na galery. I jeszcze w połowie XX wieku chrześcijanie torturują we frankistowskiej Hiszpanii, w Korei, Algierii, Grecji, Wietnamie i w więzieniach Republiki Federalnej Niemiec. W hitlerowskich Niemczech zostaje przywrócona straszliwa kara odpowiedzialno­ści rodzinnej — papież Grzegorz IX ekskomunikował aż do siód­mego pokolenia, a papież Urban II nie uważał za morderstwo zabicia osoby ekskomunikowanej, „gwoli przysłużenia się Kościołowi — naszej matce".

Nie wszystkich heretyków palono. Skruszonym okazywano łaskę. Bito ich w niedziele podczas mszy, raz w miesiącu w każdym domu, gdzie spotykali się z podobnymi sobie, oraz w czasie procesji, na każdej stacji. Czasem pędzono ich też nago po ulicach, po czym byli biczowani przy ołtarzach i nawet legaci papiescy nie uważali udziału w tym za uwłaczający im. Inni skruszeni trafiali pod „mur". Skazywano ich na murus largus, dosyć łagodne ograniczenie wolności, albo na murus strictus, co oznaczało dożywotnie przykucie rąk i nóg do ściany pozbawionej okien celi, zgodnie z nakazem papieża, jak najmniejszej i jak najciemniejszej, a więc karę nie stosowaną nawet za Hitlera. Jeszcze straszniejszy był murus strictissimus, o którym protokoły inkwizycji jednak milczą.

Znani nam są katolicy, którzy w XIII wieku zaświadczali swoją prawowierność następującą przysięgą: „Nie jestem kacerzem, bo mam żonę i śpię z nią, mam dzieci i jem mięso, kłamię, przeklinam i jestem wierzącym chrześcijaninem, tak mi dopomóż Bóg!"

Zmarłych, których „herezja" wychodziła na jaw dopiero po ich śmierci, trzeba było ekshumować i traktować tak, jak gdyby jeszcze żyli.

Niesławnym wczesnym przykładem na to jest po­stępowanie z papieżem Formozusem. Stefan VI kazał go w 897 roku wykopać, wydał nań wyrok i pozbawił go dwóch palców pra­wej ręki. Sergiusz III zarządził w 905 roku ponowną ekshumację zwłok Formozusa, polecił przyodziać je w szaty papieskie, posadzić na tronie, po czym — skazawszy go jeszcze raz — kazał odrąbać mu kolejne trzy palce oraz głowę.

Gdy zadźgano Zwingliego, został poćwiartowany i spalony, a dla zbezczeszczenia jego prochów dorzucono do ognia świńskie łajno, pod stosem Husa umieszczono natomiast potajemnie zgniłego muła, żeby zademonstrować ludowi odór diabła.

Ale sporadyczne akcje przeciw „kacerzom" nie zadowalały papieży. Pogrążyli oni całą Europę w wojnie. Na południe i na północ wysyłali krucjaty. To, co nie było katolickie, musiało znik­nąć, i tak samo działo się jeszcze w XX wieku w klerykalno-faszystowskiej Hiszpanii oraz w Chorwacji.

Pierwsza krucjata przeciwko chrześcijanom odbywała się od 1209 roku i dotknęła albigensów, „zakałę i hańbę rodu ludz­kiego", jak pisał jeszcze w XIX wieku papież Grzegorz XVI, albigensów, którzy ewidentnie i w takiej mierze nawiązywali do pierwotnego chrześcijaństwa, że nawet doktor Kościoła Bernard z Clairvaux mówił o nich: „Nie ma pewno bardziej chrześcijań­skich kazań niż wygłaszane przez nich, czyste były też ich oby­czaje". A tymczasem Innocenty III wezwał, w niecałe dwa mie­siące po intronizacji, cały świat chrześcijański do palenia „kace-rzy", którzy by się nie wyrzekli swojej wiary. Szlachcie północ-nofrancuskiej obiecał posiadłości, królowi Francji (który wyraził swoje wątpliwości co do krucjaty!) panowanie nad krainą zamieszkiwaną przez albigensów, a wszystkim katolickim krzyżowcom, nawet najgorszym grzesznikom, wieczną szczęśliwość w raju.

Po owym wezwaniu chwycili za krzyże władcy duchowni i świeccy, całe hufce rycerzy, włóczęgów, tysiące łupieżców zwłok, najemni żołdacy, ladacznice z przewoźnych świątyń Wenery. Z pieśnią Przyjdź Duchu Święty atakowali miasta, wyrzynali mieszkańców, i „heretyków", i katolików, jak popadło. Wyrzynali trzymających monstrancje kapłanów przy ołtarzach, wyrzynali niemowlęta i starców: w samym tylko Beziers dwadzieścia tysięcy ludzi. Już wówczas matki tuliły dzieci do piersi, by nie widziały wrzucania w ogień, tak jak to było później w komorach gazowych Auschwitz. Ale że jeszcze po dwudziestu latach tej rzezi jacyś albigensi się uchowali,

Kościół płacił dwie marki srebrem jako premię za każdego żywego lub martwego „kacerza", dostarczonego już po zawarciu pokoju.

 

Krucjaty i wojny religijne szaleją odtąd w Europie przez całe stulecia. Kontynuowane jest również nawracanie pogan na Wschodzie, zainicjowane już w 782 roku nakazaną przez Karola „Wielkiego" egzekucją czterech i pół tysiąca Sasów. W roku 1147 odbywa się krucjata na ziemie Wenetów. Hasło: „Kto nie zechce się ochrzcić, niech zginie".

U schyłku średniowiecza rycerze w habitach wymordowują na Wschodzie mieszkańców całych regionów. I w końcu katolicy staczają dziewięć bitew między sobą, bo papież żąda dla siebie — jako „dziedzictwa Matki Boskiej" czegoś, co rycerze też chcą sobie zatrzymać.

 

W czasach nowożytnych ofiary oskarżeń poddawano bezlitosnym torturom, zmuszano dzieci i matki do wzajemnych denuncjacji, wymuszano torturami kłamliwe zeznania i nazwiska kolejnych ofiar, z których potem, również torturami, wydobywano następne nazwiska. W podziemnych lochach przywiązywano owe nieszczęsne kobiety do drewnianych krzyży, przykuwano je od zewnątrz do murów, narażano je na ataki szczurów, na wszelką pogodę, a ponadto znęcano się nawet nad dziećmi, często bliskimi śmierci po oćwiczeniu przez duchownych i oprawców. Były one na łańcuchach wywieszane z wież na zewnątrz, głodzone, pozwalano, by zamarzły, a potem smażono je na ogniu. Jedno z haseł towarzyszących rozprawianiu się z czarownicami brzmiało: „Bę­dziesz torturowana, dopóki twoje ciało nie zacznie przepuszczać promieni słonecznych".

Wsłuchajmy się w krzyki tych nieszczęsnych ludzi! Wczytajmy się w to, co niektórzy pisali z więzień, żony do mężów, ojcowie i matki do dzieci: zapewnienia o własnej niewinności, słowa pożegnania na zawsze.

Trzeba to poznać, by zrozumieć, że diabeł jest chrześcijaninem, a chrześcijanin często diabłem, albo inaczej: że — jak mówi Kierkegaard — chrześcijaństwo to „wynalazek szatana".

 

 

Zaraza wśród bydła w archidiecezji salzburskiej doprowadziła w 1678 roku do śmierci dziewięćdziesięciu siedmiu kobiet na stosie.

Biskup Bambergu Fuchs von Dornheim wymordował około roku 1630 blisko sześćset osób płci obojga, które oskarżono o czary, oraz wszystkich pięciu burmistrzów miasta. Jego kuzyn, arcypasterz Wiirzburga Adolf von Ehrenberg posłał na stos około tysiąca dwustu czarownic i magów, po czym zarządził odprawia­nie mszy świętych za ich dusze.

Arcybiskup Trewiru Jan zlikwi­dował w 1585 roku tyle czarownic, że w dwóch wioskach ocalały tylko dwie kobiety. „Niechybnie zginie całe miasto" — skarży się w połowie XVII wieku pewien ksiądz z Bonn, gdzie pod naci­skiem arcybiskupa Kolonii, bawarskiego księcia krwi Ferdynanda palono nawet trzyletnie dzieci za rzekome obcowanie z diabłami.

Jak pisze się w chrześcijańskich kronikach, wszędzie „sprzątano" i „usuwano brud", pozbywając się owych kobiet. „Jako że ze starymi nieomal się uporaliśmy i zostały one na nasze polecenie pozbawione życia — informuje landgraf Jerzy z Darmstadt w roku 1582 swojego przedstawiciela w augsbruskim Reichstagu — teraz zabierzemy się do młodych [...]".

W ogień wrzucano stuletnie kobiety, roczne dzieci, kalekich i ślepych, śmiertelnie chorych, kobiety ciężarne, całe klasy szkolne, nawet duchownych i zakonnice.

 

 

Szkody czynione w poszczególnych krajach były większe niż na skutek wojen. A każdy, kto przeciwstawiał się temu szaleństwu, jako uznawany za „protektora czarownic", najczęściej sam służył za „opał", że użyjemy tu określenia z czasów hitlerowskich, zilustrowanego przez długą praktykę Kościoła. Bo przecież w archidiecezji bamberskiej i w diecezji wrocławskiej istniały już piece krematoryjne dla czarownic!

 

 

Po uśmierceniu owych nieszczęśników kler zagrabiał ich mienie i nierzadko był to prawdziwy powód wszczynania procesów o kacerstwo i czary. Jeden z mogunckich dziekanów zarządził spa­lenie ponad trzystu osób z dwóch wsi po to tylko, by móc przy­łączyć ich ziemie do swoich. Pewien skryba w Fuldzie, którego przełożony, opat, był znanym łowcą czarownic, groził zwłaszcza bogatym i pysznił się tym, że w ciągu dziewiętnastu lat trafiło na stos siedemset osób płci obojga. Każdy z licznych wyroków wy­danych w diecezji augsburskiej kończył się formułą: „Ich majątek przepada na rzecz fiskusa Jego Książęcej Wysokości, przewie­lebnego Marąuarda, biskupa w Augsburgu i proboszcza katedry w Bambergu". Cesarz Ferdynand II przestrzegał biskupa Bam-bergu: „Co się jednak tyczy niegodnej zaiste konfiskaty, My nie możemy już bynajmniej pod żadnym pozorem pozwolić Warn na takie poczynania".

Skropione krwią pieniądze inkasowali też inkwizytorzy i spowiednicy. Kata czarownic, GeiBa, który działając w Wetteru, nie tylko wspominał w swoich rachunkach o pokryciu kosztów „gorzałki wypitej tam w ciągu dwóch dni polowania na czarownice przez członków komisji", ale również zabierał dla siebie jedną trzecią mienia ofiary, uratowała przed gniewem ludu jedynie ucieczka, lecz gdy zwolniono go ze służby, zażądał dalszego wypłacania poborów — postępując bardzo podobnie, jak wielu sędziów hitlerowskich w Republice Federalnej. Najszybszy i najłatwiejszy sposób wzbogacenia się — mawiano — to palenie czarownic. Często ustawało ono, gdy znikała perspektywa obłowienia się.

Reformacja nie zahamowała tego szaleństwa. Wręcz przeciwnie.

Tak jak zwolennicy reformacji w Holandii w barbarzyński sposób zdziesiątkowali katolików, tak jak plądrowali, burzyli ich kościoły i klasztory, wrzucali w ogień krucyfiksy, wizerunki świę­tych oraz księży i zakonników, tak jak w 1527 roku w Rzymie luterańscy lancknechci uśmiercili tysiące papistów i nawet w ba­zylice Świętego Piotra zmasakrowali dwieście osób, po czym pod groźbą palenia domów wymuszając ogromne okupy albo — jak uważają sami luteranie„dzięki łasce bożej wzbogacili się tak, że niepodobna tego opisać", tak zabijali teraz również czarownice. Luter, który wszędzie widział szatana, zgadzał się na spo­pielenie „diabelskich ladacznic" równie łatwo jak papież albo — powtórzmy jego określenie — jak ta „papieska świnia", której zresztą także chciał — podobnie jak całej Kurii — wyrwać język przez gardło na zewnątrz, a potem wszystkich tych dostojników według starszeństwa w takim stanie przygwoździć do szubienicy.

 Kalwin zaś, który swoich krytyków z zapałem uspokajał torturami i mieczem, a ponadto posłał na stos Serveta, chętnie przyznawał genewskiej radzie miejskiej wielkie zasługi w łowieniu czarownic i zwracał uwagę na to, że „jest takich jeszcze wiele", domagając się, by „wypleniono [...] tę rasę".

 

Na wielu ziemiach zamieszkanych przez protestantów za­bijano w istocie więcej czarownic niż na ziemiach katolickich. W Brunszwiku, w okolicy Wolfenbuttel, gdzie pod koniec XVI wieku palono często nawet dziesięć kobiet dziennie, słupy, przy których stawały one trafiając na stos, wyglądały jak zwęglony las. Prześladowania osiągnęły punkt kulminacyjny dopiero po okre­sie reformacji. Jeszcze w XVII wieku ich ofiarą padło w Europie przypuszczalnie około miliona ludzi, głównie kobiet. I nawet u schyłku XVIII wieku ewangelicki biskup Troilus ze szwedzkiej diecezji Dalarna wyraził głębokie zatroskanie „naszą epoką obo­jętności i wolnomyślności", w której nie chciano już palić kobiet oskarżonych o czary.

 

W całych dziejach świata chrześcijańskiego kobieta była w ogóle źle traktowana, co też stało w sprzeczności z postawą Jezusa. Rozpoczął to Paweł, stawiający mężczyznę znacznie wyżej niż kobietę, a prócz Pawła również inni dawni teologowie, dopatrujący się w kobiecie tylko istoty niższego rzędu, uosobienia cielesności, istoty uwodzącej mężczyznę, po prostu Ewy i grzesznicy, którą najchętniej ostrzyżono by do gołej skóry, co zaleca święty Hieronim, której czasem zabrania się nawet śpiewu w kościele, a często i wchodzenia doń i przyjmowania komunii w czasie menstruacji, i to pod groźbą surowych kar; kontynuatorem postawy Pawła okazuje się Luter i znajduje ona swoje odzwierciedlenie w wielu dyskryminujących przepisach prawnych — aż po XX wiek.

 

 

Parlament niemiecki odrzuca projekt ustawy o prawie głosu dla kobiet jeszcze w sierpniu 1918 roku. We Francji kobiety uzy­skują czynne i bierne prawo wyborcze dopiero w roku 1955. A w kraju pochodzenia papieża istniało i po tej dacie dwoja­kie ustawodawstwo dotyczące jednej i drugiej płci, a mianowicie zdrada męża—jak jeszcze niedawno uznał Sąd Najwyższy Włoch, powołując się na stare prawo, w rażącej sprzeczności z konstytu­cją — nie była nawet wykroczeniem, natomiast zdrada kobiety uchodziła za przestępstwo.

Kościołowi nie wystarczało jednak także nabożne polowanie na pogan, muzułmanów, „kacerzy", czarownice — dołączono do nich Żydów.

Co prawda wszystko w chrześcijaństwie, co nie pochodziło od pogan, było żydowskie, od Starego Testamentu począwszy, poprzez zastępy aniołów, praojców, proroków, Modlitwę Pańską, aż po całą liturgię słowa. Ale właśnie dlatego, że Żydzi nie potrafili pojąć rzekomo chrześcijańskiego charakteru swojej wiary, dlatego że pozostawali „uparci", w ciągu dwóch tysiącleci płonął ogień nie­nawiści do Żydów.

I ta nienawiść zaczęła się już za czasów Pawła, nasiliła się w Ewangelii świętego Jana i wciąż przybierała na sile. Już w II wieku, najwybitniejszy podówczas apologeta Kościoła po­wszechnego, święty Justyn uznaje Żydów nie tylko za winnych zła, jakie sami wyrządzają, „ale i tego, które wyrządzają wszyscy inni ludzie" — czego nie zdołał przelicytować nawet Streicher. Doktor Kościoła Efraim, „cytra Ducha Świętego", Izy naród ży­dowski jako ludzi o naturach niewolników, szaleńców, sług sza­tana, morderców, ich przywódcy są nazywani zbrodniarzami, a sę­dziowie niegodziwcami, „oni są dziewięćdziesiąt dziewięć razy gorsi niż nie-Żydzi". Doktor Kościoła Jan Chryzostom uważa Żydów za „nie lepszych niż świnie i barany", a o synagodze mówi:

„Choćby ją nazwać domem publicznym, miejscem rozpusty, przybytkiem diabła, twierdzą szatana, zgubą duszy, otchłanią pełną wszelkiego zła albo jakkolwiek inaczej, to nie powie się jednak wszystkiego, na co synagoga zasługuje".

 

Nie ma więc nic dziwnego w tym, że już w IV wieku dymią żydowskie bożnice, że również rzymscy chrześcijanie podpalają już wówczas jedną synagogę, a inną każe zburzyć biskup Dertony In­nocenty, że nawet święty doktor Kościoła biskup Ambroży dekla­ruje żarliwą solidarność z podpalaczami z Kallinikon i utrzymuje, iż spopieliłby także synagogę mediolańską, gdyby nie zniszczyło jej uderzenie pioruna. Nic dziwnego, że w V wieku staje w pło­mieniach następna rzymska synagoga; że patriarcha Aleksandrii Cyryl, również święty i doktor Kościoła, konfiskuje wszystkie syna­gogi Egiptu i że pod jego przewodem, co prawda bez żadnej pod­stawy prawnej, synagoga w jego mieście rezydencjonalnym staje się obiektem szturmu ogromnego tłumu i ulega zniszczeniu, ma­jątek Żydów zostaje rozgrabiony, a oni sami, obarczeni żonami i dziećmi, lecz wyzuci ze wszystkiego i głodni, muszą opuścić mia­sto; było ich ponoć z górą sto tysięcy, a możliwe, że i dwieście, i tak przedstawiało się to pierwsze „ostateczne rozwiązanie" — Endlósung.

Już u schyłku starożytności uchwala się na dziesiątkach sy­nodów kolejne surowe restrykcje antysemickie, aż wreszcie w 638 roku szósty sobór w Toledo nakazuje przymusowe ochrzczenie wszystkich Żydów zamieszkałych w Hiszpanii, natomiast siedem­nasty sobór toledański roku 694 uznaje wszystkich Żydów za nie­wolników. Ich kapitały ulegają konfiskacie, zostają im też ode­brane dzieci od siódmego roku życia wzwyż.

Zdarzało się oczywiście i tak, że władcy świeccy i duchowni ochraniali Żydów, ale na ogół tylko z motywów ekonomicznych albo politycznych; kazali sobie za to słono płacić, a ponadto czę­sto żądali zmiany wiary. Kiedy Ojcowie Kościoła występujący u schyłku starożytności wprowadzili pojęcie żydowskiego zniewo­lenia, servitus Judeorum, listy żelazne cesarzy i królów z czasów ostatnich Karolingów ustanawiały coraz większą zależność Ży­dów, najpierw w zachodniej Francji, a potem w Anglii, gdzie w XII wieku zadekretowano: „Żydzi i wszystkie rzeczy, jakie posiadają, należą do króla". W Niemczech byli odpowiednio własnością „ko­mory" cesarza, który uważał siebie za właściciela żydowskiego mienia, a przynajmniej miał do niego stałe prawo hipoteczne i od­stępował to prawo episkopatowi, szlachcie, miastom, przez co sy­tuacja Żydów destabilizowała się coraz bardziej, biskupi pochwa­lali stosowanie przemocy wobec Żydów i zapewniali im ochronę tylko w wypadku ochrzczenia się, choćby ci ludzie zdychali na ich oczach.

Od 1103 roku ochrona królewska została przyznana wszyst­kim Żydom — z niewielkim pożytkiem dla nich — na sto dwadzieścia, sto trzydzieści lat, a ustanowił to Henryk IV, którego pa­nowanie zapoczątkował spór z papiestwem o inwestyturę. Za ową ochronę Żydzi musieli co rok płacić wysokie podatki, co więcej, za „łaskę" ocalenia od stosu przychodziło im wyzbywać się jed­nej trzeciej majątku przy okazji wyboru każdego kolejnego króla Rzymu oraz koronacji każdego cesarza rzymskiego.

Byli co prawda chronieni ponadto bullami protekcyjnymi nie­jednego papieża: Aleksandra III w końcu XII wieku, Grzego­rza IX w roku 1237, Innocentego IV w roku 1247, ale ten ostatni już w 1244 roku kazał spalić Talmud. W innych jednak bullach — z roku 1279, 1577, 1584 itd. — papieże regularnie zmuszali Żydów do słuchania ściśle kontrolowanych kazań nawracających, przy czym byli oni bici laskami, żeby nie zasypiali.

„Złe traktowanie Żydów uważa się za dzieło miłe Bogu" — donosi w XII wieku Abelard.

„Gdy chcą udać się do następnej miejscowości, muszą wysokimi sumami zapewniać sobie ochronę ze strony Kościołów chrześcijańskich, które w istocie pragną ich śmierci, by przywłaszczyć sobie spuściznę. Ziemi uprawnej ani winnic Żydzi posiadać nie mogą, bo nie ma komu gwarantować ich mienia. Jako źródło zysku pozostaje im więc tylko lichwa, a to z kolei naraża ich na nienawiść chrześcijan".

 

W 1179 roku trzeci sobór laterański dekretuje, że „chrześcijanie, którzy ważyli się współżyć z Żydami, podlegają ekskomunice". Innocenty III nazywa ich w roku 1205 „wyklętymi przez Boga niewolnikami" i pisze do hrabiego Tuluzy, którego obłożył ekskomuniką: „Na pohańbienie chrześcijaństwa obdarzasz Żydów urzędami [...]. Nasz Pan zmiażdży Cię!", a ponadto pra­gnie widzieć ich w wiecznej niewoli. Sobór w Zamorze w roku 1313 ponownie zarządza zniewolenie ich i pod groźbą ekskomuniki żąda wykonania tego postanowienia przez władze świeckie. Krótko mówiąc, antysemickie dekrety kościelne pojawiają się aż do wieku XIX. Jeszcze Leon XII, intronizowany w 1823 roku (pa­pież tak moralny, że zakazuje walca jako tańca nieprzyzwoitego), tworzy nowe getta i poddaje ich mieszkańców inkwizycji.

Nic dziwnego, że stale podjudzany chrześcijański motłoch za­czął również likwidować Żydów. Byli oni kamienowani, topieni, łamani kołem, wieszani, rąbani na kawałki, paleni żywcem i grze­bani żywcem. Na postronkach i za włosy zaciągano ich do chrzciel­nicy i czynny udział w tym przymusowym chrzczeniu brał wyższy kler, który ciągle domagał się coraz zacieklejszych prześladowań.

Pierwsze rzezie Żydów na większą skalę były następstwami krucjat. Wyprawy krzyżowe finansowano w znacznym stopniu ży­dowskimi pieniędzmi, tak więc zabijanie Żydów uwalniało od zwrotu kapitału z procentami. Pierwszy taki wypadek to ograbie­nie przez krzyżowców w 1096 roku gminy żydowskiej w Rouen, po czym spalono domy i wymordowano ludność żydowską miasta. To samo spotkało Żydów nadreńskich w Kolonii, Wormacji, Trewirze, gdzie biskup Egilbert uratował tylko tych, którzy się ochrzcili, a pozostałych zamordowano. W Moguncji arcybiskup Ruthard obiecał Żydom ochronę w zamian za wysoką sumę, a potem jed­nak kazał ich zlikwidować — od siedmiuset do tysiąca dwustu osób. Podobny los zgotowano im w Ratyzbonie, Pradze i innych miastach. Podczas szturmu na Jerozolimę 15 lipca 1099 roku, kiedy to krzyżowcy nurzali się we krwi po kolana i po siodła koni, zapędzono ludność żydowską do synagog i tam spalono żywcem.

W czasie tak zwanej drugiej i trzeciej krucjaty również doszło do prześladowania Żydów, do czego we Francji zachę­cał opat Cluny Piotr, wielce czcigodny i święty, w Niemczech natomiast inicjatorem działań terrorystycznych był brat zakonny Rudolf. W Anglii rzezie rozpoczęły się podczas trzeciej krucjaty lat 1189/1190; jak się twierdzi, tamtejsze gminy żydowskie nigdy nie przezwyciężyły w pełni skutków owych rzezi.

W wieku XIII i XIV wybuchy antysemickiej nienawiści, które wstrząsnęły całą Europą, były inicjowane przede wszystkim przez sobory laterańskie.

Czwarty z nich, który obradował za czasów Innocentego III, najpotężniejszego papieża w całych dziejach — „Żyd — napisał on w 1205 roku do biskupa Paryża — jest jak ogień w łonie, jak mysz w worku, jak żmija u szyi" — otóż ten sobór potwierdził, powołując się na Augustyna, tezę o wiecznym podporządkowaniu, zniewoleniu Żydów i wydał szereg antysemickich dekretów. I tak zakazano Żydom sprawowania funkcji publicznych, co rok w okresie Wielkiej nocy musieli płacić specjalny podatek i pozostawać w domach, mając zamknięte sklepy. Nie wolno im było współżyć z chrześcijanami, a ponadto musieli nosić zarówno określoną odzież lub znaki rozpoznawcze, jak też wysokie stoż­kowate kapelusze, tak zwane kapelusze żydowskie, później zaś żółty pierścień; stąd wzięła się hitlerowska gwiazda dla Żydów.

Surowo zakazane były stosunki płciowe między Żydami a chrześcijanami.

 

Taka kopulacja, potem tępiona przez nazistów, uchodziła za zbrodnię przeciw chrześcijaństwu, zaparcie się wiary, czasem też objaw zezwierzęcenia.

Prawo miejskie Moguncji karało to ucięciem członka i pozbawieniem jednego oka, jihlavskie — pogrzebaniem za życia, praskie — wbiciem na pal i konfiskatą mienia, augsburskie prawo miejskie oraz Zwierciadło szwabskie — spaleniem ułożonych warstwowo „winnych".

 

W 1235 roku zabito w Fuldzie trzydzieści cztery osoby, męż­czyzn i kobiety, ponieważ dwoje spośród tych Żydów zamordo­wało jakoby piątkę chrześcijańskich dzieci, co później zwołana cesarska komisja uznała za oskarżenie całkowicie bezpodstawne. W latach 1257 i 1267 wymordowano członków gmin żydowskich w Londynie, Canterbury, Northampton, Lincoln, Cambridge i in­nych miastach. W roku 1281 wtrącono do więzień wszystkich Żydów Kastylii i wymuszono na nich horrendalne kontrybucje: metoda stosowana równie chętnie jak banicja, jeśli biskup albo władca świecki zapragnął większych pieniędzy. Z Franq'i wypę­dzano Żydów pięciokrotnie między rokiem 1182 a 1322, za każ­dym razem ograbiając ich i ponawiając wypędzenie. W 1290 roku pogrom dokonany w Czechach pozbawił życia około dziesięciu tysięcy Żydów.

We Frankonii, Bawarii oraz Austrii doszło, jak się utrzymuje, w 1298 roku, po oskarżeniu o mord rytualny, do eksterminacji stu czterdziestu sześciu gmin żydowskich, przy czym pierwszą większą gminą, którą spotkały prześladowania, była wspólnota wiirzburska: dziewięćset ofiar. W katolickim Bambergu zginęło wówczas około stu trzydziestu pięciu Żydów, w katolickiej No­rymberdze — sześćset dwadzieścia osiem osób: mężczyzn, kobiet i dzieci. W roku 1328 następuje niemal całkowita likwidacja gmin żydowskich w Królestwie Nawarry. W 1337 roku z Deggendorfu rozprzestrzenia się na Bawarię, Czechy, Morawy i Austrię fala mordów, która obejmuje pięćdziesiąt jeden miejscowości. W roku 1348 zostają na jednej z wysp reńskich spaleni Żydzi bazylejscy, strasburscy zaś — na cmentarzu.

W 1349 roku w ponad trzystu pięćdziesięciu niemieckich miastach i wsiach giną niemalże wszyscy Żydzi, na ogół paleni żywcem. W tym jednym roku chrześcijanie wymordowali o wiele więcej Żydów niż niegdyś, w ciągu dwustu lat prześladowań, po­ganie zdążyli wymordować chrześcijan! Wielu Żydów mogłoby ocaleć dzięki ochrzczeniu się, ale prawie zawsze przedkładali mę­czeńską śmierć nad życie w katolicyzmie.

 W Moguncji katolicy zlikwidowali podówczas największą gminę żydowską Niemiec — sześć tysięcy osób. Po wymordowaniu Żydów norymberskich na­stępuje konfiskata ich domów i mienia, z czego biskup Bambergu inkasuje osiemset guldenów. W samym Bambergu część Żydów wybito, a inni z rozpaczy dokonywali samospalenia z całym mająt­kiem. Wszystkie niemalże domy ofiar przypadają bamberskiemu biskupowi Fryderykowi, a synagoga zostaje zamieniona w kaplicę ku czci Maryi. W Wiirzburgu następuje zbiorowe samospalenie w domach całej ludności żydowskiej.

W Hiszpanii wielkie rzezie rozpoczynają się w XIV wieku straszliwymi krwawymi orgiami w Geronie i Barcelonie. W Se­willi likwiduje się w 1391 roku pod przewodem arcybiskupa ko-adiutora Martineza cztery tysiące Żydów, a bez mała dwadzieścia pięć tysięcy zostaje sprzedanych w niewolę. Potem pogromy ob­jęły liczne inne miasta, wszystkie dzielnice żydowskie zamieniły się w zgliszcza, a ich mieszkańcy zostali poćwiartowani bądź wy­pędzeni.

Wydana l listopada 1478 roku bulla papieża Sykstusa IV upoważnia monarchów hiszpańskich do ustanowienia trybunału inkwizycyjnego, który 17 września 1480 roku otrzymuje polecenie rozpoczęcia „pracy" w Sewilli. Potem całkiem otwarcie odbywają się istne festyny ludowe z okazji palenia na stosach. Jeszcze za pontyfikatu Sykstusa inkwizycja pali w Toledo w ciągu trzech dni dwa tysiące czterystu marranów — tak nazywano przechrzczo­nych Żydów, a słowo to oznacza świnię. W krótkim czasie egze­kucje objęły, jak się oblicza, blisko trzydzieści tysięcy osób.

W roku 1389 ginie w Pradze jednego tylko dnia trzy tysiące Żydów, w roku 1420 w Austrii — tysiąc trzystu Żydów, w 1453 roku na Śląsku, w następstwie agitacji generała kapucynów Jana Kapistrana — zaciekłego antysemity, orędownika krucjat, inkwi­zytora i świętego Kościoła katolickiego, który czci go po dziś dzień 28 marca -r wybito wszystkich Żydów, a w 1648 roku w Polsce — około dwustu tysięcy Żydów. Takich danych liczbowych można by podać więcej.

Reformacja nie zmieniała ani na jotę chrześcijańskiego an­tysemityzmu. Wręcz przeciwnie. Po wczesnym okresie filosemity-zmu, kiedy to urzeczeni Lutrem Żydzi rozgłaszali, iż nastał czas pojawienia się Mesjasza, ów reformator zalecał w zjadliwych pam-fletach „surowe miłosierdzie" i ze swadą powtarzał gwoli przeko­nania wyznawców prawie wszystkie kłamstwa i straszliwe opo­wieści katolików, między innymi posądzenie o zatruwanie studni i o mordy rytualne. Utożsamiał Żydów ze świniami, uznawał ich za „gorszych niż prosięta", żądał dla nich kary śmierci za odpra­wianie nabożeństw, domagał się zakazu publikacji, zniszczenia domów, spalenia szkół i bożnic, „iżby nikt nigdy nie zobaczył po­zostałego po nich kamienia czy popiołu. I niechaj to się dzieje na chwałę Pana naszego i chrześcijaństwa, by Bóg widział, że je­steśmy chrześcijanami". Jeszcze na krótko przed swoją śmiercią namawiał Luter władców niemieckich do wypędzenia Żydów. Ale z większości dużych miast wypędzono ich już wcześniej.

 

Kontrreformacja, zapoczątkowana w 1540 roku utworzeniem zakonu jezuitów żądali oni od każdego kandydata udowodnienia braku koligacji żydowskich najpierw do piątego, potem zaś do trzeciego pokolenia wstecz  ze szczególnym fanatyzmem tępiła Żydów. Paweł IV, który  jeszcze jako kardynał Caraffa  był świadkiem zarządzonego przez siebie w 1553 roku spalenia na rzymskim Campo dei Fiori wszystkich znalezionych w mieście egzemplarzy Talmudu (na tym samym placu spalony został kilkadziesiąt lat później jeden z największych geniuszów czasów nowożytnych Giordano Brano),

 w roli papieża restytuował wiele średniowiecznych dekretów antysemickich, narzucił Żydom noszenie żółtych kapeluszy, zakazał im posiadania ziemi i pełnienia urzędów, uniemożliwił im wykonywanie wszelkich profesji akademickich  te rozporządzenia zachowały się we Włoszech, pra­wie bez wyjątków, aż po wiek XIX — i kazał spalić publicznie dwudziestu czterech mężczyzn oraz jedną kobietę spośród marranów. Gdy wielu marranów po odkryciu Ameryki przeniosło się pospiesznie do „Nowego Świata", Stary Świat dopadł ich tam nie­bawem, urządzając okrutne autodafe  to słowo, pochodzące od łacińskiego actus fidei, oznacza „akt wiary".

We Francji los Żydów uległ poprawie dzięki rewolucji, w większości miast niemieckich zaś, ale nie w Bawarii, dzięki wy­darzeniom roku 1848. Natomiast w Rosji, gdzie w XIX wieku żyły dwie trzecie Żydów całego świata, przy czym w znacznej liczbie byli to potomkowie ludzi, którzy w średniowieczu salwowali się ucieczką przed krzyżowcami i innymi pobożnymi chrześcijanami, otóż w Rosji dochodzi do pogromów wynikłych z kaznodziejstwa, postawy wrogości i jawnego szczucia ze strony kleru prawosław­nego. Nie był to przypadek, iż owe ekscesy zaczęły się na Wiel­kanoc 1881 roku, a w następnych latach zabijano, wypędzano, na przykład w roku 1903 usunięto Żydów z dwustu osiemdzie­sięciu czterech rosyjskich miast i zapowiedzią akcji stało się bicie kościelnych dzwonów, czasem też na czele ludu stawał pop ze sztandarem ukazującym Chrystusa ukrzyżowanego: przy aproba­cie rządu wymordowano pięćdziesiąt tysięcy ludzi.

I na Zachodzie antysemityzm trwa, nadal dochodzi do oskar­żeń o mordy rytualne, tortur, ofiar krwi. W Państwie Kościel­nym zostaje ze wszystkimi szczegółami odtworzony system gett. W Niemczech powstaje pod koniec XIX wieku protestancki związek antysemicki na czele z kapelanem nadwornym Adolfem Stoeckerem z Berlina; jako gadzinówki antysemickie funkcjonują przede wszystkim protestancka „Kreuzzeitung" i katolicka „Ger­mania", której głównym udziałowcem jest w 1924 roku późniejszy zastępca Hitlera i szambelan papieski Franz von Papen.

Na wzór niemiecki powstaje również w Austrii Partia An­tysemicka, której przywódcy książę Liechtenstein i Karl Lueger otrzymują przed wyborami placet papieża. Lueger był potem dłu­goletnim burmistrzem Wiednia, antysemityzm zaś stał się jedynym niezmiennym punktem programu austriackiej Partii Chrześcijań-Sko-Społecznej, a „bezpośrednią negatywną pochodną" (według katolika F. W. Foerstera, autora jednej z publikacji katolickiego Wydawnictwa Herder Yerlag): Adolf Hitler.

        Przyjmując 26 kwietnia 1933 roku w Berlinie biskupa Ber-ninga oraz wikariusza generalnego, księdza prałata Steinmanna, powiedział on, „w pełni przekonany o wielkiej potędze i głębokim sensie religii chrześcijańskiej": „Atakowano mnie za sposób roz­wiązywania kwestii żydowskiej, Kościół katolicki uważał Żydów przez tysiąc pięćset lat za szkodliwych, umieszczał ich w gettach itd., bo rozumiano, jacy są Żydzi [...]. Ja nawiązuję do tego, co robiono przez tysiąc pięćset lat [...], widzę w przedstawicielach tej rasy ludzi szkodzących państwu i Kościołowi, i możliwe, że największą przysługę wyświadczę chrześcijaństwu".

        Owi duchowni nie zaprotestowali ani jednym słowem. A przecież w tym samym miesiącu redaktor teologiczny mie­sięcznika „Seele" skarżył się w liście do arcybiskupa Monachium, kardynała Faulhabera, „że w tych czasach rozniecania skrajnej nienawiści do — zapewne w ponad dziewięćdziesięciu dziewię­ciu procentach niewinnych — obywateli żydowskich, jak widzę, żadne pismo katolickie nie miało odwagi głosić katolickiej nauki katechetycznej, iż nie wolno nienawidzić ani też prześladować in­nych ludzi — a już najmniej ze względu na ich rasę". Faulhaber zareplikował z zażenowaniem, rozdrażnieniem, ironią i wyjaśnił, że każdy chrześcijanin musi występować przeciw prześladowaniu Żydów; natomiast „najwyższe władze Kościoła" mają do czynie­nia z „o wiele ważniejszymi aktualnymi sprawami" i nie uważają za stosowne „dać rządowi pretekst do przeorientowania nagonki — z Żydów na jezuitów".

        Ale Kościół katolicki niejednokrotnie w przeszłości inicjo­wał i popierał nagonkę na Żydów.

Jeszcze w XX wieku Pius X oświadczył dosłownie:

 

 „Religia żydowska była podstawą naszej religii; została jednak zastąpiona nauką Chrystusa i nie możemy uznać dalszej racji istnienia tamtej".

 

Dlatego też papież, którego pontyfikat przypadł na lata drugiej wojny światowej, Pius XII, sprzeciwiał się stanowczo utworzeniu państwa izraelskiego. Gdy zaś powstało, „wciąż" nalegał na „umiędzynarodowienie Jerozo­limy i miejsc świętych w całej Palestynie. Watykan nigdy nie uznał państwa Izrael i z tego właśnie powodu nie utrzymuje z nim sto­sunków dyplomatycznych" (Giinter Stemberger).

        W czasach hitlerowskich Kościół często wygrywał dla siebie antysemityzm i narodowosocjalistyczną teorię ras.

        I tak w opatrzonej kościelnym impimatur książce katolic­kiego teologa Johannesa Petera Junglasa z roku 1935 pod tytułem Christus und der deutsche Mensch (Chrystus a naród niemiecki) cały jeden rozdział omawia naukowo, politycznie i światopoglą­dowo temat „chrześcijaństwo a rasa". W wywodzie naukowym czytamy: „Kościół nie ma nic do zarzucenia temu nowemu ro­zumieniu kwestii. Bo Kościół błogosławi wszelkie dążenie do prawdy. Musi on więc przyjąć z uznaniem tę nową naukę [...]".

Wywód polityczny wręcz piętnuje — „ze zrozumieniem" — fakt, że „w warunkach dotkliwego kryzysu gospodarczego tyle dziedzicznie zdrowych ludzi pozostaje w stanie bezżennym i bez­dzietnym bądź ma niewiele dzieci, gdy tymczasem ludzie do­tknięci chorobami dziedzicznymi rozmnażają się bez skrupułów i obarczają naród osobami niepełnowartościowymi pod względem duchowym i cielesnym".

        Trzeci wywód, światopoglądowy, poucza nas jak następuje:

„Rasa żydowska istotnie od zarania dziejów odnosiła się z największą wrogością do chrześcijaństwa. W dzisiejszej ewangelii sam Zbawiciel [!] zapowiada odtrącenie plemienia Izraela [...], Zbawiciel mówi: «Dzieci tego królestwa zostaną wrzucone w naj­ciemniejszą otchłań, będzie słychać płacz i zgrzytanie zębów»". Chrześcijański Kościół jest tu gloryfikowany jako „Kościół ludów pogańskich". „Wszystkie wartości rasy potwierdzają się i wzma­gają", ale „według tego, co zaświadcza teoria ras, najszlachet­niejszymi przedstawicielami rasy nordyckiej w dotychczasowych dziejach świata byli średniowieczni rycerze epoki Hohenstaufów", przy czym oczywiście „właśnie rycerstwo ukształtowało się pod wpływem chrześcijańskiego Kościoła".

        Zbiór kazań Lebendige Predigt (Kazania żywe), wydany z ko­ścielnym imprimatur w 1936 roku, proponuje na niedziele wielko­postne homilię O wyższości rasowych chrześcijan, a w niej fragment opatrzony podtytułem Krew Chrystusa przeważyła nad religijnością Żydów. Po wysunięciu na plan pierwszy „rasowości", „rasowych chrześcijan" oraz „najautentyczniejszych rasowych chrześcijan", świętych, następuje podsumowanie: „[...] religia żydowska musiała zostać przezwyciężona. Chrystus może sobie przypisać dokonanie tego nadludzkiego dzieła [...]. Kto żyje we krwi Chrystusa, ten przezwycięża w sobie stopniowo ducha i formy zewnętrzne religii żydowskiej".

        Jeszcze w 1941 roku jezuita Peter Browe dokumentuje ob­szernie na łamach „Archiv fur katholisches Kirchenrecht" sytu­ację Żydów ochrzczonych oraz ich dzieci z punktu widzenia prawa kanonicznego, przy czym wciąż jest mowa o „potomstwie Żydów". Ani w starożytności, ani w szczytowym okresie średniowiecza nie istniała co prawda dyskryminacja tych konwertytów de facto czy de iure, ale jednak pieniąca się wszędzie, zwłaszcza w Hiszpa­nii i Portugalii, pogarda dla Żydów dotyczyła również „nowych chrześcijan".

Na przełomie XV i XVI wieku zaczęło się usuwanie takich „potomków Żydów" z większości zakonów rycerskich, na przy­kład z zakonu alkantarskiego, z zakonu świętego Jakuba od Mie­cza, a poza Półwyspem Iberyjskim z rycerskiego zakonu joannitów oraz zakonu rycerzy świętego Stefana. Ale i inne zgroma­dzenia zakonne występowały po okresie średniowiecza przeciw chrześcijanom krwi żydowskiej, na przykład kanonicy regularni, trynitarze, mercedarianie, karmelici, benedyktyni, cystersi, ere­mici świętego Hieronima, franciszkanie, tearyni, dominikanie — szczególnie po to, „by móc usłużyć inkwizycji"; ewidentnie cho­dziło o nieskazitelną czystość rasową inkwizytorów.

        Założyciel zakonu jezuitów był co prawda niechętny przyjmowaniu „potomków Żydów", ale dwa razy stwierdził, że uważa pochodzenie od Żydów za wielką łaskę Pana, bo „czyż spokrewnienie z naszym Panem i Najświętszą Marią Panną nie miałoby być wielką łaską?". Niebawem jednak, już w roku 1592, prze­łożeni jezuitów na Półwyspie Pirenejskim zaczęli odtrącać ludzi „których ród nie jest rasowo czysty [...]; musimy bowiem oczy­ścić z nich społeczeństwo, bo są tylko ciężarem, przynoszą szkody i wielu poważnym kręgom, zwłaszcza Świętemu Oficjum, spra­wiają kłopoty". W rok później, w 1593 roku, zwołana do Rzymu piąta kongregacja generalna rozciągnęła ów zakaz niemalże jed­nogłośnie na całe Towarzystwo Jezusowe, przy czym nawet gene­rał zakonu nie mógł w żadnym przypadku udzielić dyspensy. Bo przecież generałowie jezuitów niejednokrotnie postanawiali, że kandydaci, których żydowskie pochodzenie było znane, nie mogą zostać przyjęci, „choćby ich antenaci byli dobrymi chrześcijanami do szesnastego pokolenia i jeszcze dawniej" i „choćby ród wydał dwóch kardynałów".

        Jezuita Browe kończy w roku 1941 swoją rozprawę jak na­stępuje: „Według prawa powszechnego, jakie dzisiaj obowiązuje, ta przeszkoda wynikająca z krwi już nie istnieje; jedynie dla neofitów pozostaje aktualny, zgodnie z §6. artykułu 987., okres próby, żądany przez sobór nicejski. Mimo to zapewne i dziś lu­dzie pochodzący od Żydów, których rodowód jest znany, nie zostaliby w wielu krajach tak łatwo wyświęceni na księży ani nie doczekaliby się wyższych dostojeństw, jak inni kandydaci, których rodzice i wcześniejsi przodkowie byli bez wyjątku chrze­ścijanami".

        Kościół ewangelicki Niemiec, który już w roku 1933 stworzył antysemicki paragraf dotyczący pochodzenia aryjskiego, ogłosił 17 grudnia 1941 roku następujący komunikat na temat stanowiska Kościoła wobec ewangelickich Żydów (podpisany przez biskupów bądź prezesów Kościołów krajowych Saksonii, Hesji, Meklembur­gii, Szlezwika-Holsztynu, Anhaltu, Turyngii oraz przez prezesa ewangelicko-luterańskiego Kościoła Lubeki): „Narodowosocjalistyczne kierownictwo państwa dowiodło niezbicie za pomocą licznych dokumentów, że ta wojna o za­sięgu światowym została wywołana przez Żydów. Dlatego też pod­jęło ono skierowane przeciw Żydom decyzje wewnętrzne- i zewnętrzno polityczne, niezbędne dla zapewnienia bezpieczeństwa Niemcom.

        Jako elementy niemieckiej wspólnoty narodowej, niżej pod­pisane niemieckie ewangelickie Kościoły krajowe oraz ich przy­wódcy znajdują się na froncie tej historycznej walki obronnej, która m.in. uczyniła niezbędnym zarządzenie policji Rzeszy doty­czące znaków rozpoznawczych dla Żydów jako naturalnych wro­gów całego świata i Rzeszy, podobnie jak już doktor Marcin Lu­ter [!] wysunął, nauczony doświadczeniem, żądanie, by podjęto jak najsurowsze kroki przeciw Żydom i skazano ich na banicję z krajów niemieckich.

        Od dnia ukrzyżowania Chrystusa aż po dzień dzisiejszy Żydzi zwalczali chrześcijaństwo bądź też wykorzystywali je lub wypaczali dla osiągnięcia swoich egoistycznych celów. Chrzest nie zmienia niczego w rasowej odrębności Żydów, ich przynależności naro­dowej i egzystencji biologicznej. Niemiecki Kościół ewangelicki musi dbać o życie religijne niemieckich współobywateli i sprzyjać mu.

Chrześcijanie rasy żydowskiej nie znajdą dla siebie miejsca w tym Kościele ani żadnych praw.

        Niżej podpisane niemieckie Kościoły ewangelickie oraz ich kierownictwa zniosły dlatego wszelką wspólnotę z Żydochrześci-janami. Kościoły te nie będą tolerować żadnego wpływu ducha żydowskiego na niemieckie życie religijne i kościelne".

        I stąd wiedzie prosta droga do komór gazowych Auschwitz, utorowana tysiącami traktatów, kazań, listów papieskich, posta­nowień soborowych. Biskupi i święci chrześcijańscy już w czasach antycznych masowo konfiskowali lub palili synagogi, już wówczas pisali, że ojcem Żyda jest diabeł, co powraca u Streichera, już w IX wieku antycypowali dosłownie nazistowski slogan: „Nie kupujcie u Żydów!", w wiekach średnich stworzyli precedens hi­tlerowskiej gwiazdy dla Żydów i uznali odpowiednie zarządzenie soborowe za część prawa kanonicznego. Już oni wyjmowali Ży­dów spod prawa, ograbiali ich, umieszczali w gettach, przepędzali z niezliczonych społeczności i krajów i setki tysięcy tych ludzi zmasakrowali.

        Kościół zwalczał i eksploatował wszystkich, w niemałym stop­niu również własne owieczki, co niech zostanie w proponowanych teraz rozważaniach o dziejach społeczeństw przedstawione nieco szczegółowiej choćby dlatego, że wielka chęć wzbogacania się, widoczna u wyższego duchowieństwa, czyni nieuchronnym jego sprzymierzanie się z państwami oraz obligatoryjne sankcjonowa­nia masowej zagłady — od Konstantyna po Wietnam. Gdy Kościół stanął po stronie bogatych, to chwycił także za ich miecz — po czym szybko obrastał w dostatek...

        Biblijny Jezus pojawił się co prawda jako przyjaciel pariasów i ludzi wyzutych z praw, poborców ceł i grzeszników, kalek, ludzi napiętnowanych. Chwalił biednych i groził bogatym. Żądał rezygnacji z wszelkiego majątku. Potępiał „niesprawiedliwą ma­monę", „ułudę bogactwa", a jego „dobra nowina" dla ujarzmio­nych zapewne przyspieszyła działania misji chrześcijańskich, za­pewne przyciągała niewolników, wyzwoleńców, robotników, drob­nych rzemieślników, wygnanych chłopów, z których w większości składała się najdawniejsza wspólnota chrześcijańska. Zniewoleni przez rzymski kapitalizm agrarny i dyktatury cezarów, ci ludzie tę­sknili od pokoleń do wybawienia z nędzy i dostrzegali w chrześci­jaństwie nie tylko idealną religię, ale i spełnienie proletariackich nadziei, wyzwolenie z niedostatku.

 

        Ale później kler nie zamierzał bynajmniej zmieniać struktur społecznych. Podczas gdy nauka Chrystusa była wręcz ekstremal­nie rewolucyjna, Kościół stawał się potęgą na wskroś konserwa­tywną, tłumił kompromisami i relatywizacją ewangeliczny radyka­lizm, całkowicie odżegnał się od tradycji pierwotnego chrześcijań­stwa, natomiast przejął antyczny ustrój gospodarczy ze wszystkimi jego elementami.

        Najjaskrawiej wykazuje to utrzymywanie przez Kościół nie­wolnictwa, a na odpowiednią do tej sytuacji dewizę natrafiamy u Pawła: tak jak każdy powinien pozostać w tym stanie, w którym się znajduje, tak i niewolnik powinien pozostać w niewolnictwie. Co więcej, jak tego żąda w II wieku biskup Ignacy, niewolnicy powinni „na chwałę Boga jeszcze gorliwiej wykonywać pracę niewolniczą"! Doktor Kościoła Ambroży nazywa niewolnictwo „darem Boga". A inny doktor Kościoła Augustyn już bez zastrzeżeń stoi po stronie bogatych i propaguje ideał „pracowitości w biedzie" — pozostać biednym i dużo pracować to jedna z najistotniejszych rad, jakich udziela biednym — otóż Augustyn z jednej strony pociesza (jak mutatis mutandis wszystkie encykliki społeczne ostatnich stu lat) niewolników stwierdzeniem, że ich los to przejaw woli Boga, a z drugiej strony uświadamia właścicielom niewolników korzyści płynące dla nich z takiego uzależnienia.

        Równouprawnienie religijne niewolników, przyznane im już wcześniej w kulcie Dionizosa, ustaje jednak niebawem, w roku 257, w chrześcijaństwie, z chwilą gdy papież Stefan I zabrania im ubiegania się o godność kapłańską. „Podły niewolnik nie jest prze­cież godzien takiego zaszczytu" — pisze w 443 roku doktor Ko­ścioła, papież Leon I „Wielki". Otóż to — w czasach pogańskich, przede wszystkim dzięki stoickiej doktrynie równości ludzi, nastą­piła wreszcie pewna poprawa losu niewolników, ale w IV wieku Kościół znowu pogorszył ich status prawny. I nie tylko przodo­wał w liczebności posiadanych niewolników, lecz również — co nie istniało nigdzie indziej — uniemożliwiał ich wyzwolenie. Jako „dobro kościelne" byli oni niezbywalni. Mało tego. W każdym ko­lejnym stuleciu zwiększało się zniewolenie i niewolnictwo utrzy­mało się za sprawą Kościoła przez całe średniowiecze. Tomasz z Akwinu jednoznacznie je usprawiedliwiał, Egidiusz Rzymianin zaś wysławiał je wręcz jako „instytucję chrześcijańską".

 

        U schyłku średniowiecza ta chrześcijańska instytucja nawet rozwinęła się w Europie Południowej. Spośród wielkich miast za­chodnioeuropejskich najdłużej zachował ją — konsekwentnie — papieski Rzym. Niesłuszne to, ale zrozumiałe, jeśli się pomyśli o ogromnym majątku Kościoła, choć przecież groteskowe, gdy wspomnimy Jezusa i „komunizm miłości" głoszony przez aposto­łów, do którego nawiązują nie tylko liczne sekty chrześcijańskie, lecz również wielu Ojców i doktorów Kościoła, jak Jan Chryzostom, żądający niejednokrotnie wspólnoty dóbr zamiast wła­sności prywatnej i nakazujący, by wszystko „posiadano na spo­sób komunistyczny". Albo doctor Eccksiae Bazyli, jeden z naj­lepszych chrześcijan wszechczasów, który cały swój majątek od­daje biednym, a potem dołącza do tego ogromne dziedzictwo i wreszcie przekazuje ludziom będącym w potrzebie większość do­chodu z bardzo bogatej diecezji, chrześcijanin, który innych chrze­ścijan posiadających cokolwiek stawia na równi ze zbójcami. Ale gdy ci doktorzy Kościoła jeszcze radykalnie krytykowali kapitali­styczny ustrój gospodarczy, domagali się jego likwidacji od pod­staw i głosili, jako główną naukę chrześcijańską „komunizm miło­ści" pierwotnej gminy, zdążyła się już ukształtować sytuacja najbezwzględniejszej eksploatacji w całych dziejach ludzkości. I była to też eksploatacja najbardziej bezwstydna.

        Już za czasów pierwszych cesarzy chrześcijańskich majątek Kościoła znacznie się powiększył. W VI wieku pobiera się ko­ścielną dziesięcinę, zawarowaną prawnie za Karola „Wielkiego" i ściąganą aż do XIX wieku. W VIII wieku oszustwem i wojnami zostaje uzyskane Państwo Kościelne. I w średniowieczu, co naj­mniej jedna trzecia całej ziemi uprawnej w Europie znajduje się w rękach duchowieństwa, a pracują na niej niewolni chłopi.

        Kuria przechodzi wcześniej niż większość dworów monar­szych od gospodarki naturalnej do pieniężnej i rychło, dzięki na­wiązaniu ścisłych kontaktów z nowo powstającymi bankami, staje się jedną z największych potęg finansowych świata. Inkasuje, co jej się należy, uciekając się do ekskomuniki albo interdyktu, cza­sem też egzekwuje należności od opornych dłużników przy po­mocy władców, z którymi proporcjonalnie dzieli się przychodem. W podziemiach zamku papieskiego w Awinionie, „najohydniejszym i najbrudniejszym mieście, jakie zdarzyło mi się poznać" — jak pisze Petrarca, gromadzone są skarby ze wszystkich stron świata. Alvarez Pelajo, szczerze dochowujący papieżom wierności dostojnik Kurii, opowiada, że ilekroć przybywał na pokoje papie­skie, zawsze zastawał duchownych przy liczeniu pieniędzy.

        Już około roku 1000 wypomina biskup Orleanu tę „hańbę", że w Kurii prawie wszystko jest do kupienia i wyroki wymierza się według wagi złota. W wieku XIII skarży się biskup Jakub z Vitry: „Wszystko dotyczy tylko spraw przyziemnych i docze­snych, królów i królestw, procesów i sporów. Rzadko kiedy po­zwalano na rozmowę o sprawach duchowych". Pod koniec XV wieku wykrzykuje we Florencji Savonarola: „Oni handlują be-neficjami i nawet sprzedają krew Chrystusa". A w połowie XX wieku francuski ksiądz-robotnik Henn Perrin dziwi się, „jak nie­wielką wagę przywiązywały w przeszłości środowiska chrześcijań­skie do problemu losu robotników. Z roku na rok nic prócz na­bożnych słów" — co potwierdzają dobitnie papieskie „encykliki społeczne": Rerum novarum (1891), Quadragesimo anno (1931) oraz łagodniejsza tylko w tonie, ale merytorycznie prezentująca to samo, Mater et magistra (1961).

        Ale równocześnie papież Pius XII (który pisze ponadto o ro­botniku i przedsiębiorcy co następuje: „Tworzą oni coś wspólną pracą. Chciałoby się wręcz powiedzieć, że jedzą przy tym samym stole. Bo przecież żyją z ogólnego dochodu gospodarki swego kraju".) stwierdza: „Kościół Chrystusowy idzie drogą wyznaczoną mu przez boskiego Zbawiciela [...]. Nie wtrąca się do spraw czy­sto politycznych i gospodarczych". Mniejsza o to, że należące do Kościoła ziemie, w sumie kilka milionów hektarów, w niektórych krajach stanowią prawie dwadzieścia procent wszystkich pól i jesz­cze dziś jest to największa posiadłość w świecie chrześcijańskim; że Kościół posiada kilka najbardziej wpływowych rzymskich ban­ków oraz udziały w przerażająco wielu spośród najpotężniejszych zakładów przemysłowych w Ameryce Pomocnej i Południowej; że niektóre z nich są nawet prawie wyłączną własnością Kościoła, jak czołowe włoskie towarzystwo lotnicze Alitalia, jak zakłady sa­mochodowe Fiat (gdy tymczasem rokrocznie umierają z głodu miliony ludzi i tylko w Ameryce Południowej, gdzie żyje trzydzie­ści trzy procent wszystkich katolików, trzydzieści procent ludzi to bezdomni) — również trzej bratankowie Piusa XII są wyso­kimi dostojnikami watykańskimi, prezesują liczącym się bankom, firmom monopolistycznym, i gromadzą, w mało którym wielkim skandalu finansowym we Włoszech nie umoczywszy palców, mają­tek rzędu stu dwudziestu milionów marek. A sam papież, którego beatyfikacja jest już bliska, pozostawia w spadku mienie osobiste wartości osiemdziesięciu milionów marek, w złocie i walucie.

 

        Zaiste: wśród wszystkich dziwnych świętych Kościoła katolickiego — a są w tym gronie znani fałszerze dokumentów, jak doktor Kościoła Atanazy („doktor Kościoła" to największe wyróżnienie dla katolika; spośród dwustu sześćdziesięciu papieży tylko dwóch otrzymało ten tytuł); znani specjaliści od przekupywania, jak doktor Kościoła Cyryl Aleksandryjski, znani złodzieje i podpalacze, jak Marcin z Tours, patron Francuzów — wśród wszystkich dziwnych świętych Ecclesiae Catholicea Eugenio Pacelli byłby jednym z najdziwniejszych, gdyby został kanonizowany. I nie tylko ze względu na słowa Łukasza (12,33 albo 14,33) bądź Jana Chryzostoma, doktora Kościoła: „Bez niesprawiedliwości nie sposób się wzbogacić" oraz „Człowiek godny czci nie może, nie może być bogaty".

 

        Papieże przemieniali w pieniądze prawie wszystko, dając w każdym stuleciu przykład wielkiej korupcji i demoralizacji. Mimo zakazu sprzedawali każdą nominację na biskupa, każdą godność opata, każde probostwo katedralne. Co więcej, sprzeda­wali już samą możliwość ubiegania się o to, czasem nawet kilku chętnym jednocześnie, przy czym opłata rosła proporcjonalnie do prawdopodobieństwa uzyskania tego, o co chodziło. Sprzedawali każdą bullę, każdą łaskę, wszelkie dokumenty, wszelkie decyzje. Sprzedawali najświętsze relikwie i jeszcze w czasach antycznych zaczęli rozprowadzać je masowo, na przykład już w IV wieku pro­dukowano w Rzymie relikwie będące replikami całunu. Kościół zamkowy w Wittenberdze posiadał około roku 1510 aż pięć ty­sięcy pięćset relikwii. A po dziewiętnastu sprawdzonych świętych pozostaje po dziś dzień w kościołach i klasztorach sto dwadzieścia jeden głów, sto trzydzieści sześć torsów oraz zadziwiająca obfitość innych części ciała. „Napletek Chrystusa — pisze Alfonso de Val-des — widziałem osobiście w Rzymie, Burgos i Antwerpii" — ponoć występuje on jeszcze w czternastu innych miejscowościach — „w samej tylko Francji znajduje się pięćset zębów Dzieciątka Jezus. Mleko Matki Boskiej, pióra Ducha Świętego przechowuje się w wielu miejscach".

       

Tak oto z górą tysiąc lat ogłupiali oni ludzi.

 

Nic dziwnego, że i w XX wieku ludzie są podatni na wszelkie ideologiczne szal­bierstwo! Nic też dziwnego, że hierarchia kościelna, już od czasów apostołów i zacieklej niż hitlerowcy, zakazywała wszelkich pism krytycznych, paliła taką literaturę, przez pół tysiąclecia zabraniała nawet ludziom świeckim lektury księgi nad księgami, zwłaszcza poszczególnych Ewangelii, i to „z całą mocą", jak pisano jeszcze w XVI wieku,

 

gdy za pontyfikatu Juliusza III w mieście biskupim Wiirzburgu skracano o głowę chłopów, którzy czytali Biblię

; hitlerowcy nie musieli tego stosować w wypadku Mein Kampf, bo i ta książka zawierała tylko opis czynów faktycznie przez nich popełnianych.

        Papieże inkasowali czynsz dzierżawny i świętopietrze z ziem im podległych, z podporządkowanych im bezpośrednio kościołów, klasztorów, miast, ze wszystkich krajów objętych obowiązkiem daniny. Inkasowali cały majątek wszystkich „kacerzy" skazanych w Państwie Kościelnym i od każdego kościoła na świecie dzie­siątą część jego dochodów, a od niejednego nawet znacznie wię­cej. Inkasowali dochody biskupów zawieszonych w czynnościach oraz mienie duchownych zmarłych bez sporządzenia testamentu.

        Inkasowali pieniądze za przyznanie i potwierdzenie prawowitości władzy królewskiej, za obowiązkowe wizyty książąt Kościoła ad limina apostolorum, za uchylenie niepożądanych wizytacji. Inka­sowali ogromne łapówki, na wielką skalę handlowali odpustami, coraz częściej ogłaszali lukratywne lata jubileuszowe, kiedy to zdarzało się, że pieniądze zgrabiano z ołtarzy. Stale zwiększali podatki i wymyślali coraz to inne, jeden tylko papież Urban VIII aż dziesięć. Wymyślali dziesięciny od wypraw krzyżowych, które nigdy się nie odbyły, i tymi pieniędzmi finansowali, cokolwiek zechcieli — Jan XXII, jeden z największych w dziejach świata geniuszów w obracaniu pieniędzmi, swoją wojnę z Ludwikiem Bawarskim; Grzegorz IX długoletnią wojnę z Fryderykiem II, na którego państwo ten papież dokonał wręcz inwazji, gdy cesarz odbywał krucjatę. Bonifacy IX anulował w 1402 roku wszystkie wnioski o beneficja, by móc każdego, kto już coś zapłacił, zaszantażować po raz drugi. Papież Sabinian gromadził zboże, i w 605 roku, gdy panował głód, sprzedawał je po lichwiarskiej cenie. Pa­pież Sykstus IV, niegdyś franciszkanin, który współżył fizycznie ze swoja siostrą i z własnymi dziećmi, zakładał w Rzymie domy publiczne, wydzierżawiał je kardynałom i, co więcej, obłożył spe­cjalnym podatkiem ladacznice.

 

A papież Benedykt IX sprzedał — kiedy już wyzbył się wszystkiego  Grzegorzowi VI godność papieską w zamian za dożywotnią rentę.

 

 

        Skoro wielu papieży, tak jak większość potentatów, wydawało duże sumy na reprezentację, luksus, metresy, bratanków, synów, córki, skoro dzięki łupieżczym wyprawom wojennym, lichwiarskim zyskom, kłamstwom handlarzy odpustami, wznosili kościoły, które świat podziwia jeszcze dzisiaj; skoro Eugeniusz IV nabył koronę wartości dwóch milionów franków; skoro Leon X („Niechaj nasz pontyfikat będzie radosny!") trwonił miesięcznie od dziesięciu do dwunastu tysięcy dukatów na jadło; skoro Miko­łaj III rozdawał swym krewnym jedno księstwo po drugim i skoro jeszcze w ciągu siedemdziesięciu pięciu lat XVII wieku „namiest­nicy" przeszastali ogromną sumę bez mała siedemnastu milionów złotych skudów — oznacza to, że pieniądze stawały się w ich rozumieniu coraz ważniejszym środkiem sprawowania władzy, najważniejszym instrumentem rządzenia aż po dzień dzisiejszy, kiedy wygląda na to, że nie chcą oni już ewangelizować, lecz kupić cały świat, co miałoby zresztą większe szansę powodzenia (jeśli zważymy, że nawet w Rzymie aż siedemdziesiąt procent ludności umiera bez ostatniego sakramentu).

        Grzegorz IX polecił — już w XTV wieku — by Kościoły poszczególnych krajów zasilały bezpośrednio papieską kasę wojenną, a jego następcy zbroili się na coraz większą skalę. Bo nawet gdy utrzymywali trójkę nieślubnych dzieci oraz dwudziestu nepotów, jak Pius IV, to nie zapominali o subwencjonowaniu wojen religijnych przeciw hugenotom i Turkom. I jeśli nawet, mimo olbrzymich dochodów, zastawiali swoje korony, tapety Rafaela, serwisy i zostawiali po sobie milionowe długi, jak w wypadku Le­ona X, to już kolejni papieże gromadzili nowe skarby, na przykład — znowu mimo wielkiego marnotrawstwa osobistego — Paweł III z górą siedemset tysięcy dukatów, która to suma zniknęła po jego śmierci tak szybko, że to, co zostało, starczyło tylko na żołd dla gwardii potrzebnej na następne konklawe.

        Dość. Ta gospodarka pieniężna, trwająca sporo ponad tysiąc lat i naśladowana przez biskupów, opatów, świeckich możnowładców, była i jest oczywiście prowadzona kosztem ludu, najwcześniej włoskiego, który przez całe średniowiecze był wyzyskiwany najbar­dziej i ze wszystkich stron, ale szczególnie przez kler. „Śmierć kle­chom i mnichom! — krzyczano w Perugii. „Śmierć Kościołowi!" — to w Bolonii. „Precz z papieżem!" — a to w Neapolu. Florentyńczycy szturmowali siedzibę inkwizycji i karmili psy księżym mięsem. Rzym stał się najbardziej buntowniczym i najbardziej eksploatowanym miastem w świece zachodnim. Głód, despo­tyczne rządy, rewolty powtarzają się bez końca. W roku 1585, gdy rozpoczął się pontyfikat Sykstusa V, toczyło się ponoć po ulicach Rzymu więcej głów niż trafiło melonów na targ. Rygorystyczne ustawy wyjątkowe i akcje polityczne to odpowiedź papieża na re-woluq'ę francuską, którą Kant powitał łzami radości. „[...] wolne Włochy!" — woła jeszcze lord Byron. „Czegoś takiego nie było od czasów Augusta". W 1849 roku stu trzydziestu sześciu spośród stu czterdziestu jeden włoskich delegatów głosuje za pozbawieniem papieża suwerennej władzy nad Państwem Kościelnym.

        Nie mogą go już uratować zmobilizowane przeciw rodakom, sprowadzone z połowy Europy wojska. W roku 1870 papiestwo popada w „niewolę watykańską", z której wyzwalają je dopiero faszyści.

        Główny ciężar ery arystokratyczno-hierarchicznej spoczywał jednak, również przez dłuższy okres epoki nowożytnej, nie na mieszczanach, lecz na chłopach czy raczej niewolnikach rolnych.

        Nieliczne wolne chłopstwo zniknęło bowiem wkrótce całkowicie na skutek rozpowszechnienia się prawa rzymskiego w Europie — zostało wchłonięte przez latyfundia świeckie bądź kościelne. Postęp cywilizacji chrześcijańskiej pociągał za sobą coraz większy ucisk chłopów, najpierw przemienionych w ludzi przypisanych do ziemi, a później w odrabiających pańszczyznę. Mogli być razem z ziemią dziedziczeni, sprzedawani, wymieniani, darowani i dla swoich panów znaczyli często mniej niż bydło. Wielki mistrz za­konu krzyżackiego Siegfried von Feuchtwangen zwykł, około roku 1300, mawiać, że nie smakuje mu ani jeden kęs, jeśli przedtem nie każe powiesić kilku chłopów.

        W świecie zachodnim powstania chłopskie rozpleniły się tak, że historycy wolą ich nie dostrzegać aż do wieku XX.

        W roku 997 burzą się chłopi Normandii, w 1008 roku — chłopi bretońscy. We Fryzji, Holandii, Francji bunty chłopskie powtarzają się w ciągu całego XI wieku. Jeden niewolnik rolny kosztował wówczas we Francji trzydzieści osiem, a koń — sto sous. Francuska wojna chłopska rozpoczyna się w roku 1358, szlachta doprowadza do egzekucji dwudziestu tysięcy osób, ale zamieszki nie ustają przez następnych pięćset lat. W Anglii król Ryszard II tłumi krwawo wielkie powstanie chłopów, które wybuchło w 1381 roku. W roku 1437 buntują się chłopi siedmiogrodzcy. W 1514 roku szczególnie liczne i okrutne egzekucje kładą kres groźnemu powstaniu chłopów węgierskich. A w Rumunii bunty uciśnionych zdarzają się jeszcze w XIX i XX wieku.

        W Niemczech niepokoje zaczynają się na długo przed wojną chłopską i prowodyrzy są wszędzie paleni, wieszani, ścinani, ćwiar-towani. W roku 1460 przeciwstawiają się opatowi chłopi z Kemp-ten. W 1476 roku szesnaście tysięcy chłopów manifestuje nocą przy blasku pochodni pod zamkiem biskupa Wiirzburga, który każe do nich strzelać z ustawionych na wałach dział. W 1490 roku chłopi augsburscy zwracają się przeciw biskupowi Frydery­kowi z rodu Hohenzollernów. W roku 1493 zostaje zawiązany alzacki Bundschuh; hasło: „Ruszajcie, cóż to za żywot? Przez kle­chów i szlachtę nie ma dla nas życia".

        Duchowni i szlachta, tron i ołtarz — za ich sprawą całe na­rody były przez tysiąc lat otaczane pogardą, uciskane, wyzyski­wane. Każdy mógł budować na tyranii tamtego drugiego. I chociaż często występowali przeciw sobie nawzajem, z socjologicznego punktu widzenia stanowili jedność, w układzie społecznym trzy­mali się razem, byli klasą zorientowaną na władzę i zysk, żyjącą z potu i krwi innych ludzi, zdemoralizowaną mniejszością, jak pisze ze Strasburga o władcach swoich czasów Biichner, mniej­szością, która „przemienia masy obywateli w harujące bydło".

 

Nota o autorze

Karl Heinrich Leopold Deschner urodził się 23 maja 1924 r. w Bambergu. Jego ojciec Karl, leśnik i hodowca ryb, pocho­dził ze skromnej rodziny katolickiej. Matka, Margareta Karolinę, z domu Reischbóck, protestantka, wychowywała się w pałacach swego ojca we Frankonii i Dolnej Bawarii. Później przeszła na katolicyzm.

        Karlheinz Deschner, najstarszy z trójki dzieci, uczęszczał do szkoły podstawowej w Trossenfurcie (Steigerwald) w latach 1929-33, później do seminarium franciszkańskiego w Dettelbach nad Menem, gdzie początkowo zamieszkał z rodziną swego ojca chrzestnego (i bierzmowania), radcy duchownego Leopolda Bau-manna, a później w klasztorze franciszkanów. W latach 1934-42 uczęszczał w Bambergu do Starego, Nowego i Niemieckiego Gim­nazjum jako uczeń Internatu Karmelitów i Angielskich Panien. W marcu 1942 r. zdał maturę.

Od 1970 r. pracuje nad zakrojonym na wielką skalę opus magnum: Kńminalgeschichte des Christentums (Historią krymi­nalną chrześcijaństwa). Z zaplanowanych dziesięciu tomów do dziś ukazały się cztery.

W semestrze letnim 1987 r. na uniwersytecie w Munster prowadził Deschner seminarium na temat „Historia kryminalna chrześcijaństwa".

        W 1988 r. za swe racjonalistyczne zaangażowanie i dokonania literackie — po Koeppenie, Wollschlagerze, Ruhmkorfie — został wyróżniony nagrodą im. Arno Schmidta, w czerwcu 1993 r. — po Walterze Jensie, Dieterze Hildebrandtcie, Gerhardzie Zwerenzu — Alternatywną Nagrodą im. Biichnera, a w lipcu 1993 r. — po Andrieju Sacharowie i Aleksandrze Dubćeku jako pierwszy Niemiec — otrzymał International Humanist Award.


 

 

Dlaczego Bóg miałby topić dzieci?

 

Autor tekstu: James A. Haught

Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska

 

Straszliwa fala tsunami na Oceanie Indyjskim w dzień po Bożym Narodzeniu 2004  jedna z najgorszych katastrof naturalnych w historii ludzkości — może mieć nieoczekiwany skutek uboczny: inteligentni ludzie mogą poczuć się zmuszeni do porzucenia koncepcji, że miłosierny, wszechmocny, ojcowski, dobry bóg stwórca panuje nad wszechświatem.

 

Jeśli bóstwo spowodowało koszmar na Oceanie Indyjskim lub bezdusznie nie zrobiło niczego, by uratować ofiary, jest to bóstwo potworne. Ta tragedia dowodzi, że miłosierny, wszechmocny, współczujący stwórca nie może istnieć.

 

Z pewnością po tej tragedii myślący ludzie dostrzegą dziwaczność chodzenia do kościoła i chwalenia boga, który nadzorował utonięcie 80 tysięcy dzieci i dwukrotnie większej liczby dorosłych. Z pewnością zaczną zdawać sobie sprawę z tego, że ogromnie skomplikowane

rytuały oddawania czci bogu opierają się na bajeczce, nieodpowiedniej dla oświeconych ludzi współczesnych.

Ten dylemat filozoficzny podnoszono raz za razem po wielu katastrofach, które zdarzały się w ciągu stuleci. W filozofii nosi nazwę „problemu zła" i dotyczy całego szeregu okrucieństw.

 

Jak mógł kochający stwórca wymyślić huragany, trzęsienia ziemi, powodzie, tornado i inne śmiercionośne zjawiska? Jak mógł zaplanować białaczkę dla dzieci, raka piersi dla kobiet, Alzheimera dla starców i tak dalej? Jak mógł stworzyć gepardy do wypruwania wnętrzności jelonkom, rekiny do rozrywania fok i pytony do miażdżenia świń?

 TYLKO SZATAN wymyśliłby te wszystkie okropieństwa.

 

Jako pierwszy sformułował ten dylemat w czwartym wieku przed naszą

 

erą grecki sceptyk Epikur. W swoich aforyzmach napisał:

 „Albo Bóg chce znieść zło i nie może tego zrobić; albo może, ale nie chce.

Jeśli chce, ale nie może, to jest bezsilny.

Jeśli może, ale nie chce, to jest okrutny.

Jeśli, jak powiadają, Bóg może znieść zło i rzeczywiście tego chce, to dlaczego istnieje ono w świecie?"

Przez dwadzieścia cztery stulecia żaden duchowny nie potrafił obalić tej nieodpartej logiki. Zamiast tego unikają pytania oznajmiając, że „nie możemy poznać woli Boga"

chociaż we wszystkich innych sprawach twierdzą, że wolę Boga znają.

(Wola Boga na ogół odpowiada przesądom świętych mężów, którzy ją proklamują.)

 

 

Prymitywnie myślący ludzie uważają często, że katastrofy są karą Bożą za grzechy ludzi.

Niektóre plemiona poświęcały dziewice, żeby przebłagać pomrukujące wulkany. Słynne trzęsienie ziemi w Lizbonie w 1755 roku zabiło ponad 100 tysięcy ludzi, a potem księża  przemierzali ulice Lizbony i wieszali ludzi, których podejrzewali o wywołanie gniewu Bożego.

 

Bezpośrednio po tragedii na Oceanie Indyjskim główny rabin sefardyjski Izraela, Shlomo Amar, powiedział agencji Reutersa: „Jest to wyraz wielkiego gniewu Boga na świat. Świat został ukarany za swe złe postępki". Międzynarodowa agencja prasowa cytowała także hinduskiego kapłana, który mówił, że powodem fali tsunami była „olbrzymia ilość wyrządzonego przez ludzi zła na Ziemi", dodając, że wpłynęła na to również specyficzna pozycja planet. Cytowano także pewnego Świadka Jehowy, że tragedia jest „oznaką nadchodzącego końca świata", wypełniającą obietnicę Chrystusa, że zniszczenie poprzedzi czas, kiedy wierni zobaczą „Syna Człowieczego, nadchodzącego w obłoku z wielką mocą i chwałą".

 

Biskup katolicki Alex Dias z Port Blair w Indiach powiedział, że fala tsunami była

„ostrzeżeniem Boga, byśmy głęboko zastanowili się nad tym, jak żyjemy".

Jennifer Girous,

dyrektorka „Women Influencing the Nation", powiedziała, że była to kara Boża za amerykańskie „klonowanie, homoseksualizm, próby ustanowienia małżeństw homoseksualnych, aborcje, brak Boga w szkołach i wyrugowanie Jezusa z Bożego Narodzenia".

 

Dodała złowieszczo, że Bóg „nie pozwoli z siebie drwić".

 

Arcybiskup Canterbury napisał w londyńskim „Sunday Telegraph": „Pytanie — jak  można wierzyć w Boga, który pozwala na cierpienia o takiej skali? — jest obecnie bardzo powszechne". Nie odpowiadając na nie zauważył, że „wiara przetrwała raz za razem takie próby" i stwierdził, że takie tragedie w rzeczywistości pobudzają więcej wiary.

 

(Arcybiskup może mieć rację, że w wyniku tego „aktu boga" irracjonalna wiara przypuszczalnie wzrośnie. Po koszmarnym trzęsieniu ziemi w 1906 roku w San Francisco  nastąpił przypływ ewangelizmu i ruchu

Zielonoświątkowców. Po tym, jak 11 września „męczennicy" zabili trzy tysiące Amerykanów jako rzekomą przysługę Bogu, miliony innych Amerykanów popędziło do kościołów, by modlić się do tego samego Boga.

A w Cape Town w Republice Południowej Afryki John Scrap napisał w „Cape Argus":

„Katastrofy naturalne, takie jak ta, ujawniają ostateczną słabość wszystkich niemal religii (...)

Rozpaczliwe próby usprawiedliwienia ich przez religie jako części planu Bożego ujawniają po prostu urojeniową naturę wiary religijnej".

 

Król Lear Szekspira lamentował: „Jak muchy dla okrutnych chłopców jesteśmy dla bogów. Zabijają nas dla zabawy". Ale Szekspir mówił metaforycznie. Osobiście bogów lekceważył (nie mógł tego jednak powiedzieć otwarcie w epoce procesów o bluźnierstwo).

 

Na przestrzeni całej historii niektórzy inteligentni obserwatorzy zdawali sobie sprawę z tego, że katastrofy są całkowicie naturalne, a nie sprowadzane przez duchy. O pladze, która w 420 roku p.n.e. zabiła jedną trzecią mieszkańców Aten, Tucydydes napisał, że modły i wyrocznie nie miały żadnego wpływu na chorobę i Ateńczycy, którzy żarliwie czcili bogów, umierali równie często jak grzesznicy.

 

Po trzęsieniu ziemi, które w pierwszym stuleciu n.e. dotknęło Pompeę i poprzedziło wybuch Wezuwiusza, Seneka pisał:

 „Trzeba pamiętać, że

żadnych takich zjawisk nie powodują bogowie (...) Mają one własne przyczyny; nie szaleją na rozkaz".

 

Po straszliwej fali tsunami na oceanie indyjskim myślący ludzie na całym świecie mogą dostrzec absurdalność oddawania czci rzekomo kochającemu bogu, który, gdyby istniał, byłby sprawcą topienie dzieci.

 

Autor ma rację, że nie należy za naturalne katastrofy i kataklizmy  obciążać Boga.

 

Jezus Chrystus wyraźnie tłumaczy, że do katastrofy budowlanej jak poniższa Bóg nie przykładał ręki. To wina budujących i brak rzemiosła w sztuce budowlanej doprowadziła do katastrofy. Podobnie jest z prawami natury jak trzęsienia ziemi, wybuchy wulkanów czy uderzenia ciał niebieskich o ziemię.

 

Cytat z Ewangelii:

Pan Jezus:

4 Albo myślicie, że owych osiemnastu, na których zwaliła się wieża w Siloam* i zabiła ich, było większymi winowajcami niż inni mieszkańcy Jerozolimy?

5 Bynajmniej, powiadam wam; lecz jeśli się nie nawrócicie, wszyscy tak samo zginiecie».

 

Pan Jezus ma na myśli utratę zbawienia wiecznego poprzez nagłą śmierć w takich katastrofach i kataklizmach przez nieprzygotowanych do śmierci ludzi.

 

Nadal pokutuje błąd Kościoła, który na soborach trydenckich uznał tradycję za równą Biblii co zdumiewa i jest nie do obrony przez współczesnych chrześcijan.

 

Dopiero Sobory Watykańskie zwłaszcza Vaticanum II odcięły się od Tradycji Kościelnej gdzie pomieszana została prawda z zabobonami, mitami, baśniami i tzw. banialukami średniowiecza czyli ciemnotą i zacofaniem w każdej dziedzinie życia, nauce i religii.

 

Potępienie  tradycji żydowskiej przez Jezusa znane były ówczesnemu Kościołowi. Ale Kościół był wierny Tradycji a nie słowu Bożemu które głosiła Biblia.

A tam, gdzie nie wiadomo o co tak naprawdę chodziło to na pewno możemy być pewni, że chodziło  o dobra tego świata:

pieniądze,  zaszczyty, panowanie i władzę absolutną.

 

Bo tego jw. Biblia zabraniała.

 

JPII był orędownikiem i współtwórcą Vaticanum II, który cytował w swoich katechezach tylko Biblię i autentyczne słowo Boże z Biblii czyniło cuda.

 

Kościół został zakładnikiem średniowiecznych dogmatów opartych  na tradycji i to jest przyczyną jego zastoju i niespotykanego na taką skalę odchodzenia chrześcijan z Kościoła.

Ale nadejdzie dzień, że Bóg wzbudzi autentycznych kapłanów którzy odrzucą całe zakłamanie wynikające z ciemnoty i zacofania zamierzchłego Kościoła i nastąpi oczyszczenie i powrót do autentycznej wiary objawionej tylko w Biblii.


 

CZYŚCIEC

 

Wyszydzenie na krzyżu*

 

35 A lud stał i patrzył. Lecz członkowie Wysokiej Rady drwiąco mówili: «Innych wybawiał, niechże teraz siebie wybawi, jeśli On jest Mesjaszem, Wybrańcem Bożym».

36 Szydzili z Niego i żołnierze; podchodzili do Niego i podawali Mu ocet,

37 mówiąc: «Jeśli Ty jesteś królem żydowskim, wybaw sam siebie». 38 Był także nad Nim napis w języku greckim, łacińskim i hebrajskim: «To jest Król Żydowski»*.

Dobry łotr

39 Jeden ze złoczyńców, których [tam] powieszono, urągał Mu: «Czy Ty nie jesteś Mesjaszem? Wybaw więc siebie i nas».

40 Lecz drugi, karcąc go, rzekł: «Ty nawet Boga się nie boisz, chociaż tę samą karę ponosisz?

41 My przecież - sprawiedliwie, odbieramy bowiem słuszną karę za nasze uczynki, ale On nic złego nie uczynił».

42 I dodał: «Jezu, wspomnij na mnie, gdy przyjdziesz do swego królestwa».

43 Jezus mu odpowiedział:

«Zaprawdę, powiadam ci: Dziś ze Mną będziesz w raju».

 

 

BOŻE PRZEBACZENIE

Zaginiona owca

1 Zbliżali się do Niego wszyscy celnicy i grzesznicy, aby Go słuchać.

2 Na to szemrali faryzeusze i uczeni w Piśmie: «Ten przyjmuje grzeszników i jada z nimi».

3 * Opowiedział im wtedy następującą przypowieść:

4 «Któż z was, gdy ma sto owiec, a zgubi jedną z nich, nie zostawia dziewięćdziesięciu dziewięciu na pustyni i nie idzie za zgubioną, aż ją znajdzie?

5 A gdy ją znajdzie, bierze z radością na ramiona

6 i wraca do domu; sprasza przyjaciół i sąsiadów i mówi im: "Cieszcie się ze mną, bo znalazłem owcę, która mi zginęła".

7 Powiadam wam: Tak samo w niebie* większa będzie radość z jednego grzesznika, który się nawraca, niż z dziewięćdziesięciu dziewięciu sprawiedliwych, którzy nie potrzebują nawrócenia.

Zgubiona drachma

8 Albo jeśli jakaś kobieta, mając dziesięć drachm, zgubi jedną drachmę, czyż nie zapala światła, nie wymiata domu i nie szuka starannie, aż ją znajdzie?

9 A znalazłszy ją, sprasza przyjaciółki i sąsiadki i mówi: "Cieszcie się ze mną, bo znalazłam drachmę, którą zgubiłam".

10 Tak samo, powiadam wam, radość powstaje u aniołów Bożych* z jednego grzesznika, który się nawraca».

Syn marnotrawny

11 Powiedział też: «Pewien człowiek miał dwóch synów.

12 Młodszy z nich rzekł do ojca: "Ojcze, daj mi część majątku, która na mnie przypada". Podzielił więc majątek między nich.

13 Niedługo potem młodszy syn, zabrawszy wszystko, odjechał w dalekie strony i tam roztrwonił swój majątek, żyjąc rozrzutnie.

14 A gdy wszystko wydał, nastał ciężki głód w owej krainie i on sam zaczął cierpieć niedostatek.

15 Poszedł i przystał do jednego z obywateli owej krainy, a ten posłał go na swoje pola żeby pasł świnie*.

16 Pragnął on napełnić swój żołądek strąkami, którymi żywiły się świnie, lecz nikt mu ich nie dawał.

17 Wtedy zastanowił się i rzekł: Iluż to najemników mojego ojca ma pod dostatkiem chleba, a ja tu z głodu ginę.

18 Zabiorę się i pójdę do mego ojca, i powiem mu: Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Bogu* i względem ciebie;

19 już nie jestem godzien nazywać się twoim synem: uczyń mię choćby jednym z najemników. 20 Wybrał się więc i poszedł do swojego ojca. A gdy był jeszcze daleko, ujrzał go jego ojciec i wzruszył się głęboko; wybiegł naprzeciw niego, rzucił mu się na szyję i ucałował go.

21 A syn rzekł do niego: "Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Bogu* i względem ciebie, już nie jestem godzien nazywać się twoim synem".

22 Lecz ojciec rzekł do swoich sług: "Przynieście szybko najlepszą szatę i ubierzcie go; dajcie mu też pierścień na rękę i sandały na nogi!

23 Przyprowadźcie utuczone cielę i zabijcie: będziemy ucztować i bawić się,

24 ponieważ ten mój syn był umarły, a znów ożył; zaginął, a odnalazł się". I zaczęli się bawić. 25 Tymczasem starszy jego syn* przebywał na polu. Gdy wracał i był blisko  domu, usłyszał muzykę i tańce.

26 Przywołał jednego ze sług i pytał go, co to ma znaczyć.

27 Ten mu rzekł: "Twój brat powrócił, a ojciec twój kazał zabić utuczone cielę, ponieważ odzyskał go zdrowego".

28 Na to rozgniewał się i nie chciał wejść; wtedy ojciec jego wyszedł i tłumaczył mu.

29 Lecz on odpowiedział ojcu: "Oto tyle lat ci służę i nigdy nie przekroczyłem twojego rozkazu; ale mnie nie dałeś nigdy koźlęcia, żebym się zabawił z przyjaciółmi.

30 Skoro jednak wrócił ten syn twój, który roztrwonił twój majątek z nierządnicami, kazałeś zabić dla niego utuczone cielę".

31 Lecz on mu odpowiedział: "Moje dziecko, ty zawsze jesteś przy mnie i wszystko moje do ciebie należy.

32 A trzeba się weselić i cieszyć z tego, że ten brat twój był umarły, a znów ożył, zaginął, a odnalazł się"».

 

 

39 Opowiedział im też przypowieść*: «Czy może niewidomy prowadzić niewidomego? Czy nie wpadną w dół obydwaj? 40 Uczeń nie przewyższa nauczyciela. Lecz każdy, dopiero w pełni wykształcony, będzie jak jego nauczycie

 

 

Zakończenie nauczania w przypowieściach

 

33 W wielu takich przypowieściach głosił im naukę, o ile mogli [ją] rozumieć. 34 A bez przypowieści nie przemawiał do nich. Osobno zaś objaśniał wszystko swoim uczniom.

 

Cała nauka Jezusa Chrystusa mówi o bezwarunkowej miłości Boga do ludzi. Bóg kocha ludzi bezinteresownie i takimi jakimi jesteśmy:

świętymi czy najpodlejszymi grzesznikami nie wyłączając zbrodniarzy.

Jego przebaczenie jest bezwarunkowe. Świadczy o tym dobry łotr.

Dostąpił zbawienia z wiary bo uczynki jego wołały o pomstę w piekle.

Dostąpił zbawienia i nieba  bez żadnego oczyszczenia się  bo Bóg nie objawił apostołom, aby czyściec istniał.

Jego (BOGA) przebaczenie automatycznie bezwarunkowo oczyszcza człowieka z nieczystości.

Identyczną naukę przekazał nam Jezus w przypowieści o synu marnotrawnym i robotniku w winnicy

 

Przypowieść o robotnikach w winnicy

1 Albowiem królestwo niebieskie podobne jest do gospodarza, który wyszedł wczesnym rankiem, aby nająć robotników do swej winnicy. 2 Umówił się z robotnikami o denara za dzień i posłał ich do winnicy.

3 Gdy wyszedł około godziny trzeciej, zobaczył innych, stojących na rynku bezczynnie,

4 i rzekł do nich: "Idźcie i wy do mojej winnicy, a co będzie słuszne, dam wam".

5 Oni poszli. Wyszedłszy ponownie około godziny szóstej i dziewiątej, tak samo uczynił.

6 Gdy wyszedł około godziny jedenastej, spotkał innych stojących i zapytał ich: "Czemu tu stoicie cały dzień bezczynnie?"

7 Odpowiedzieli mu: "Bo nas nikt nie najął". Rzekł im: "Idźcie i wy do winnicy!"

8 A gdy nadszedł wieczór, rzekł właściciel winnicy do swego rządcy: "Zwołaj robotników i wypłać im należność, począwszy od ostatnich aż do pierwszych!"

9 Przyszli najęci około jedenastej godziny i otrzymali po denarze. 10 Gdy więc przyszli pierwsi, myśleli, że więcej dostaną; lecz i oni otrzymali po denarze.

11 Wziąwszy go, szemrali przeciw gospodarzowi,

12 mówiąc:

"Ci ostatni jedną godzinę pracowali, a zrównałeś ich z nami, którzyśmy znosili ciężar dnia i spiekoty".

13 Na to odrzekł jednemu z nich: "Przyjacielu, nie czynię ci krzywdy; czy nie o denara umówiłeś się ze mną?

14 Weź, co twoje i odejdź! Chcę też i temu ostatniemu dać tak samo jak tobie.

15 Czy mi nie wolno uczynić ze swoim, co chcę? „Czy na to złym okiem patrzysz, że ja jestem dobry?"

16 Tak ostatni będą pierwszymi, a pierwsi ostatnimi».


WSZYSTKICH  ŚWIĘTYCH

 



 

„Każdy człowiek w swojej nieśmiertelnej duszy otrzymuje zaraz po śmierci wieczną zapłatę na sądzie, który polega na odniesieniu jego życia do Chrystusa i albo otwiera sobie  bezpośrednie miejsce do szczęścia w niebie, albo otwiera sobie potępienie na wieki.Takie stanowisko Boga zostało nam objawione w Biblii.

 

Żadne inne interpretacje o losie człowieka po śmierci nie mają oparcia w Biblii.

W całej Biblii napróżno szukać słowa „czysciec” bo go tam niema. Mowa jest tylko o otchłani czyli miejscu spoczynku dusz do momentu sądu ostatecznego.

 

I tu nasuwa się niejasność, gdzie faktycznie zbawione dusze przebywają:

 

w niebie czy w” otchłani” czekając jeszcze  na sąd ostateczny?.

 

Na przestrzeni wieków były różne interpretacje Kościoła. Pewne zapatrywania Kościół przeniósł z apokryfów i  tradycji, która została potępiona w wielu wypowiedziach przez pana Jezusa Chrystusa.

Wszelkie jednak  inne  interpretacje poza Biblią nie mają  pieczęci prawdziwości  boskiej .I są tylko domysłem a nawet fałszem.

 

Pamiętajmy o modlitwie i zapaleniu świeczek gdziekolwiek jesteśmy dla bezimiennych, bezbronnych , spalonych ofiar „świętej  inkwizycji „

w tym niewinnych spalonych dzieci żywcem na stosach przez „świętą inkwizycję”.

Na mocy antyboskich i antyludzkich „świętych kanonów inkwizycyjnych rodem z piekła” zostali pozbawieni Oni człowieczeństwa, nie znamy ich imion i nazwisk.

Ich zwłoki zostały zbezczeszczone i  jako popiół rozsypane  w nieznanych miejscach.

Na mocy tych piekielnych antyludzkich wyroków „świętej inkwizycji” pod karą ekskomuniki i spalenia na stosie „Kościół Święty” zabronił się modlić za bestialsko zamordowane ofiary ani ich wspominać, ani odprawiać za nich Mszy Świętych a traktować tak jakby się nigdy nie narodzili…..

To dodatkowa kara i dowód na bestialstwo bez granic „średniowiecznego kościoła świętego”.

 





 

ŚWIĘTO

CHRYSTUSA KRÓLA

 


-szukam-



-szukam-



Cytaty z Pisma Świętego:

 

19 Wypisał też Piłat tytuł winy JEZUSA i kazał go umieścić na krzyżu. A było napisane:

 

«Jezus Nazarejczyk, Król Żydowski».

 

 

20 Ten napis czytało wielu Żydów, ponieważ miejsce, gdzie ukrzyżowano Jezusa, było blisko miasta. A było napisane w języku hebrajskim, łacińskim i greckim.

 

21 Arcykapłani żydowscy mówili do Piłata:

 

«Nie pisz: Król Żydowski, ale że On powiedział: Jestem Królem Żydowskim».

 

22 Odparł Piłat: «Com napisał, napisałem».

 

35 Gdy Go ukrzyżowali, rozdzielili między siebie Jego szaty, rzucając o nie losy.

37 A nad głową Jego umieścili napis  z  podaniem

Jego winy:

 

«To jest Jezus, Król Żydowski».

 

38 Wtedy też ukrzyżowano z Nim dwóch złoczyńców, jednego po prawej, drugiego po lewej stronie.

Wyszydzenie na krzyżu

39 Ci zaś, którzy przechodzili obok, przeklinali Go i potrząsali głowami,

40 mówiąc:

 

«Ty, który burzysz przybytek i w trzech dniach go odbudowujesz, wybaw sam siebie; jeśli jesteś Synem Bożym, zejdź z krzyża!»

 

41 Podobnie arcykapłani z uczonymi w Piśmie i starszymi, szydząc, powtarzali:

42

 

«Innych wybawiał, siebie nie może wybawić. Jest królem Izraela: niechże teraz zejdzie z krzyża, a uwierzymy w Niego.

43 Zaufał Bogu: niechże Go teraz wybawi, jeśli Go miłuje*. Przecież powiedział:

 

"Jestem Synem Bożym"».

 

 

Jezus odrzucony przez swój naród

9 Piłat im odpowiedział:

«Jeśli chcecie, uwolnię wam Króla Żydowskiego?»

 

10 Wiedział bowiem, że arcykapłani wydali Go przez zawiść. 11 Lecz arcykapłani podburzyli tłum, żeby uwolnił im raczej      Barabasza.

12 Piłat ponownie ich zapytał:

«Cóż więc mam uczynić z tym, którego nazywacie Królem Żydowskim?»

13 Odpowiedzieli mu krzykiem: «Ukrzyżuj Go!»

14 Piłat odparł: «Cóż więc złego uczynił?» Lecz oni jeszcze głośniej krzyczeli: «Ukrzyżuj Go!»

15 Wtedy Piłat, chcąc zadowolić tłum, uwolnił Barabasza, Jezusa zaś kazał ubiczować i wydał na ukrzyżowanie.

Król wyśmiany

16 Żołnierze zaprowadzili Go na wewnętrzny dziedziniec, czyli pretorium, i zwołali całą kohortę.

17 Ubrali Go w purpurę i uplótłszy wieniec z ciernia włożyli Mu na głowę.

18 I zaczęli Go pozdrawiać:

«Witaj, Królu Żydowski!»

 

19 Przy tym bili Go trzciną po głowie, pluli na Niego i przyklękając oddawali Mu hołd.

20 A gdy Go wyszydzili, zdjęli z Niego purpurę i włożyli na Niego własne Jego szaty.

 

To odrzucenie i wyszydzenie CHRYSTUSA KRÓLA  przez „jego sługi „ trwa po dzień dzisiejszy.

 

Prawdziwie  zauważył śp. ks. Tadeusz Kiersztyn, że intronizacja Jezusa na Króla działa na nich  o wiele silniej  niż egzorcyzmowana woda święcona.

 

„Słudzy Jezusowi„ wpadają wtedy w panikę i paraliżuje ich strach w obawie,że mogą utracić władzę i związane z władzą wysokie  apanaże.

 

 

Kto jest za intronizacją Jezusa CHRYSTUSA na KRÓLA   automatycznie zostaje "wrogiem" Kościoła  ale  jednocześnie umiłowanym uczniem i przyjacielem BOGA.

 

 

Papieskie roszczenia władzy

 

 

 

Source: Lucius Ferraris, “Papa,” art. 2, in his Prompta Bibliotheca Canonica, Juridica, Moralis, Theologica, Ascetica, Polemica, Rubristica, Historica. (“Handy Library”), Vol. 5, published in Petit-Montrouge (Paris) by J. P. Migne, 1858 edition, column 1823, Latin.

http://biblelight.net/claims.htm

 

O zakresie papieskiej godności, autorytetu lub władzy i nieomylności.
(Quoadea quoeconcernunt papae dignitatem, auctoritatem, seu potestatem, et infallibilitatem.)

 

 

# 1. "Papież jest w godności tak wielkiej i tak wysokiej, że nie jest on tylko człowiekiem, ale jakby był Bogiem, i wikariuszem Boga ".

 

(#1. "Papa tantae est dignitatis et cesitudinis, ut non sit simplex homo, sed quasi Deus, et  Dei vicarius.")

 

# 13. "Dlatego papież jest ukoronowany potrójną koroną, jako król  nieba i ziemi i niższych regionów ".

 

(#13. Hinc Papa triplici corona coronatur tanquam rex coeli, terre et infernoram.")

 

# 18. "Co się tyczy władzy papieskiej, papież jest, jakby był Bogiem na ziemi, jedynym suwerenem wszystkich wiernych Chrystusa, królem królów, o bogatej nieprzerwanej władzy, powierzonej mu przez wszechmocnego Boga do rządzenia ziemskimi i niebieskimi królestwami ".

 

 

(#18. "Deveniendo ad Papae auctoritatem, Papa est quasi Deus in terra unicaus Christifidelium princeps, regum omnium rex maximus, plenitudinem potestatis continens, cui terreni simul, ac coelestis imperii gubernacula ab omnipotenti Deo credita sunt.")

 

# 30. "Papież jest tak wielkim autorytetem i władzą, że jest w stanie zmienić, oświadczać, lub zinterpretować nawet boskie prawa. "

 

(#30. "Papa tantae est auctoritatis et potestatis, ut possit quoque leges divinas modificare, declarare, vel interpretari, ad num.")

 

 

Oto odpowiednie Zeskanowane strony z Bibliotheca Prompta Ferrari dla tych którzy chcieliby, aby zobaczyć oryginalny tekst łaciński z powyższych cytatów:

 

http://biblelight.net/prompta.htm

 

Te papieskie roszczenia, aby uwzględnić prawo do zmiany praw boskich Boga, zostało specyficznie przewidziane w Księdze Daniela:

 

Dan 7:25

A on będzie mówił wielkie słowa przeciwko Najwyższemu, i zdzierać Świętych z Najwyższego, i myśleć by zmienić czasy i prawa: (z Najwyższego) i będą wydani w jego ręce aż do czasu i godziny, i podziału czasu.

 

Podczas koronacji wszystkich papieży - w tym Piusa XII, w dniu 12 marca 1939 - tiara jest  umieszczana na kandydata głowę ze słowami:

 

"Przyjmij tę tiarę ozdobioną trzema koronami i wiedz, że tyś Ojcem książąt i królów, władcą świata, Wikariuszem naszego Zbawiciela Jezusa Chrystusa ".

 

Papieska Tiara

 

TIARA lub potrójna korona jest, ściślej mówiąc, nie tyle kościelnym, co królewskim ornamentem; i w pierwotnym założeniu miała ona być noszona tylko z pojedynczą koroną, przez papieża Sylwestra w czasach cesarza Konstatyna.

Innocenty III. Około roku 1200. pisze, że Kościół dał mu koronę dla doczesnego zwierzchnictwa i mitrę do kapłaństwa. Ogólnie uważa się, że Bonifacy VIII. około 1300 roku był pierwszym, który dodał drugą koronę, aby ukazać duchową wyższość i doczesną wielką moc, i dwadzieścia lat później Jan XXII. lub według innych Urban V. ponad sześćdziesiąt lat później, umieścił trzeci diadem na niej, co sprawiło, że tiara wykazuje połączoną władzę papieską, cesarską i królewską.

Nikt nie wie na pewno kiedy powstała tiara, i przeszła wiele zmian od czasu jej pojawienia się na dworze papieskim. Tiara składa się z trzech oddzielnych koron, lub diademów. Korona dolna pojawiła się w IX wieku jako ozdoba u podstawy mitry.

 

Papież Grzegorz Wielki ogłasza  tytuł "Kapłana powszechnego"(papieża)  Antychrystem

 

Każdy, kto sam siebie nazywa, lub chce być nazywany, kapłanem powszechnym, jest w swoim podnieceniu Prekursorem antychrysta, bo z dumą stawia się przed wszystkimi innymi. Nie jest to w niepodobnej dumie, iż jest on wprowadzany w błąd, bo, jako przewrotny chce się ukazać przed wszystkim jako Bóg, więc ten kto pożąda miano jedynego kapłana, wywyższa się przed wszystkimi innymi kapłanami.

 

Źródło: papież Grzegorz Wielki (590-604),List do cesarza Augusta Mauricius (przed założeniem tytułu "powszechny" przez Patriarchę Konstantynopola) w jego listach, ks. 7, list 33, trans. w NPNF, 2d serii Obj. 12, str. 226 (2d paginacji).

 

Znaczenie papieskiego dogmatu nieomylności

 

Jest to bezpośrednią antypodą z protestancką zasadą absolutnej wyższości i nieomylności Pisma Świętego.

 

Ustanawia ona wieczystą boską wyrocznię w Watykanie. Każdy katolik może dalej powiedzieć,

 

że wierzy - nie z powodu Chrystusa, lub Biblii, czy Kościoła, ale - bo Papież jest nieomylny i tak oświadczył i rozkazał ..

 

Jeśli dogmat byłby fałszywy, to zawiera bluźniercze założenie i poczyna najbliższy

 

krok do wypełnienia się proroctwa św. Pawła, o człowieku grzechu, który jako Bóg siedzi w świątyni Boga,

 

pokazując na siebie samego,

 

że jest Bogiem

"(2 Tes. II. 4)

 

Źródło: Philip Schaff, wyznanie chrześcijańskie (4th ed, rev, Nowy Jork:.. Harper, 1919), tom. 1, s. 164, 165.

 



Literatura nadesłana:


***KLIKNIJ***Karlheinz Deschner - Opus Diaboli.



***KLIKNIJ***Papal Claims to Authority.Papieskie roszczenia władzy oryginalne-język angielski.



***KLIKNIJ***Papieskie roszczenia władzy cz.1



***KLIKNIJ***Papieskie roszczenia władzy cz.2



CHWAŁA I CZEŚĆ JEZUSOWI CHRYSTUSOWI KRÓLOWI POLSKI!


BEZPOŚREDNIE TRANSMISJE Z PUSTELNII NIEPOKALANÓW - POLSKA

ks.prof.dr.Piotra Natanka.

Kliknij poniżej na "TV-TIME" aby załadować.

TV-TIME


RAMOWY PROGRAM TRANSMISJI

BEZPOŚREDNICH /na żywo/:



14.30  Różaniec


15.00  Koronka do Miłosierdzia Bożego



15.15-16.00  Droga krzyżowa


18.00  Msza św. w dni powszednie

(w miarę możliwości z udziałem ks. Piotra)


19.30  Różaniec z modlitwami


20.30-21.00  Nowenna do Chrystusa Króla

z modlitwami


Każdego 27 dnia miesiąca

transmitowany będzie całodobowy

Różaniec Gietrzwałdzki.


Od każdej II niedzieli miesiąca


siedmiodniowe Jerycho Różańcowe.


10.00 Niedzielna Msza Święta w miarę

możliwości z udziałem ks. Piotra.



© Echo Matki Bożej Niepokalanie Poczętej. Wykonanie: Sebastian Pieczyński.